|
Akcja nowego odcinka serialu The Simpsons przenosi się na Ukrainę. Szef mafii ukraińskiej, Wiktor, bardzo przypominający prezydenta Janukowycza, ogląda youtube w towarzystwie swego kolegi, który bardzo przypomina premiera Azarowa. Po obejrzeniu pewnego wideo, na którym rozpoznają dawnego wroga – byłego agenta CIA, obecnie zatrudnionego w elektrowni atomowej w miasteczku Springfield – wyruszają do USA. Pierwszą osobą spotkaną przez nich w obcym kraju jest oczywiście Homer Simpson, który nieostrożnie zaprzyjaźnił się ze swoim nowym współpracownikiem. Homer zostaje porwany i uprowadzony do ukraińskiej dzielnicy Springfield, gdzie działa np. restauracja Tsarbucks. W trakcie operacji uwolnienia Simpsona Wiktor ginie głupią śmiercią. Wątek ukraiński zostaje natychmiast zapomniany, natomiast odcinek kończy się wspomnieniami byłego CIA-owca o służbie w Korei Północnej.
Twórcy The Simpsons – całkiem przypadkowo – stworzyli pretekst do nowego, zaskakującego zrozumienia postaci Janukowycza. Oczywiście, nie chodzi o porównywanie ukraińskiego prezydenta z szefem mafii – tyleż uzasadnione, co banalne. Ale zestawienie w ramach jednej fabuły postaci Wiktora Janukowycza i Homera Simpsona rzuca nowe światło nie tylko na polityczną karierę polityczną obecnego prezydenta, ale też na jego niedawne – dość absurdalne z europejskiego punktu widzenia – posunięcia.
Wizerunek Homera Simpsona naprawdę przypomina reputację Janukowycza w światowych mediach. Łączy ich nie tylko nadwaga: wyśmiewanie zdolności intelektualnych prezydenta Ukrainy jest tak samo mało oryginalne, jak wskazywanie na niski poziom IQ Homera Simpsona. Scenariusze życiowe Janukowycza i Simpsona są naprawdę podobne – z tą różnicą, że wybitna zdolność płyniecia z prądem doprowadziła Janukowycza do stanowiska prezydenta peryferyjnego kraju, zaś Homera Simpsona uczyniła zaledwie głową przeciętnej amerykańskiej rodziny. Nawet małżonki Simpsona i Janukowycza są podobne. Może dlatego Liudmyla Janukowycz prawie nie pojawia się publicznie od czasów ostatnich wyborów prezydenckich.
Najlepszą jednak okazję docenić podobieństwo między rodzinami Simpsonów i Janukowyczów miał były ambasador USA w Ukraine. Wiemy o tym dzięki jego doniesieniom ujawnionym ostatnio przez Wikileaks. Jeszcze w swoich czasach opozycyjnych Janukowycz nieźle zaskoczył amerykańskiego ambasadora dwiema historiami ze swego życia, wyglądającymi na żywcem ściągnięte z serialu The Simpsons.
Pierwsza rzekomo wydarzyła się podczas odpoczynku rodzinnego w czeskim spa. Grupa osób „w czarnych koszulach i z bronią w ręku” wdarła się na ich podwórko, gdzie Liudmyla Janukowycz akurat „pieściła kota”, i uderzyła ją kolbą pistoletu w twarz. „D’oh!” powiedziaby w tym miejscu Homer. Drugiej zaś historii pozazdrościłby Janukowyczom nawet Bart Simpson, syn Homera. Jeden z synów Janukowycza rzekomo oświadczył, że podczas podróży samochodem cudem uniknął zderzenia z ciałem martwego rolnika podrzuconego przez nieznanych sprawców – z lęku przed nimi aż uciekł do Rosji. Podczas kolejnego spotkania Janukowycz nawet przekroczył poziom simpsonowski: sugerując ambasadorowi, żeby skłonił prezydenta Juszczenkę do współpracy z nim – wówczas przywódcą opozycji – użył argumentu, że przecież prezydent zawdzięcza swoje stanowisko Amerykanom…
Niestety nie dowiemy się, o czym obecnie rozmawiają przywódcy ukraińskiej opozycji z ambasadorem USA. Nie tylko dlatego, że sąd brytyjski ostatnio zdecydował się na ekstradycję Juliana Assange’a do Szwecji. Z tego przede wszystkim powodu, że w Ukrainie od paru tygodni nie ma ani opozycji, ani żadnego jej przywódcy. To się zdarza, gdy prezydentem kraju staje się ktoś bardzo podobny do Homera Simpsona.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...