|
Ukrański poeta Andrij Bondar przyleciał ostatnio do Katowic wyjątkowo wkurzony. Wysiadając z samolotu, marzył tylko o tym, by wylądować w celi straży granicznej i w ten sposób uniknąć własnego występu na festiwalu Ars Cameralis.
Tłum pasażerów podzielono na gatunki. U obywateli gatunku niższego sprawdzano dokumenty uzasadniające cel ich pobytu w Polsce. Nie chodziło o paszporty z wizami (zanim paszporty ukrańskie nie zostaną wyposażone w dane biometryczne, nie znaczą właściwie nic - o wpuszczeniu lub niewpuszczeniu obywatela drugiego gatunku ma prawo decydować oficer straży granicznej). Chodziło o zwykłe papierowe wydruki z wyjaśnieniem celu wizyty, wymagane z bardzo mglistych powodów. Niemających tych kartek obywateli drugiego gatunku prowadzono do wymarzonej przez ukraińskiego poetę celi dla wyjaśnienia prawdziwego powodu ich wizyty. Kiedy nadeszła jego kolejka, Andrij Bondar postanowił trafić do tej celi z osobliwym poetycznym patosem. Pytany, po co pojawił się w Polsce, powiedział:
- Przyjechałem do księgarni.
Oficerowi straży granicznej odpadła szczeka.
- Do jakiej księgarni?
- Do Empiku.
- A ma pan od Empiku zaproszenie?
- Nie. Przyjechałem po książki.
- Jakie książki?
- Papierowe. Wie pan, jestem poetą. Musze się orientować w tym, co się dzieje w literaturze pięknej. Oprócz tego, wie pan, jestem tłumaczem. Przetłumaczyłem na język ukraiński Ferdydurke Witolda Gombrowicza i Lubiewo Michała Witkowskiego. Może kupię sobie równie dobrą polską książkę do przetłumaczenia.
Zadowolony ze swojej tyrady poeta liczył, że teraz już na pewno zostanie wysłany z powrotem na Ukrainę. A jednak strażnik, słuchając Bondara, dziwnie się skulił. Ostemplował jego paszport ze słowami:
- Ja panu ufam…
Przerażony poeta już nie miał innego wyboru, niż wystąpić na Ars Cameralis. A już za kilka dni przyczyna dziwnego zachowania straży granicznej została wyjaśniona. Otóż - w związku z „liberalizacją reżimu wizowego” - Ukraińcy mogą dostawać specjalne wizy, żeby pojechać do Polski na zakupy. „Zakupy” są teraz równie uprawnionym powodem do wizyty co „kultura” czy „rodzina”. Co prawda by otrzymać taką wizę, trzeba pokazać w konsulacie fakturę za poprzednie zakupy. Ale według rzecznika konsularnego wystarczy, że Ukrainiec kupi w Polsce „dwa cukierki”, byle faktura za te cukierki była wystawiona ne jego imię.
Do tego usługa ta jest dostępna tylko dla mieszkańców kilku zachodnich obwodów Ukrainy - znanych z tego, że raczej pomagają Polakom w zakupach taniej wódki i papierosów, niż sami kupują cokolwiek w Polsce. Czy wpisując do ankiety wizowej słowo „zakupy”, przeciętny sprzedawca ukraińskich papierosów kłamie czy nie? Tego nie wiemy na pewno. Możemy natomiast legalnie jeździć do Polski po książki.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...