|
Dostałem od przyjaciela maila z tematem „Rzadko odwołuję się do aktywności obywatelskiej, ale…”. W mailu przeczytałem historię kijowskiego przedsiębiorcy Denisa Olejnikowa, który prowadzi firmę internetową produkującą pamiątki na zlecenie klienta. W zeszłym tygodniu do jego biura włamali się funkcjonariusze wydziału do walki z przestępczością zorganizowaną. Wyrzucili kilkunastu pracowników na zamknięte podwórko, gdzie przetrzymywano ich do późnej nocy bez dostępu do komórek, jedzenia czy toalety. W tym czasie skonfiskowano wszystkie dokumenty firmy wraz ze sprzętem poligraficznym oraz komputerami. Wkrótce milicja ujawniła oficjalne przyczyny tej akcji: firma Olejnikowa miała produkować nielegalne gadżety z logotypami Euro 2012.
Absurd tej sytuacji nie polega nawet na tym, ze firma Olejnikowa według prawa nie musi odpowiadać za treść produkowanych przez siebie wyrobów – odpowiada za nią klient lub projektant zamawiający naniesienie określonych obrazów na koszulki, kubki, znaczki itd. Ale Problem jest w czym innym. Kilka dni przed atakiem milicji Olejnikow dostał anonimowy telefon z propozycją usunięcia z jego strony internetowej oferty koszulki z napisem „Mieszkańcom Donbasu dziękujemy!”. Ta wypowiedź ostatnio stała się na Ukrainie najpopularniejszym wyrazem nieposłuszeństwa wobec obecnej władzy, stosującej coraz ostrzejsze metody rządzenia krajem. To ironiczne podziękowanie mieszkańcom małej ojczyzny prezydenta Janukowycza powstało w środowisku kibiców ultras Dynama Kijow. Podczas jednego z ostatnich meczów zaczęli skandować mocno niegrzeczne wypowiedzi pod adresem Janukowycza, dziękując mieszkańcom Donbasu za takiego fajnego prezydenta. Wkrótce po tym meczu milicja zaczęła ścigać przywódcę kijowskich ultrasów Andrija Korenowskiego, który rzekomo wymyślił ten slogan.
Oczywiście, milicja absolutnie zaprzecza by istniał jakikolwiek związek między tą historią a atakiem na firmę Olejnikowa. Milicjanci twierdzą, że tuz przed przeszukaniem przeprowadzili „zakup kontrolowany”: zamówili przez internet koszulki z logotypem Euro 2012, a tuż po ich odebraniu do biura firmy weszły służby specjalne w czarnych kominiarkach. Wkrótce okazało się, ze oskarżyć Olejnikowa na tej podstawie się nie da – za „nielegalne” kopiowanie zastrzeżonej treści odpowiada w tym wypadku klient, czyli właśnie milicja. Mimo wszystko dyrektor komitetu ds. Euro 2012 na Ukrainie oświadczył, że firma jest słusznie ścigana za piractwo. Ta wypowiedź znaczy tylko tyle, ze zamówienie na zniszczenie drobnej firmy internetowej nadeszło z samej wierchuszki ukraińskiej władzy.
Tuż po zapoznaniu się z tą historią przeczytałem felieton Macieja Nowaka relacjonujący sytuację polityczną w Kijowie. Natknąłem się tu na stwierdzenie – rzekomo inspirowane moim własnym tekstem – że po pomarańczowej rewolucji „na wielkich emocjach międzynarodowej i ukraińskiej opinii publicznej skorzystała jedynie kolejna grupa oligarchów”. Tymczasem sprawa Denisa Olejnikowa retrospektywnie ujawnia, że sytuacja nie jest aż tak jednoznaczna.
Oprócz oligarchii, która oczywiście zgarnęła największe zyski, z pomarańczowej rewolucji jak najbardziej skorzystali też średni i drobni przedsiębiorcy, będący zresztą jej główną siłą napędową. Przecież głównym przekazem obywatelskich protestów z 2004 roku nie bylo hasło „uciekajmy od Rosji” ani „weźcie nas do UE”, tylko „dajcie spokój naszym interesom”. To naprawdę była rewolucja drobnomieszczańska – w neutralnym, nie pejoratywnym znaczeniu tego słowa – wywołana nieustanną presją skorumpowanego państwa i jego organów ścigania na mały i drobny biznes. Cokolwiek by się mówiło o reżimie Juszczenki, jego zaletą było to, że ta presja w dużej mierze osłabła. Ostatnie wydarzenia pokazują, że obecna władza wraca nie tylko do praktyki ścigania opozycjonistów, ale też do zastraszania niewygodnych przedsiębiorców. Wykorzystując Euro 2012 jako pretekst.
Do tej pory Euro 2012 na Ukrainie służyło głównie do wyprowadzania pieniędzy z budżetu, prywatyzacji infrastruktury społecznej, niszczenia całych dzielnic miast oraz środowiska. Teraz jest narzędziem represji politycznych. Za rok Polska może się znaleźć w naprawdę dziwnej sytuacji: ma szansę przeprowadzić mistrzostwa Europy w duecie z nowo powstałą wschodnioeuropejską dyktaturą. Na szczęście, UEFA nie widzi w tym nic nagannego – świadczy o tym choćby brak jakiejkolwiek reakcji europejskich oficjeli na sprawę Denisa Olejnikowa.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...