PO CIEMNIEJSZEJ STRONIE
strzeżone osiedla, więc żadna z bakterii nie wejdzie
uważaj, wytnij, wklej, oko jest tylko pęknięciem, w aparacie
ziarnisty czarnobiały film, pod trójką ktoś klnie, pod siódemką
się modli. lekkie drżenie mięśni i ścierpnięty język.
lolek na kredyt i kot z cheshire z kompanią trzask i szum
wciśnij klawisz, rusz pokrętłem, potem wykrztuś ten kurz
i nigdy nie pracuj, wycofaj z banku pieniądze. wejdź do wanny
rozlej się jak marzec, potem schnij jak sierpień.
i ucieknijmy stąd, zróbmy rewolucje w parkach, w bramach
i w miejskich szaletach. i mówmy szeptem, uważajmy na słowa,
bo tu są kły, stada i pazury i lepsza byłaby pewnie guerilla,
za to spotkajmy się w pół drogi, wsiądź do metra w szanghaju,
przesiądź się na dworcu w wrześni, żadnej litości dla starców
kobiet i dzieci. na zachód wskazują drzewa. spocznij nie będzie.
W MODNYCH KLUBACH UDAJEMY
SMUTNYCH REWOLUCJONISTÓW
szejtan, szejtan, on zawiaduje serwerami, ma dzienniki
i pozycje w redakcjach. czeka na kobietę, która urodzi
i połknie. jest bliżej matek poderwanych w barach,
bliżej chłopców schowanych w nocnych szafkach.
powiesz platon, słyszysz kurz, więc oto plan: naród papieru
a ja mam zapałki. skręcona gramatyka w ustach, ekonomia
miejskich przepaści. ostrze się, w końcu to dobra godzina
i błyszczy się czas na tarczy.
ale czas kończyć - wiąże się tłuszcz, zawiązuje się akcja,
codziennie ostry kryzys w rządzie, chaos w żołądku,
kończą się numerowane strony i banery gasną.
podjechał karawan, młody policjant uczynił znak krzyża,
ksiądz zasalutował. wielkanoc, dezynfekcja, deratyzacja.
za nas umiera chrystus, aromat identyczny z naturalnym.
KOREKTA
śniły mi się puste kartki, mondrian pił martini z debordem
nic nowego, same reklamy, powtórki. śmierć na każda kieszeń
trzeszczy odbiornik, reszta niech spoczywa w chwastach.
powiedz „a”, otwórz usta i pokaż wszystkim język.
mantra, mantra, strajkują geje i inne branże, więc kopuluj, pisz,
zażywaj substancje, zbieraj ulotki z pizzerii. może coś ci doślą,
choć to miasto nie ma jeszcze imienia, i nie ma jeszcze państwa,
żadnych urzędów.
przez cały dzień bylem w ruchu (aromaty, amfetamina, konserwanty)
aby wspierać przewrót, w szkołach ustanawić trybunały rewolucyjne,
a szczepan kopyt niech rządzi państwem. mąż wbija siekierę,
cichopek ucieka w alpy. czas poszukać związków krwi, głosować
na masowe groby, kruszyć czaszki. potem wybrać drzewa,
które zarosną marszałkowską, te bielejące piszczele. te sarny.
INWAZJA
znów 300 zabitych w iraku, transmisja z planety małp,
remisja raka u sąsiadów, listopad, sen martwych gołębi.
(w co to wsiąka, że nigdy nie trafisz na gniazdo, nawet
na szkielecik?)
jest znaleziony na ulicy liść koki, łuska z browninga,
otwarty palnik i cisza - na stadionach, allen ginsberg
drący jednodoloarówki i henry kissinger negocjuje
w dialekcie z chińskim poselstwem.
i dzwonią nowi przyjaciele z tele 2, oferują wymianę
filtrów do wody, matki, prezydenta. jest krew z nosa,
znak, że coś się rozszczelnia, ciężkie kroki na schodach,
gdy śpię, pęka kra i wypełzają spod ziemi węże.
w telewizji puszczają śnięte karpie i złe autobusy
jeżdżące bez puenty. ciągle to źdźbło trawy w bucie,
siekiera wbita w uschniętą wierzbę. to jest antyświat,
mróz wraca od granicznej rzeźni.
REVOLUTION NOW
jeśli nie mogę tańczyć, to nie jest to moja rewolucja
Emma Goldmann
gdzie się nie spojrzysz, szeitan, szeitan, zróbmy sobie święta,
soczystego grilla, drobne przyjemności, zróbmy sobie party,
z ciałem miłe gierki.
gdzie się nie spojrzysz same znane twarze, jest sopocka plaża,
na piasku rysunek rybki, a pod ubraniem wykwit potu, spermy,
zaludnijmy planetę i nazwijmy gatunki jak będziemy grzeczni.
gdzie się nie spojrzysz, marija, marija i pogoda sprzyja, są wyraźne
ścieżki, zbieranie i szycie (bo i guzik odpadł), miła niewiedza
i liczne spektakle, leci madonna, rozsypują żwirek i rozdają trawkę.
gdzie się nie spojrzysz oh dżah, oh dżah, dzajfa rastafari, majteczki
w kropeczki. nazwy ulic do zmiany, rząd do obalenia, stirner
królem polski, ukrzyżować fałszywych proroków, posłów rzucić
na wieczory autorskie, poetów na najważniejsze urzędy. chmura
nad miastem, będzie burza? jahwe, ty widzisz i nie grzmisz?
ACHTUNG ACHTUNG
ogłaszam alarm dla hałptsztat wrocławia,
bóg, honor, telepatia, telemango, asceza,
jak suche nasiona można łykać słowa.
wczoraj bastylia, dzisiaj oświecenie,
będzie secesja i zaraz niepodległość,
tych dzikich krain poniżej równika,
bóg, honor, telepizza, telegramy z wrześni,
ołtarze z tłuszczu, roraty w markecie,
i ostatecznie to również będzie ojczyzna
szaroburych kobiet z siniaków i dykty,
kolegów z podwórka, złego skuna z lufki.
bóg, honor, ojcowizna, ale na nic pieśni
i buddyjskie hymny, plany podboju,
proskrypcyjne listy. jest już za późno,
hollywood się skończy, kapitan loyola
minie się w bramie ze złym porucznikiem
heglem.
GRA W KLASY
prosto z babilonu napoje chłodzące, siedmiu arabów
w toalecie mleczarni - zdrowie naszych żołnierzy
(ponoć jeszcze trzy tygodnie w galowych mundurach
będą im rosnąć włosy i paznokcie)
a na podwórku dzieci grają w piłkę, lecz zaraz seria
celnych strzałów, karabin do ręki i pęknie bibułka,
rozsypie się paczka, ot, drobne zwłoki i ślepe zaułki,
w które zawsze wejdziesz
i odrobimy szybko nakazane lekcje, będą rozrywki
z kobietami, małe przeoczenia, poplątane szlaki.
i kusić nas będą nową koalicja i kolejnym rządem,
ciepłym dniem, który trwać będzie półtorej dekady,
a ja moim mięsem piszę listę żądań - brać na ramiona,
pętać różańce, uwięzić orki i wyrznąć delfiny. anarchia
na zapleczu i piąta kolumna. jest adres i czas, słońce
już zachodzi, cyka zegar, kolejny dzień będzie upalny.
*Przemek Witkowski (1982) - doktorant WNS U.Wr, poeta. Publikował m.in.
w „Odrze”, „Ricie Baum”, „Tyglu Kultury”, „Twórczości”, „Kresach” i
„Wakacie”. W styczniu 2009 r. w wydawnictwie Biuro Literackie ukaże
się jego debiutancki arkusz „Lekkie czasy ciężkich chorób”. Kocha
Ilonę i poznał już teściową. Ma nałogi, alergie i ADHD, ale się stara.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...