Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Andrzejewski: Choroba nowotworowa to nie fanaberia |
|
|
Łukasz Andrzejewski
|
|
23.03.2010 |
Choroba nowotworowa wraz ze swoją symboliczną otoczką jest doskonałym tematem na przykuwający uwagę materiał telewizyjny. Tak zapewne myślał reporter TVN, który spędził dwa dni w Centrum Onkologii na warszawskim Ursynowie. Dokonał zbliżenia i opisu sytuacji, którą tam zastał. Rzeczywiście, nie wygląda to dobrze: umęczeni pacjenci, nerwowa atmosfera, dramatycznie złe warunki pobytu, wielogodzinne kolejki i opryskliwy personel. Słowem, Centrum Onkologii przy ulicy Roentgena w Warszawie jako najciemniejszy punkt na mapie polskiej ochrony zdrowia. Wszystko to w konwencji bezkonkurencyjnej „Uwagi” TVN. Reporter, ani moment nie wątpię w jego szlachetne intencje, chciał pewnie przede wszystkim naświetlić problem i pomóc pacjentom. Dlaczego więc się jeszcze czepiam? Przede wszystkim dlatego, że takie traktowanie problemu choroby nowotworowej, ważnego przecież zjawiska społecznego, niczego nie zmienia w sytuacji pacjentów i ich bliskich. Wpisywanie tak złożonego problemu w utarty schemat: umęczeni pacjenci - obojętny personel - nieudolne zarządzanie - zły system finansowania dodatkowo komplikuje i tak szalenie trudną sytuację pacjentów.
Reporter TVN spędził w Centrum Onkologii dwa dni. Nie wiem, czy to dużo, czy mało. Z punktu widzenia zdrowego człowieka to cała wieczność w najbardziej przerażającym wydaniu, zaś z perspektywy chorego - to jedynie drobny wycinek w wielomiesięcznym procesie uporczywego leczenia. Reporter telewizyjny był w Centrum od rana do wieczora, tak jak tysiące innych osób. Był jednak w skrajnie innej sytuacji. Mógł obserwować, rozmawiać i swobodnie się przemieszczać po całym budynku. Miał też czas i siłę na wysnucie wniosków o charakterze ogólnym. Z jednej strony głosy pacjentów, którzy pokonują nierzadko setki kilometrów, by uzyskać diagnozę, ale bywa też tak, że odchodzą z kwitkiem. A z drugiej argumenty władz Centrum, że pacjentów jest za dużo, że nie ma pieniędzy, że oni by chcieli, ale nie mogą… Znowu: wszystko prawda i nic nowego. Przeciwstawianie sobie pacjentów i lekarzy przy okazji (słusznie) obwiniając skandalicznie zły system finansowania opieki zdrowotnej w Polsce jest jedynie łatwym sposobem na sensację podczas wieczornego wydania programu informacyjnego. Warto jednak bliżej przyjrzeć się Centrum Onkologii, które rzeczywiście jest miniaturą systemu opieki zdrowotnej w Polsce.
Podstawowy argument dyrekcji Centrum i NFZ brzmi: „Pacjentów jest za dużo”. Co to właściwie znaczy? Przede wszystkim oznacza to brak odpowiednich funduszy na leczenie i obsługę tysięcy chorych. Centrum Onkologii, mimo że faktycznie otrzymuje najwięcej pieniędzy z NFZ na tle innych ośrodków onkologicznych, nie jednak jest traktowane w sposób wyjątkowy. A to błąd!
Pacjenci z odległych krańców Polski, o których wspominał reporter TVN, nie przyjeżdżają do CO z powodu własnej fanaberii czy lenistwa lekarzy, którzy chcą złośliwie i dodatkowo obciążyć medyków z Centrum Onkologii. Tym, co napędza exodus pacjentów z lokalnych ośrodków do ursynowskiego Centrum, jest nie tylko nadzieja pacjentów, ale też bezsilność innych lekarzy. W Centrum Onkologii leczy czołówka specjalistów w kraju, do których odsyłani są ci pacjenci, którym z różnych, często też logistycznych powodów, nie można pomóc w regionalnych ośrodkach. Centrum Onkologii prowadzi najwięcej skomplikowanych programów klinicznych, które są niedostępne w innych ośrodkach czy regionalnych centrach onkologii. Te programy są często jedyną szansą dla chorych zmagających się z rzadko występującymi lub nietypowymi nowotworami.
Dodatkowo, o czym warto przypomnieć, onkologia jest dziedziną medycyny, w której jest jeszcze bardzo dużo niepewności. Skomplikowane diagnozy i obarczone dużym ryzykiem programy terapeutyczne muszą być szeroko konsultowane. Ostatnią instancją jest najczęściej właśnie Centrum Onkologii w Warszawie. Nikogo nie powinno dziwić, że pacjent, który dowiedział się od swojego lekarza prowadzącego, że w CO może otrzymać na przykład mniej toksyczną od standardowej chemioterapię, ale równie lub nawet bardziej skuteczną terapię celowaną, wybiera leczenie w warszawskim szpitalu. Między innymi temu miało przecież służyć przejście od systemu regionalnych i branżowych Kas Chorych do systemu zarządzanego przez Narodowy Fundusz Zdrowia.
Sytuacja Centrum Onkologii w Warszawie odzwierciedla stosunek władz do problemu choroby nowotworowej. W Polsce na leczenie jednego mieszkańca onkologiczne przeznacza się statystycznie dwa razy mniej pieniędzy niż w sąsiednich Czechach i prawie sześć razy mniej niż w Szwajcarii. Mimo że co roku w Polsce u przeszło 130 tys. pacjentów stwierdza się chorobę nowotworową, to liczba wszystkich onkologów klinicznych - według danych „Menedżera Zdrowia” - ledwo przekracza tysiąc. Statystyczna pięcioletnia przeżywalność (w języku onkologii „wyleczenie”) od momentu zdiagnozowania nowotworu wynosi w Polsce ledwo ponad 40 proc.
Te dramatyczne statystyki zdają się niepokoić jedynie pacjentów, ich rodziny oraz lekarzy - politycy najczęściej pozostają nieuchwytni. Tak jak podczas niedawnych problemów z refundacją chemioterapii niestandardowej, tak i teraz minister Kopacz pozostaje nieuchwytna. Media koncentrują się na odrzuconej dymisji dyrektora Centrum Onkologii, a sama sprawa rozmywa się w rytualnej przepychance. Jednak od ucieczki i chowania głowy w piasek jeszcze nic się nie zmieniło. Nie jest też tak, że choroba nowotworowa to problem, z którym nie można sobie poradzić. Wręcz przeciwnie - we wszystkich krajach Unii Europejskiej programy wczesnego wykrywania i leczenia chorób nowotworowych są traktowane absolutnie priorytetowo. Nikomu chyba nie trzeba tłumaczyć, że zdrowie tysięcy ludzi jest ważniejsze od na przykład bezzałogowych samolotów obsługujących kolejną misję stabilizacyjną.
W Polsce jednak panuje niebezpieczny chaos. Z jednej strony niestabilna sytuacja NFZ i skomplikowane procedury pozyskiwania środków na leczenie, z drugiej strony niewielka liczba lekarzy-specjalistów i nieuporządkowana sieć ośrodków onkologicznych w Polsce, które mimo różnych możliwości muszą ze sobą konkurować o środki z jednej puli. Prowadzi do to tego, że każda niestandardowa potrzeba kliniczna, a tych w onkologii jest stosunkowo najwięcej, rozbija się o argument finansowy. Nie może tak być. Tę sytuację koniecznie trzeba zmienić, reorganizując zarówno model finansowania opieki zdrowotnej w ogóle, jak i samą sieć ośrodków onkologicznych z ursynowskim Centrum na czele.
Stołeczne Centrum Onkologii powinno być faktycznym centrum polskiej walki z chorobą nowotworową. Z tego powodu musi być też traktowane w sposób wyjątkowy, nie tylko pod względem finansowym. Jako największy ośrodek w Polsce, warszawskie Centrum powinno być miejscem przede wszystkim dla tych chorych, którym w innych szpitalach nie można pomóc. Półoficjalnie Centrum właśnie tę funkcję spełnia: jest miejscem ostatecznej weryfikacji diagnozy i konfrontacji z chorobą. Lekarze z warszawskiego Centrum Onkologii bardzo często, mimo niesprzyjających warunków i, oczywiście, ograniczonych funduszy, skutecznie pomagają tym pacjentom, którym w innych ośrodkach nie dawano już żadnej szansy. Warto tę formułę nie tylko faktycznie zalegalizować, ale też usprawnić i wspomóc. Konsekwencje prób sztucznego odciążania Centrum Onkologii, które tak łatwo projektuje się na papierze w zaciszu gabinetu, poniosą głównie pacjenci. Sytuacja finansowa się ustabilizuje, z korytarzy zniknie tłum, ale sytuacja setek pacjentów, których głosu nie usłyszymy, ulegnie pogorszeniu. Stracą szansę na nowoczesne i skuteczne leczenie. Naprawdę trudno zrozumieć, gdy politycy, niezależnie od opcji, bez przerwy i z przekonaniem mówią o modernizacji, o cywilizacyjnym postępie, i jednocześnie nie są w stanie zorganizować środków na budowę w Polsce centrum leczenia chorób nowotworowych z prawdziwego zdarzenia. To nie samoloty, czołgi ani nawet gminne boiska, ale właśnie sposób, w jaki traktuje się chorych, świadczy o rozwoju cywilizacyjnym.
Warto powalczyć o Centrum Onkologii, by nie kojarzyło się ani z budzącym strach budynkiem na warszawskim blokowisku, ani z telewizyjnymi programami interwencyjnymi, ale z tysiącami skutecznie leczonych pacjentów i nadzieją, która coraz częściej się spełnia.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 23.03.2010 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...