|
Why weren’t you
born with an income?
Ruth Morse
Jacek
Dehnel posiada parantele, koligacje, stosunki i znajomości. Jacek
Dehnel należy do grona nielicznych, którzy dziś reprezentują
wykwint i polot salonów belle époque,
unicestwionych przez dwie wielkie wojny. Jacek Dehnel jest
bezpośrednim spadkobiercą kultury europejskiej. Żeby dowiedziała
się o tym cała Polska, przyznano mu Paszport „Polityki” za
powieść, w której historię XX wieku (częściowo głosem
babci, częściowo swoim) opowiada tak, jakby nic się po drodze nie
zmieniło. To znaczy, owszem, dużo się dzieje i zmienia - poza
tonem opowieści. A jest to lekki ton uprzywilejowanej ignorancji.
Ton człowieka, którego historia właściwie nie dotyczy,
ponieważ wywodzi się z rodziny, dla której historyczne
punkty zwrotne wyznaczane były przez konieczność zwolnienia połowy
służby, utratę części księgozbioru czy porcelany, przeprowadzkę
z pełnego cennych mebli, obrazów i bibelotów dworku do
pełnego cennych mebli, obrazów i bibelotów mieszkania
w kamienicy. Gdzieś między tymi wydarzeniami przemykają się
wielkie konflikty klasowe i narodowościowe, wojny, totalitaryzmy i
ludobójstwa, a wszystko nadaje się w sam raz na anegdotę
równie zgrabną jak ta o skandaliku, który onegdaj
wybuchł, kiedy jedna z ciotek autora chodziła po mieście z
bocianem i prosiakiem na smyczy. Kiedy można sobie pozwolić na
opowiadanie historii jako salonowej anegdoty, można też pozwolić
sobie na to, żeby nic z niej nie zrozumieć. W ostateczności zawsze
jest przecież coś z biżuterii do sprzedania.
Gawędy
babci (nawet wiernie) powtórzone przez wnuka nie są już tym
samym. Repetycja nadaje im nową ramę, repetent zmienia ich wymowę,
dodaje znaczeń, pisze na nowo jako swoją indywidualną genealogię,
która staje się oczywiście autobiografią, również w
tych fragmentach, gdzie o Jacusiu nie ma ani słowa. Jednocześnie
wyposaża anegdotę w sankcję powszechności, czyniąc ją
reprezentatywną czy wręcz esencjonalną dla polskiej i europejskiej
genealogii zbiorowej. Jak to możliwe? Po przyjęciu wystarczająco
ekskluzywnego punktu widzenia znikają wszystkie nieciągłości,
komplikacje, różnice i antagonizmy, a Dehnel nie ma z taką
perspektywą najmniejszego kłopotu. („Ależ proszę pani” [1]).
Korzystając z wygodnej kryjówki za plecami babci, kontynuuje
kreowanie swego wizerunku pisarza anachronicznego, gościa z innej
epoki, dandysa, którego stać na różne luksusy, w tym
przede wszystkim na luksus zanurzenia w żywiole oczywistości,
odcięcia się od wszelkich ideologii i zadomowienia wśród
„wiecznych wersów, z których zbudowana jest Europa”.
Nieoczekiwanym zwieńczeniem serii babcinych historyjek jest bowiem
podany całkiem serio i całkiem nostalgicznie obraz Europy, w której
Jacuś czuł się „u siebie”, Europy jako misternej pozytywki:
Była
to Europa-puzdro, Europa-szkatuła wykonana przez biegłych w swej
sztuce rzemieślników dla rozkapryszonego dziecka, Europa
intarsjowana mahoniem i palisandrem, Europa pełna skomplikowanych
maszynerii i automatów, którymi nie muszę sobie
zaprzątać głowy, choć przecież miło obserwować ich frymuśne
sztuczki; Europa zaludniona małymi panami we frakach i paniami w
gorsetach i sukniach z tiurniurami, Europa skrzypiec i fortepianów,
Europa, gdzie każdy przedmiot był dopełniony ornamentem, a rzeczom
zbytecznym nie odmawiano prawa do istnienia [2].
Ta
przedziwna figura definitywnie kompromituje powieść. Powyższą
metaforą, będącą właściwie swoim własnym pastiszem, autor
pozoruje dystans, ale w istocie nie unieważnia żadnych jej treści
ani odrobinę nie modyfikuje trybu mówienia. Lala
rozwiewa wątpliwość, czy Dehnel jest grafomanem, czy demaskatorem
konwencji [3],
dowodząc, że jest koniunkturalistą. A jego nostalgię miarkuje co
innego niż pastiszowy dystans - mianowicie poczucie wyższości,
czyli uczestnictwa w wielkiej przeszłości i jej wysokiej kulturze.
Upozowany autoportret z laseczką na ozdobnym tle jest w Lali
celem
przynajmniej równie ważnym jak portret babci. W dodatku w
Dehnelową autokreację - z nieodgadnionych powodów -
zostali też zamieszani: Faulkner, Márquez, Cocteau,
Lampedusa, Proust i Czesław Miłosz uosabiający jakoby ową Europę,
którą pokazywała Jacusiowi babcia. Instrumentalne
wykorzystanie autorytetów z przemilczeniem kontekstowych
różnic i tekstowych wieloznaczności oraz obrazek Europy jako
strojnej sali balowej są elementami tej samej nadrzędnej strategii.
Chodzi o ukrycie historycznych i społecznych uwarunkowań własnej
narracji genealogicznej, zaprezentowanie jej jako uniwersalnej, co
nie byłoby możliwe bez skandalicznej idealizacji przeszłości.
Dehnel jest w tym bardziej babciny od swej babci. A niektórzy
recenzenci Lali
zdołali jeszcze go prześcignąć.
1. „Dehnel
jak ta lala. Rozmawia Aleksandra Kozłowska, „Wysokie Obcasy” z
27 marca 2007, s.60.
2. J.
Dehnel, Lala,
W.A.B, Warszawa
2006, s.339.
3. Taką
alternatywę sformułował Igor Stokfiszewski w 2005, rozstrzygając,
że Jacek von Dehnel „wyszydza estetykę, za którą został
wyróżniony [nagrodą Kościelskich]” i „odrzuca
przypisywany mu światopogląd”. Życzliwy krytyk został za to
nazwany przez Jarosława Klejnockiego ignorantem, a sam Dehnel
skwapliwie (z udawaną nonszalancją) okazał mu lekceważenie. Zob.
I. Stokfiszewski, Nagroda
von Kościelskich,
http://www.ha.art.pl/?view=tekst&aid=36&ov= start (25
września 2005).
Fragment tekstu, który ukazał się w 14. numerze „Krytyki Politycznej”.
Eliza Szybowicz - obroniła pracę doktorską w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Współautorka (z Przemysławem Czaplińskim, Maciejem Lecińskim i Błażejem Warkockim) „Kalendarium życia literackiego 1976-2000”. Publikowała m.in. w „Pamiętniku Literackim”, „FA-arcie” i „Kresach”.
Na podobny temat
|
-Symeon, w Krytyce piszesz ciekawiej ...
@daras1983 "Wg mnie Polacy n...