|
Oskar Pistorius, biegacz
z Afryki Południowej, może wystartować w igrzyskach olimpijskich,
orzekł Sąd Arbitrażowy Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.
Wyrok anulował decyzję Federacji Lekkoatletycznej, która uznała,
że Pistorius zwany Blade Runnerem stosuje dyskwalifikujący
technodoping. Biegacz już w dzieciństwie stracił obie nogi, które
trzeba było amputować z powodu wady wrodzonej. Mimo swej ułomności
nie poddawał się i aktywnie zajmował sportem: pływał, grał w
rugby, biegał. Tyle tylko, że z oczywistych względów mógł
mierzyć się tylko z podobnymi sobie, a więc innymi
niepełnosprawnymi. Największym jego dotychczasowym osiągnięciem
były występy na igrzyskach paraolimpjiskich w Atenach w 2004 roku.
Ten szczególny status nie zadowala jednak Pistoriusa kierującego
się zasadą: „Jesteś sprawny na miarę swoich zdolności”.
Kilka lat temu islandzka firma Ossur zaopatrzyła biegacza w protezy
Gepard wykonane z włókien węglowych. Dzięki nim Blade Runner
osiąga dziś podobne rezultaty jak „normalni” sportowcy
wyczynowi i wierzy, że to tylko kwestia czasu, gdy zacznie z nimi
wygrywać w walce o olimpijskie medale.
Te ambicje wywołały
popłoch. Pistorius, zamiast pokornie tkwić w roli przypisanej mu
przez los, uwierzył w tradycyjny humanistyczny przekaz, że istotą
człowieczeństwa i jego podmiotowości jest transgresja,
przekraczanie swoich ograniczeń w drodze do doskonałości. Napotkał
opór społeczeństwa, w którym o podmiotowości i jej zakresie
decyduje norma. Federacja Lekkoatletyczna uznała, że „nienormalny”
Pistorius (tę nienormalność widać gołym okiem) nie może
konkurować z „normalnymi”, bo dzięki technologicznej
interwencji stał się „nadnormalny”.
Czy rzeczywiście? Sąd
Arbitrażowy zmuszony do działania skargą Pistoriusa odwołał się
w swym orzeczeniu do wiedzy eksperckiej - zespół naukowy z
Massachusetts Institute of Technology podczas żmudnych eksperymentów
fizjologicznych udowodnił, że biegacz z protezami zużywa w czasie
biegu tyle samo energii co zwykli biegacze. Ergoprotezy nie stanowią
formy dopingu.
Orzeczenie w sprawie
Blade Runnera ma charakter precedensowy i pokazuje, jak anachroniczny
jest nowoczesny aparat władzy w dobie posthumanistycznej. W sprawie
tej jak w soczewce skupiają się wszystkie wątki analiz Georgesa
Canguilhema i Michela Foucaulta wprowadzające do refleksji
politycznej problem biopolityki. Wydajność nowoczesnego,
liberalnego dyskursu biopolitycznego, opartego na naukowo
uzasadnionych normach określających status osoby i przysługujący
jej zakres podmiotowości, załamuje się.
Oto kolejny przykład. Na
wiele lat zanim Blade Runner postanowił zmierzyć się z
pełnosprawnymi biegaczami, arcymistrz Gary Kasparow postanowił
zagrać w szachy z komputerem Deep Blue. W 1996 roku człowiek wygrał
4 do 2, 11 maja 1997 po raz pierwszy w historii maszyna zwyciężyła
z ludzkim przeciwnikiem tego kalibru. Wszyscy analitycy zgodnie
stwierdzili, że przedwcześnie jeszcze, by ogłosić epokę
prawdziwej sztucznej inteligencji i maszyn mądrzejszych od ludzi.
Deep Blue wygrał za sprawą olbrzymiej mocy obliczeniowej, która
niewiele miała wspólnego z myśleniem. Co jednak, jeśli za kilka
lat naprzeciw Kasparowa lub innego arcymistrza usiądzie człowiek
uznawany za umysłowo niepełnosprawnego, tyle że z „elektroniczną
protezą umysłu”? Mikroprocesory o wielkości nadającej się do
neurochirurgicznych implantacji będą miały niebawem taką moc
obliczeniową jak Deep Blue w 1997 roku. Jaki status podmiotowy
przyznać takiemu „implantowanemu” graczowi? A jeśli zamiast
gry w szachy zdecyduje się on ubiegać o mandat polityczny? Czy
pozostawić sprawy wolnemu biegowi demokracji, czy użyć klauzuli
wykluczającej?
Człowiek na
zamówienie
Sprawa komplikuje się
jeszcze bardziej, gdy dojdziemy do kwestii stosowania antropotechnik
nie w celu autokreacji, lecz po to, by modelować predyspozycje innej
osoby, np. dziecka. Do jakiego stopnia można dopuszczać ewentualne
nieodwracalne interwencje genetyczne: czy należy zgodzić się na
„reperowanie” genomu, by usunąć predyspozycje do chorób
niosących zagrożenie dla życia, a może też posunąć się dalej,
dając rodzicom prawo projektowania swoich dzieci, nie tylko płci,
lecz także koloru oczu, predyspozycji muzycznych, intelektualnych
(jeśli takie znajdą się w portfelu możliwości technicznych).
Nie czas mnożyć
przykłady, spory ich katalog dostarczył Francis Fukuyama w Końcu
człowieka1,
pisząc z pozycji konserwatywno-liberalnych. Dla naszych rozważań
ważniejszy jednak będzie tekst Petera Sloterdijka, który wygłosił
on w zamku w Elmau w Bawarii 2.
Niemiecki filozof podejmuje refleksję nad humanizmem wyartykułowaną
w słynnym „Liście o humanizmie” 3
Martina Heideggera z 1946 roku. Heidegger przypomina w nim, że
projekt humanizmu renesansowego, leżący wszak u źródeł
antropologii nowoczesności, był próbą renascientia romanitas,
próbą wskrzeszenia Rzymu ze sformułowaną tam ideą humanitas. „A
więc w samym sercu takiego myślenia tkwi humanitas, ponieważ
humanizm to: rozważać i troszczyć się, by człowiek był ludzki,
a nie nie-ludzki, « inhuman», to znaczy poza swoją
istotą”. Humanizm był wynikiem spotkania Rzymu z kulturą
hellenizmu. „ Homo humanus stał w opozycji do homo
barbarus. Homo humanus jest tutaj Rzymianinem, który
podnosi i uszlachetnia rzymską virtus, «ucieleśniając»
to, co pod słowem pajdeja przejęto od Greków. Grecy są tu Grekami
hellenizmu, którego kultury uczono w szkołach filozofii. Chodzi
głównie o eruditio et institutio in bonas artes. Tak
pojmowana pajdeja zostaje
przełożona jako humanitas”.
Człowiek dopiero się
staje, podejmując wybór oznaczający chęć dotarcia do swej
istoty, co możliwe jest tylko przez długotrwałą formację,
„udomowienie”, jak rozwija myśl Heideggera Sloterdijk.
Przypomina on, że Rzymianie stworzyli nie tylko ideę humanitas,
ale także zupełne jej przeciwieństwo: cyrk, w którym upust swym
zwierzęcym żądzom dawała nie-ludzka, barbarzyńska część
społeczeństwa. „To, co wykształceni Rzymianie nazywali
humanitas, byłoby nie do pomyślenia bez chęci odróżnienia
się od kultury pospolitej cyrkowych igrzysk. Humanista pogrążony w
oszalałym tłumie miał świadomość, że jako człowiek narażony
jest na niebezpieczeństwo zarażenia zezwierzęceniem”.
Humanizm jest zdaniem
Sloterdijka możliwy tylko w splocie z barbarzyństwem, jako starcie
dwóch kultur: wysokiej, uczłowieczającej, polegającej na lekturze
filozoficznej, i kultury masowej rzymskich stadionów. Bycie
człowiekiem to wybór, a prawdziwy rzymski humanista swój wybór
utwierdzał, dobrowolnie uczestnicząc w igrzyskach, by wystawiać
się na ryzyko zarażenia bestialstwem. Po zwycięskim wyjściu z
próby mógł z przekonaniem mówić, że nic, co ludzkie, nie jest
mu obce.
Czas posthumanizmu
Ten klasyczny projekt
humanizmu wystawiany był na próbę w wyniku wielkich skoków
antropologicznych, które podważały sensowność formacji zgodnie z
koncepcją pajdei. Pierwszy skok to rewolucja Darwinowska, która
uświadomiła ludziom, że są produktem biologicznym. Potem
przyszedł Freud, by pokazać znaczenie procesów podświadomych dla
ludzkiego działania. W końcu nadeszła epoka antropotechniki, która
otwiera możliwość formowania nie przez Lesen (lekturę), lecz
Auslesen (selekcję), czyli bezpośrednią interwencję w substrat
biologiczny osoby. Sloterdijk wykorzystuje w swym tekście
podobieństwo słów Lesen (czytać) i Auslesen, slekcjonować, by
podkreślić, że mimo radykalnej różnicy między technikami
pedagogicznymi a antropotechnikami istnieje między nimi strukturalna
tożsamość - służą kształtowaniu podmiotu.
Czy w takim razie epoka
posthumanistyczna, postludzka będzie epoką antyhumanistyczną, czy
też raczej nie-ludzką, lecz w istocie radykalizującą, a nie
likwidującą projekt humanistyczny? Czy wystarczą narzędzia
liberalnej demokracji, by ochronić się przed tymi skutkami
posthumanizmu, które z dzisiejszej perspektywy oceniane są za
przerażające? Czy też należy wynaleźć zupełnie nowe instytucje
polityki lub nadać nowe znaczenia instytucjom już działającym,
jak choćby demokracja przedstawicielska?
A może należy za
Slavojem Žižkiem postawić problem radykalnie: „Czy zatem
prawdziwe wyzwanie technologii nie polega na tym, że powinniśmy
powtórzyć przejście ze świata roślin do świata zwierząt
również na symbolicznym poziomie, odciąć się od naszych
symbolicznych korzeni i zaakceptować otchłań wolności?
Technologia jest również obietnicą wyzwolenia za pomocą
przerażenia (terror). Podmiot wyłaniający się w i dzięki
doświadczeniu przerażenia jest ostatecznie samym cogito, otchłanią
samoodnoszącej się negatywności, która tworzy rdzeń
podmiotowości transcendentalnej, bezgłowy podmiot popędu
(śmierci). Oto właśnie podmiot nie-ludzki 4”.
Žižek idzie dalej niż
Sloterdijk, wyciągając konsekwencje z ekstremalnych projektów
posthumanistycznych mających w istocie charakter posthumanistycznej
techgnozy, która zakłada ostateczne nadejście triumfu informacji
nad materią. Czyste nie-ludzkie cogito to software, niematerialny
substrat maszyny, hardware’u zwanego człowiekiem, który już
niebawem można będzie wyodrębnić i odtworzyć in silico.
Prominentnym promotorem tej wizji jest Ray Kurzweil, amerykański
wynalazca, specjalista w dziedzinie sztucznej inteligencji. Nie ma on
wątpliwości, że na skutek „spiżowego prawa rozwoju”
technologii, które mówi, że tempo tego rozwoju opisuje krzywa
wykładnicza, w ciągu 20-30 lat człowiek będzie w stanie dokonać
reinżynierii ( reverse engineering) funkcji mózgu, czyli
odtworzyć mózg i świadomość w obwodach elektronicznych. W
efekcie nastąpi kolejny skok ewolucyjny: ludzkość przekroczy punkt
osobliwości ( singularity) 5,
po którym na scenę dziejów wkroczy nowy gatunek będący produktem
fuzji biologii i techniki.
Nie należy beztrosko
wzruszać ramionami na projekty takich ludzi jak Kurzweil. Nawet
jeśli ich realność techniczna jest wątpliwa, to jednak zmusza do
szukania, choćby teoretycznej, odpowiedzi na pytanie (znowu posłużę
się Žižkiem): „Kto wie, jaki «sam w sobie» okaże się ten
«postludzki» świat? Być może nie ma na to jednej i prostej
odpowiedzi, a współczesne trendy (digitalizacja, biogenetyczne
manipulacje) są otwarte na wiele możliwych symbolizacji. Być może
utopia - perwersyjne marzenie o przejściu od hardware’u do
software’u, podmiotowości wolno dryfującej między różnymi
wcieleniami - oraz dystopia - koszmar ludzi dobrowolnie
przekształcających się w istoty zaprogramowane - są po prostu
pozytywną i negatywną stroną tej samej fantazji ideologicznej? Być
może dopiero perspektywa technologiczna w pełni konfrontuje nas z
najbardziej radykalnym wymiarem naszej skończoności 6”.
Humanizm eugeniki
Perspektywę
technologiczną, a przynajmniej jej zakres możliwy teoretycznie,
odnieść należy wszakże do kluczowego pytania humanizmu, przed
którym nie może uciec także posthumanizm. Pytanie to dotyczy
natury człowieka, której transgresywną istotę zdefiniował,
poetycko lecz w przekonujący sposób, Pico della Mirandola w swym
hymnie O godności człowieka z 1486 roku: „Określona
natura innych stworzeń jest związana prawami przeze mnie
ustanowionymi. Ciebie zaś nieskrępowanego żadnymi ograniczeniami
oddaję w twe własne ręce, abyś zgodnie ze swą wolą sam określił
swą naturę. Umieściłem cię pośrodku świata, abyś tym łatwiej
mógł obserwować cały świat. Nie uczyniłem cię ani niebiańskim,
ani ziemskim, ani śmiertelnym, ani nieśmiertelnym, abyś sam w
sposób wolny i godny ciebie, tworząc siebie, nadał sobie taki
kształt, jaki zechcesz”.
Projekt Mirandoli
podkreśla autonomię osoby kreującej swoją istotę, abstrahując
od społecznego tworzenia jednostki. Wiemy jednak, że autonomia
spotkać się musi z oporem ze strony społeczeństwa, które rości
sobie wobec jednostki normatywne pretensje. W społeczeństwie
nowoczesnym jednostka musi spełniać pewne oczekiwania, by móc
korzystać ze swojej podmiotowości. Proces formacyjny odbywa się
jednak w paradoksalnych warunkach. Z jednej bowiem strony, zgodnie z
ideą tradycyjnej humanitas, człowiek wyodrębnia się ze stanu
natury, zyskuje ludzką podmiotowość za pomocą Lesen, procesu
pedagogicznego opartego na lekturze. W ten sposób zyskuje
refleksyjność wyzwalającą ze stanu zwierzęcego. Z drugiej jednak
rozwój nauk pozytywnych, zwłaszcza zapoczątkowane w XIX wieku,
wspomniane już przełomy darwinizmu i freudyzmu stawiają kwestię
biologicznych uwarunkowań natury ludzkiej na nowo, z pytaniem, ile w
formowaniu człowieka powinno być lektury, a ile selekcji. Aktywną
próbą szukania odpowiedzi stały się zapoczątkowane u schyłku
XIX wieku projekty eugeniczne, które w równym stopniu fascynowały
polityczną prawicę, jak i lewicę.
Pierwsza eugenika była
po prostu radykalizacją biopolityki, która stała się, jak
analizował Foucault, głównym instrumentem zarządzania
społeczeństwem dyscyplinarnym. Rozwój metod statystycznych, badań
medycznych, mikrobiologii i innych nauk szczegółowych wyzwolił
pokusę zdefiniowania mierzalnych parametrów antropologicznych,
zarówno czysto biologicznych, jak i intelektualnych (testy
inteligencji) ułatwiających klasyfikację materiału ludzkiego.
Żołnierz, robotnik, urzędnik, nauczyciel, obywatel-podmiot procesu
politycznego musieli spełniać określone dość precyzyjnie
kryteria. Co ważniejsze, w społeczeństwie dyscyplinarnym normy
biopolityczne są nie tyle narzucone z zewnątrz, przez wyalienowany
aparat władzy, ile są społecznie i jednostkowo uwewnętrznione
jako ważny element dominującej i reprodukowanej w społeczeństwie
ideologii.
Reprodukcji tej służy
wiele instrumentów - od rodziny przez szkołę po rynek,
najważniejszym jednak miejscem produkcji dyskursu legitymizującego
nowoczesną biopolitykę jest nauka.
Pierwsza eugenika była
próbą radykalnej innowacji biopolitycznej wykorzystującą nową
wiedzę do tego, by stosunkowo powolny i bierny sposób uprawiania
biopolityki polegający głównie na klasyfikacji oraz pedagogice
zaktywizować. Dobre społeczeństwo można zaprojektować. Państwowa
kontrola procesu biologicznej reprodukcji daje szansę nie tylko
odsunięcia na bok osobników „nienormalnych”, lecz zwyczajną
ich eliminację przez niedopuszczenie do powiększania puli „złych
genów”. Nie miejsce tu na analizę przejścia od tych liberalnych
projektów eugenicznych, których celem było niedopuszczenie do
zaistnienia „niewartościowych” form życia, do projektu
nazistowskiego, który zakładał eksterminację takich gorszych form
życia.
Nazistowska miłość
do Natury
Nazizm jest natomiast
ważny, bo równolegle z dalszą radykalizacją biopolityki
rozszerzył jej zakres, wprowadzając w zakres ustawodawstwa Naturę.
Jednym z priorytetów rządu Hitlera była realizacja wcześniejszych
zapowiedzi, że „w nowej Rzeszy nie będzie już miejsca na
okrucieństwo wobec zwierząt”. Już 24 listopada 1933 roku została
przyjęta ustawa o ochronie zwierząt (Tierschutzgesetz), której
twórcy pisali: „…naród niemiecki zawsze bardzo kochał
zwierzęta i miał świadomość szlachetnych zobowiązań etycznych,
jakie ludzie mają wobec zwierząt. A jednak dopiero dzięki Rządowi
narodowosocjalistycznemu można było urzeczywistnić wolę szerokich
kręgów społecznych, by poprawione zostały rozporządzenia prawne
dotyczące ochrony zwierząt i aby ustanowiono specjalną ustawę
przyznającą zwierzętom jako takim prawo do ochrony 7”.
Naziści nie byli
wyjątkiem zarówno w kwestii eugeniki, jak i ochrony zwierząt -
podobne ustawy przyjmowały także parlamenty krajów o liberalnych
systemach rządów. Projekt nazistowski wyróżnia wszak pewna
nadmiarowość, próba rozszerzenia projektu biopolitycznego na całe
życie. Człowiek traci w spektrum form życia centralną pozycję,
dopiero ustawy biopolityczne mają określić, które z form należy
chronić, którym przyznać podmiotowe prawa polityczne, które zaś
eksterminować. W projekcie tym, będącym pomieszaniem tradycji
niemieckiego romantyzmu, aktualnej wiedzy naukowej i pseudonaukowego
bełkotu, jest miejsce na miłość wobec zwierząt, szacunek dla
pejzażu, zagładę Żydów i Romów, a także na eksterminację
Niemców niepełnosprawnych umysłowo.
Czy nazistowska
biopolityka była tylko historyczną aberracją? Luc Ferry, francuski
neokantysta, przekonuje, że jest inaczej. Jego zdaniem kluczowy dla
hitlerowskiego zamysłu antyhumanizm powraca we współczesnych
projektach politycznych, wyrażając się najpełniej w nurcie
Głębokiej Ekologii (Deep Ecology). W ogromnym uproszczeniu głównym
przesłaniem Głębokiej Ekologii jest przekonanie, że człowiek nie
jest szczególną wartością w ekosferze, że wartością jest
właśnie cała ekosfera i jej przetrwanie, choćby i bez człowieka.
Mniejsza jednak o to, czy
współczesny fundamentalizm ekologiczny jest ekofaszyzmem.
Istotniejsza jest wskazówka heurystyczna wynikająca z analiz
Ferry’ego. Analizując trzeci przełom antropologiczny i dalszą
radykalizację biopolityki wraz z wynikającym stąd terrorem
techniki, nie możemy abstrahować od kontekstu Natury. Problemem
staje się nie tylko podmiotowość cyborgów, osób będących
produktem posthumanistycznej kreacji. Poddając refleksji status
cyborga, nie sposób uciec od refleksji nad statusem zwierzęcia.
Ludzie i zwierzęta
Jesienią 2007 roku zmarł
Alex, szara papuga afrykańska. Warto przypomnieć, że papuga była
dla Kartezjusza klasycznym przykładem zwierzęcej bezmyślności -
jej zdolność do powtarzania dźwięków ma charakter czysto
automatyczny, ergo zwierzę nie różni się od nieożywionego
automatu. Alex okazał się jednak zwierzęciem niezwykłym, bo
udowodnił, że nie tylko powtarza, lecz także potrafi wyrażać
swoje uczucia. Określał temperaturę kukurydzy, jaką dostał, gdy
stwierdził, że jest głodny. Kiedy zmęczył się pracą ze swym
naukowym opiekunem, mówił, że chce iść spać. Potrafił określić
materiał, z jakiego wykonany jest patyk, potrafił także liczyć i
rozpoznawać kształty. Szybko zyskał miano „Einsteina wśród
papug”. Odszedł z tego świata bardzo „po ludzku” - okazało
się, że genialnego ptaka wykończyła miażdżyca.
Wobec takich osiągnięć
„zwykłej” papugi nie zaskakuje już informacja, jaką przekazali
pod koniec ubiegłego roku uczeni japońscy, którzy odkryli, że
szympansy lepiej zapamiętują liczby niż ludzie. Czemu się jednak
dziwić, skoro Panbanisha, szympansica bonobo z Ośrodka Studiów
Językowych Georgia State University, opanowała ponad trzy tysiące
słów, którymi komunikuje się ze światem zewnętrznym za pomocą
komputera. Swoich kompetencji uczy syna i jednocześnie służy
swojej matce „analfabetce” za tłumacza.
Proces odkrywania
Zwierzęcia na nowo doskonale udokumentowała ubiegłoroczna paryska
wystawa „Bêtes et Hommes” zorganizowana w Wielkiej Hali w La
Villette. La Villette przez sto lat było największą rzeźnią
Europy, powstało w latach 70. XIX wieku w ramach zapoczątkowanego
przez Napoleona III projektu porządkowania Paryża. Ostatnia krowa
padła tam 14 marca 1974 roku, a w miejscu dawnych hal rzeźniczych
powstało miasteczko nauki i przemysłu, gigantyczne muzeum
eksploratorium o tej samej nazwie poświęcone współczesnej
cywilizacji. Z dawnych budynków ostała się tylko Wielka Hala;
miejsce, w którym targowano bydłem, dziś zamienione na przestrzeń
ekspozycji czasowych.
Mottem ekspozycji stały
się słowa Witolda Gombrowicza z „ Dzienników
1958”: „Spacerowałem po alei eukaliptusowej, gdy wtem zza
drzewa wylazła krowa. Przystanąłem i spojrzeliśmy sobie oko w
oko. Jej krowiość zaskoczyła do tego stopnia mą ludzkość -
ten moment, w którym spojrzenia nasze się spotkały, był tak
napięty - że stropiłem się jako człowiek, to jest w moim,
ludzkim, gatunku. Uczucie dziwne i bodaj po raz pierwszy przeze mnie
doznane - ten wstyd człowieczy wobec zwierzęcia 8”.
Twórcy znakomitej
wystawy postanowili przekonać, że nie tylko człowiek ma historię,
że historię mają także zwierzęta i że obie te historie -
ludzka i zwierzęca - rozwijały się we wzajemnym, nierozerwalnym
związku. Weźmy choćby pytanie o siłę sprawczą procesów
ewolucyjnych. Czy napędza je konkurencyjna walka o byt, czy może
przeciwnie, kooperacja? Darwin podkreślał znaczenie walki o byt, co
Karol Marks skwitował złośliwym stwierdzeniem, że teoria Darwina
jest najlepszym opisem stosunków społecznych w Wielkiej Brytanii w
XIX wieku. Nawet jednak jeśli udział ideologii liberalnego
kapitalizmu nie był tak duży w myśli Darwina, nie mógł on dojść
do innych wniosków, bo swe obserwacje prowadził w zamkniętym
układzie badawczym - na tropikalnej wyspie, gdzie rzeczywiście
wzajemne relacje między gatunkami determinowała walka o szczupłe
zasoby.
Do innego doświadczenia
odnosił się słynny anarchista i zapalony biolog, książę Piotr
Kropotkin, a w ślad za nim wielu rosyjskich XIX-wiecznych
ewolucjonistów. Wszak widać wyraźnie, że organizmy, jeśli chcą
przetrwać na Syberii, muszą ze sobą współpracować, bo ich
największym wrogiem są warunki zewnętrzne. Stephen Jay Gould,
wybitny amerykański ewolucjonista, przyznał w latach 90., że przez
wiele lat miał kłopot z Kropotkinem i traktował go tak jak
większość współczesnych ludzi - jako interesującego dziwaka o
utopijnych poglądach społecznych. Bliższa analiza jego myśli
naukowej (i innych rosyjskich ewolucjonistów) ujawnia jednak jej
głęboki sens 9.
Rację miał zarówno Darwin, jak i Kropotkin - mechanizmy
napędzające naturę są bardzo złożone i zależą od lokalnych
warunków.
W XX wieku kluczowe
znaczenie dla badań etologicznych miał „przełom feministyczny”.
Jak zauważa Borys Cyrulnik 10,
kobiety były pierwszymi badaczkami, które zdecydowały się na
długotrwałe obserwacje terenowe. Ich męscy koledzy ograniczali się
do krótkich wypadów w teren oraz badań nad okazami zamkniętymi w
laboratorium. Jeszcze w latach 60. XX stulecia panowała wśród
biologów scjentystyczna atmosfera. Wspomina ją Jane Goodall, jedna
z pionierek nowego podejścia do badań nad naczelnymi: „Jakaż
byłam naiwna. Nie mając za sobą żadnego kursu uniwersyteckiego,
nie zdawałam sobie sprawy, że zwierzęta nie mogą mieć
osobowości, myśleć, odczuwać emocji lub cierpieć ból. Nie
miałam pojęcia, że właściwsze od nadawania imion szympansom
byłoby oznaczanie ich numerami 11”.
To w tej atmosferze powstawały prace pokazujące, że społeczności
naczelnych zorganizowane są w sztywne, oparte na przemocy
hierarchie, w których o porządku decyduje siła i walka o samice.
Jednak Goodall, badająca szympansy, a także Thelma Rowell i Shirley
Strum podczas badań pawianów dostrzegły zupełnie co innego niż
ich koledzy. To nie agresja i przemoc są czynnikami budowania więzi
w społecznościach tych zwierząt. Łączą je znacznie
subtelniejsze relacje oparte na współpracy i skomplikowanych
sojuszach. Czy reguły budowania społecznej hierarchii, jakie
uczeni-mężczyźni dostrzegli u naczelnych, nie są aby
przeniesieniem reguł obowiązujących w zdominowanym przez mężczyzn
świecie akademickim?
Koniec wyjątkowości
„New Scientist”,
brytyjski tygodnik popularnonaukowy, publikuje w wydaniu z 24 maja
2008 raport zatytułowany znamiennie: „So you think you’re
unique” (Myślisz, że jesteś wyjątkowy). Brytyjskie opracowanie
zbiera dostarczane przez współczesną naukę argumenty, że ludzkie
predyspozycje nie są wynikiem radykalnej nieciągłości
ontologicznej, lecz cechami mającymi w większości przypadków
swoje odpowiedniki w świecie zwierzęcym, z różnym tylko wyrazem
intensywności. Owszem, zwierzęta nie potrafią mówić, lecz wiele
z nich potrafi się komunikować, i to w sposób refleksyjny.
Odczuwanie emocji, bólu, stresu, a nawet formy kultury nie są
niczym niezwykłym w świecie zwierząt.
Jakie więc wnioski
wynikają z tego antykartezjańskiego przełomu dla praktyki
społecznej i politycznej? Ewolucję refleksji na ten temat dostarcza
fascynujące opracowanie autorstwa Luca Ferry’ego i Claudine Germé,
którzy zebrali w jednym tomie „Des Animaux et des Hommes 12”
najważniejsze teksty nowoczesnego dyskursu animalnego - od
„Rozprawy o metodzie” Kartezjusza przez ustawy nazistowskie po
„Deklarację uniwersalną praw zwierząt” UNESCO z 1978 roku.
Ferry we wstępie do tego opracowania wskazuje na cztery zasadnicze
strategie intelektualne wobec świata zwierząt: kartezjanizm,
antyklerykalny antykartezjanizm przełomu XIX i XX wieku (wyraża się
w koncepcji zwierząt jako „braci mniejszych” Micheleta),
utylitaryzm, którego wybitnym przedstawicielem jest Peter Singer
oraz Deep Ecology, ze wskazanym już wcześniej podobieństwem do
antyhumanistycznej filozofii Natury nazistów.
Podobieństwo nie musi
wszakże oznaczać tożsamości, a fundamentalizm ekologiczny nie
musi równać się z ekofaszyzmem. O ile naziści działali
inspirowani romantyzmem, o tyle Deep Ecology znajduje uzasadnienie w
aktualnym stanie globalnej ekosfery. Po raz pierwszy cywilizacja
stanęła wobec realności katastrofy w skali globalnej. Jared
Diamond w imponującym opracowaniu Upadek13
analizuje historie wcześniejszych, ograniczonych zasięgiem
cywilizacji. Upadły one wszystkie z podobnych względów -
wyczerpania zasobów materialnych i symbolicznych gwarantujących
adaptację do zmieniającego się otoczenia. Co gorsza, początek
rozkładu rozpoczynał się w apogeum rozwoju, kiedy trudno było
zinterpretować sygnały kryzysu, a gdy już to się udało, było
zbyt późno na przeciwdziałanie. Wiele danych wskazuje na to, że w
podobnej sytuacji może znajdować się współczesna cywilizacja, a
jednym z symptomów jest potencjalne zagrożenie katastrofą
klimatyczną wywołaną czynnikami antropogenicznymi. Jeśli do tego
dołożyć brak wody, brak ziemi uprawnej, obciążenie ekologiczne
Ziemi wynikające z trwającego nieustannie wzrostu demograficznego,
to rzeczywiście przyszłość nie jawi się w jasnych barwach.
Slavoj Žižek wskazuje,
że wyjątkowość sytuacji polega na tym, że nikt nie może odwołać
się do „chytrości rozumu” i przekonania, że historia pracuje
na jego korzyść 14.
To prawda, że polityka proekologiczna inspirowana m.in. holistyczną
filozofią Natury oznacza zamach na wolność w liberalnym znaczeniu,
jak przekonuje Vaclav Klaus, prezydent Czech. Już jednak
przekonanie, że to właśnie liberalna wolność gwarantuje wyjście
z kryzysu, bo tylko ona potrafi uruchomić siły innowacji i
adaptacji, nie jest niczym innym niż wyznaniem wiary w mądrość
historii, podobną do tej, jaką żywi Francis Fukuyama. Podobnie
jednak nie mają powodu do radości krytycy kapitalizmu dopatrujący
się w kryzysie ekologicznym zapowiedzi końca tego systemu. Tym
razem bowiem koniec systemu może także oznaczać koniec świata bez
szansy na zbudowanie lepszego ładu.
Z tego punktu widzenia
wybór opcji fundamentalizmu ekologicznego, nawet gdyby miał łączyć
się z antyhumanistycznym reżimem politycznym realizującym politykę
praw natury, nie wydaje się najbardziej przerażającą opcją.
Oczywiście jeśli dawałaby ona szansę, że poprzez radykalny zwrot
i podporządkowanie Człowieka Naturze jesteśmy w stanie ochronić
ekosferę, a tym samym zwiększyć szanse na uratowanie samego
Człowieka i Ludzkości, choć już zapewne budujących przyszłość
na gruzach obecnej cywilizacji. Głupio byłoby jednak stracić i
wolność, i przyszłość.
Luc Ferry naszkicowany
powyżej problem definiuje następująco: „Cały problem sprowadza
się do pytania, czy myśl humanistyczna jest w stanie dać prawo
istnienia idei szacunku dla natury, czy przeciwnie, należy nadać
bytom naturalnym takie prawa, których nie można by respektować bez
radykalnej dekonstrukcji założeń humanizmu15”.
Dekonstrukcja
humanizmu
W istocie taka
dekonstrukcja trwa od dziesięcioleci w ramach projektu
posthumanistycznego. Posthumanizm nie jest antyhumanizmem, raczej
aktualizuje humanizm, otwierając go na nowe formy podmiotowości.
Posthumanizm w swym pierwszym wcieleniu, czyli w projekcie
cybernetycznym Norberta Wienera, był odpowiedzią na zwyrodnienie
tradycyjnego humanizmu do postaci nowoczesnej, liberalnej i
ekskluzywnej filozofii podmiotu. „ Koncepcji,
zgodnie z którą nie wszyscy ludzie są ludźmi, nowe koncepcje
przeciwstawiają wizję jeszcze bardziej uniwersalistyczną
niż sformułowana przez Oświecenie. Nie tylko wszyscy ludzie są
ludźmi, ale oprócz ludzi także pewne «byty» - maszyny
inteligentne - mogą
aspirować do ludzkości 16”.
Cybernetyka otwiera jednak możliwość podmiotowości nie tylko
obiektom cyborgicznym i androidalnym, lecz także bytom naturalnym.
Kluczem do tego
upodmiotowienia jest odkrycie przez cybernetykę wspólnego
mianownika dla tych wszystkich rodzajów bytu: autopoietycznego
procesu jako podstawy organizacji materii w formę ożywioną oraz
informacji jako substancji strukturyzującej ten proces.
Upodmiotowienie odbywa się
jednak, nie jak w klasycznym projekcie humanistycznym, przez
indywidualistyczne zamknięcie podmiotu na siebie w procesie lektury,
lecz przez otwarcie na relacje z Innym w akcie komunikacyjnym.
Wiener był mistykiem
informacji i komunikacji. Informacja, zgodnie z naukową definicją,
jest odwrotnością entropii, siły pchającej świat ku chaosowi.
Entropia to dla Wienera jedno z imion Szatana, wszystko, co się jej
przeciwstawia, a więc każdy skuteczny akt komunikacyjny, musi być
z definicji dobre. Twórca cybernetyki chciał za pomocą komunikacji
wyzwolić ludzkość, jak sam pisał, od widma „Bergen-Belsen i
Hiroszimy 17”.
Wojny, wrogość człowieka wobec człowieka są symptomem procesów
kosmicznych, emanacją zła, któremu na imię entropia. Na skutek
intensyfikacji działań komunikacyjnych rośnie uporządkowanie
struktur społecznych, stają się one coraz bardziej zróżnicowane
i powiązane, przez co zmniejsza się ryzyko destrukcyjnej
katastrofy. Barbarzyństwu wieków ciemnych należy przeciwstawić
ideę społeczeństwa przejrzystego.
Projekt cybernetyczny
doczekał się wielu krytyk, wykorzystywano go na wiele sposobów w
różnych celach. Dla dalszych rozważań najważniejsza jednak jest
analiza podstawowej intuicji Wienera mówiącej, że droga do
upodmiotowienia wiedzie przez komunikację. Nie chodzi tu jednak o
sentymentalne otwarcie na głos zwierząt i robotów, na wsłuchiwanie
się, co ma do powiedzenia papuga Alex i szympansica Panbanisha. Czas
postawić pytanie o możliwość projektu politycznego, który
umożliwiałby artykulację interesów nie tylko ludzi, lecz także
innych podmiotów mających w dyskursie nowoczesnym status „obiektów milczących”.
Polityki natury kontra
Naturpolitik
Projekt taki rozwija od
lat Bruno Latour, socjolog i filozof nauki, twórca Actor-Network
Theory. Teoria ta kwestionuje istnienie społeczeństwa, zwraca
natomiast uwagę na kolektywy, dynamicznie tworzące się zbiory
aktorów działania społecznego. Latour znajduje miejsce w tych
kolektywach nie tylko dla ludzi, ale dla wszystkich obiektów
uczestniczących w komunikacji. Nie można z niej bowiem wykluczyć
np. obiektów techniki, gdyż niosą one istotne znaczenia mające
wpływ na działanie (by
wspomnieć oprogramowanie komputerowe i wpływ interfejsu na proces
symbolicznej artykulacji). Podobnie jak widać było na
przykładzie dyskusji Kropotkina z darwinizmem, obiekty Natury także
uczestniczą w dyskursie publicznym poprzez nierozłączny splot
historii świata ludzi i świata natury.
Latour pyta, czy
wychodząc z tych socjologicznych konstatacji, można stworzyć
projekt Polityk Natury 18,
który polegałby na odnowieniu koncepcji demokracji przez jej
otwarcie na artykulację innych, nie-ludzkich interesów. Jednak
wbrew założeniom Deep Ecology interesów Natury nie da się
wyartykułować w sposób jednoznaczny i oczywisty. Nie ma bowiem
takiej Natury, o jakiej mówią przedstawiciele Deep Ecology. Należy
zaakceptować multinaturalizm (podobnie jak pod wpływem badań
antropologów na początku XX wieku uznać trzeba było
wielokulturowość i zasadę równoprawności kultur). Przykładem
multinaturalizmu są różne opisy świata naczelnych tworzone w
zależności od różnic genderowych badaczy, podobnie jak różne
opisy ewolucji biologicznej zależne od kontekstu społecznego i
geograficznego.
Multinaturalizm jest
możliwy czy nawet konieczny i oczywisty nie tylko dlatego, że nie
istnieje Natura fundamentalistów ekologicznych. Nie istnieje także
Natura jako obiekt badania Nauki. Nauce przez „N” należy
przeciwstawić nauki (przez „n” i w liczbie mnogiej). Pozbawienie
Nauki religijnej pozycji w społeczeństwie nie oznacza osłabienia
pozycji nauk w dyskursie publicznym. Nie istnieje bowiem inny sposób
dotarcia do Natury i jej głosu niż poprzez nauki i oferowane przez
nie aparaty wokalne, czyli instrumenty badawcze ujawniające historie
zwierząt, ekosystemów etc.
Rozszerzenie kolektywu
społecznego na nie-ludzkie obiekty nie ma polegać na tym, by
zwierzęta, ludzie i roboty siedli przy jednym stole. Ma polegać na
odnowieniu idei demokracji przedstawicielskiej, czyli umożliwieniu
artykulacji interesów uczestników kolektywu przez reprezentantów
zdolnych przedstawić historie swoich interesariuszy. Metodę
zaproponowaną przez Latoura zaczyna się już stosować we Francji
podczas lokalnych debat dotyczących kwestii współżycia ludzi i
Natury. Zastosowano ją m.in. podczas rozwiązywania problemu
reintrodukcji niedźwiedzia w Pirenejach 19.
Projekt wywołał
oczywisty konflikt: w górskich wioskach podstawą egzystencji jest
hodowla bydła. Bez niedźwiedzia życie jest łatwiejsze, bo nie
trzeba pilnować stad i można poświęcić się innym zajęciom.
Niedźwiedź stanowi oczywiste zagrożenie dla bytu wspólnoty.
Jednak tylko na pierwszy rzut oka. Gdy bowiem przy stole
negocjacyjnym usiedli przedstawiciele różnych natur, okazało się,
że powstaje wielość historii niekoniecznie wykluczających się.
Historia gór to zarówno narracja pasterska podkreślająca rolę
hodowli, jak i narracja „naturalistyczna” podkreślająca aspekt
dzikości. Pomiędzy tymi dwiema głównymi narracjami ujawniają się
dyskursy bardziej szczegółowe, pokazujące, że hodowla nawet bez
niedźwiedzia jest w aktualnym kontekście ekonomicznym
anachronizmem. Skoro więc i tak do hodowli trzeba dopłacać, czemu
nie zmienić „pakietu”. Problem koegzystencji ludzi i niedźwiedzi
zamienił się w polityczną debatę o przyszłości pirenejskiego
kolektywu.
Projekt Polityk Natury
jest dobrym wyjściem w kierunku nie-ludzkiej polityki, czyli
polityki uwzględniającej artykulację nie-ludzkich podmiotów.
Projekt ten wymaga wszakże głębokiej krytyki uwzględniającej
tradycję filozofii komunikacji. Na ile nowa przestrzeń polityczna i
jej instytucje służyć będą emancypacji, a na ile staną się
narzędziem rynkowej eksploatacji w logice kapitalizmu kognitywnego?
Latour nie odpowiada na te pytania, jednak jego koncepcja ma
wbudowane zaczepy łączące ją z innymi nurtami współczesnej
refleksji krytycznej odwołującej się do filozofii i socjologii
różnicy mającej swe źródło m.in. w pracach Gabriela Tarde’a.
Tarde, mistrz Latoura, przez wiele lat zapomniany przez nauki
społeczne wraca dziś jako wielki prekursor badań nad formowaniem
opinii publicznej oraz krytyki ekonomii politycznej, której
przeciwstawił psychologię ekonomiczną i studia nad
innowacyjnością. W koncepcjach kolektywów Latoura i jego krytyce
społeczeństwa dopatrzyć się można związków z ideą Wielości
(Multitudo), tak bliską Antonio Negriemu. Na szczęście dzięki
szykującym się przekładom najważniejszych prac Latoura będzie
można zmierzyć się z jego pomysłami po polsku.
Tekst ukazał się w 15. numerze KP.
Przypisy:
1Francis
Fukuyama, Koniec człowieka. Konsekwencje rewolucji
biotechnologicznej, przeł. Bartłomiej Pietrzyk, Kraków 2004 r.
2Peter
Sloterdijk, http://multitudes.samizdat.net/spip.php?article1064
(sprawdzone 02.06.2008 r.).
3Martin
Heidegger, „List o humanizmie”, przeł. Józef Tischner, w:
Znaki drogi, Warszawa 1995.
4Slavoj
Žižek, W obronie przegranych
spraw, przeł. Julian Kutyła, Wydawnictwo
Krytyki Politycznej, Warszawa 2008.
5Ray
Kurzweil, The Singularity Is Near,
Viking Adult, London 2005.
6Slavoj
Žižek, wyd. cyt.
7Za:
Luc Ferry, Nowy ład ekologiczny, przeł. H. Miś, A. Miś,
Centrum Uniwersalizmu, Warszawa 1995.
8Witold
Gombrowicz, Dzienniki 1957-1961, Wydawnictwo Literackie,
Kraków 1986.
9Stephen
Jay Gould, Bully For Brontosaurus,
W. W. Norton & Company, New York 1992.
10Boris
Cyrulnik w „La plus belle histoire des animaux”, Paris 2000.
11Jane
Goodall, Przez dziurkę od klucza,
przeł. Jerzy Prószyński, Prószyński i S-ka, Warszawa 1995.
12Luc
Ferry, Claudine Germé, Des animaux et des hommes, LGF -
Livre de Poche, Paris 1994.
13Jared
Diamond, Upadek, przeł. Jacek Lang, Janusz Margański, Zofia
Łomnicka, Marcin Ryszkiewicz, Prószyński i S-ka, Warszawa 2007.
14Slavoj
Žižek, W obronie przegranych
spraw, wyd. cyt.
15Luc
Ferry, wstęp do Des Animaux et Des Hommes, Paris 1994,
przekład własny.
16Za:
Philipp Breton, Serge Proulx, L’explosion
de la communication, La Découverte,
Paris 2006.
17Za:
Philippe Breton, L’utopie de la
communication, La Découverte, Paris1997.
18Bruno
Latour, Politiques de la nature,
La Découverte, Paris 1999. [Wkrótce w Wydawnictwie Krytyki
Politycznej - przyp. red.].
19Vinciane
Despret, Bêtes et Hommes,
Editions Gallimard, Paris 2007.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...