Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Delick: Wall Street kontra Main Street Drukuj
Anna Delick, Sztokholm   
08.10.2008

Akurat w dniu, w którym Volvo Trucks ogłosiło, że z powodu „amerykańskiej choroby” zwalnia w Szwecji 980 pracowników, szwedzki minister finansów Anders Borg skonstatował, że gospodarka światowa w zbyt dużym stopniu zależy od „dzikiej chciwości i hazardowej żyłki do ryzykowania cudzymi pieniędzmi” aktorów działających na rynkach finansowych. Dziwna to wypowiedź w ustach dojrzałego (ur. 1968) i dobrze wykształconego ekonomisty-praktyka, który w dodatku sam pracował jako analityk w S-E-Banken, a ponadto jest bardzo wytrawnym politykiem. Można z niej bowiem wnioskować, że gdyby z rynków finansowych wyeliminować chciwców-hazardzistów, to żaden kryzys by nam nie zagrażał. Niestety nie jest to prawdą.

Anders Borg był w młodości neoliberałem, a jego idolem był Alan Greenspan – ten sam wieloletni szef Fed, o którym John McCain powiedział, że należałoby go zmumifikować, aby także po śmierci mógł kierować amerykańska polityką pieniężną. I ten sam, którego teraz oskarża się, że aby przezwyciężyć krach informatycznego boomu, prowadził, zwłaszcza od roku 2001, politykę zbyt łatwego pieniądza i świadomie ignorował ostrzegawcze sygnały nadciągającego kryzysu. Potem jednak Anders Borg „nawrócił się na rozsądek”, został zwolennikiem szwedzkiej formy welfare state i entuzjastą związków zawodowych oraz układów zbiorowych. On to powiedział również, że nie socjaldemokraci, ale szwedzcy moderaci są „prawdziwą partią robotniczą”, która na straży szwedzkiego modelu będzie stać lepiej niż lewica. Powyższa wypowiedź prawicowego ministra świadczy jednak, że z neoliberalizmem jest podobnie jak z „ukąszeniem heglowskim” – kto raz uległ zakażeniu, zupełnie zdrowy nie będzie już nigdy. Borg bowiem nie rozumie (albo udaje), że obecny kryzys ma nie tylko charakter finansowy, ale przede wszystkim systemowy.

Długi z ulicy głównej

W roku 1920 późniejszy noblista, Sinclair Lewis opublikował powieść Main Street, będącą bardzo krytycznym obrazem małego miasteczka na Środkowym Zachodzie Stanów Zjednoczonych. Tytuł powieści stał się tzw. skrzydlatym słowem, oznaczającym „realną gospodarkę” (w przeciwieństwie do obrotu papierkami na Wall Street), co nie zmienia faktu, że w wielu amerykańskich miasteczkach główna ulica rzeczywiście nazywa się Main Street. Gdy dziś jedziemy taką Main Street, często widzimy opustoszałe budynki poprzemysłowe oraz puste domy tych nieszczęśników, którym nie udało się spłacić rat amortyzacyjnych.

W latach 1997 – 2006 ceny nieruchomości w USA wzrosły o 124 proc., wzrost PKB był przyzwoity, inflacja niska, ale płace realne większości ludzi pracy najemnej wcale nie rosły. Więcej – od roku 2001 nawet malały. Łatwo sobie zatem odpowiedzieć, skąd przeciętny Amerykanin brał środki na zakup coraz droższych nieruchomości – musiał je pożyczyć. Wskaźniki konsumpcji rosły przyzwoicie, ale często była to konsumpcja na kredyt, „zabezpieczany” niby rosnącą wartością domów, które nie były i często nigdy nie zostaną spłacone przez ich właścicieli. W roku 2007 długi amerykańskich gospodarstw domowych wzrosły do 130 proc. ich rocznych dochodów.

Jeden z najciekawszych ekonomistów amerykańskich, Paul Krugman, od dawna oskarżał rządzącą jego krajem oligarchię, że świadomie niszczy dawne, względnie egalitarne społeczeństwo klasy średniej. Przyczynia się do tego niewiarygodna koncentracja zysków w rękach kliki amerykańskiej plutokracji. W rękach 10 proc. najbogatszych Amerykanów znajduje się aż 85 proc. akcji. Już w roku 1992 Bank Federalny wyliczył, że gdyby majątek 10 proc. najbogatszych Amerykanów podzielić między pozostałe 90 proc., to każda (sic!) amerykańska rodzina dostałaby po 137 tysięcy USD. Dzisiejsi przedstawiciele amerykańskiej klasy średniej widzą, że powodzi się im gorzej niż ich rodzicom i zakładają, że ich dzieciom będą miały jeszcze gorzej. Boją się, że rosnący dług publiczny – wynoszący już blisko 10 bilionów USD – będzie obciążeniem nie tylko dla ich dzieci, ale nawet wnuków.

W korespondencjach z USA szwedzkie „Dagens Nyheter” często przedstawiają reprezentantów tej amerykańskiej klasy średniej. Na przykład taka Carmella Jichetti [DN z 2 października 2008], samotna matka z jednej z dobrych nowojorskich dzielnic, właścicielka firmy zatrudniającej kilka osób, wyjątkowo nie obciążona długami i ze spłaconym domem, nieustannie martwi się o swoje finanse i przyszłość córeczki Shane. Za zakupy w markecie, które kiedyś kosztowały ją 50-60 USD, dziś musi płacić 90-100 USD. W ciągu ostatniego roku galon benzyny podrożał o dolara. Opłata za wodę – o 17 proc. itd.

Tu leży pies pogrzebany! Jak zauważył szwedzki publicysta, Niklas Ekdal [DN z 7 września 2008], mamy obecnie do czynienia ze zbiegiem kilku różnych, bardzo poważnych kryzysów: paliwowego (mimo różnych wahnięć cena ciągle przewyższa 100 USD za baryłkę), żywnościowego (do czego przyczynił się gwałtowny wzrost zapotrzebowania na biopaliwa) i finansowego. Gdy jeszcze dodamy efekt cieplarniany – za który USA ponoszą główną odpowiedzialność – i ogromne koszty awantury irackiej, to trzeba stwierdzić, że jeszcze nigdy USA nie były tak słabe. Jeżeli nawet tacy zwykli przedstawiciele klasy średniej, jak wspomniana Carmella ze Staten Island, nie do końca zdają sobie sprawę ze złożoności sytuacji, to wiedzą, że jest ona bardzo poważna. Carmella z furią pytała, dlaczego z jej podatków ma się ratować łajdaków, którzy po doprowadzeniu firmy do ruiny wypłacają sobie 13 milionów dolarów premii?

Nie wszyscy demokraci i republikanie, którzy w Izbie Reprezentantów odrzucili pierwszą wersję planu Paulsona, uczynili to powodowani jakąś ideologią. Niektórzy po prostu wstydziliby się spojrzeć w oczy swoim wyborcom po akceptacji planu polegającego na tym, że – jak to określił jeden z komentatorów – rachunek za pazerność i nonszalancję Wall Street wyśle się na Main Street.

Dilerzy z Wall Street

Należy przy tym pamiętać, że nie tylko amerykańskie rodziny żyją na kredyt, państwo również ma ogromny dług publiczny. Na najbliższy rok budżetowy Biały Dom zaplanował deficyt budżetu federalnego w wysokości 482 miliardów USD, a deficyt wymiany handlowej też jest oszałamiający – ekonomista Stefan de Vylder wyliczył, że jego wielkość jest taka, jak gdyby każde amerykańskie gospodarstwo domowe pożyczyło za granicą 10 000 USD. Od wielu lat Amerykanie więcej konsumują niż produkują, wszak rezerwa walutowa Chin rzędu 1,4 bilionów USD bynajmniej nie jest wynikiem amerykańskiej pomocy rządowej.

Wyznam szczerze, że w lekkie osłupienie wprawiły mnie czytane czasami w prasie polskiej informacje, jakoby kryzys amerykański zaczął się od zachwiania przed kilku tygodniami funduszy hipotecznych Fannie Mae i Freddie Mac, które musiały zostać znacjonalizowane. Otóż przenoszący się na międzynarodowe rynki finansowe kryzys amerykańskich kredytów hipotecznych wysokiego ryzyka (subprime mortgages) ujawnił się już ponad rok temu, latem 2007 roku, i pisała o tym nie tylko prasa fachowa, ale też wiele dzienników. Dopiero dziś wiemy jednak, że niewypłacalnością zagrożonych jest nie dwa, ale sześć milionów amerykańskich kredytobiorców. Już wcześniej wielu fachowców dość podejrzliwie patrzyło na rozwój technik zabezpieczeniowych i na produkty w rodzaju opcji czy innych derywatów (kredytowych, procentowych itd.). Banki tradycyjne chętnie sprzedawały swoje wierzytelności innym podmiotom, np. tzw. funduszom hedgingowym (hedge funds), które mnożyły się z szybkością bakterii na agarowym bulionie – z końcem roku 2007 było ich już ponad 10 tysięcy. Z kolei same fundusze hedgingowe wyciągały pieniądze od zwykłych ciułaczy, reklamując się jako „inwestycje dla inteligentnych”. Nawet w necie umieszczano reklamowe wideo – gdy klient oświadczał I’m willing to take risks when I invest, but I don’t want to lose any money [Inwestując, lubię ryzyko, ale nie chcę przy tym stracić ani centa], jak spod ziemi pojawiał się fagas w krawacie i oferował „superbezpieczną” lokatę. Niektóre z tzw. nowych produktów, jak instrumenty finansowe oparte na długu (CDOs – Collateralised Debt Obligations) często posiadały najwyższy rating renomowanych agencji – dziś wiadomo, że było to ordynarnym oszustwem. Działające w Szwecji fundusze hedgingowe zaczęły tracić już wiosną 2008, ale „miesiącem prawdy” stał się wrzesień: Scirocco – 30 proc. w dół, RAM One – 13,5 proc. w dół.

Agresywny marketing od lat stosowano także przy oferowaniu kredytów na zakup nieruchomości. Richard Bitner – osobnik, który szczególnie przyczynił się do obecnego kryzysu finansowego – szczerze wyznał, że gdy był szefem Kellner Mortgage Investments (a więc funduszu oferującego tzw. kredyty NINJA [no income, no job, no assets] klientom nie posiadającym żadnego własnego kapitału ani nawet stałych dochodów), zachowywał się jak średniej wielkości hurtownik kokainy – z jednej strony miał kokainowych baronów Ameryki Łacińskiej (czytaj: banki inwestycyjne z Wall Street), z drugiej – dealerów sprzedających „działki” na ulicy.

Profesor ekonomii finansowej na Stockholm School of Economics, Per Strömberg przypomniał, że choć kryzys finansowy ujawnił się latem 2007, to jego przyczyny powstały jakieś 15 – 20 lat temu [DN z października 2008], a na łamach dziennika businessu „Dagens Industri” zauważył, że należałoby dobrze przeanalizować, czy wyrafinowane techniki zabezpieczeniowe – których naucza się na wszystkich uczelniach ekonomicznych – przypadkiem nie zwiększają ryzyka, zamiast je zmniejszać. Barack Obama powtarza swoją mantrę, że wszystkiemu jest winien Bush. Trudno bronić G.W. Busha, który ma ogromną szansę przejścia do historii jako najgorszy prezydent USA, ale to jednak Clinton zniósł granice między bankami tradycyjnymi, bankami inwestycyjnymi, firmami ubezpieczeniowymi a funduszami emerytalnymi i to Clinton wyłączył rynek derywatów spod państwowych regulacji i kontroli (polecam świetny artykuł w „Dissent Magazine”: The Legacy of the Clinton Bubble autorstwa Timothy’ego A. Canovy). George W. Bush – od którego trudno wymagać, aby cokolwiek rozumiał z gospodarki – posuwał się na tej samobójczej drodze już głównie siłą inercji.

Przyjdzie Rynek i wyrówna?

Winne zresztą nie jest jakieś poszczególne indywiduum, ale po prostu system. Poważni obserwatorzy już dawno przewidywali kryzys. Sirkka Hämäläinen jest  wyjątkowo kompetentna w finansach, była m.in. szefową fińskiego banku centralnego (1991-98), później członkinią dyrektoriatu Europejskiego Banku Centralnego (1998-2003), a po obowiązkowym okresie karencji weszła w skład rady dyrektorów sztabowej firmy imperium Wallenbergów – Investor. Gdy w lutym 2008 poproszono ją o wypowiedź na temat perspektyw rynków finansowych, odmówiła twierdząc, że nie wypada jej ujawniać swojego czarnego pesymizmu. Podobnych przykładów mogłabym podać więcej.

Bo Mendel Rothstein, profesor uniwersytetu w Göteborgu specjalizujący się głównie w badaniu roli kapitalu ludzkiego w gospodarce, opublikował w nieskalanie prawicowej „Svenska Dagbladet” artykuł Krzyczące milczenie neoliberałów [SvD z 27 września 2008]. Zadał tam pytanie, gdzie są dziś ci wszyscy – głównie zagraniczni – neoliberałowie, którzy twierdzili, że ich ideologia jest jedyną naukową ekonomią? Dlaczego nie słyszymy ich samokrytyki?

W Szwecji większość neoliberałów już dawno „nawróciła się na rozsądek”. Jakieś resztki neoliberalnego „betonu” pozostały jeszcze tylko w think tanku Timbro, ale trzeba przyznać, że nawet jego szefowa, Maria Rankka ostatnio się pokajała – przyznała, że przyczyną kryzysu są neoliberalne ravages, a za największą wadę tej ideologii uznała pogardę dla zwykłych ludzi.

Pisząc w roku 1999 do paryskiej „Kultury” artykuł o zorganizowanym przez SITE (Stockholm Institute of Transition Economics) sympozjum noblowskim The Economics of Transition, sama wspomniałam o wielu zdumiewających analogiach między „realnym socjalizmem” w sowieckim wydaniu i neoliberalizmem. Najważniejsze z nich to: wiara w istnienie bytu doskonałego (Partia, Rynek), który zawsze ma rację; uznawanie za „naukowe” tylko własnych poglądów, podporządkowywanie decyzji czysto fachowych ukrytym względom ideologicznym i pogarda wobec tych, którzy „przeszkadzają”, „nie nadążają”, (wysyła się ich na śmietnik Historii). Dziś już dość powszechne jest przekonanie, że neoliberalizm okazał się kontrproduktywny także na płaszczyźnie gospodarczej. W tym duchu sformułowany został też ważny apel szefowej szwedzkiej socjaldemokracji, Mony Sahlin – „Världen maste lämna nyliberalismen!” („Świat musi porzucić neoliberalizm”).

W chwili gdy piszę te słowa (6 X 2008), widać już, że plan Paulsona nie wystarczył, a kryzys nie ograniczył się do USA. Panika idzie jak płomień przez Europę, indeksy giełdowe pikują, chwieją się banki wielu krajów, od Włoch i Szwajcarii zaczynając, na Szwecji i Islandii kończąc. Choć dyrektorzy czterech wielkich banków Szwecji zapewniali, że nie dotknie ich amerykańska choroba, wiadomo już, że Swedbank nie doszacował swoich strat, które wyniosą minimum 5 miliardów SEK. Powstrzymanie paniki jest absolutnie niezbędne i być może rację ma Jeffrey Sachs, twierdząc, że USA powinny posłużyć się receptą szwedzką z lat 1990/91 (mówiąc w uproszczeniu, rząd szwedzki – tworząc specjalne „bankowe pogotowie ratunkowe” – praktycznie znacjonalizował szwedzkie banki, a po uporaniu się ze złymi kredytami, ponownie je sprywatyzował; cała akcja kosztowała jednak szwedzkiego podatnika 35 miliardów ówczesnych SEK). Jeffrey Sachs twierdzi, że jest to wręcz szkolny przykład prawidłowego rozwiązania takiego kryzysu.

Przygnieciona nawałą coraz gorszych wiadomości z banków, giełd, wielkich koncernów i rynków pracy, otworzyłam dla pokrzepienia ducha portal „Gazety Wyborczej” i nie zawiodłam się. Szczególnie rozbawił mnie Leszek Balcerowicz, który poinformował dwóch dziennikarzy tego pisma, że wie, co to jest francuska choroba, ale nie wie, co to jest choroba amerykańska, oświadczył przy tym, że nie widzi żadnego kryzysu kapitalizmu. Dobry żart tymfa wart, mawiali nasi pradziadowie, choć Leszka Balcerowicza nie dopuściliby chyba do mennic bijących tę niepełnowartościową zresztą monetę. Przy takich percepcyjnych problemach mógłby nie odróżniać srebrnego jednak tymfa od miedzianego szeląga.

  

Komentarze
Dodaj nowy
gonzo  - Trochę Pani mija się z prawdą   |16.10.2008 05:11:39
Obecny kryzys amerykański to faktycznie kryzys neoliberalizmu, który tym różni
się od liberalizmu co socjaldemokracja od komunizmu. W liberalizmie żaden bank
nie mógłby liczyć na wsparcie podatników w wysokości 700 mld dolarów (i
pamiętajmy, że w Kongeresie za pierwszym razem ten pomysł upadł nie głosami
lewicowych demokratów tylko głosami republikanów; demokraci wyborców się nie
bali). W liberalizmie Państwo (czyli podatnicy) nie jest gwarantem prywatnych
umów (czyli umowy klienta z bankie na powierzenie mu pieniędzy). W liberalizmie
jak oddajesz komuś pieniądze, to najpierw sprawdź komu. Rynki finansowe to na
pewno nie jest wolny rynek, wręcz przeciwnie to niewolny rynek reglamentowany
przez urzędników. To właściwie kapitalizm poltyczny! Kilku polityków decyduje o
tym kto wchodzi a kto wypada (kilka banków się ratuje, a kilka poszło w
odstawkę). Paulson przez 32 lata pracował w jednym z ratowanych banków (Goldman
Sachs), a teraz ten bank ratuje z pieniędzy podatników. Wolnorynkowcy (Mises,
Rothbard) już kilkadziesiąt lat temu przewidzieli tego typu krach, bo obecne
regulacje państwowe zezwalają bankom na pożyczenie większych pieniędzy niż
faktycznie mają w depozytach (a tą różnicę pożyczają od siebie nawzajem lub od
banku centralnego - na wysokość stopy procentowej). Mówienie, że ten kryzys to
kryzys wolnego rynku to śmianie się z historii. To jest na pewno kryzys
neoliberalizmu, który z liberalizmem nie ma nic wspólnego (stąd przedrostek
neo). Lepszą nazwą byłby kapitalizm państwowy. I tyle.
Rylew   |16.10.2008 08:46:34
Mówienie, że ten kryzys to kryzys wolnego rynku to śmianie się z historii. To
jest na pewno kryzys neoliberalizmu, który z liberalizmem nie ma nic wspólnego
(stąd przedrostek neo). Lepszą nazwą byłby kapitalizm państwowy. I
tyle.

Racja, racja, tylko to właśnie nie kto inny jak neoliberałowie mieli
gęby pełne wolnego
rynku, swobód gospodarczych, deregulacjii i trzymania się
państwa z daleka.
Prawdziwie wolny rynek zresztą jest utopią.

Natomiast
kapitalizm państwowy jest chyba zupełnie czymś innym niż to sugerujesz.
arena  - o-moj-boze!   |16.10.2008 16:30:09
@gonzo
"Wolnorynkowcy (Mises, Rothbard) już kilkadziesiąt lat temu
przewidzieli tego typu krach, bo obecne regulacje państwowe zezwalają bankom na
pożyczenie większych pieniędzy niż faktycznie mają w depozytach (a tą różnicę
pożyczają od siebie nawzajem lub od banku centralnego - na wysokość stopy
procentowej)"

W jaki sposob regulacje zezwalaja bankom na cos takiego? To
wlasnie ich BRAK, umozliwial przeprowadzanie niczym niekontrolowanych operacji.
Glowna wina Greenspana, polegala na nie podjeciu zadnych krokow w celu
wprowadzenia regulacji na rynku finansowym, gdyz jak tlumaczyl, rynek sam sie
wyreguluje, co jak zauwazyl J. Stiglitz jest zwyklym oksymoronem.

Przyklad z
Misesem jest kompletnie absurdalny, gdyz ten czlowiek zmarl w 1973 roku, zas
rynek finansowy rozpoczeto deregulowac w latach 90-tych, notabene wzorujac sie
na jego ideologii. Nie mogl on niczego przewidziec, gdyz nie znal sytuacji,
ktora nastapila po jego smierci, a ktora doprowadzila do tego topniecia.
Podobnie ma sie sprawa z Rothbardem ( zm. w 1995 r. )

Widzisz gonzo, Ty nie
do konca orientujesz sie w tym co sie w ogole stalo. Piszesz najpierw, ze "W
liberalizmie Państwo (czyli podatnicy) nie jest gwarantem prywatnych umów (czyli
umowy klienta z bankie na powierzenie mu pieniędzy). W liberalizmie jak oddajesz
komuś pieniądze, to najpierw sprawdź komu", a nastepnie informujesz nas, ze
"Rynki finansowe to na pewno nie jest wolny rynek, wręcz przeciwnie to
niewolny rynek reglamentowany przez urzędników. To właściwie kapitalizm
poltyczny!". Jako dowod podajesz ostatnie dzialania dotyczace ratowania
bankow.

Nie rozumiesz, ze te regulacje wprowadzono zupelnie niedawno gdyz
wczesniej rynek finansowy byl NIEREGULOWANY. Sytuacja wygladala dokladnie tak
jak w Twoim opisie liberalizmu, o czym zreszta pisala Anna Delick. Nikt nie
zmuszal bankow do rozdawania kredytow, czy tez ryzykownych operacji. Bylo wprost
przeciwnie. Prywatne firmy robily to, gdyz nie mialy nad soba zadnej kontroli.
To wlasnie brak regul, brak regulacji i zabezpieczen, a takze kontroli panstwa,
ktore wycofujac sie wpuscilo niczym nieskrepowany wolny rynek do sektora
finansowego, doprowadzil do dzisiejszego kryzysu, a te regulacje czy tez
reglamantacje ( jakie reglamantacje? ) o ktorych wspominasz wprowadzono dopiero
niedawno, w celu ratowania gospodarki, ktora Twoj (neo)liberalizm mocno
nadwyrezyl.
Regulacje oraz interwencjonizm pojawil sie dopiero niedawno.
Paradoks polega na tym, ze jest on efektem liberalnych reform, ktore kompletnie
zawiodly i ktore nalezy cofnac.

Sek w tym, ze Ty nie rozrozniasz skutkow od
przyczyn. Widzisz dzisiaj regulacje, wiec zakladasz, ze byly one od zawsze. Nie
potrafisz zrozumiec, ze wprowadzono je wlasnie zupelnie niedawno, po to tylko,
aby uratowac…rynek finansowy. Byc moze wyciagasz nawet tak idiotyczne wnioski,
ze kryzys ten spowodowany zostal przez "plan ratowania bankow". No bo w
konc kryzys i plan ratowania bankow dzieje sie w tym samym czasie, czyli gdyby
nie bylo planu ratowania bankow nie byloby tez kryzysu, nie? Ot, logika
neoliberala.

No i na koniec. Twoj opis liberalizmu jest wlasnie definicja
neoliberalizmu. Nazwa ta powstala w USA i w zamysle M. Friedmana miala
nawiazywac do tego prawdziwego liberalizmu czyli leseferyzmu ( brak regulacji,
jak najnizsze podatki, powszechna prywatyzacja i jeszcze raz brak regulaji ).


Dlatego warto sobie wyjasnic, ze neoliberalizm byl przed kryzysem, po
kryzysie mamy do czynienia z kapitalizmem panstwowym.

Nie wiem czy jestes
swiadomy, ale Twoje rozumowanie znakomicie ukazuje ogrom spustoszenia jakiego
dokonala w Twojej mentalnosci choroba zwana neoliberalizmem. Nie do konca
kojarzysz fakty, uzywasz slow ktorych nie za bardzo rozumiesz i chyba nie
przeczytales nawet artykulu, ktorego krytykujesz, a jezeli jednak to zrobiles,
to do Twoich grzechow dorzucmy jeszcze analfabetyzm funkcjonalny.

Boguslaw
Siemiatkowski
mojatytusicencja   |17.10.2008 04:49:54
Cytat:
obecne regulacje państwowe zezwalają bankom na pożyczenie większych
pieniędzy niż faktycznie mają w depozytach (a tą różnicę pożyczają od
siebie nawzajem lub od banku centralnego - na wysokość stopy
procentowej).


Nie do konca tak to wyglada. Tak zwana kreacja pieniadza przez banki w
ogole nie polega na tym, ze bank pozycza komus pieniadze. Bank nie
pozycza komus pieniedzy, tylko wykonuje umowe, zgodnie z ktora to
dluznik zobowiazuje sie owe pieniadze bankowi zaplacic. Ta umowa staje sie
aktywem banku i to co bank daje kredytobiorcy w formie gotowki czy
przelewow opiera sie wylacznie na tym wlasnie aktywie. Niczego innego, co
bank moglby kredytobiorcy pozyczyc ten bank wczesniej,
przed podpisaniem umowy nie posiadal. Tak wiec nie do konca jest tak,
ze bank komercyjny pozycza na procent pieniadze z banku centralnego
i
pozniej te pieniadze pozycza na procent kredytobiorcom. Absolutnie
nie. Bank niczego, co pozycza i z czego ciagnie zyski nie ma w
rzeczywistosci nawet przez chwile. To tylko my musimy przez chwile miec,
zeby do banku zaniesc zwrot dlugu :) Natomiast jesli chodzi o
pozyczanie pieniedzy z banku centralnego i o zainteresowanie bankow
wkladami klientow (banki chca, zeby ludzie przynosili im
swoje pieniadze i je w banku trzymali na tak zwanych lokatach) to w
najmniejszym stopniu nie polega to na tym, ze bank bierze pieniadze od
ludzi z lokat i te pieniadze pozycza ludziom w kredytach, a
na przyklad zarabia na roznicy miedzy oprocentowaniem kredytu a
oprocentowaniem lokaty. Nic z tych rzeczy :) Istniejace przepisy panstwowe
zmuszaja banki do trzymania tak zwanej obowiazkowej stopy rezerw.
Stopa rezerw to jest ilosc realnie istniejacych pieniedzy, ktore bank musi
posiadac, zeby miec prawo zawierac z ludzmi te umowy o ich dlugu wobec
banku.
Czyli dawac kredyty. Zwykle jest tak, ze bank ma obowiazek
narzucony przez panstwo, zeby mial te dziesiec procent z tego,
co rzekomo ludzie w nim maja. Czyli jesli bank wykreowal (czy tez
wyczarowal :) tysiac zlotych kredytow, ktore ludzie maja w postaci
linii kredytowej w tym banku, to znaczy, ze musial posiadac fizycznie
sto zlotych. Do tego go zmusza panstwo i tylko ono. Gdyby bank nie byl
przez panstwo zmuszony, to nie posiadalby dokladnie niczego tylko by
zawieral te umowy o dlugu z kazdym, przechodzac calkowicie na placenie
kartami kredytowymi bez gotowki bo kazda taka umowa to wzrost jego
wirtualnych aktywow. I nie pozyczalby na to znikad ani grosza ani zadnych
lokat oprocentowanych by nie prowadzil bo i po co? Dlatego tez banki
musza miec nad soba bat panstwa, bo inaczej "kreowalyby" wirtualne
wartosci w nieskonczonosc. Zreszta i tak instytucje finansowe to
probuja robic wprowadzajac na rynek roznego rodzaju papiery dluzne, ktore
sluza mnozeniu wirtualnych wartosci, stajacych sie podstawa do
kolejnych wartosci i kolejnych kredytow.
mojatytusicencja   |17.10.2008 04:56:07
A jedyne, co panstwo robi zlego jako ingerent, to zabezpiecza monopol bankow w
tej sprawie. Przepis panstwa, mowiacy o tym, ze jedynym prawnym emitentem
pieniadza sa banki uniemozliwia kreowanie pieniadza nam wszystkim. Czyli na
przyklad ja majac elektrownie albo hurtownie nie moge wypuscic biletow
platniczych zeby mniejsze podmioty na danym terenie je przyjmowaly od ludzi za
towar i zeby ludzie nimi placili w koncu takze mnie. To moze zrobic tylko
instytucja nazywana bankiem, dzieki czemu zarabia na tym dokladnie tyle, ile my
wszyscy tracimy. Gmina na przyklad nie moze majac 90% bezrobocia wypuscic takich
biletow platniczych zeby ludzie w regionie sobie wzajemnie nimi placili za dobra
i uslugi. Zeby wiec dwaj sasiedzi sie mogli rozliczyc musza skorzystac z
posrednictwa banku, czyli w nim sie zadluzyc (zobowiazac wobec niego), zeby im
umowliwil dokonywanie na jego wirtualnej platformie dokonywania miedzy soba
rozliczen za to, co dla siebie wzajemnie robia.
Rodam   |17.10.2008 15:37:33
IMO, trafna analiza Autorki przyczyn obecnego kryzysu, ale niekompletna . Jakos
nie widze, zeby ktokolwiek winil za ten kryzys globalizacje kapitalizmu, a
przeciez to wydaje sie oczywiste. Globalizacja sprowadzila sie do masowego
eksportu miejsc dobrze platnej pracy z USA glownie do Azji. To spowodowalo
zapasc klasy sredniej w USA i zepchnelo ja do do poziomu klasy nizszej lub wrecz
underclass

Kiedy mozliwosci przyzwoitego zarobkowania praktycznie skonczyly
sie w USA dla wiekszosci obywateli, wtedy deweloperzy razem z bankami wymyslili
bizes piramid hipotecznych. Celowo wywindowali niebotycznie ceny domow i
mieszkan, zeby zmuszac ludzi do brania ogromnych pozyczek. Zarabiali krocie na
% z tych kredytow, ale biedni Amerykanie nie byli w stanie ich splacac, bo
nie starcza im nawet na zycie.
I caly system sie zawalil jak domek z kart.


Moim zdaniem, lekarstwem na obecna depresje jest cofniecie chorej
globalizacji. nalezy nalozyc wielkie bariery celne na import towarow,
produkowac i konsumowac glownie lokalnie, oraz oczywiscie trzeba rygorystycznie
regulowac rynek kapitalowy i wszystkie banki. Nie wiem jednak, czy to mozliwe
bez swiatowej wojny. Chiny tez odczuwaja zapasc, setki milionow Chinczykow
potracilo prace i dach nad glowa (mieszkali do niedawna w internatach), teraz
poszli na bruk. W przeszlosci politycy zawsze wywolywali wojny, zeby rozladowac
podobne sytuacje, obawiam sie, ze niedlugo sie to powtorzy.
kot   |18.10.2008 06:29:38
Rodam i gonzo, tak. Działanie mechanizmu: udziela się każdemu pożyczki na
dom pod hipotekę, ceny domów rosną, banki nie boja się o pożyczone pieniądze
zabezpieczone hipoteką, też rosną, a nie maleją wraz ze wzrostem cen na domy.
Jakoś umknęło analitykom bankowym ( w Polsce poważani jako eksperci od
ekonomii) fakt, że aby mechanizm funkcjonował, zarobki spłacających pożyczki
hipoteczne nie mogą znajdować się na zbyt niskim poziomie. Bo to działa
dopóki dopóty spłaty spływają, a gdy przestaną spływać
-wartość domów, czyli
zabezpieczenia bankowe także zanurkują w kryzys.
Nie jest to trudny
do rozpoznania mechanizm, ale w Ameryce, która ma najwięcej żyjących laureatów
nagrody Nobla ekonomii jakoś został zignorowany. O czym to świadczy,
że tam
gdzie robi się interesy nie liczy się nic poza nimi.
Giełdyzacja,
najbardziej ulubiona gra współczesnego kapitalizmu oraz oderwanie się nie
tylko od parytetu złota ale także od pieniądza papierowego (zadziwiające jest
tu passe monetarystów) umożliwiły szybkie i realne bogacenie się jej
uczestników przy pomocy działań prowadzonych w sferze wirtualnej. Ale z
tego nie przybywa ani towarów , ani usług, choć niezaprzeczalnie pomaga we
właściwej alokacji kapitału. Jest to także jeden ze skutecznych sposobów aby
wytwarzany strumień bogactwa kierować do bogatych i dobry sposób na wyciąganie
pieniędzy od działających w sferze realnej.
Odbicie amerykańskiego
kryzysu hipotecznego na systemach bankowych solidnych Niemiec i Szwajcarii
pokazują jeszcze raz, że imperatyw maksymalizowania zysku w kapitalizmie
zdominowuje wszelkie inne okoliczności, wartości, cele, ryzyka, ignoruje nawet
niewidzialną rękę rynku , która w rzeczywistości wirtualnej nie widzi samej
siebie. Moja córka, zatrudniona w międzynarodowej korporacji, powiedziała mi
kiedyś, że tylko te wielkie firmy produkcyjne lub usługowe dobrze prosperują,
które jednocześnie inwestują na rynkach finansowych.
Rodam   |18.10.2008 09:39:29
Warto tez przeczytac wywiad z Kolodka w Przegladzie. jego analiza jest moim
zdaniem trafna, ale nie podzielam jego optymizmu. Raczej uwazam, ze wojna
bedzie, byc moze ostateczna. Ludzkosc jest bowiem coraz prymitywniejsza i
glupsza (to udowodnione, ze IQ populacji dramatycznie sie obnizylo).



http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?si te=kraj&name=3050
Rylew  - Niezupełnie Rodam,   |18.10.2008 11:37:27
globalizacja nie jest winna tego kryzysu, a także nie jest winna kierunkowi i
skutkom społecznym obecnej formy rozwoju kapitalizmu, przynajmniej nie jest to
bezpośrednia i pierwszorzędna przyczyna.
Twoje rozumowanie przypomina mi
dowcip o tym jak żona jakiegoś gościa zdradziła go
w lesie z jakimś facetem, a
on skłonny był sądzić, że winien temu jest las :-).

Globalizacja jest
skutkiem rozwoju technologicznego i egzekwowania prawa wolności gospodarczej
ludzkości i nie ma od niej odwrotu.
Poza tym globalizacja wciąga zacofane
regiony i
społeczeństwa do międzynarodowego podziału pracy co jest szansą na
wyjście ich z zacofania technologicznego i kulturowego.

Inna sprawa, że
gwałtowność tego procesu powoduje, że nie zdołano jeszcze wypracować
środków
zaradczych, nowej formy podziału pracy. Amerykańskie sny, że oni będą
produkować dobra materialne, a my będziemy produkować kapitał, sprawdzają się
tylko
co do nielicznej grupy społecznej. W nowej sytuacji świata (
postęp
technologiczny, globalizacja) potrzebna jest nowa ekonomia, a w
pierwszej kolejności odejście od neoliberalnych zabobonów i od oparcia
światowych finansów o giełdę. Nad tym powinni pracować ekonomiści zamiast dumać
czy akcje pójdą w górę czy spadną.
mojatytusicencja   |18.10.2008 13:06:55
Mysle, ze problem z globalizacja polega na tym, ze jest czesciowa. Mozna
powiedziec, ze w gospodarce mamy cztery elementy - pieniadze, towary/uslugi,
ludzi i receptury. Globalizacja w wersji wspolczesnej wyglada tak, ze pieniadze
i towary/uslugi przemieszczac sie moga po calym globie absolutnie swobodnie,
natomiast ludzie i receptury nie. W efekcie powstaja enklawy skad ludzie nie
moga sie wydostac i enklawy z ktorych nie daje sie wyniesc receptur, lub do
ktorych nie mozna tych receptur sciagnac. Jest taki film z Forrestem Gumpem w
ktorym on zamieszkuje na lotnisku pasazerskim w USA, bo nie godzi sie wrocic a
nie chca go wpuscic. Pytaja go, czy jest uchodzca politycznym i czy w swoim
kraju byl przesladowany. Odpowiada ze nie. On po prostu chce isc tam - i
pokazuje palcem kierunek. Po prostu chce i juz. Ludzkie prawo zeby "po
prostu isc tam" jest podstawowym prawem lamanym obecnie na swiecie. W
praktyce ludzie ktorzy nie moga wydostac sie z jakiegos terenu sa na nim
wiezniami i niewiele roznia sie od niewolnikow. Ich wlascicielami sa ci, ktorzy
moga swoje pieniadze i receptury do ich enklawy przywiezc, ale ktorzy moga tez
swoje pieniadze i receptury z ich enklawy zabrac nie biorac tych ludzi ze soba i
nie godzac sie, by za nimi podążyli. Kazdy kraj z ktorego nie mozna pojechac na
wlasne zyczenie do jakiegokolwiek innego kraju jest wiezieniem. Oczywiscie mozna
isc w te strone, ze takze pieniadzom i towarom/uslugom zakazemy sie
przemieszczac jak recepturom i ludziom. W rzeczywistosci spowoduje to jednak
wzrost poczucia krzywdy a nie jego spadek. Ja jestem z tego pokolenia, ktore
pamieta wolumeny, rozne Skry i inne takie bazary na ktorych cala Polska kupowala
zachodnie czasopisma sprzed miesiecy i nawet bezplatny katalog z niemieckiego
salonu z agd i elektronika ludzie kupowali za ciezkie pieniadze zeby sobie po
prostu popatrzec i w domu na honorowym miejscu postawic. Obecnie wlasciciele
pieniedzy i receptur stawiaja uwiezionych przed dylematem - albo bedziecie
pracowac za tyle, ile my wam chcemy placic, albo pojdziemy z naszymi pieniedzmi
i recepturami do innej zagrody i oni tam beda pracowac za tyle, za ile wy nie
chcecie bo i tak sie nie moga przeciez stamtad wydostac a wtedy wy bedziecie w
gorszej sytuacji niz oni teraz. Tamci z tamtej zagrody nie daliby sie tak
wykorzystywac, gdyby nie bylo zasiekow z drutu, psów, zaoranego pasa ziemi i
zoldakow z karabinami. Teraz są i skutecznie pilnuja monopolu bogatych i
mobilnych.
Rodam  - Niezupelnie Rylew   |18.10.2008 17:56:51
Alez ja nie kwestionuje globalizacji rozwoju technologicznego. Te uwazam za
pozyteczna. Kwetionuje globalizacje kapitalistycznej chciwosci, ktora skazala
miliony ludzi na nedze i doprowadza do strasznego spustoszenia ekologicznego
wylacznie w imie wielkich zyskow dla korporacji. Te globalizacje uwazam za
wielkie zlo i przyczyne obecnego kryzysu, choc nie jedyna. Pazernosc elit
finansowych i brak regulacji to druga wazna przyczyna. Mysl naukowa i
techniczna zawsze sie rozprzestrzeniala i nigdy nie wywolala takego krachu, ale
znamieniem ostatniego 20-lecia bylo praktycznie calkowite zlikwidowanie
produkcji w USA i przeniesienie jej do Azji. Pauperyzacja Amerykanow wskutek
globalizacji jest wazna przyczyna obecnego krachu.
Rodam  - Do tusicencji   |18.10.2008 18:14:55
W zasadzie masz racje, ale praktycznie niemozliwym jest zezwolenie wszystkim na
dowolne przemieszczanie sie, bo to znaczyloby, ze cala Afryka i duza czesc Azji
zjedzie do Europy. Musza byc spoleczne-panstwowe bariery na przemieszczanie
sie ludzi oraz kapitalu, bo on jest de facto wlasnoscia spoleczna. Kapitalisci
go spoleczenstwu ukradli i nadal kradna z pomoca neoliberalnych rzadow. Zeby
sytuacja sie poprawila, ludzie musza ten kapital odzyskac, zeby wykorzystywac go
dla wlasnego dobra. Czyli, trzeba skonczyc z kapitalizmem jaki znamy. A w USA
Kongres powaznie mowi o nalozeniu silnych barier celnych na wszelki import, wiec
zatrzymanie obecnej globalizacji jest jak najbardziej mozliwe i prawie na
pewno sie dokona.
kot   |19.10.2008 02:11:42
Rodam globalizacji nie powstrzymasz (protekcjonizmy mogą wystąpić nieskutecznie
ina chwile) chciwości też nie da się zlikwidować. Natomiast regulacje jak
najbardziej! Mogą przynieść wiele pożytku. Ale wolno to idzie, bo są te
najważniejsze generują tylko (wielkie) sytuacje kryzysowe.
Rylew  - Rodam   |19.10.2008 08:52:18
Przypuszczałem, że to tylko nieporozumienie w sferze językowej.
Dla mnie
globalizacja oznacza to, że świat w ciągu stosunkowo krótkiego okresu stał się
mały i dostępny. Ten fakt ma skutki negatywne i pozytywne.

Chciwość, a nawet
pazerność elit finansowych i brak odpowiednich regulacji,
a właściwie nawet
regulacje, które owe elity same podyktowały znamy już od
dawna.
Dzisiaj
właściwie trzeba mówić o światowym gangsterstwie i terroryzmie
finansowym, a
problemem jest utworzenie frontu w celu przeciwstawienia
się okradaniu
milionów przez grupy cwaniaków.
Kryzys jest okresem w którym pewne rzeczy widać
wyraźniej i być może otworzą
się oczy ludziom co pomoże zrozumieć jak działa
system neoliberalnego kapitalizmu.

Światowe gangsterstwo i terroryzm
finansowy stanowi obecnie jak widać piątą władzę
kto wie czy nie najsilniejszą.
Pełno jest wasali, potakiewiczów i klakierów, którzy
z tym systemem żyją w
symbiozie. Należą do nich także politycy.

Doprawdy musi się stać cud
poprzedzony wielką pracą ludzi, którzy widzą
co się dzieje, żeby coś tutaj
zmienić.
Rylew   |19.10.2008 09:03:24
W pierwszej kolejności trzeba przeciwstawić się ogłupiającej ludzi propagandzie
neoliberalnej.
Na przykład p. Gadomski w GW
wyjaśnia, że przyczyną kryzysu są
biedni Amerykanie bo po co brali z banków kredyty na które ich nie było stać
Toto   |19.10.2008 10:37:02
@ arena

Widze ze bardzo ostro zaatakowal Pan swojego przedmowce wytykajac
mu kilka bledow.Idac Pana sladem zwroce uwage, ze to wlasnie Pan ma dosc nikle
pojecie o tym co Pan pisze.
Postuluje Pan ze glowna wina Alana Greenspeana byl
brak jakichkolwiek regulacji rynku finansowego.
To czym w takim razie jest
scentraliowana polityka zwiekszania podazy pieniadza w oparciu o scentralizowane
wskazniki inflacji i bezrobocia?
Czym jest stymulowanie i regulowanie wzrostu
gospodarczego za pomoca stop procentowych?
Stopa procentowa byla cena pieniadza
a stala sie glownym narzedziem regulowania tempa rozwoju gospodarki.
A
wszystkie te haniebne jak na randyste dzialania w oparciu o zlamanie najbardziej
fundamentalnej zasady wolnego rynku czyli praw wlasnosci, bo jak inaczej nazwac
system oparty na rezerwach czastkowych.
Wlasnie do tego nawiazywal Pana
rozmowca powolujac sie zarowno na Misesa jak i Rothbarda.
Tak samo jak Hayek
przewidzial kryzys roku 1929 tak samo jego teoria nieuchronnie przewidywala
obecny kryzys.Jak pewnie Panu wiadomo austriacka teoria cyklu koniunkturalnego
zaklada ze ekspansja ekonomiczna spowodowana nadmiernym kredytem (a za ten tak
naprawde odpowiedzialny jest FED i polityka stop procentowych ) jest zjawiskiem
gospodarczym opartym na kredycie ( inwestycjach) przewyzszajacych
oszczednosci.Dlatego po tym wszystko jest juz oczywiste: "sztuczny" boom
a nastepnie zasluzona korekta.Najpierw na rynkach finansowych gdzie aktywa
wykazuja najwieksza plynnosc a nastepnie w innych galeziach gospodarki np w
nieruchomosciach ( tutaj kolejnosc jest odwrotna ale tylko pozornie bo trzeba
pamietac ze wiekszosc kredytow w nieruchomosciach oparta byla wlasnie na
zabezpieczeniu papierami wartosciowymi).
Zywot Misesa, Rothbarda ani Hayeka nie
jest nam potrzebny zeby tafnie przewidziec konsekwencje takich dzialan banku
centralnego.

Teraz tylko pozostaje pytanie czy nastepca drukarz-Bernanke
dopusci do deflacji i bankructw, czy dalej bedzie drukowal ( a na to sie zanosi)
tak duzo pieniadza, ze wywola hiperinflacje i krach walutowy.
Jedno jest pewne,
posrednio zaplacimy za te bledy wszyscy, takze Pan Boguslaw :)
mojatytusicencja   |19.10.2008 13:46:32
Cytat:
W zasadzie masz racje, ale praktycznie niemozliwym jest zezwolenie
wszystkim na dowolne przemieszczanie sie, bo to znaczyloby, ze
cala Afryka i duza czesc Azji zjedzie do Europy.


Co wiecej duza czesc Ameryki Poludniowej zjechalaby do USA i Kanady, a
jeszcze czesc Azji poplynelaby do Australii :)
Mysle jednak, ze
tak by sie stalo tylko w okresie przejsciowym. W tym momencie jest
tak, ze pomiedzy strefami ekonomicznymi istnieja bariery. To troche
tak jakby w zbiorniku wodnym poustawiac przegrody i za niektorymi z
nich poziom wody bylby nizszy, a za innymi wyzszy. Oczywiscie na takie
bariery napiera cisnienie i kiedy roznice stana sie znaczace,
te bariery zaczynaja przeciekac i chwiac sie. Jesli bariery sie
usunie, to rzecz jasna w pierwszym momencie woda bardzo dynamicznie wyrowna
poziomy, co spowoduje powstanie fal i zderzen. W koncu jednak ten
poziom sie wyrowna. Pamietajmy, ze oprocz zakazu opuszczania enklaw
niskoplacowych mamy zakaz kopiowania receptur. Czyli nie tylko nie
wolno nam sie przemieszczac w miejsca, w ktorych mieszkaja ci co na
przyklad wymyslili DVD. Nam takze nie wolno zbudowac
samodzielnie odtwarzacza DVD mimo, ze doskonale juz wiemy jak to
wykonac. Musimy kupic go z miejsca, do ktorego nie wolno nam pojechac, a
zeby go stamtad kupic, musimy albo pracowac dla czlowieka stamtad
za place z poziomu naszej enklawy, albo sie zadluzyc na procent (czyli
skorzystac z lichwy) i pracowac na ww. zasadach splacajac ow procent
bankowi. Z pewnoscia w pierwszej chwili masa ludzi przyjechalaby do
Londynu. Miasto to zaplaciloby w ten sposob cene za kolonializm ktory ma
miejsce do dnia dzisiejszego. Bo trzymanie ludzi w zagrodach z drutu
kolczastego, chocby najbardziej obszernych to niewolnictwo i kolonializm. Z
czasem ludzie rozprowadziliby sie po globie rownomiernie.
W szczegolnosci majac dostep do receptur i prawo emisji wlasnego, nie
lichwiarskiego pieniadza.
Rodam  - Do Rylewa,   |19.10.2008 17:03:09
Tez sadze, ze roznimy sie definicjami globalizacji. Ja piszalam o globalizacji
kapitalu, ktora w duzej mierze jest odpowiedzialna za obecny kryzys, IMO.
Nieskrepowane i nieodpowiedzialne manupulowanie miejscami pracy oraz kapitalem
przez terrorystow finasowych i korporacyjnych (sic! tu pelna zgoda) doprowadzilo
do wielkich nierownosci, pauperyzacji dotychczasowych konsumentow i do kryzysu
na niespotykana skale. To jest problem systemowy kapitalizmu, ktorego chyba nie
uda sie rozwiazac bez radykanych zmian systemu, ktorych z kolei nie osiagnie
sie chyba bez rewolucji. Obym sie mylilaJ
Toto   |19.10.2008 19:36:48
@ Rodam

Na jakiej podstawie uwazasz ze globalizacja kapitalu doprowadzila
do nierownosci i kryzysu na niespotykana skale?
Czy owa "niespotykana
skala" obecnego kryzysu ktory poki co dotyczy sfery finansowej nie
gospodarczej jest wieksza od tej z lat 20tych badz 70tych???? i na podstawie
jakich badan uwazasz ze za kryzys odpowiedzialna jest globalizacja kapitalu?
(chetnie sie doksztalce)

Druga kwestia to w jaki sposob globalizacja kapitalu
moze prowadzic do nierownosci a nie pomniejszac je?
Jesli dobrze Cie
zrozumialem to uwazasz ze np. inwestowanie w biednym kraju z Afryki badz Azji
pogorszy jeszcze jego sytuacje i poglebi chroniczna nierownosc.
Zatem
zasadniejsze ( z naszego punktu widzenia, kraju biednego i owej nierownosci)
bedzie inwestowanie kapitalu ( rowniez oszednosci Twoich,moich i milionow ludzi)
w krajach juz rozwinietych gdzie spodziewana stopa zwrotu z inwestycji bedzie
nizsza ( strata rowniez dla "owych ciulaczy") niz w kraju nierozwinietym
o duzym potencjale, mozliwosciach rozwoju ale o niskiej kapitalizacji ( zysk dla
"nas" oraz gospodarki kraju biednego).

Najlepszym przykladem sukcesu
globalizacji kapitalu i ZMNIEJSZENIA nierownosci sa stare tygrysy azjatyckie,
ktore jeszcze przed II wojna swiatowa byly na poziomie gospodarczym panstw
afrykanskich a obecnie maja jedne z najwyzszych wskaznikow gospodarczych.

TO
JUZ NAWET socjalistyczny ekonomista P.Samuelson jest fundatorem twierdzenia
mowiacego o wyrownywaniu sie cen czynnikow produkcji w ramach rozwoju handlu
miedzynarodowego, a wiec do wzglednego i absolutnego wyrownywania sie cen pracy
i kapitalu.
Rodam  - Do Toto: globalizacja kapitalu   |20.10.2008 12:53:11
Globalizacja kapitalu znaczy, ze prawie calym kapitalem swiata zawladnela dzis
niewielka grupka giga-oligarchow, ktorzy dowolnie i frywolnie nim manipuluja,
powodujac gigantyczne krachy finasowe i gospodarcze na calym swiecie. Tak dzialo
sie najpierw w Azji, potem w AL, teraz w USA i Europie. Wielkie nierownosci
wlasnie z tego powstaja, ze kapital sie zaakumulowal w rekach tych paru
giga-oligarchow. Teraz oni na tryliony okradli nas podatnikow w USA i w Europie
i my nawet nie smiemy pisnac, w kazdym razie nie potrafimy im sie poswatic. To
znaczy, cala praktycznie ludzkosc stala sie zakladnikami i niewolnikami tych
oligarchow. To poczatek konca kapitalizmu, IMO.
mojatytusicencja   |20.10.2008 17:01:48
w jaki sposob globalizacja kapitalu moze prowadzic do nierownosci a nie
pomniejszac je?


slowa "globalizacja kapitalu" warto by bylo wylasnic. Co to
znaczy globalizacja kapitalu? Ze caly kapital jest wlasnoscia ludzi na
calym globie? Ze na calym globie kazdy ma takie samo prawo emisji
pieniadza? Na calym globie kazdy ma taki sam dostep do kredytow? Takie same
szanse wejscia na swiatowa gielde? Otoz nie. Przez tak zwana
globalizacje kapitalu (bardzo mylace pojecie) rozumie sie ni mniej ni
wiecej tylko taka sytuacje, w ktorej kapital moze byc na calym swiecie
swobodnie inwestowany. No i to samo w sobie nie moze powodowac biednienia
kogokolwiek, pod warunkiem wszakze, ze ruchomosc kapitalu zostanie
powiazana z rowna mu mobilnoscia ludzi. Tymczasem tak nie jest. Kapital
moze sie przemieszczac, ale ludzie sa uwiezieni w strefach o nizszym
dostepie do kapitalu wlasnie. Czyli kapital moze wybierac sobie pomiedzy
nimi i do jednych przychodzic, a od drugich ochodzic, ludzie natomiast
musza pozostawac tam gdzie są. I dopiero to prowadzi do ubozenia calych
regionow. Azjatyckie tygrysy na ktore sie liberalowie powoluja mialy
mozliwosc kreowania wlasnego pieniadza. Tymczasem na przyklad
panstwa afrykanskie takiej mozliwosci nie maja, pozostajac calkowicie
pod kontrola instytucji finansowych ktore je trzymaja w spirali
zadluzeniowej. W argumentach obroncow zachodnich korporacji
ktore zatrudniaja azjatow za dolara tygodniowo jest mnostwo cynizmu.
Oczywiscie, ze na tym terenie ten dolar tygodniowo jest najlepsza
istniejaca oferta. Ale dzieje sie tak dlatego, ze ci ludzie nie
maja prawa sie stamtad wydostac! Czy ktokolwiek przy zdrowych zmyslach
bedzie twierdzil, ze udaloby sie utrzymac te cene dolara za tydzien gdyby
tym ludziom wolno bylo stamtad legalnie wyjechac? To nie prawo wynku
tu dziala, tylko prawo wizowe, czyli wspolczesna forma trzymania ludzi
w zagrodach dla niewolnikow.
kot   |20.10.2008 17:35:35
mojatytusiencja dziękuję za ciekawy link. W tym kierunku jeszcze ciekawsza
strona pt.,,barter wielostronny,,
mojatytusicencja   |20.10.2008 17:49:10
http://www.barter.org.pl
Piekny link. I spis publikacji - po prostu absolutna
podstawa zeby rozmawiac o ekonomii po tym wszystkim co sie juz zaczyna wydarzac.
Super.
kot   |20.10.2008 17:52:30
Istotne (majatytusciencji) wskazanie wybiórczości globalizacji. Wobec
przywiązania ekonomicznego do ziemi, do miejsca zamieszkania.
Rodam  - Prywatna lokalna waluta   |21.10.2008 12:12:53
http://www.barter.org.pl/

to backlash i odwrot od globalizacji wlasnie.
Zawsze uwazalam, ze globalizacja to przejsciowa choroba. Czlowiek lubi
podrozowac, ale lubi zyc lokalnie, bo to zapewnia bezpieczenstwo, a kiedy wydaje
pieniadze na podroze, to chce widziec egzotyke, a nie McSwiat.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 09.10.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 16.03189 Seconds