|
Ostatnio dowiedziałem się o sobie kilku interesujących rzeczy. Jako student jestem rozgoryczony brakiem koalicji między PiS i PO. Spełnieniem moich marzeń był „program odnowy moralnej państwa, program odważnych i niezbędnych reform firmowany przez zapowiadaną od prawie trzech lat koalicję” i w związku z tym głosowałem na jedną z wymienionych wyżej partii.
Dowiedziałem się też, że zaistniała sytuacja polityczna zniechęca mnie do udziału w życiu publicznym, że „ostatecznie wyczerpała się cierpliwość i zaufanie”, jakim jako student darzyłem „polską klasę polityczną”. Tego, że jestem studentem, byłem akurat pewien. 9 listopada br., Niezależne Zrzeszenie Studentów wydało oświadczenie, z którego wynika, że „środowisko akademickie” z nadzieją czekało na koalicję między PiS i PO. Zdaniem autorów, studenci masowo głosowali na te partie, ponieważ dali się nabrać na składane przez nie obietnice utworzenia wspólnego rządu, który wyraziłby większe niż miało to miejsce dotychczas „zainteresowanie problemami środowiska akademickiego, uczelni wyższych, systemu edukacji, finansowania badań naukowych”. Rządu, którego działania byłyby „konstruktywne, oparte na logice”, a przede wszystkim uwzględniałyby „ogólny i dalekosiężny interes Polski”. Ale nic z tego nie wyszło, rządu POPiS nie ma – mówiąc inaczej – miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Politycy zrobili „środowisku akademickiemu” brzydką niespodziankę i się nie dogadali… Z oświadczenia dowiadujemy się też, że „w miejsce tworzenia koalicji »wielkich kroków« jesteśmy świadkami gorszącego spektaklu politycznego”. A czy „gorszącym spektaklem politycznym” nie była dla NZS żenująca sprawa dziadka Donalda Tuska? Dlaczego NZS – jeśli już zajmuje się „komentowaniem” bieżącej polityki – nie zabrało głosu w innych sprawach? Dlaczego nie zwróciło uwagi na to, że pomysł (bliski obu zwycięskim partiom) lustrowania pracowników naukowych uczelni wyższych jest pogwałceniem zasady NIEZALEŻNOŚCI uniwersytetów? Dlaczego nie stanęło w obronie przedstawicielki „świata akademickiego” – dr hab. Magdaleny Środy, gdy była ona w wyjątkowo agresywny i ordynarny sposób atakowana za swoją wypowiedź dotyczącą pośredniego wpływu kultury katolickiej na przemoc wobec kobiet? Dlaczego pozostało nieme w sprawie wydanego przez Lecha Kaczyńskiego zakazu Parady Równości? Podobne pytania można by mnożyć, lecz nie o to teraz chodzi. Istotną tu kwestią jest, czy NZS w swoim oświadczeniu wypowiedziało się w imieniu całego „środowiska akademickiego”? Może to dziwne, ale jestem studentem i nie głosowałem ani na PiS, ani na PO. Ale na tym nie koniec: niepowstanie koalicji wcale mnie nie zaskoczyło i - o zgrozo! - wcale mnie nie martwi. Proponowana przez zwycięskie partie wizja rządzenia i ich pomysł na naprawę moralną państwa są mi bardzo dalekie. Czy nie należę więc do „środowiska akademickiego”? Należę do niego jakoś inaczej? A może nie zależy mi na dobrym rządzie i w ogóle nie interesuje mnie polityka? Warto zastanowić się nad zawartą w nazwie Zrzeszenia „niezależnością”. Nie mam oczywiście zamiaru doszukiwać się tu tajnych związków między NZS a PO czy PiS. Oświadczenie o takiej treści jest jednak jednoznacznym opowiedzeniem się za konkretnym językiem politycznym – językiem prawicowym i konserwatywnym. Za wizją polityki, którą znamy z wypowiedzi prominentnych przedstawicieli PiS i PO, którzy mówią nam, że „tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak Polakiem” (Marek Jurek); że oprócz Ojczyzny warto umierać też za francuskie kurorty wypoczynkowe (Jan Rokita); że nie ma to jak porządna komisja śledcza (tu ciężko wskazać „faworyta”); że nie ma zgody na promowanie na ulicach „nienaturalnego” modelu rodziny (Lech Kaczyński), a jeżeli jednak jest, to i tak o legalizacji związków partnerskich mowy być nie może (Donald Tusk, liberał). A poza tym, nawet jeśli ktoś z tych partii miał przodków we wrogich Polsce armiach, to nic o tym nie wiedział, co musiał „solidnie” udowadniać… Wizja takiej oto polityki rzeczywiście odpowiada „środowisku akademickiemu”? NZS po raz kolejny pokazało, że bliżej mu do prawej strony sceny politycznej. Zarzucanie tej organizacji „stronniczości” jest – rzecz jasna – wyważaniem otwartych drzwi, od dawna przecież łatwiej przychodziły jej ukłony w prawą stronę. Nie chcę, oczywiście, powiedzieć, że w Polsce nie powinno być prawicowych organizacji studenckich. Wątpliwości może jednak wzbudzać forma, w jakiej oświadczenie zostało wystosowane oraz reakcja na nie głównych mediów – ich widzowie, słuchacze i czytelnicy mogli się dowiedzieć, że „NZS wyraziło niezadowolenie środowisk studenckich”, że „studenci strajkują”, że „żacy chcą koalicji”… Nie natrafiłem za to na żaden studencki przeciwgłos ani na informacje, że poglądy przedstawiane przez NZS, są poglądami części środowiska akademickiego (nawet jeśli jest to jego 70 %). Zaszło tu nieuprawnione uogólnienie. W taki właśnie sposób mógł powstać barthesowski mit – w tym przypadku mit pełnego poparcia studentów dla POPiSowej wizji Polski. NZS stworzyło wrażenie wypowiadania się w imieniu „wszystkich”, a media retorykę tę przejęły. Jest to kolejny dowód na to, jak bardzo kulejąca i prowizoryczna jest nasza demokracja i jak wielkie ma kłopoty z rzeczywistym reprezentowaniem różnych punktów widzenia.
[Cytaty pochodzą z “Oświadczenia o stanie gotowości strajkowej Niezależnego Zrzeszenia Studentów na 16 uczelniach w całej Polsce”]
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...