|
Jest styczeń 1919 roku. Osiemnastoletni Aleksander Wat, futurysta-poliglota z Warszawy, dochodzi do wniosku, że cywilizacja uległa zepsuciu do tego stopnia, że stan ten jest już nie do naprawienia. W gorączce twórczej pisze długi poemat prozą JA z jednej strony i JA z drugiej strony mego mopsożelaznego piecyka. Pisze o zgrozie bladego obrazu samego siebie o północy, o słowikach, które śpiewają mu na śmierć, o twarzach, które zmienia z każdym zenitem słońca. Senni kastraci jęczą w kątach groteskowej arkady, dzieci wychodzą z grobów i poczynają ssać jego palce, „drży z zimna i samotności jeden Bóg o spuchniętym wodnistym ciele”. Wat czuje się sparaliżowany przeklętym principium individuationis. „O północy – pisze – należy zawsze składać głowę pod oślepiający, tak! oślepiający nóż giljotyny”.
Nie tylko Wat naczytał się za dużo Nietzschego w młodym wieku, co skądinąd godne podziwu. Na szczytach rozpaczy – tak brzmiał zarówno tytuł, jak i refren debiutanckiego dzieła filozoficznego Emila Ciorana. Była to medytacja nad mękami, jakie niesie ze sobą bezsenność i nieusuwalna obecność śmierci w życiu, rzecz napisana we wczesnych latach 30., gdy autor miał zaledwie dwadzieścia jeden lat. To przedwcześnie rozwinięte poczucie agonii łączy Ciorana z Watem.
Być może właśnie w tych niełatwych latach międzywojnia ma swoje źródło tradycja, w której tworzy Slavoj Žižek. Był to bowiem moment szczególny: I wojna światowa rozdarła dotychczasowy porządek imperialny. Cywilizacja – słowo zawierające w sobie kwintesencję oświecenia – stanęła w obliczu barbarzyństwa, a różnica między jednym a drugim przestała być jasna. Bóg umarł, zwyciężyła irracjonalność. Zarówno JA z jednej strony i JA z drugiej strony…, jak i Na szczytach rozpaczy były prowadzonymi w strumieniu świadomości medytacjami o zalęknionym „ja” w absurdalnym świecie. Nagle wszystko wydało się możliwe i pojawiła się męka związana z nieskończonością możliwości.
Wat i jego przyjaciele futuryści odnajdywali przyjemność w wykraczaniu przeciw rozsądkowi, w rozmyślnym wychodzeniu poza granice przyzwoitości. Przesiadywali w warszawskich kawiarniach i wierzyli, że świat się kręci wokół nich. Ich narcyzm był zgubny, odpowiedzialność oszałamiająca, a poczucie winy nieprzejednane. Dla Žižka właśnie taka neurotyczna wina jest prawdziwym następstwem śmierci Boga: „Brak Przeznaczenia czyni mnie absolutnie winnym: czuję się winny, nie wiedząc, czego tak naprawdę jestem winny – i ta niewiedza czyni mnie tym bardziej winnym”.
W roku 1923 Witold Wandurski, młody, rozgorączkowany poeta z przemysłowej Łodzi, oskarża Wata i innych kawiarnianych poetów. Zarzut brzmi: pobłażają sobie. „O, niepodległa obłudo! Wolności Onana! Jak wam nie obmierzł, poeci, samogwałt słowny?”. Wybór był prosty: rewolucja albo masturbacja.
Wandurski wybrał rewolucję, w jego przekonaniu „bolesną tragedię, wspaniały pożar, na którym samemu spłonąć trzeba – zdziczeć trzeba, zbestialić się trzeba – by znaleźć w sobie prostą radość życia”. „Chcę zadowolenia – pisał do innego poety, swojego przyjaciela. – Chcę życia. Wiedzy. Radości, radości bezpośredniej”. „Radość” stała się teraz ulubionym słowem poetów lat 20. Odwoływali się do niej dokładnie tak, jak Žižek odwołuje się do jouissance – jako do czegoś służącego tylko sobie samemu.
Rewolucja Wandurskiego była rewolucją komunistyczną, ale lewica nie miała monopolu na rozkosz, jaką niesie ze sobą pożoga. „Chciałbym eksplodować – pisał młody Cioran – chciałbym popłynąć wartkim strumieniem zmieszanych szczątków, tak by moje samozniszczenie stało się bezpośrednią ekspresją, moim własnym dziełem, tworem i inspiracją. […] Niechbym roztopił się w świecie, a świat we mnie, niechbyśmy w naszym szaleństwie wyśnili apokaliptyczny sen, dziwny jak wszystkie wizje końca i wspaniały jak wielkie zmierzchania. Wtedy z tkaniny naszego snu wyłoniłyby się enigmatyczne splendory i dziwaczne kształty, zdobywcze cienie i halucynacyjne głębie. […] Wówczas wszechogień ogarnie cały ten świat, a jego płomienie, bardziej zdradliwe niż kobiecy uśmiech i bardziej niematerialne niż melancholia, wzbudzą w nas rozkosze zmierzchu, skomplikowane jak śmierć i fascynujące jak nicość w chwilach smutku”.
Podczas gdy Wat, Wandurski i tak wielu ich przyjaciół poszło w ślad za pięknym Władimirem Majakowskim w ramiona rewolucji bolszewickiej, Cioran i jego przyjaciele szli za swoim świetlanym nauczycielem filozofii, perfekcyjnym uwodzicielem, Nae Ionescu – wybierając rewolucję innego rodzaju. Dla Ciorana oznaczało to kompletne przeobrażenie. Porwany przez bergsonowską przygodność i witalizm, przez nietzscheański liryzm i sadomasochizm, przez heideggerowski lęk i autentyczność, Cioran odrzucał teraz marksistowski materializm na rzecz faszystowskiej metafizyki.
„A ponieważ nie możemy się radować, pozostaje nam tylko droga wszelkich możliwych cierpień, szaleńczego i bezgranicznego uniesienia. Przeżywajmy więc każdą chwilę agonii aż do końca, do wyczerpania ekspresji, przeżywajmy w sposób absolutny, w paroksyzmie, nasz dramat wewnętrzny”.
Agonia, podkreślał Cioran, choć nie jest tożsama z rozkoszą, dostarcza przyjemności na swój własny sposób. I faktycznie, w mistyfikacji Żelaznej Gwardii można było odnaleźć przyjemność: w samoświadomym irracjonalizmie, w erotycznym powabie śmierci. Podobnie jak materialistyczna teologia bolszewizmu, metafizyczna teleologia Legionu Michała Archanioła kusiła obietnicą „ja” spalającego się w płomieniu kolektywizmu. Legioniści witali się słowami „Niech żyje śmierć!”.
Žižek, tak jak Wandurski, cierpi na słowiańską chorobę – grafomanię. Dotknięty jest również pędem do (niekiedy bardziej, niekiedy mniej) nieuzasadnionej prowokacji. A jednak pod pisarską manią Žižka, jego eklektyzmem, dziwnymi zestawieniami odniesień odnajdujemy klasyczne nurty XX-wiecznego intelektualnego życia Europy: psychoanalizę i marksizm. Žižek zajmuje się przede wszystkim odczytywaniem Lacana przez pryzmat Hegla – to znaczy poszukiwaniem drogi, na której można by dokonać syntezy psychoanalizy Lacanowskiej z Heglowską teleologią. W tym zamyśle nie jest tak oryginalny, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. To napięcie między „ja” a historią (czy to w zestawieniu Freud versus Marks, Husserl versus Hegel, Lacan versus Lenin, czy też w dowolnym innym) było czymś zupełnie zasadniczym dla modernizmu Europy Wschodniej, analogicznym do walki między narodem i klasą w sferze polityki.
Wat, Wandurski i wielu im współczesnych wybierają rewolucję i czeka ich tragiczny los. Wandurski staje się ofiarą stalinowskich czystek i zostaje stracony w roku 1934. Wat ląduje w polskim więzieniu, następnie w sowieckim. Na końcu odbiera sobie życie. Z kolei Žižek dedykuje Interrogating the Real staremu słoweńskiemu komuniście, który w 1934 roku przewodził powstaniu Jugosłowian ciemiężonych przez faszystowskie Włochy. Dekadę później ten sam słoweński powstaniec, teraz więzień komunistycznego obozu koncentracyjnego, został zmuszony siłą do pracy przy budowie pomnika powstania, któremu przewodził.
Zachodnioeuropejskim odpowiednikom Wata, Wandurskiego i starego słoweńskiego rewolucjonisty często wiodło się lepiej. Herbert Marcuse na przykład uciekł z nazistowskich Niemiec do Stanów Zjednoczonych. W Erosie i cywilizacji z 1955 roku dokonał jednej z najbardziej imponujących prób pogodzenia psychologicznej jaźni i historycznego determinizmu. Zainspirowany Freudowskim pojęciem polimorficznie perwersyjnego dziecka Marcuse spekulował, że być może postęp od polimorficznej perwersyjności do genitalnej tyranii nie był czymś biologicznie nieuchronnym, lecz raczej wytworem cywilizacji.
Marcuse nie jest jedynym nazwiskiem z pokolenia niemieckich intelektualistów o żydowskim pochodzeniu, które przywołuje Žižek. W jego pisarstwie odnajdujemy coś pokrewnego twórczości Hannah Arendt: chodzi o ten maniakalny, pozbawiony szacunku, czasem nieodpowiedzialny sposób, w jaki używa on odwołań historycznych w samym środku uderzająco jasnych dociekań. Žižka napędza również adornowsko-horkheimerowskie upodobanie do dialektyki, ujawniania sprzeczności leżących w samych rzeczach, wyjaśniania, że wszystko – żydowski ikonoklazm, natura pragnienia, katastrofa Titanica, bohaterka Deep Impact Mimi Leder, rzeczywistość kryjąca się za Matriksem, protofaszystowski charakter oper Wagnera – jest tak naprawdę czymś odwrotnym, niż się wydaje… A fallus oznacza kastrację17.
Nietzsche przez całe życie wierzył, że „nie było zgoła […] niebezpieczniejszego zachwiania czy zwrotu w wykształceniu niemieckim, który by nie stał się niebezpieczniejszy przez niezmierny, aż do tej chwili trwający wpływ” heglizmu, niemniej podzielał zamiłowanie Hegla do obnażania niedającego się rozwikłać splotu antytez. Dla Nietzschego to właśnie kolosalna suma wszelkiego nieszczęścia mogła stworzyć największe szczęście. Nieuczciwość i egoizm były warunkami możliwości prawdy i bezinteresowności; wszystko, co dobre, i wszystko, co złe, było wzajemnie powiązane. „Rzekliście kiedykolwiek «tak» rozkoszy swej? – pytał Zaratustra. – O przyjaciele moi, rzekliście zarazem «tak» wszelkiemu bólowi. Wszystkie rzeczy spętane są ze sobą, splątane i zakochane w sobie”.
W przypadku Žižka fetyszystyczne umiłowanie dialektyki nie jest wyłącznie salonową grą: Žižek traktuje heglizm poważnie. A bez poważnego potraktowania heglizmu – i marksizmu – nie sposób zrozumieć nowoczesności w Europie Wschodniej (dlatego też historia Europy Wschodniej może nam pomóc w zrozumieniu Žižka – i odwrotnie).
„Jedyna droga «ocalenia» Hegla – twierdzi Žižek – wiedzie przez Lacana”. I być może to właśnie ten kontekst Žižkowego rozumienia kaprysów podmiotowości i jej niełatwego współistnienia z determinizmem pozwala mu docenić Lenina i leninowski styl Lacana. Lenin był bowiem marksistowskim heglistą, który wierzył w nieuchronny pęd historii, ale także w możliwość jednostkowego działania i zdolność jednostki do zawrócenia historii. Dla Žižka rewolucja bolszewicka była wprowadzeniem w działanie [acting out] tej brawury, którą Lenin pokazał w tekście Co robić? z 1902 roku. To za to Žižek tak podziwia Lenina: za jego zuchwałość, za to, że umiał chwycić rewolucyjny moment. Zdaniem Žižka Lenin nie był dogmatykiem, lecz człowiekiem śmiałym i obdarzonym wyobraźnią. W roku 1917 Lenin nie bał się wystąpić samotnie. W tym swoim pozbawionym lęku pośpiechu Lenin odgrywał rolę nietzscheańskiego szaleńca – szaleńca, który zawsze przychodzi albo za wcześnie, albo za późno, nigdy na czas. Dla Lenina, podobnie jak dla Žižka, rewolucja uprawomocnia samą siebie i jest swoim własnych zwrotem ontologicznym. A zatem, jak pisze Žižek w kontekście Lenina, „powinniśmy zdobyć się na rewolucyjny czyn [act] bez osłony wielkiego Innego – strach przed «przedwczesnym» przejęciem władzy, poszukiwanie gwarancji, jest strachem przed otchłanią samego czynu”.
Otchłań to powtarzający się u Žižka motyw: otchłań pragnienia, podmiotowości, wolności. Zarówno dla Žižka, jak i wschodnioeuropejskich modernistów, którzy go poprzedzali, otchłań sama w sobie jest czymś uwodzicielskim: „Niech całe nasze czucie pulsuje od tego wysiłku i szaleństwa, niech tętni tymi płomieniami i otchłaniami” – pisze Cioran25. Musisz skoczyć niczym Wandurski w ogień, który cię spopieli, upaść w barbarzyństwo, utracić siebie, by siebie odnaleźć.
Lenin miał śmiałość działać sam, ale w imię historii i jej żelaznych praw, porządku symbolicznego, który Žižek w kategoriach lacanowskich nazywa wielkim Innym. Wyjątkowa natura tego wielkiego Innego – przypisywane mu cechy naukowe – nadały leninizmowi, a następnie stalinizmowi, jego szczególny charakter. Žižek doskonale rozumie, czym się różnią stalinizm i faszyzm. Co więcej, daje nam jedną z najbardziej zwięzłych ilustracji różnicy między tymi dwiema potwornościami: „Kiedy faszystowski Przywódca kończy swoje publiczne wystąpienie i tłum bije brawo, Przywódca uznaje siebie za adresata aplauzu […], przywódca stalinowski zaś […] sam powstaje i zaczyna bić brawo. Różnica ta sygnalizuje zasadniczo odmienną pozycję dyskursywną: przywódca stalinowski również musi bić brawo, ponieważ prawdziwym adresatem ludowego aplauzu nie jest on sam, lecz wielki Inny Historii, którego jest on pokornym instrumentem i służebnikiem”.
Oto zderzenie oświecenia i romantyzmu. […]
Fragment tekstu, który ukazał się w 19. numerze KP „Nowy Wspaniały Świat”.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...