|
Na bramie ateńskiej politechniki wisi baner obwieszczający okupację uczelni. Od czasów powstania przeciw „juncie czarnych pułkowników” roku ta brama jest symbolem greckiego nieposłuszeństwa obywatelskiego. W listopadzie 1974 roku przez właśnie tę bramę wjechał na teren uczelni wysłany przez juntę czołg, brutalnie kończąc w ten sposób studencki strajk przeciw wojskowej dyktaturze.
„Czarni pułkownicy” przejęli władzę w 1967 roku, tuż przed demokratycznymi wyborami, które – po raz pierwszy od czasów greckiej wojny domowej z lat 1946 – 49 – mogły wyprowadzić ten kraj spod bezpośredniej kontroli ambasady USA. Proamerykański rząd „ojczyzny demokracji”, będącej wówczas częścią „wolnego świata”, zaczął od zakazu działalności wszystkich partii politycznych oraz masowych aresztowań swoich przeciwników; zamordowano co najmniej dwie tysiące osób.
Nic dziwnego, że po obaleniu tego reżimu i wprowadzeniu demokracji liberalnej w Grecji powstał jeden z najmocniejszych na świecie ruchów anarchistycznych. Ten ruch jest jednak tylko czubkiem góry lodowej: oddolne ruchy lewicowe są w Grecji niezwykle silne mimo porażki miejscowych komunistów w wojnie domowej i brutalnego tłamszenia opozycji w czasach junty.
Incydent z czołgiem, który wdarł się na teren uczelni, posłużył jako pretekst dla ustanowienia „autonomii uczelni”, czyli całkowitego zakazu wchodzenia policjantów na kampus. Ten zakaz, zniesiony właśnie przez nową ustawę edukacyjną – co zresztą spowodowało obecną okupację ponad trzystu greckich szkół wyższych – doprowadził do dziwnej sytuacji. Greckie uniwersytety zostały całkowicie zdominowane przez lewicowe ruchy studenckie, ale tereny wokół tych uniwersytetów przekształciły się w narkomańskie „bajzle”. Dilerzy narkotykowi czują się bardzo bezpiecznie w okolicach uczelni, do których policja nie ma dostępu.
Najlepiej to widać właśnie w okolicy ateńskiej politechniki. Jej główna brama na razie prawie w ogóle nie odwołuje się do rewolucyjnej przeszłości uniwersytetu. Tuż pod okupacyjnym banerem siedzi kilkanaście osób, zupełnie zniszczonych dożylnym używaniem narkotyków – które zresztą odbywa się wprost przed uczelnianą fasadą, służąc najlepszym argumentem przeciwnikom zarówno „autonomii uniwersytetu”, jak i ruchu studenckiego w ogóle. Tositsa, uliczka obok uczelni pełna jest postaci przypominających figurki ze znajdującego się obok muzeum archeologicznego – niektórzy nie mają kończyn, większość zastygła w nieruchomych pozach.
Tositsa prowadzi do słynnej ateńskiej dzielnicy Ekzarcheia – anarchistycznej mekki, gdzie nie wchodzą policjanci (a jak wchodzą, kończy się to aferą – jak zabicie przez policjanta Alexandrosa Grigoropulosa, które spowodowało w Grecji kilkutygodniowa rewoltę). Jeszcze kilka lat temu cała Ekzarcheia w nocy przypominała dzisiejszą Tositsę. Zapobiegli temu lokalni mieszkańcy, którzy postanowili odzyskać swoją dzielnicę – po prostu przestali wpuszczać tam dilerów i narkomanów. Nieobecność policji w tym przedsięwzięciu bardzo przyczyniła się do jego sukcesu.
Studenci politechniki zbierają się na radę okupacyjną przez boczną bramę, która ostatnio służy jako główne wejście na uczelnię. Przy bramie zbiera się tłum: na schodach obok siedzi facet z raną brzucha. Opowiada, że zobaczył na sąsiedniej uliczce kilku policyjnych szpiclów. Gdy zaczął do nich krzyczeć, dostał nożem. Bramę politechniki, nie zatrzymując się, mija pogotowie.
Rada studencka ma zdecydować, czy kontynuować okupację uczelni, czy wrócić do zajęć. Za drugą opcją opowiada się niewielka grupka studentów. Ich stanowisko polega na przyjęciu niektórych przepisów nowej ustawy i kontynuacji walki w sposób legalistyczny. Pytani o przepisy, które uważają za dopuszczalne, wymieniają zniesienie „autonomii uczelni”. A jednak wkrótce okazuje się, że i w tej kwestii zdania w tej grupce są podzielone.
Z okien politechniki widać, jak na Tositsy pojawiają sie policjanci. Ci z narkomanów, którzy jeszcze mogą na to zareagować, zbierają swój sprzęt i powoli opuszczają ulicę. Reszta dalej leży lub siedzi w nienaturalnych, dziwacznych pozach. Wyrzucony z Tositsy tłum powoli rozprasza się po mniejszych uliczkach, dociera do bocznej bramy uczelni. Brama natychmiast się zamyka.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...