|
Filmy o współczesnym świecie sztuki trafnie ujawniają mechanizm samozaprzeczenia, niezbędny dla działania przemysłu artystycznego - tego najbardziej wzniosłego przejawu ekonomii kapitalistycznej. Chętnie demaskują liczne złudzenia, wady i niespójności, najczęściej jednak tylko po to, żeby na koniec cynicznie ujawnić niezbyt zaskakującą tezę, że świat sztuki ma się akurat tak samo źle jak każda inna sfera biznesu, a więc niczego specjalnego nie można się po nim spodziewać. Właśnie o to chodzi w niedawnym brytyjskim filmie Boogie Woogie wyśmiewającym scenę artystyczną Londynu. Opowiada on o swoistej symbiozie Jaya Joplinga i Damiena Hirsta – najważniejszego przedsiębiorcy wśród artystów i najważniejszego artysty wśród przedsiębiorców. Nic dziwnego, ze Hirst udostępnił na potrzeby filmu swoje obrazy z cyklu Spill Paintings oraz udzielił fachowej konsultacji. Musi mu bardzo imponować naczelna teza filmu głosząca, że światem sztuki rządzą głównie zadowoleni z siebie idioci, ale nie ma co się tym martwić – lepiej stać się jednym z nich. Niedługo po pojawieniu się Boogie Woogie przemysłem artystycznym wstrząsnął inny film, który wydaje się wykraczać poza ramy standardowej satyry na świat mydlanych bąbelków sprzedawanych za grubą kasę. Mowa oczywiście o Wyjściu przez sklep z pamiątkami.
Brytyjski artysta Banksy jest grafficiarzem, który balansuje między oddolnym ruchem sztuki ulicznej a światem muzeów i aukcji. Jego prace graffiti nie są jednak najważniejsze dla zrozumienia tego zjawiska. Wśród głównych działań Banksy’ego wymienia się sfałszowanie dziesięciofuntowego banknotu - umieszczenie na nim wizerunku lady Diany i wpuszczenie go w obieg (sprzedawcy nie zawsze byli w stanie zauważyć różnicę), samodzielne instalowanie w brytyjskich muzeach własnych olejnych obrazów czy postawienie nadmuchiwanej figury więźnia Guantanamo w Disneylandzie w rocznicę 11 września. Takie działania są mocno zakorzenione w tradycji powojennej artystycznej neoawangardy, prowadzącej walkę polityczną za pomocą subwersywnego wywrócenia panującej mowy obrazów. Stanowią przejawy radykalnej krytyki systemu finansowego, artystycznego czy medialnego. Ale co zrobić w sytuacji, kiedy to sam system potrzebuje krytyki – im bardziej radykalnej, tym lepiej?
W filmie Wyjście przez sklep z pamiątkami działania Banksy’ego można zobaczyć oczami Thierry’ego Guetty, znanego jako Mr. Brainwash – jednego z najbardziej komercyjnych współczesnych street-artystów. Na początku tego filmu (należącego do gatunku mockumentary) Guetta jest kimś w rodzaju współczesnego Wiertowskiego człowieka z kamerą. Obsesyjnie dokumentuje codzienne życie swojego otoczenia – między innymi kuzyna, francuskiego street-artystę Space Invadera. Jeśli wierzyć narratorowi filmu, Guetta ze swoją kamerą trafia w samo centrum tworzącego się „najważniejszego ruchu kontrkulturowego od czasów punka”, czyli street artu. Jeśli jednak spojrzymy, kto otacza Guettę podczas tego „historycznego” wydarzenia, zauważymy, że ludzie ci nie mają nic wspólnego z oddolną siecią ruchów grafficiarskich, które spowodowały eksplozję street artu na początku XXI wieku. Dużo więcej natomiast - z instytucjonalizacją i komercjalizacją street artu w ciągu ostatniej dekady. Oprócz Space Invadera jest to na przykład Shepard Fairey, autor obrazu Hope z kampanii wyborczej Baracka Obamy.
Banksy poleca Guetcie, aby zrobił film na podstawie jego licznych taśm wideo. Dzieje się to w momencie, gdy street art triumfalnie wchodzi do muzeów. Po klęsce tego projektu Banksy proponuje, by Guetta „profesjonalnie” zajął się street artem (w ten sposób rodzi się Mr. Brainwash). Jak widzimy, film totalnie ignoruje oddolny, radykalnie demokratyczny charakter street artu, natomiast skupia się na jego komercyjnym sukcesie.
Dlaczego Banksy bierze w tym udział? Dlaczego w ogóle pozwolił filmować swoją działalność podejrzanemu neurotykowi? Odpowiedzi na te pytania leżą w postaci samego Guetty: Wyjście przez sklep z pamiątkami to nie tylko zwieńczenie jego błyskotliwej kariery, ale przede wszystkim ujawnienie faktu, że kariera ta od początku była wykreowana przez samego Banksy’ego w celu radykalnej krytyki sztuki współczesnej. Krytyki, która nie zostałaby momentalnie wchłonięta przez system przyzwyczajony do ciągłej rewolucji.
Po obejrzeniu filmu trudno uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę: po swojej pierwszej, gigantycznej wystawie w opuszczonej fabryce Guetta szybko stał się (dzięki medialnym rekomendacjom Banksy’ego) jednym z najdroższych street-artystów świata, sprzedającym prace na najważniejszych aukcjach (zrobił też okładkę albumu Madonny). Można powiedzieć, że Banksy umieścił Thierry’ego Guettę we współczesnym systemie artystycznym tak samo, jak Duchamp umieścił kiedyś pisuar w galerii. Podpisując się pod filmem o sukcesie artysty-śmieciarza, uczynił to samo, co zrobił autor pierwszego ready-made’u, kiedy ujawnił swoje „autorstwo” pisuaru.
Wykreowanie Guetty można też porównać ze wspomnianą figurą więźnia Guantanamo w Disneylandzie. Z tą różnicą, że została ona szybko usunięta, a Guetta – nie. Nawet po skandalicznym ujawnieniu prawdziwej historii Mr. Brainwasha ceny jego prac nie spadły. Jesienią tego roku zostały sprzedane na aukcji trzy razy drożej, niż wcześniej szacowano.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...