|
Kiedy redakcja ukraińskiej Krytyki Politycznej postanowiła zrobić numer pisma o skrajnej prawicy, natychmiast dostaliśmy dowód słuszności tego wyboru. Już pierwsze spotkanie redakcyjne poświęcone temu numerowi zostało odwołane z powodu wiadomości o próbie ataku skinheadów na klub filmowy na naszym uniwersytecie. Odbywał się tam właśnie przegląd zorganizowany przez studencki związek zawodowy. Zamiast dyskutować o strategiach redakcyjnych, musieliśmy udać się do bezpośredniej taktycznej walki – stworzyć liczebną przewagę, blokując w ten sposób możliwość ataku.
Coraz częściej musimy korzystać z tej strategii również w sferze publicznej. Widzimy, że obecna ukraińska władza przekształca wczorajszych ultraprawicowych bojowników w jedyną legitymizowaną opozycję. Coraz więcej prowadzących ogólnokrajowe talk-shows akceptuje rasistów i antysemitów jako normalnych partnerów do rozmowy. Uniwersyteckie administracje – nawet te broniące zasady „uniwersytet powinien trzymać się z dala od polityki” – powoli zaczynają współpracować z „socjal-nacjonalistami”.
Proszę nie mylić tego zjawiska z narodowym socjalizmem. Jak widać z ich tytułów, te pojęcia są czymś totalnie odwrotnym. Poza tym, porównanie socjal-nacjonalizmu do nacjonal-socjalizmu grozi pozwem sądowym. To sprawdzony „sposób na oszczerstwo” ze strony partii Swoboda, która jeszcze niedawno nazywała się socjal-nacjonalistyczną partią Ukrainy, a teraz nieco zmieniła wizerunek i ma szansę wejść do parlamentu.
Pozywanie do sądu za każdą negatywną wzmiankę Swobody ma ciekawe skutki. Przekonaliśmy się o tym w trakcie wywiadu z szefem parlamentarnej komisji ds. praw człowieka i mniejszości narodowych, który zamieściliśmy w drugim numerze ukraińskiej KP. Podczas tej rozmowy poseł uparcie odmawiał się użyć nazwy partii Swoboda, za każdym razem mówiąc „określona siła polityczna”. Wie dobrze, że żaden proces w sądzie ukraińskim nie jest starciem opinii, tylko starciem portfeli.
Portfel Swoboda ma akurat niezły. Wypełniają go rzekomo dotacje ochotników.
Wśród nich – według niektórych doniesień – dominują przedstawiciele władzy i niektórzy z największych ukraińskich oligarchów. Dla funkcjonariuszy partyjnych to żaden problem. Skoro ich celem, głoszonym m.in. w mainstreamowych mediach, jest „socjal-nacjonalistyczna rewolucja”, nie ma większej różnicy, kto ją sfinansuje. Mogą to być nawet „żydowscy oligarchowie”, których ta rewolucja rzekomo ma zniszczyć.
„Żydowscy oligarchowie” do niedawna mogli się cieszyć, że znaleźli sobie takich groźnych, a zarazem świetnie kontrolowanych socjal-nacjonalistów. Świetnie nadawali się oni do „nacjonalizacji” protestów społecznych, a zarazem do mobilizacji „prorosyjskich” wyborów rządzącej Partii Regionów, wystraszonych „galicyjskimi bolszewikami” ze Swobody. A jednak ostatnio ten chytry projekt wymyka się jego autorom spod kontroli. Uwięzienie Julii Tymoszenko i jej ewentualne usunięcie z kolejnych wyborów oznacza przede wszystkim, że wyborca, odruchowo oddający głos za kandydata w koszuli z wizerunkiem narodowym, zagłosuje nie na partię Tymoszenko, tylko na Swobodę. Poziom poparcia dla Swobody może łatwo przekroczyć normę wyznaczoną dla „kontrolowanej opozycji”.
U nas więc Marsz Niepodległości trwa codziennie. Trwa nie tylko na ulicach miast i na uniwersyteckich kampusach, ale też w radiu i telewizji, na łamach gazet i pism. Tego marszu nie da się zablokować w jednym określonym miejscu. Jego blokada musi być powszechna, codzienną i uniwersalna. Nie musimy wymyślać jej formy od zera. Wystarczy spojrzeć na wydarzenia w Zuccotti Parku czy na placu Puerta del Sol.
Premiera numeru ukraińskiej Krytyki Politycznej pt. Chwała wrogom! jest akcją solidarności z blokadą Marszu Niepodległości w Warszawie oraz z dniem globalnego ruchu #Occupy, który startuje w Ukrainie 11 listopada.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...