Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Czapliński: Języki zdrady Drukuj
Przemysław Czapliński   
02.06.2010

Wzbiorze esejów Głódi jedwab powstałych uschyłku lat 90. Herta Müller pisze: „To, co było, trwało długie czterdzieści lat. Czterdzieści lat życia; człowiek oddychał, znał ludzi i ulice, niczym opętany nasłuchiwał i szeptał. Czasem mówił głośno, a potem nie mógł spać ze strachu.

Głaz, który był ciężki, zimny i wszechobecny, nie dawał się opisać. A tego, co teraz rozbite w kawałki leży wokoło w nieładzie, nieda się zebrać w całość. Nie trzyma się kupy, mimo że ręce pokazują, mimo że gł os drży”1.

Herta Müller pisze więc, że doświadczenie totalitarne było zamkniętą, fizycznie odczuwalną i fizycznie dojmującą całością. Nie da się - bez narzucania kłamstwa innym bądź godzenia się na kłamstwo własne - wyodrębnić z tamtego świata fragmentów reprezentujących całość; kiedy „kamień” totalitarnego świata rozpadł się na kawałki, jego dawnym mieszkańcom zostaje tylko bezradne wskazywanie na gruzy własnego życia i nieporadne wyrażanie skarg. W odtworzeniu dawnej rzeczywistości nie pomogą również archiwa („W aktach władzy zdania stoją czarno na białym. Jednak to, co widnieje na papierze, jedynie warunkowo ma coś wspólnego z tym, co naprawdę działo się w państwie totalitarnym. Fakty służyły władzy, która zamieniała je w akta, w najlepszym przypadku jako podstawa do fałszerstwa”, s. 122). Rumuńsko-niemiecka pisarka przekonuje zatem, że nie da się osądzić dawnych zbrodni bez posłużenia się językiem sprzecznym: z jednej strony musi on odwoływać się do kryteriów moralnych spoza świata totalitarnego, z drugiej - musi wypowiedzieć ów osąd w języku dawnego strachu, milczenia, szeptu, nienawiści. Nie chodzi po prostu o zwykłe oskarżenie dawnych oprawców, lecz o zwrócenie zwykłym ludziom - prześladowanym, zaszczutym, zgnojonym, zepchniętym do milczenia i bierności, szantażem zmuszonym do kolaboracji - ich życia. Nie chodzi tylko o nazwanie oprawców, lecz o przekształcenie dzisiejszych relacji społecznych w taki sposób, aby możliwe było wypowiedzenie każdej - zdradliwej, heroicznej i nijakiej - egzystencji. Bez takiego języka dawnym obywatelom komunistycznego świata grozi, że jak kiedyś byli zamknięci w kamieniu, tak dziś będą pomieszkiwali kątem w partyjnych wykładniach przeszłości. Herta Müller mówi więc o konieczności wypracowania takiego języka, który pomieści wielość doświadczeń komunizmu. Tylko wtedy żaden rząd i żadna gazeta nie zdołają skonstruować oficjalnej wersji dawnych zdarzeń, panując nad przepływami społecznej nienawiści. Nie w przeszłość biegną strategiczne konsekwencje osądzania komunizmu - rozgałęziają się one w społeczeństwo dzisiejsze i w teraźniejszą komunikację. Od tego, jak wypowiadamy doświadczenie totalitarne, zależy w istocie to, w jakim stopniu zdołamy się od niego uwolnić.

Jak wygląda odpowiedź polskiej literatury? Niektórzy pisarze uznają, że istota całego zagadnienia sprowadza się do wskazania zdrajcówi do wypowiedzenia słów moralnego wyroku. Na wszelkie kłopoty dzisiejszego państwa i dzisiejszego społeczeństwa podsuwają jedno rozwiązanie: zlustrować. Ale historia tego problemu jest dużo starsza, więc i rozwiązań musi być więcej.

  

Próba powstrzymania inflacji

  

Kiedy kończył się PRL, konieczne było podsumowanie tamtego okresu i włączenie go w dzieje polskiej niewoli - ukazanie dylematów moralności społeczeństwa niesuwerennego. Dlatego książkami zamykającymi i formacyjnymi były u progu nowego okresu dwie monografie zdrady: Marii Janion Życie pośmiertne Konrada Wallenroda (1990) oraz Stefana Chwina Literatura a zdrada (1993). Zwłaszcza książka Chwina pokazywała, jak język Wallenroda zagarniał stopniowo coraz większe obszary życia, aż stał się wreszcie kodem wspólnym: Wallenrodami mienili się członkowie partii i oficerowie milicji, wojskowi służbiści i kolaborujący artyści. Wszyscy oni mogli powoływać się na wielkiego patrona, sugerując, że ich oficjalna przynależność do państwowych struktur jest tylko przykrywką dla życiowej misji, którą   - misji ratowania Polski przed pełną sowietyzacją, ratowania narodowej substancji przed wywiezieniem na Sybir, polskiej kultury przed utratą wszelkich wartości. W końcu linia obrony generała Jaruzelskiego także biegnie duktem wallenrodycznym: wprowadził stan wojenny, aby zapobiec wkroczeniu wojsk sowieckich do kraju. Poświęcił własny honor i życie kilkunastu osób, aby ratować miliony.

Kiedy jednak figura Wallenroda pozwalała opowiedzieć, że wszystkie akty społecznej kolaboracji były aktami walki, całkowitej korozji ulegał język wallenrodyczny. Nie tłumaczył ani biografii grupowych, ani egzystencji jednostkowej.

Najpełniejsze wcielenie takiej właśnie wizji walenrodyzmu - rozwłóczonego po całej Polsce, wkraczającego w ostatnią fazę inflacji - rozpisał Konwicki. Mała apokalipsa ukazywała społeczeństwo w „optyce powszechnego zbrukania”2,co pozwalało autorowi przejść do propozycji powszechnego pojednania: skoro nikt nie jest bez winy, tedy zamiast szukania najbardziej winnych (na przykład stalinowców), każdy powinien wydobyć się z moralnej zapaści sam poprzez przyjęcie odpowiedzialności za własne życie. Literatura lat 80. nie podjęła tej zachęty do zaczynania od siebie; dominował w niej dwudzielny obraz świata, w którym „anielskie” społeczeństwo nie wchodziło w kontakt ze zdrajcami i kolaborantami. Późniejsze książki - na przykład pamiętny Autoportret z kanalią Jacka Kaczmarskiego (1994) czy Paryżanin Krystiana Piwowarskiego (1994) - przekonywały raczej do konieczności odseparowania nowego życia od opozycyjnych i antykomunistycznych doświadczeń. Według powieści tych heroizm społecznej legendy przerastał wszystkich, więc wszyscy powinni budować swoją egzystencję w nowej Polsce bez odcinania kuponów od dawnej chwały (do której nikt nie dorastał) i bez ponoszenia odpowiedzialności za dawne zdrady (których niewielu uniknęło).

Próba powiązania moralności społeczeństwa postkomunistycznego z doświadczeniem komunizmu pojawiła się dopiero kilka lat temu. Jeśli pozostaniemy w obrębie literatury, będziemy mogli ułożyć skromny szereg: Wieszanie Jarosława Marka Rymkiewicza, Uwikłanie Zygmunta Miłoszewskiego, Dolina nicości Bronisława Wildsteina, Zdjęcie Leszka Szarugi, Żywina Rafała Ziemkiewicza, Haszyszopenki Jarosława Maślanka. Z pewnością dałoby się znaleźć tekstów więcej, jednak na razie i ta lista wystarczy, aby zorientować się w językach opisu i osądu zdrady. Mają one swoje ekstrema i swój środek.

Na pierwszym biegunie usytuować można książkę Rymkiewicza. Mówiona o zapomnianym epizodzie insurekcji kościuszkowskiej: między kwietniem i listopadem 1794 roku w Warszawie wieszano zdrajców - już to na mocy wyroku, już to samowolnie. Zwieńczeniem linczów powinno być, jak sugeruje autor, uśmiercenie Stanisława Augusta - czyn ten nie tylko stanowiłby moralne dopełnienie osądu zdrajców, lecz także, jako akt rewolucyjny, zapoczątkowałby nowy etap w dziejach Polski. Rymkiewicz przekonuje zatem - pozwolę sobie na znaczne uproszczenie zawartości książki - że społeczeństwo opuszcza stan naturalny, czyli mit mówiący o naturalnej więzi łączącej wszystkich, w momencie, gdy wyznacza granicę oddzielającą „swoich” od „obcych” i gdy przejmuje kontrolę nad zasadami przynależności do obu grup. Porzucenie naturalności polega w takiej chwili na świadomym wkroczeniu w domenę działań podlegających ocenie polityczno-moralnej. Wybór posłów na sejm, ustanowienie sądów czy lincz publiczny to właśnie narzędzia podmiotowości politycznej, którymi zbiorowość musi się posłużyć, aby ustanowić nowe, już nie naturalne, lecz ludzkie (socjalne, etniczne, religijne czy moralne) granice własnej tożsamości politycznej. Opuszczenie krainy naturalności oznacza także utratę niewinności; wszystko, co do tej pory społeczeństwo czyniło, mogło nosić znamiona raczej odruchów niż świadomych wyborów, lecz powieszenie zdrajców, a także stracenie króla, to czyn dający się osądzić w świetle ziemskich kryteriów, i w tym sensie - czyn założycielski dla historyczności danego społeczeństwa. Po dokonaniu takiego aktu nie ma już odwrotu od własnej nie-naturalności, a więc od świadomości, że władze wybieramy sami i że my samy musimy je rozliczać z wierności wobec złożonych obietnic.

  

Książka Rymkiewicza była czytana historycznie i parabolicznie. W tej drugiej lekturze stawała się niejako poradnikiem dla dzisiejszych polityków, którzy usiłują utrzymać społeczeństwo w stanie mitycznej naturalności. Zamiast tego, wedle recenzentów, politycy, idąc za Wieszaniem, powinni uświadomić, że wspólnota społeczna jest zawsze historyczna, a jej podstawą jest ustawiczne odnawianie granicy„swoi-obcy” poprzez rozmaite akty oczyszczenia. Nie namawiano więc do publicznego linczu, lecz do ponownej wyprowadzki z krainy naturalności. Jednakże kluczową kwestią w tej wyprowadzce musiałoby stać się wręczone na powrót społeczeństwu prawo do osądzenia zdrajców - a więc ludzi, którzy granicę „swoi-obcy” zamazali w czasach PRL-u. Kolaboranci, tajni agenci, funkcjonariusze reżimu powinni więc zostać osądzeni nie tylko dlatego, że tego wymaga sprawiedliwość, lecz przede wszystkim dlatego, że tak, i tylko tak, można odnowić poczucie tożsamości moralnej. Wallenrodowie rozmaitej maści i nieosądzeni zdrajcy rozmywają granicę oddzielającą posłusznych od zasłużonych, reżimowców od bojowników, strażników od więźniów. Osąd (nie zaś: wieszanie) przywróci wyrazistość kryteriom moralnym, a także świadomość, że poczucie sprawiedliwości jest cząstką społecznej tożsamości.

Wieszanie, mówiąc inaczej, cofało nas do czasu rodziców Konrada Wallenroda -do momentu, gdy osąd absolutny wydawał się możliwy, bo kolaboracja nie była normą. Chwilę później rozpoczął się dwustuletni okres, w którym kolaboracja była codziennością, a zamazane granice pokrywały całą mapę społeczną. W czasach PRL-uwszyscy byli skazani na funkcjonowanie w obrębie oszukańczego, kłamliwego, zbrodniczego, demoralizującego systemu - w fabrykachi szkołach, w szpitalach i zakładach produkcyjnych wszystko należało do owego porządku. Ucieczka w życie rodzinne i prywatne była rozwiązaniem iluzorycznym.

Nieoznacza to, że wszyscy byli zdrajcami i kolaborantami. Oznacza natomiast, że o wiele łatwiej opowiedzieć o wieszaniu zdrajców czasów insurekcji, o wiele trudniej - dopasować tę opowieść do czasów postkomunistycznych.

  

Gnozai groza

  

Taką próbę wyprowadzenia moralności postkomunistycznej z doświadczeń czasów komunizmu dostrzec można w powieściach Wildsteina, Miłoszewskiego i Ziemkiewicza. Istota zamysłu tych pisarzy polegała, jak się zdaje na tym, by pokazać konieczność i niemożność zaprowadzenia sprawiedliwości. Osąd zdrajców jest konieczny dla wprowadzenia ładu moralnego, a zarazem osąd jest niemożliwy, ponieważ dawne układy i więzi między zdrajcami oplotły centralne obszary życia społecznego. W Dolinie nicości gospodarka i media zostały opanowane przez ludzi, którzy tyleż wzajemnie siępopierają, co szantażują; łączy ich mroczna przeszłość, pełnazdrad, przestępstw i zbrodni: członkowie opozycji niegdyś wydawaliswoich przyjaciół, teraz zaś, w nowej Polsce, posłuszniewypełniają polecenia swoich dawnych mocodawców, zyskując w zamianpoparcie medialne i finansowe.

RozwiązanieWildsteina polega więc na posłużeniu się potrójną redukcją. Popierwsze, cały okres socjalistyczny zostaje zredukowany wyłączniedo spraw rozgrywających się niegdyś na styku opozycji i służbspecjalnych. W związku z tym, po wtóre, otrzymujemy świat, wktórym najważniejsze sprawy społeczne dzisiejszej Polski zależąod niewielkiej grupki ludzi. Prowadzi to, po trzecie, do zredukowaniamocy i możliwości osądu wyłącznie do spraw władzy - wielkichoperacji finansowych i politycznych nowego porządku czy wielkichmediów. Innymi słowy: po redukcji dziejów socjalizmu do dziejówopozycji, po redukcji dzisiejszego społeczeństwa do grupki dawnychzdrajców i ich promotorów, grzęźniemy w Polsce, w którejwszystko zaczyna zależeć od zlustrowania mediów, konsorcjów iuniwersytetów. Jednak osąd zdrajców okazuje się niemożliwy, jakoże media, konsorcja i uniwersytety stanowią najsilniejsze bastionyoporu przeciw lustracji - z oczywistego powodu: tworzą je albodawni reżimowcy dziś chronieni przez swoich dawnych „tajnychwspółpracowników”, albo dawni zdrajcy popierani przez dawnych„oficerów prowadzących”. Układy obrastają w układy, siećrozszerza się na całą Polskę i zagarnia wszystko. Nie to jestjednak najważniejszą konsekwencją redukcji, że otrzymujemykatastroficzny obraz Polski toczonej przez raka układów, lecz to,że ani Wildstein, ani Miłoszewski nie znajdują związku międzysprawą zdrady a moralnością dnia codziennego w nowej Polsce.Pogarda, jaką Wildstein wyraża w swojej powieści dla środowiskalewicowego, powoduje, że nikt o sprawach pracy nawet nie wspomina;pogarda dla kobiet i lekceważenie feminizmu sprawia, że w optycetej powieści prawdziwa kobieta to ta, która potulnie rozkłada nogii o nic nie pyta; skupienie na medialnym aspekcie lustracji odwracawzrok od sfery codziennej - jałowej i pełnej przeciętnychniegodziwości.

Redukcjaetyczna dokonana przez pisarzy powoduje więc, że wszystko, co niewiąże się z lustracją, dekomunizacją i osądem dawnych zdrajcówpozostaje poza obszarem zainteresowań pisarzy i poza możliwościąsensownego przedstawienia: ich bohaterowie mogą zatem prowadzić sięw życiu codziennym bardzo źle, mogą być nielojalni wobec swoichprzyjaciół, mogą zdradzać swoje żony, niszczyć życie rodzinne,ale pisarze wydają się kompletnie ślepi na wszystkie teokoliczności. Jest to skądinąd logiczne: skoro uznali, że wcentrum teraźniejszości tkwi sprawa dawnej zdrady, zaś zdrada tadotyczy dzisiejszej relacji między dawnymi opozycjonistami, wobectego budują polską rzeczywistość, w której sprawa lustracji iosądu zdrajców nie wiąże się z żadnym żywotnym aspektem życiacodziennego. Przeszłość zredukowana do dziejów opozycji,teraźniejszość - do rozgrywek medialno-finansowych, i wreszciemoralność ograniczona do jednego kryterium, czyli do pytania „Czyjesteś za osądzeniem zdrajców?” - wszystko to, na przykład wpowieści Wildsteina, stanowi w istocie najwęższą z możliwychwersji moralności postkomunistycznej.

Naprzeciwtej koncepcji staje ZdjęcieSzarugi. Kanwapowieści przypomina Czarodziejskągórę Manna: oto wpewnym sanatorium spotyka się czterech rekonwalescentów -mężczyzn w różnym wieku i z różnym doświadczeniem życiowym.Mają dużo czasu, dobrą pamięć, głód rozmowy. Szybko wchodząwięc w zażyłość i zaczynają wieść rozległą dyskusję, wktórej oceniają całe stulecie…

Autorusytuował akcję powieści na początku XXI wieku, do rozmowy zaśzaprosił ludzi, którzy reprezentują różne opcje polityczne -socjaldemokrata, umiarkowany narodowiec, anarchista, demokrata zpokolenia ‘68 - i różne pokolenia. W trakcie wielodniowychdyskusji panowie omawiają kluczowe doświadczenia polskiegospołeczeństwa od zakończenia I wojny światowej aż poteraźniejszość. Starają się odnaleźć dziedzictwo, któremogłoby ustanowić dzisiejszą wspólnotę. Szukają też odpowiedzina pytanie, czy możliwe jest osiągnięcie katharsis po tymwszystkim, co wydarzyło się w XX wieku, a więc po dwóch wojnach,latach kolaboracji i czasach zbiorowych zdrad. W tle powieścizaczyna się już spóźniony proces dekomunizacji. Ale opowieścibiograficzne pacjentów sanatorium świadczą, że wina nie zlegitymacją partyjną jest związana, lecz z konkretnymi uczynkami.Główny bohater powieści dowiaduje się w pewnym momencie, że jegoojciec był „ubeckim szpiclem” (s. 47), ale nie popycha go to dojednoznacznego wyroku, lecz do starannego poznania biografii ojca,dzięki czemu odkrywa historię niewinnej zdrady i uczciwego życia.Szaruga zdaje się więc sugerować, że uczciwy „tajnywspółpracownik” i nieuczciwy antykomunista to warianty całkiem wżyciu możliwe, acz dla procesów lustracyjnych - niewyobrażalne.

Zderzająsię w rozmowach u Szarugi reprezentanci dwóch stanowisk. Jednimówią, że oczyszczenie jest konieczne, choć powinno byćmaksymalnie zindywidualizowane. Drudzy - zgodnie ze zdaniem, którejak leitmotiv przewija się przez całą powieść - mówią, że„wszelkie istnienie jest winą”, a więc jedyne oczyszczenie,jakie człowiek może osiągnąć, polega na oczyszczeniu się zpragnienia czystości. Lokując te dwie opcje naprzeciw siebie,Szaruga skonfrontował nie tyle różne stanowiska polityczne, ileusytuował wszelką polityczność po jednej stronie, zaś gnostyckierozwiązanie po drugiej. Kiedy kończymy czytać powieść,rozumiemy, że autor opowiedział się po stronie życia, przeciwpolityce. Hans Castorp, bohater Czarodziejskiejgóry, schodził wzakończeniu powieści w dolinę, by wziąć udział w wojnie.Bezimienny bohater powieści Szarugi w zakończeniu narracji przytulaswoją żonę, mówiąc, że kiedyś walczył z komunizmem, ponieważuważał, że tak robić musi. Teraz - tak chyba powinniśmyrozumieć wymowę tej książki - znajdujemy się w okresie, gdynaród przechodzi fazę rozpadu, przemiany tożsamościowej, zanikuspraw wspólnych, więc wszelkie formy odpowiedzialności zbiorowejsą tylko manipulacjami, których zadaniem jest konsolidacjawspólnoty gniewu i organizowanie społecznej nienawiści, nie zaśrzeczywiste poznawanie przeszłości i ustalanie prawdy. Uogólnieniewg Szarugi stało się niemożliwe, zaś rozliczanie przeszłości,wymierzanie sprawiedliwości, osądzanie zdrajców, jak przekonujeZdjęcie,każdy z nas powinien zaczynać od siebie, od swojej rodziny, odnajbliższych. Szczegóły historyczne, które w takim śledztwieodnajdzie, powinien oglądać tak starannie, jak główny bohaterpowieści, spędzający całe godziny w fotograficznej ciemni. Takdługo, aż detal przestanie być podstawą osądu, a stanie sięfragmentem bytu.

Azatem: na jednym biegunie gnoza, na drugim - groza. Dla Szarugi(gnoza) uczciwy osąd jest możliwy pod warunkiem pełnego poznaniaegzystencji człowieka podejrzanego, ze świadomością, że osądnie rozstrzygnie o wartości czyjegoś życia w całości. Z koleidla Wildsteina (groza) osąd zdrajców nastąpić musi, choć gdybynastąpił, niewiele w kraju by się zmieniło: język lustracji jestw tej wersji kompletnie obojętny na sprawy solidarności społecznej,pogardliwy w stosunku do kobiet, głuchy na kwestie innościowe,ślepy na moralność dnia codziennego.

  

Gdybylustracja zwyciężyła…

  

…wówczas,według Rymkiewicza, odzyskalibyśmy więź wspólnotową,odbudowalibyśmy moralne kryteria oceny naszych poczynań istalibyśmy się podmiotem historycznym (a więc zbiorowością,która dysponuje realną siłą w kierowaniu własnymi dziejami).Entuzjazm prawicy dla książki Rymkiewicza brał się więc stąd,iż potraktowano Wieszaniejako namawianie do„osądu założycielskiego”. W trakcie „wieszania” nieobyłoby się pewnie bez posądzeń niesłusznych3,a także wyroków przesadnych i niesprawiedliwych, lecz społeczeństwoodnowiłoby więź i odzyskało świadomość historyczną.

WPolsce przedstawionej przez Wildsteina zwycięstwo lustracji niezmieniłoby niczego: co prawda rząd dusz w społeczeństwiesprawowaliby dziennikarze popierający rozliczenia antykomunistyczne,jednak oni sami zdradzaliby pewnie żony, porzucali swoje rodziny ipopełniali rozliczne świństwa w sferze codziennej, ponieważsprawa lustracji (co skądinąd logiczne) nie łączy się w ichżyciu z niczym albo (co skądinąd powszechne) sprawa lustracjiprzedstawia im się jako usprawiedliwienie ze wszystkich życiowychłajdactw o charakterze pozapolitycznym. Gdyby lustracja w Dolinienicości zwyciężyła,dziennikarz Adam Wilczycki osiągnąłby wielki sukces, zarabiałbywięcej pieniędzy, a kochanka by go nie porzuciła. Miałby więcnie tylko kasę, ale i laskę, która robiłaby mu laskę (co w tejpowieści jest najpełniejszym potwierdzeniem męskości). Jedynazmiana nastąpiłaby w mediach: gazeta przeciwna lustracji poniosłabyklęskę, a zwycięstwo przypadłoby gazecie-konkurentce. A ponieważw powieści Wildsteina świadomość społeczną kształtują media,więc oznacza to, że po wiktorii nowa gazeta kreowałaby zbioroweprzekonania, nie zaś - że społeczeństwo odzyskałoby zdolnośćdo krytycznego patrzenia na wszelkie media.

Zkolei Szaruga sugeruje, że więź stworzona poprzez lustracjębyłaby wąska, krzywda dotknęłaby ludzi niewinnych, zaś skazani wlustracyjnym procesie mogliby się okazać szlachetniejsi od swoichsędziów. Dlatego nowe życie (operacja serca, młoda żona), czyliodzyskanie sił i poczucia sensu, możliwe jest tylko poprzezuwolnienie się od lustracyjnej obsesji.

Jakwygląda środek?

  

 Wyrok

  

HaszyszopenkiJarosława Maślanki(Warszawa 2008) to powieść o przyjaźni dwóch 12-letnich chłopaków- Maksymiliana i Wronka. Ojciec Maksa jest działaczem„Solidarności”, ojciec Wronka - milicjantem. Rzecz dzieje sięw roku 1982, tuż po wprowadzeniu stanu wojennego.

Akcjapowieści rozgrywa się w gdzieś w prowincjonalnej Polsce - wmałej miejscowości (dwie księgarnie, urząd stanu cywilnego,zakład fryzjerski), która istnieje wyłącznie dzięki państwowejfabryce zbrojeniowej. Mieszkańcy tej miejscowości - ani rolnicy,ani prawdziwi proletariusze - to socjalistyczny plebs, pozbawionytradycji, która pozwoliłaby stawić opór korozyjnemu działaniusocjalizmu. Ich egzystencja składa się z pracy „na państwowym”i z picia po pracy. Większość mieszka w Kurwidołku, jakwdzięcznie nazywa się robotnicze osiedle, przepełnione ludźmi,których stłoczono w identycznych mieszkaniach. Ubóstwo, nadmiarludzi w zbyt małej przestrzeni, niedobór szans i pomysłów na inneżycie…

Takarzeczywistość wytwarza przede wszystkim nieustające frustracje,niechęci, nienawiści. W takim świecie dwóch głównych bohaterówusiłuje ocalić jakiś okruch niezależności i sensu, chowając sięw chłopackiej przyjaźni. Stanowić ma ona przeciwwagę dlapełzającego rozkładu: obaj należą do rozpadających się rodzin(rodzice Maksa są bliscy rozwodu, zaś śmierć ojca Wronkaprzypieczętowała rozpad rodziny), obaj są szkolnymi outsiderami.Nie jest to jednak dobra przyjaźń. Emocjonalnie wydrążony Wronekstanowi dla Maksymiliana gwarancję przygody (której obaj chłopcyłakną), ale zarazem jest jak fascynujące mokradło: wciąga,unieruchamia, pochłania. Wronek dopuszcza się kilkakrotnie zdradywobec Maksa, Maks za każdym razem wybacza - co świadczy, że ichzwiązek przybrał postać toksyczną: Wronek musi niszczyć tych,którzy go kochają (ponieważ sam został odtrącony przezrodziców), zaś Maks musi szukać silnej więzi (ponieważ jeszcze wnią wierzy). Wronek już nie liczy na miłość, Maks jeszcze sięłudzi. Chłopcy nieświadomie przenoszą tedy problemy rodzinne nawłasną przyjaźń, ale są zbyt niedojrzali, by mogli zbudowaćdobrą więź i siebie ocalić. Z ryzykancką desperacją i zokrucieństwem, na którego dnie czai się zdradzona miłość,gotowi są popełnić największe głupstwa. Z mimowolnym morderstwemwłącznie.

Morderstwoskrywa się w obłędnym planie wymierzenia kary człowiekowi, któryjest osiedlowym banitą. W przeszłości człowiek ów, nazywanydziwnym mianem Trzynacha, należał do Ochotniczych Rezerw MilicjiObywatelskiej, a więc najbardziej znienawidzonej formacjidobrowolnych kapusiów, donosicieli i pałkarzy, których władzaludowa wykorzystywała do pacyfikowania społecznych niepokojów.Teraz jest stary, osamotniony i w powszechnej pogardzie. Otacza goatmosfera niejasnych podejrzeń… To wystarczy, by chłopcy - niedo końca świadomi, co nimi kieruje - zdecydowali się wybraćTrzynachę na ofiarę. Najpierw zatruwają mu życie„haszyszopenkami” - domowej roboty śmierdzącymi bombami,które podrzucają prześladowanemu na wycieraczkę. Potempostanawiają go uśmiercić.

Ichplan to w istocie próba odbudowy życiowego ładu. Skoro obajchłopcy czują się nieakceptowani przez swoje rodziny, przezspołeczność szkolną i przez mieszkańców osiedla, tedyintuicyjnie wybierają drogę, która powinna zapewnić im szacunek iprzywrócić dobre miejsce we wszystkich grupach społecznych.Atmosferę dodatkowo zatruwa stan wojenny, który wprowadził międzyludzi podejrzenie o zdradę: w małej miejscowości zbyt wiele zależyod dyrekcji państwowej fabryki, aby władza miała kłopoty zezwerbowaniem działaczy „Solidarności” do tajnej współpracy.Dlatego w tym świecie nikt do końca nie może być pewien drugiegoczłowieka: mężowie zdradzają żony, rodzice opuszczają dzieci,bojownicy o wolność okazują się donosicielami. W świecieMaślanki dorośli podlegają - niemal stalinowskiemu -fatalizmowi stwierdzenia „Każdy musi zostać kapusiem”4,więc dzieci wybierają okrutną drogę zemsty odnowicielskiej.Intuicyjnie sądzą, że wymierzenie kary „kapusiowi” oczyścicałą rzeczywistość i przywróci ład ról społecznych.

Rzeczywistośćpierwszego roku stanu wojennego ukazana z perspektywy dwóch chłopcówi ich przyjaźni pozwoliła autorowi opowiedzieć więcej niżgdybyśmy widzieli działaczy „Solidarności”, strajki czyuliczne manifestacje. W powieści Maślanki „Solidarność”ponosi klęskę nie dlatego, że przegrywa z władzą, lecz dlatego,że nie jest solidarnością życia codziennego. I nie jest to klęskawielkiego ruchu społecznego, lecz społeczeństwa w swojejprzeciętności.

PowieśćMaślanki została lepiej skomponowana niż napisana. Autor podzieliłksiążkę na siedem rozdziałów, zatytułowanych prosto: „Dzieńpierwszy”, „Dzień drugi”, ale ułożył owe rozdziały wkolejności odwrotnej: zaczynamy więc od „Dnia siódmego”, akończymy na „Dniu pierwszym”. Dodaje to narracji dramatyzmu,sugerując, że w odwróconym porządku stworzenia dojdzie dotragedii, gdy wypełni się plan. Ciekawej kompozycji nie odpowiadadobry styl: chwilami nieporadny i egzaltowany, ma przenosić nas doświadomości dziecka, co wydaje mi się konsekwencjąnierozwiązanego problemu warsztatowego. Autor nie może do końcasię zdecydować, czy rekonstruuje wrażliwość dziecka, czy teżpisze z dzisiejszej perspektywy.

Nierozstrzygniętydylemat przeszkadza również fabule. Książka sprawia wrażenie,jakby Maślanek wahał się między biografią i powieścią. Autorbiografii, na pytanie, dlaczego umieszcza jakiś epizod w tekście,odpowiada: „Bo tak było”. Autor powieści natomiast musi usuwaćrozliczne wydarzenia z ostatecznej wersji, ponieważ jego zadanie niepolega na przedstawieniu historii w jej biograficznej pełni, lecz naułożeniu kawałków w całość odpowiadającą powieściowemuzamysłowi. Maślanek postępuje na przemian jak biograf (trzebanapisać o wszystkim, co wydarzyło się bohaterom) i jakpowieściopisarz (trzeba wydarzenia wyselekcjonować i narzucić imnowy ład).

Mimostylistycznej nieporadności i kompozycyjnych niekonsekwencjiHaszyszopenki wydająmi się ciekawą powieścią. Nie tylko dlatego, że od sprawnych ipoprawnie napisanych książek wolę teksty noszące jakiś śladindywidualności, choćby ów ślad miał wyrażać się w tym, cokulawe, jąkliwe, niekonsekwentne. Sądzę, że w literaturzeciekawiej dzieje się wtedy, gdy piszemy różnymi stylami, niżwtedy, gdy wszyscy są stylistycznie bezbłędni.

Ponadtowartość powieści Maślanki widziałbym we wprowadzeniu zdrady donarracji, która musi poradzić sobie z prowincjonalnącodziennością.

  

 BękartyWallenroda

  

Rymkiewiczpostanowił cofnąć nas przed epokę relatywizmu Konrada Wallenroda,by przypomnieć świat, w którym prosty lud wymierza sprawiedliwośćzdrajcom. Wildstein zdaje się podtrzymywać iluzję tej historycznejpodróży, by dowieść, jak niszczące dla całego życia w Polscesą skutki zaniechania lustracji. Szaruga sprawia wrażenie, jakbychciał przypomnieć historię Wallenroda w rodzinie (ojcieczdradził, aby komuś pomóc), dalej zaś jakby pragnął wypisaćsię z polskiej historii (sanatorium, ciemnia fotograficzna, zaciszedomowe, młoda żona). Maślanek z kolei (wykorzystuję książkęjako przykład, nie sugerując, że jest to dzieło wybitne) wskazujeprzede wszystkim na to, że język polityczny - językdemistyfikujący kolaborację z komunistami - jest zbyt wąski, bymożna mu powierzyć opowieść o polskiej rzeczywistości. W związkuz tym konieczne jest poszerzenie słownika zdrady - o moralnośćdnia codziennego, o sprawy rodziny, małżeństwa, pracy czy orelacje między przyjaciółmi. Nie o to więc chodzi, byśmy o„szpiclowaniu” zapomnieli, ani o to, byśmy wszystkim wybaczyli,lecz o to, by język lustracyjny zorientowany na osądzeniekolaboracji znalazł się wśród wielu innych kryteriów moralności.Powieść Maślanki stwarza nam zatem okazję przemyślenia naszejpozycji moralnej wobec PRL-u. I pozwala stwierdzić, że jesteśmyjuż tylko bękartami Wallenroda.

BękartyWallenroda, podobnie jak bohater Mickiewicza, nie mają dostępu doczasów przedpolitycznych i nie mogą odwoływać się do moralnościboskiej. Formułowane przez nich sądy nie mają charakteruabsolutnego, ani też zdrady, które chcieliby osądzić, nie sąabsolutne. Moralność, którą dysponują, jest relatywizowana przezdoświadczenie komunizmu. Wallenrodyczny przychówek nie możerównież liczyć na wyprowadzenie biografii swoich przodków zdomeny tak właśnie rozumianej historyczności. Bez względu naheroizm czy zwykłość życiorysów naszych rodziców, nigdy niezdołamy wystawić ich poza kontekst PRL-owski. Sens naszychopowieści o starszych pokoleniach zależy więc od tego, czy zdołamyobronić ich życie przed redukcją do sprawy zdrady.

BękartyWallenroda mają więc pełne prawo szukać kolaborantów i dążyćdo wymierzenia im sprawiedliwości, ale wiedzą, że nie wyprowadziich to poza obszar moralności warunkowanej przez doświadczeniePRL-u. Nieprawe dzieci Wallenroda wiedzą też, że osąd dawnychzdrajców rozwiąże tylko jeden spośród wielu problemów. Należyupamiętniać ofiary komunizmu, lecz nie można ograniczać opowieścio ich życiu do spotkania z totalitaryzmem; należy osądzićdonosicieli, lecz nie można redukować ich biografii do samegodonosu. Skoro bowiem wiemy już, że pogląd na temat wyborówmoralnych dokonywanych w PRL-u wszyscy usiłują włączyć wtworzenie moralności postkomunistycznej, wobec tego musimy sami odsiebie oczekiwać języka jak najbardziej pojemnego i osądu jaknajbardziej szczegółowego - tak aby zmieściło się w nim życie,a nie kartka z IPN-owskiej teczki. Istniała zdrada, lecz istniałatakże bierność; zawinił ten, kto doniósł, lecz nie jestniewinny ten, kto odmówił pomocy5;wyrządził zło, kto zdradził, lecz miał całe późniejsze życie,by to naprawić; zachował niezłomność, kto nie zdradził, leczjakim był człowiekiem poza celą przesłuchań… Mówiąc prosto:współczesna rzeczywistość polska nie daje się wyrazić w językuwierności sprawie antykomunistycznej, choć zarazem dzisiejszejęzyki moralności muszą tę sprawę pomieścić. W świecieludzkim jest tyle wierności, ile relacji międzyludzkich, i tylezdrad, ile prób, przed którymi wierność staje. W takim świecie,przenikniętym wieloraką zdradą, mówienie tylko o jednej sprawiejest w gruncie rzeczy inną wersją historycznej naiwności i innąpostacią polskiego mitu niewinności.

  

Wszyscyjesteśmy bękartami Wallenroda. Być może w zamian za uznanie tejtożsamości zaczniemy inaczej opowiadać naszą powojennąrzeczywistość.

  

1Herta Müller, Głód i jedwab,przeł. Katarzyna Leszczyńska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec2008, s. 121.

2Stefan Chwin, Literatura a zdrada. Od Konrada Wallenroda do„Małej apokalipsy”,Oficyna Literacka, Kraków 1993, s. 381.

3W trakcie batalii o lustrację spotkać można było głosy, któreuznawały ewentualne niesłuszne posądzenia za skutki uboczne.Przykładowo: po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który odrzuciłprojekt powszechnej lustracji, Jarosław Gowin stwierdził, żenależy „otworzyć archiwa” i dodał: „Jest dla mnieoczywiste, że taka decyzja sprowadzi wiele cierpień na niewinnychludzi. Teraz trzeba jednak zacisnąć zęby i podjąć męskądecyzję” (cyt. za: Mirosław Czech, Polityk z sercem po prawejstronie, „GazetaWyborcza” z 18-19 października 2008).

4Opis PRL-u z perspektywy prowincjonalnej różni się więc odheroicznej opowieści o społecznościach wielkomiejskich, któretrwały w oporze. Prowincja Maślanki przypomina to, co w SercątkuHerty Müller wypowiada jeden z bohaterów: „Jako szpicle wszyscysą do wykorzystania […], nieważne, czy byli u Hitlera, czy uAntonescu” (przeł. Alicja Buras, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec2003, s. 153).

5„W tych czasach wszędzie funkcjonowała zdrada, każdego,wszystkiego, co możliwe… Łatwo było bezboleśnie skryć się zapowszechną zdradą i nią usprawiedliwiać własną jednostkową,tak przecież błahą. Bo jedni zburzyli dom, drudzy zmasakrowalidomowników, trzeci rozgrabili meble, czwarci - całą resztę,piąci przyglądali się z zainteresowaniem, szóści zobrzydzeniem, siódmi przymykali oczy, ósmych zaś nie było, bymogli to zobaczyć… Tak się rzeczy miały” - DubravkaUgrešić, Muzeumbezwarunkowej kapitulacji,przeł. DorotaJovanka Ćirlić, Świat Literacki, Warszawa 2002, s. 254. Ugrešićpisze więc o jeszcze innym obliczu zdrady - ludzkim, sąsiedzkim,niekoniecznie związanym z reżimem komunistycznym. W takim ujęciuzdrajcami byli nie tylko ci, którzy przychodzili aresztować,wyrzucali z pracy i z domu, lecz także ci, którzy korzystali zpaństwowego terroru. A także ci, którzy odwracali głowy.Człowiek zdradzony to przede wszystkim człowiek samotny - niezaś: antykomunistyczny.

Tekst ukazał się w 16-17 numerze ”Krytyki Politycznej”.


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 03.06.2010 )
 
następny artykuł »
Generated in 0.98838 Seconds