|
W Ukrainie politykę uprawiamy głównie na stadionach. To tam w latach 90. zdarzały się najważniejsze morderstwa polityczne, które ukształtowały obecną ukraińską oligarchię. To na stadionach zrodziła się narodowa tożsamość postradzieckich Ukraińców (pierwszy w życiu sentyment narodowy poczułem w chwili, gdy Andrij Szewczenko strzelił czwartą bramkę FC Barcelonie). To na stadionach – a właściwie na ich budowach – od czasów przyznania nam Euro 2012 usprawiedliwia się wszelkie działania każdej kolejnej ekipy rządzącej Ukrainą.
To na stadionie wreszcie wydarzył się bezprecedensowy sukces ukraińskiej dyplomacji ostatnich lat. Tak bezprecedensowy, że totalnie zaskoczył samą ukraińską dyplomację: nikt w MSZ Ukrainy nie był w stanie potwierdzić, czy do Doniecka rzeczywiście przybywają ministrowie Sikorski i Bildt, by obejrzeć mecz piłkarski w towarzystwie miliardera Renata Achmetowa. Sukces naprawdę wybitny: dzięki staraniom Ukraińców politykę na stadionie uprawiają już nie tylko postradzieccy oligarchowie, ale też czołowi europejscy dyplomaci.
Jeśli politykę da się uprawiać na stadionie, chyba nie ma nic złego w tym, by analizować ją za pomocą twittera. Zwłaszcza że innych zródeł ten rodzaj uprawiania polityki nie pozostawia. A więc w twitterze polskiego MSZ czytamy: „Donieck. Bardzo dobre rozmowy min. Sikorskiego i Bildta z R. Achmetowem. O futbolu, Euro 12 i stos. Ukrainy z UE”. Minister Sikorski na swoim miniblogu ujawnił treść jednej z tych dobrych rozmów: „Stadion Szachtara Donieck nowoczesny i piękny. R. Achmetow mówi, że w 2004 roku zawarł umowę na USD 420 mln, ale dzisiaj kosztowałby miliard”.
Rozmówca Sikorskiego dobrze zna prawdziwą wartość stadionów. Został najbogatszym człowiekiem Ukrainy po tym, jak zdominował scenę biznesową w Doniecku lat 90. O tym, czym była scena biznesowa w Doniecku tamtych czasów, świadczy historia zamachu na mentora Renata Achmetowa, wówczas przywódcę mafii donieckiej – Alika Greka. Achmetow jest do dziś podejrzany o organizację tego zamachu, dokonanego w iście starogreckiej, edypalnej tradycji. Grek zginął wskutek wybuchu na stadionie podczas meczu piłkarskiego Szachtara Donieck.
Tak oto wyglądała prawdziwa postradziecka agora: by naprawdę pokonać przeciwnika, należało zabić go publicznie. A ponieważ jedyną pozostałością sfery publicznej w latach 90. okazały się stadiony, wyboru nie było. Wraz ze śmiercią donieckiego Greka stadion odzyskał swoją pierwotną rolę, nadaną mu przez Greków starożytnych: to miejsce, gdzie społeczeństwo kształtuje się poprzez oglądanie wspólnego widowiska. Z tą różnicą, że naprawdę ważne wydarzenia dzieją się nie na boisku, tylko na trybunach.
Oglądanie piłki nożnej z trybuny rządowej jest od tej pory najważniejszym rytuałem politycznym w naszym kraju. Na tyle ważnym, że szanują go nawet ministrowie spraw zagranicznych przyjaznych państw, gdy chcą powiedzieć ukraińskim politykom coś naprawdę ważnego. Nawet bez użycia twittera wiadomo, że w zamian na informację o cenie stadionu Sikorski i Bildt miały dostarczyć Achmetowowi nie mniej zaskakującą wiadomość – o losie strefy wolnego handlu Ukrainy z UE w razie kontynuacji obecnego kursu politycznego.
Ta wiadomość jest powtarzana przez europejskich urzędników w Ukrainie właściwie przy każdej okazji: zwolnicie Tymoszenko z więzienia – uwolnimy handel z Unią. Przy takim układzie nie musi dziwić, że ministrowie spraw zagranicznych spotykają się nie ze swoimi ukraińskimi kolegami w ich gabinetach, tylko z najbogatszą osobą Ukrainy na jego stadionie. Sikorski i Bildt mieli okazję na żywo obejrzeć niecodzienne widowisko – FC Porto ostatecznie wykopało Szachtar Donieck z Ligi Europy – w towarzystwie ekipy, która konsekwentnie wykopuje z Ukrainy jakiekolwiek europejskie aspiracje.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...