> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Miejsce apokalipsy Drukuj
Oleksiy Radynski   
18.03.2011

Trudno było o lepszy moment na wejście do kin filmu Inwazja: bitwa o Los Angeles niż 11 marca – poczatek atomowej apokalipsy w Japonii. Od pierwszych sekund w dziele tym podkreśla się związek między tajemniczym zjawiskiem naturalnym (deszczem meteorytów - pierwszy spada oczywiście na Japonię) i atakiem pozaziemskiej cywilizacji. Czy w czasie, gdy tłumy widzów oglądały inwazję karykaturalnych antropomorficznych istot na zachodnie wybrzeże USA, w Japonii nie działo się coś bardzo podobnego? Z tą różnicą, że zamiast ataku z kosmosu mieliśmy atak atomowego jądra. W końcu fantastyka naukowa istnieje po to, żeby skutki technologicznego postępu przybierały formę zrozumiałą dla przeciętnego – przestraszonego – odbiorcy.

A jednak Inwazja: bitwa o Los Angeles nie da się sprowadzić do SF – natomiast z całą pewonością nawiązuje do tradycji amerykańskiego filmu wojennego. Widać to już w pierwszej scenie, która przypomina lądowanie w Normandii z Szeregowca Ryana, tylko że widziane z perspektywy Niemców. Wojska pozaziemskie w Inwazji przemierzają terytorium USA z szybkością wojska Kaddafiego, który odbija Libię, ponieważ wszystkie media świata zajęte są wiadomościami z Fukushimy.

Inwazja: bitwa o Los Angeles inspirowana jest „nalotem” nieznanego obiektu na zachodnie wybrzeże Ameryki w 1942 roku, co spowodowało panikę i operację wojskową znaną jako „bitwa o Los Angeles”. Nic dziwnego, że ta tajemnicza historia – czy raczej jej fantazmatyczna kontynuacja – okazała się atrakcyjna dla producentów właśnie teraz, gdy entuzjazm dla wojska w USA wygasa nawet wsród najbardziej „betonowych” warstw społecznych (które są własnie grupą docelową Inwazji…). Żołnierze, którzy bronią w filmie Los Angeles przed kosmitami, mieli być wysłani na wojnę za granicę – zamiast tego tworzą coś w rodzaju grupy partyzantów walczących przeciwko okupantom na własnym terytorium.

Los Angeles, które zmienia się w spustoszony Bagdad, z amerykańską piechotą morską zamiast irackich powstańców, to niewątpliwie jeden z ciekawszych fantazmatów Hollywood w tym sezonie filmowym. By kontynuować agresję, trzeba uznać samego siebie za ofiarę – nawet jeśli potrzebna jest do tego zwierciadlana inwersja obecnej sytuacji. Reżyser filmu zresztą przyznał, że inspirował się obrazami walk ulicznych w Faludży z YouTube’a.

W połowie filmu naukowcy ustalają, że celem inwazji agresywnych kosmitów jest ziemska woda, której potrzebują, by funkcjonować. Tak więc, jak głosi ekspert, chodzi o wojnę kolonialną. „Jesteśmy kolonizowani!” – krzyczy pan w telewizji. Niezły pomysł z tą wodą: jest jasne, że taka kolonizacja może dotyczyć zarówno Los Angeles, jak i Bagdadu. Niestety kosmici nie usprawiedliwiają swojej potrzeby zdobycia wody żadną wyższą ideą - na przykład koniecznością wprowadzenia panującego w kosmosie modelu politycznego. To właśnie odróżnia inwazję kosmitów od tej rzeczywistej, przeprowadzonej przez ich filmowych przeciwników w Iraku.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 18.03.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.76203 Seconds