|
„Dziś będziemy na siebie uważać. Będziemy się wzajemnie pocieszać i ze sobą rozmawiać. Nie zniszczycie naszej demokracji, ani naszego zaangażowania na rzecz lepszego świata”. Kiedy słyszę słowa premiera Norwegii Jensa Stoltenberga, mam wrażenie, że pochodzi on z jakiejś innej planety. I nie mam wątpliwości, że to planeta lepsza od tej, na której żyją zwolennicy prewencyjnego zamykania granic, ograniczania swobód obywatelskich, permanentnej inwigilacji, piętnowania całych grup społecznych i pochopnego wskazywania „oczywistych” sprawców, noszących – rzecz jasna – turbany i długie brody.
Tło ataków, w których śmierć poniosło niemal sto osób, nie jest do końca wyjaśnione, ale kilka rzeczy wiemy na pewno. Schwytany sprawca nie pochodzi z żadnej „wrogiej cywilizacji”, ale jak najbardziej z wnętrza „naszego” świata. Absolwent marketingu i zarządzania, 32-letni Norweg, jawi się niczym karykatura postmodernistycznego faszysty. Nordycka aparycja, technologiczna sprawność, na sieciowym profilu papka cytatów i odniesień – od norweskich bohaterów narodowych, przez Winstona Churchilla aż po Johna Stuarta Milla; do tego wypowiedzi wrogie islamowi i szerzej – współżyciu wielu kultur i tożsamości. Kwestia jego zdrowia psychicznego będzie zapewne przedmiotem sporów, podobnie jak szersza interpretacja tragedii – czy to jednostkowy akt psychopaty, czy raczej koszmarny symptom jakichś realnych problemów. Ważniejsze dziś jednak jest to, jak zareaguje norweski rząd, media, politycy.
W obliczu tragedii w centrum Oslo i na wysepce Utoya, szef rządu zachował się jak lider państwa i społeczeństwa, które świadome jest swych ideałów i świadome swojej mocy. Świadome również i tego, że „wyjątkowe” i „tymczasowe” zawieszanie obywatelskich praw i swobód w imię obrony tychże swobód, bywa najskuteczniejszym i najtrwalszym środkiem ich unicestwienia. Czas pokaże, czy Norwegom uda się w tej postawie konsekwentnie wytrwać i zachować to wszystko, co odróżnia ich kraj od wielu innych państw – nie przypadkiem do dziś jedyny obwarowany budynek w Oslo to ambasada USA, zwana przez mieszkańców stolicy „twierdzą Ameryka”.
Socjaldemokraci – z powodzeniem – rządzą Norwegią już drugą kadencję z rzędu. Odnoszą sukcesy ekonomiczne i społeczne, zachowując przy tym zdobycze „społeczeństwa otwartego”, w którym bezpieczeństwa nie wymusza żołnierz na każdym rogu. Bezpośrednią ofiarą piątkowego ataku padli pracownicy rządu lewicowej koalicji i uczestnicy obozu młodzieżowej organizacji Partii Pracy.
Obok słów solidarności, wszystkim Norwegom warto przekazać życzenia, aby kolejną ofiarą nie padła ich – niedoskonała, ale wciąż godna podziwu – cywilizacja.
***
Dla „KP” zamachy w Oslo komentuje Nina Witoszek*:
Ostatnie wydarzenia to prawdopodobnie początek końca tego, co nazwałam norweskim „reżimem dobroci”: systemu opartego na wysokim poziomie społecznego zaufania, względnej tolerancji, bajecznym dobrobycie i absolutnym poczuciu egzystencjalnego i politycznego bezpieczeństwa.
Norwegia - kraj niedotknięty do tej pory żadnym kryzysem - znalazła się nagle w paradoksalnym kryzysie spowodowanym ślepotą „reżimu dobroci” na siły zła. Uczy się powoli, że źródłem tego zła są niekoniecznie muzułumańscy fundamentaliści, ale norwescy obywatele o totalitarnej mentalności: czyli barbaros intra muros.
Bardzo się boję, że Norwegia zacznie teraz budować wysokie mury, które będą miały chronić reżim dobroci zarówno przed aryjskimi szaleńcami, którzy uważają, że socjaldemokracja jest zbyt miękka - jak i przed urojonymi wrogami z batalionów Al-Kaidy. Mam cichą nadzieję, że zwycięży zdrowy rozsądek norweskich chłopów. Odwrotnie niż barokowi Polacy, luterańscy Norwegowie rzadko wpadają w przesadę…
*Nina Witoszek - profesor historii kultury, pisarka; od wielu lat mieszka w Oslo. W „Norwegii. Przewodniku nieturystycznym” ukazał się fragment jej książki o Norwegii „Najlepszy kraj na świecie”.
***
Czytaj też: serwis norweski na stronie KP
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...