|
Hollywoodzkie produkcje dowodzą, że Deleuze i Guattari mieli rację – edypalizacja trwa. Jak pisali w Anty-Edypie, sytuacja edypalna (czyli pociąg seksualny do matki i chęć zabicia ojca, które rodzą poczucie winy) jest tym, co najsilniej zniewala jednostki w społeczeństwie kapitalistycznym. Według Deleuze’a i Guattariego psychoanaliza ma jedną zasadniczą wspólną cechę z ideologią burżuazyjnej rodziny: w obu wypadkach zakłada się, że jednostka nie może wyzbyć się namiętności edypalnych, co zamyka ją w błędnym kole „papa-mama-pipi” (cyt. za późnym Deleuze’em). Ten sposób reprodukcji porządku kapitalistycznego jest bardzo skuteczny, więc nie dziwi, że Hollywood eksploatuje mit o Edypie, wymyślając jego coraz bardziej egzotyczne wariacje.
Mimo starań rozmaitych reżyserów najwybitniejszą figurą ojcowską w historii kina pozostaje Darth Vader z Gwiezdnych wojen, wymyślony przez George’a Lucasa wkrótce po powstaniu Anty-Edypa. Niestety, Lucas tej książki raczej nie czytał. W przeciwnym razie zastanowiłby się, czy warto uczynić okropnego opresora Vadera ojcem przywódcy powstańców Luke’a Skywalkera – i sprowadzić tym samym wzniosłą kosmiczną epopeję do poziomu typowej rodzinnej rozróby. Pojednanie Vadera i Skywalkera w końcówce Powrótu Jedi (ostatniego według chronologii odcinka Gwiezdnych wojen) należy uznać za jedną z największych manipulacji ideologicznych w dziejach Hollywood. Jestem pewien, że to właśnie ona uniemożliwiła Lucasowi kontynuowanie swojego dzieła, zmuszając go do tworzenia kolejnych prequelów. Bo jeśli ojciec z synem zawarli pokój, to jakie znaczenie mogą mieć wszystkie te kosmiczne konflikty? W drugiej trylogii Gwiezdnych wojen (chronologicznie poprzedzającej wydarzenia pierwszej) Lucas jeszcze bardziej „zedypalizował” swoich bohaterów. Okazało się, że Darth Vader jeszcze jako Anakin Skywalker uważany był za mesjasza, który ocali świat od dark side of the force (inaczej mówiąc – rozwiąże zagadkę Sfinksa). Los ten spotkał jednak nie jego, a jego syna.
„Poważne” kino wykorzystuje mit Edypa na swój sposób. Do okołaedypalnej tematyki sięgają m.in. twórcy dwóch części filmu Wall Street. W pierwszej broker Bud Fox dokonuje swoistego ojcobójstwa, sprzedając tajemnicę firmy swojego ojca Gordonowi Gekko, który jest corporate raider (przejmuje firmy). W pewnym sensie wymienia więc ojca na nowego – silniejszego, zamożniejszego, skuteczniejszego. Foxa i Gekko czeka za to surowa kara. Natomiast w Wall Street: Pieniądz nie śpi to Gordonowi Gekko przypada rola ojca-bankruta – słabego i pozbawionego autorytetu. Mimo to przyciąga on kolejnego przyszywanego syna. Jest nim znów młody broker z Wall Street, który poszukuje figury ojcowskiej po nagłej śmierci swego patrona. W obu filmach biznesu nie da się oddzielić od stosunków edypalnych. Zawiązują się one wszędzie, nawet tam, gdzie wprowadzenie relacji syn – ojciec czyni fabułę absurdalną.
Przedziwnej syntezy postaci Dartha Vadera i Gordona Gekko dokonali twórcy filmu Tron: Dziedzictwo. Od początku jest jasne, że tytułowym „dziedzictwem” jest już samo oglądanie Tronu – pierwsza część filmu powstała w 1982 roku, jest więc dobrze znana rodzicom dzisiejszych amerykańskich nastolatków. Kevin Flynn, główny bohater pierwszego Tronu, na początku filmu znika w tajemniczych okolicznościach, pozostawiając małoletniemu synowi Seanowi komputerową korporację. Sean wyrasta na buntowniczego hakera, uprzykrzającego życie menadżerom z firmy ojca. W pewnym momencie okazuje się, że Kevin Flynn się zdigitalizował i żyje w wirtualnej rzeczywistości, do której w końcu trafia także jego syn. Ich pierwsze spotkanie po latach do bólu przypomina starcie Edypa z Lajosem – z tą różnicą, że w Tronie gwałtowny ojciec (kask jak u Vadera, stanowisko jak u Gekko) okazuje się komputerową symulacją wymyśloną przez wrogą korporację. Prawdziwy, łagodny ojciec żyje tymczasem z piękną dziewczyną – przeznaczoną, oczywiście, młodemu Flynnowi. Aby umożliwić jej pojednanie z synem, Kevin Flynn poświęca własne życie. Nie wiem, czy było w historii kultury szczęśliwsze rozwiązanie kompleksu Edypa: tu nawet ojca nie trzeba zabijać. Po powrocie z wirtualnej rzeczywistości młody Flynn zapomina wreszcie o hakerskich wybrykach i zostaje prawdziwą głową korporacji.
Na tym właśnie polega „edypalizacja” prowadzona przez aparaty ideologiczne, z Hollywoodem na czele: „po co buntować się przeciw niesprawiedliwości, jeśli można (i trzeba!) buntować się przeciw własnemu ojcu?”
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...