|
Berliński festiwal filmowy otworzyła „międzynarodowa premiera” nowego dzieła braci Coen. Prawdziwe męstwo, remake klasycznego filmu Henry’ego Hathawaya z 1969 roku, było dotąd pokazywane tylko w USA. Amerykańscy widzowie mogą oglądać ten film od półtora miesiąca.
Ktoś powie, że to kolejny znak demonstracyjnej arogancji Hollywood wobec kina europejskiego. Ja jednak postrzegam ten wybór dyrekcji Berlinale jako gest prawdziwie egalitarny. Przecież Prawdziwe męstwo już od miesiąca krąży w sieci. Co więcej, internauci nie są skazani na marną piracką wersję. Dzięki anonimowym śmiałkom z amerykańskiej Akademii Filmowej, którzy wrzucili do sieci oscarową konkursową kopię, film można ściągnąć w całkiem niezłej jakości. Zatem każdy użytkownik internetu, któremu nie dane było trafić na „międzynarodową premierę” w Berlinale Palast, miał szansę dołączyć do tej imprezy, oglądając Prawdziwe męstwo na swoim komputerze w tym samym momencie, co cała śmietanka filmowego świata. Jednak tak dług oczekali chyba tylko najbardziej cierpliwi kinomani – większość znich obejrzała nowy film braci Coen długo przed publicznością z berlińskiego czerwonego dywanu.
Podobno do tej pory Prawdziwe męstwo obejrzało w kinach więcej osób niż którykolwiek z dotychczasowych filmów braci Coen. Choć ich najnowsze dzieło nie schlebia masowym gustom (w przeciwieństwie do niektórych poprzednich produkcji – przypomnijmy sobie choćby Okrucieństwo nie do przyjęcia), szybko okazało się przebojem. Pokonało w rankingach box officetakie filmy jak Tron. Dziedzictwo, Poznaj naszą rodzinkę czy Polowanie na czarownice.
Coenowie nakręcili nudny, poważny, niemalże klasyczny western. Wydawałoby się, że wykorzystana przez nich konwencja już dawno nie trafia do współczesnej widowni, przyzwyczajonej raczej do dekonstrukcji westernu w takich produkcjach jak Wzgórze nadziei. A jednak okazało się, że Amerykanie oglądają westerny pokazujące prawdziwe męstwo tak samo chętnie, jak czterdzieści lat temu, kiedy na ekrany wchodził pierwowzór filmu Coenów. Prawdziwe męstwo może rozczarować jedynie oddanych fanów humoru braci Coen: jest niemalże pozbawione charakterystycznych krwawych żarcików czy fantasmagorycznych zwrotów fabuły. Największym dowcipem Coenów było nadanie filmowi takiej formy, aby zdobył on popularność wśród jak najszerszej publiczności. Media donoszą, że Prawdziwe męstwo spodobało się nawet Dickowi Cheneyowi. Były wiceprezydent Stanów Zjednoczonych miał powiedzieć po obejrzeniu filmu, że daje mu twothumbs up (z ang. dwa kciuki do góry). To dość zaskakująca reakcja, jeśli przypomnimy sobie zabójczą komedię Tajne przez poufne, którą Coenowie podsumowali rządy Cheneya. Pracownicy administracji rządowej i mieszkańcy stolicy zostali w niej pokazani jako kompletni kretyni. W Prawdziwym męstwie bracia Cohen już nie śmieją się ze swoich rodaków wprost. Robią to z kamienną twarzą, pokazując to, co amerykańscy widzowie chcą – choć nie są tego świadomi – zobaczyć najbardziej.
Rok temu najgłośniejszym w Ameryce widowiskiem był Avatar, film oparty na schemacie westernu, tyle że przeniesionym na inną planetę i doprawionym antywojenną alegorią. Gdyby nie była to opowieść o wojnie w Iraku, można by pomyśleć, że twórcy filmu sympatyzują z amerykańskimi Indianami. W Prawdziwym męstwie Indianinowi nie daje się prawa głosu. Świetnie obrazuje to scena egzekucji. Każdy ze skazanych na śmierć wygłasza ostatnie słowo. Kiedy przychodzi kolej na Indianina, ten momentalnie zawisa na pętli. Triumf braci Coen w amerykańskim box-office dokładnie rok po sukcesie Avatara jest znamienny. Oba filmy bazują na wyobrażeniu o Dzikim Zachodzie. Podczas gdy Avatar podważa mitologię wojenną, by uspokoić sumienie widzów, Prawdziwe męstwo – zupełnie na odwrót – wykorzystuje konwencje gatunkowe, by pokazać, jak absurdalne są współcześnie.
Tymczasem na Berlinale dotarły tradycje Dzikiego Wschodu. Kilka dni przed otwarciem festiwalu z mieszkania reżysera dokumentu o Chodorkowskim skradziono komputer z końcową wersją filmu. Premiera podobno odbędzie się - mimo wszystko. Organizatorzy muszą się chyba przygotować na atak rosyjskich kowbojów. Albo – czemu nie – czeczeńskich Indian.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...