|
Ponad
rok temu w łódzkiej fabryce sprzętu AGD, należącej do koncernu „INDESIT”, uległ
śmiertelnemu wypadkowi młody pracownik. Został przygnieciony prasą do metalu.
Okazało się, że z maszyny zdjęto zabezpieczenia, aby zwiększyć wydajność
produkcji (czyli zysk koncernu). Ofiara wypadku nie była etatowym pracownikiem
koncernu, lecz tzw. pracownikiem tymczasowym wynajętym przez firmę
outsourcingową. Jego śmierć nie wzbudziła szerokiego zainteresowania mediów.
Prezydent nie ogłosił żałoby narodowej. Problem wyzysku tzw. pracowników tymczasowych
usiłowały nagłośnić jedynie grupy związkowców i młodych, antyestablishmentowych
lewicowców. W gdańskim Teatrze Wybrzeże powstała nawet sztuka, której
scenariusz został oparty na historii młodego robotnika z Łodzi.
Tragedia górników z kopalni „Halemba” wzbudziła
zainteresowanie i współczucie całej Polski. Prezydent ogłosił żałobę narodową,
premier zapewnił o wsparciu materialnym dla rodzin ofiar, media prześcigają się
w pomysłach na najbardziej atrakcyjny przekaz „live” z miejsca wypadku. Nikt
nie mówi o problemie tzw. pracowników tymczasowych i lekceważeniu prawa pracy w
Polsce. W katastrofie w kopalni „Halemba” zginęli przecież nie etatowi
pracownicy, lecz osoby wynajęte przez firmę zewnętrzną. W gorących komentarzach
przedstawiciele związków zawodowych, górnicy z wieloletnim doświadczeniem,
zgodnie mówili, że w tak ekstremalne warunki powinno się wysłać tylko
wyspecjalizowaną grupę (za o wiele większe pieniądze) lub nie wysyłać nikogo
(ale wtedy przepadłby bardzo drogi sprzęt). Analogie do łódzkiego wypadku są
oczywiste. I tam i tu igrano ze zdrowiem i życiem pracowników w imię
maksymalizacji zysków korporacji. I tam i tu ofiarami są tzw. tymczasowi
pracownicy. Zatrudnieni na krótkoterminowych umowach lub umowach nieobjętych
kodeksem pracy. Pracujący za niskie stawki. Pozbawieni licznych świadczeń
socjalnych i ochrony związkowej.
Z
danych za rok 2004 wynika, że w stosunku pracy tymczasowej znalazło się 2%
wszystkich zatrudnionych w Polsce. Liczba ta rośnie. Wynikiem tego trendu jest
systematyczne obniżanie standardów pracy (zarówno pod względem płacowym, jak i
warunków pracy). Pozycja etatowych pracowników słabnie, gdy obok nich pojawiają
się „elastyczni” pracownicy, wykonujący te same czynności za mniejsze pieniądze
i na gorszych warunkach. Kilka miesięcy temu pracownikom wrocławskiego „Polaru”
(należy do koncernu „Whirpool”) udało się przeprowadzić skuteczny protest
przeciwko zatrudnieniu „elastycznych” pracowników na tych samych stanowiskach
co pracownicy etatowi. Wywalczyli dla tych pierwszych lepsze wynagrodzenia.
Problem
„uelastyczniania” rynku pracy ma charakter globalny i wiąże się z rozwojem
nowej formy kapitalizmu. Efektem tej tendencji jest powstanie nowej grupy
społecznej: „pracujących biedaków”. Nie figurują oni w rządowych statystykach
jako bezrobotni, ale ich status materialny nie różni się od osób bez pracy. Los
„pracujących biedaków” świetnie opisuje Barbara Ehrenreich w wydanej niedawno w
Polsce książce pt. „Za grosze. Pracować i (nie) przeżyć”.
Łamanie
praw pracowniczych jest w Polsce zjawiskiem powszechnym. Pracodawcy osiągają
coraz większe zyski i jednocześnie zalegają z wypłatami wynagrodzeń. Według
danych Państwowej Inspekcji Pracy w 2004 roku 57,8% skontrolowanych pracodawców
nie wypłacało wynagrodzeń lub pozostałych świadczeń. Czas pracy należy do
najdłuższych w Europie. Z kolei poziom uzwiązkowienia w sektorze prywatnym
należy do najniższych na Starym Kontynencie. Nie przeszkadza to jednak
neoliberalnym politykom, ekonomistom i mediom powtarzać mantry o wszechwładnej
roli związków zawodowych, wysokich kosztach pracy i rozdętym systemie świadczeń socjalnych.
Mainstreamowi
komentatorzy i publicyści lansują tezę, że jesteśmy świadkami ostrego konfliktu
politycznego, którego stronami są PiS oraz PO. Nie dostrzegają jednak, że
podział ten ma się nijak do realnie istniejących konfliktów społecznych. Jeśli
porozumienie Lewica i Demokraci, szukające po wyborach samorządowych swego
miejsca na scenie politycznej, chce stać się poważną i rzeczywiście lewicową
formacją, musi wprowadzić do debaty publicznej tematy, które były w niej
dotychczas nieobecne. Zamiast taktycznych umizgów do Platformy Obywatelskiej,
liderzy LiD powinni dążyć do ukształtowania sceny politycznej zgodnie z
rzeczywistymi konfliktami społecznymi. Kapitał ma swoich rzeczników w wielu
wpływowych środowiskach, partiach i mediach. Świat pracy, odzierany z kolejnych
zdobyczy socjalnych, czeka na swojego politycznego reprezentanta.
Na podobny temat
|
Teraz jest już trochę po ptokach, ale...
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...