Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Smoleński: Terapia szokiem Drukuj
Jan Smoleński   
21.11.2008

Czy myśleliście kiedyś, co łączy polską przemianę ustrojową z 1989 roku z puczem generała Augusto Pinocheta w Chile z 1973 roku, Nowym Orleanem po huraganie Kathrina, lub początkiem obecnej wojny w Iraku? Na pierwszy rzut oka – nic.

  

Inną odpowiedź podczas swojego wykładu w pełnej auli im. Adama Mickiewicza w Auditoium Maximum UW dała kanadyjska dziennikarka Naomi Klein, autorka bestsellerów No logo i Doktryna szoku. Jej odpowiedź brzmiała: te wszystkie sytuacje łączy szok wywołany gwałtowną zawieruchą polityczną, wojną lub klęską żywiołową. I przede wszystkim, że sytuacje te wykorzystano do wprowadzenia neoliberalnych reform: są to modelowe przykłady zastosowaniem doktryny szoku.

  

Klein zestawiała niewygodne fakty: w Chile Pinocheta sprywatyzowano większość państwowych przedsiębiorstw, lecz okupiono to krwawą dyktaturą. W Nowym Orleanie w stanie klęski żywiołowej i kompletnego chaosu sprywatyzowano szkolnictwo. W Iraku już po obaleniu reżimu Husajna, lecz jeszcze przed zainstalowaniem pozorów demokracji, otwarto kraj na międzynarodowe korporacje i sprywatyzowano usługi publiczne. Przypomniała też niechlubną rolę Marka Belki w tym procesie: w sytuacji szalejącego bezrobocia skutecznie przeforsował obcięcie państwowych dotacji do żywności.

  

Wniosek dziennikarki jest przygnębiający: przynajmniej częściowe zawieszenie reguł demokracji, możliwe dzięki stanowi szoku, w jakim znajdują się obywatele, jest niezbędnym warunkiem przeprowadzenia neoliberalnych reform. O ironio, tę konkluzję potwierdzają słowa honorowego polskiego Chicago boy’a, Leszka Balcerowicza. Klein przytaczała wypowiedź Balcerowicza z 1993 roku, w której mówił, że przeprowadzenie w Polsce terapii szokowej wymagało zastosowania „nadzwyczajnej polityki”, która, w opozycji do „normalnej polityki”, cechuje się „gwałtownym przyspieszeniem procesu legislacyjnego”, czyli wprowadzenia reform bez jakiejkolwiek debaty publicznej.

  

W doskonałej książce Prywatyzując Polskę Elizabeth Dunn pisze, że neoliberalny dyskurs w trakcie przemiany ustrojowej przemycono pod przykrywką normalizacji. Klein uzupełniła to spostrzeżenie o uwagę, że choć „neoliberalizacja” przyszła wraz z demokracją, była raczej jej wrogiem niż sprzymierzeńcem. Okazało się, że historia o modelowej transformacji jest bajką.
Polska była małym laboratorium, gdzie przeprowadzono eksperyment „od komunizmu do neoliberalizmu”. Jednak w naszym kraju nie udało się wprowadzić wszystkich wytycznych Miltona Friedmana (czego szczerze żałował Belka, twierdząc, że w Polsce należało przeprowadzić reformy równie szybko i radykalnie, jak w Iraku). Demokratyczne mechanizmy dawały obywatelom możliwość odrzucenia neoliberalnej drogi (a że zawsze wracała ona, raz mając twarz prawicy, raz „lewicy”, to już inna kwestia).

  

Błędu demokracji nie popełniły jednak inne państwa. Klein zauważyła, że w Rosji deregulację przeprowadzono wraz z wysłaniem czołgów na parlament. To ówczesny prezydent rosyjski Borys Jelcyn, ceniony przez Zachód „ojciec rosyjskiej demokracji”, wysłał te czołgi. Doskonałym przykładem zaś państwa neoliberalnego są Chiny, gdzie wyjątkowo brutalna totalitarna władza pokochała kapitalizm i wolny rynek: w Państwie Środka szkolnictwo i służba zdrowia są płatne, a prawo do strajku nie istnieje.

  

Podane przez dziennikarkę przykłady podważają narrację, według której dzieje neoliberalizmu zaczęły się z dojściem do władzy Reagana i Thatcher. Rozpoczęły się one od inspirowanego przez CIA puczu w Chile i zainstalowania krwawej dyktatury, a każdemu z kolejnych triumfów ideologii neoliberalnej towarzyszył kryzys polityczny, wojna lub klęska żywiołowa.

  

Uzbrojeni w tę wiedzę, powinniśmy odrzucić pozorny wybór, jaki stawiają przed nami fundamentaliści rynkowi: komunistyczny totalitaryzm lub wolnorynkowy fundamentalizm. Powinniśmy szukać rozwiązań gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami, a zarazem poza nimi. Pomiędzy dlatego, żeby móc wypracować odpowiednie mechanizmy politycznej kontroli nad gospodarką. Poza, gdyż neoliberalizm i komunistyczny totalitaryzm mają wspólny mianownik – nienawiść do demokracji. Klein powtórzyła kilkukrotnie zdanie, które powinno otworzyć nam oczy: Zawsze istnieje jakaś alternatywa.

Komentarze
Dodaj nowy
Zdzisiek   |22.11.2008 19:07:45
Rozterki dotyczące dokonanych i dokonujących się przemian

Niektórzy, nawet ci
cenieni wcześniej przeze mnie publicyści gospodarczy, którzy niezmiennie, bez
żadnych korekt głoszą poglądy skrajnie liberalne od jakiegoś czasu zaczynają
mnie drażnić. Opisują naszą dzisiejszą rzeczywistość w taki sposób jakby wieści
o ludzkich tragediach dochodziły do nich gdzieś z dalekiego kosmosu. Słyszą
komunikaty o tym, że część dzieci jest niedożywiona i jednocześnie piszą, że ta
część społeczeństwa która narzeka na warunki życia nie potrafi zrozumieć
przemian, ze jest obarczona komunistyczną świadomością i tym podobne bzdury. Mam
wrażenie, że dziś znów niektórzy ludzie szeroko pojętej władzy, a także
publicyści, ludzie szerokich elit politycznych stracili kontakt z
rzeczywistością. Zupełnie nie przyjmują do swej świadomości istniejącej obok
nich społecznej rzeczywistości, nie przyjmują głosów zwykłych ludzi, uważając je
za przejaw ograniczenia politycznej świadomości, tkwią w przeświadczeniu, że
wszystkie przemiany i dzisiejsza rzeczywistość przyjęły optymalne formy. Również
w tak opiniotwórczej i cenionej przeze mnie Gazecie Wyborczej, w której
prezentowane są różne idee, różne punkty widzenia dotyczące różnych
pozagospodarczych sfer naszego życia, redaktorzy zajmujący się problematyka
gospodarcza mają jednostronne, skrajnie. liberalne poglądy.
Czy z perspektywy
minionych lat nie jest jednak zasadnym zweryfikowanie a przynajmniej
skorygowanie poglądów co do konieczności takiego a nie innego sposobu
przekształcania gospodarki i zastanowienie się, czy unowocześnianie gospodarki,
dochodzenie do kapitalizmu i gospodarki rynkowej na skróty jest najlepszą droga?

Dotkliwa bieda niemałej części społeczeństwa i jego wielkie rozwarstwienie
zmuszają do zastanowienia się, czy jednak nie lepsza, bardziej naturalna byłaby
droga stopniowych przemian, np. poprzez tworzenie gospodarki opartej na wolnym
rynku i na samorządach gospodarczych, tak jak tego chcieli niektórzy działacze i
eksperci Solidarności. Kto wie, czy tak kontestowane formy prywatyzacji jak
zbiorowe przejmowanie zakładów przez ich załogi nie przyniosło by jednak
lepszych rezultatów, a na pewno dałoby możliwości biznesowego działania szerszej
rzeszy osób, a nie tylko tym nielicznym, w większości z politycznej nomenklatury
i z różnego rodzaju układów. Ten kapitalizm dzisiejszy przecież nie jest wcale
kapitalizmem o prostych i przejrzystych zasadach funkcjonowania, jest
kapitalizmem układowo- mafijnym.
Przyłączam się do głosów osób, które uważają
że zrobiono też sporo błędów w prywatyzacji firm i banków oddając wszystko co
się da w ręce obcych inwestorów po zaniżonych cenach, zamiast dążyć do tego by
możliwie jak najwięcej majątku i aktywów przemysłowych i bankowych pozostało w
polskich rękach, a jeśli sprzedawać inwestorom zagranicznym to po godziwych
cenach. Sprzedaż firm, banków daje oczywiście natychmiastowe, namacalne wpływy
do budżetu, ale ogranicza znacznie te wpływy w przyszłości. i powoduje transfer
zysków za granicę. Głosy sprzeciwu wobec prowadzonej polityki prywatyzacyjnej
nie wynikały i nie wynikają z zachowawczych, nacjonalistycznych pobudek, jak to
często się je interpretuje ale z gospodarczego realizmu i pragmatyzmu. Czasami
odnosiło się wrażenie, że chciano powetować sobie niedobór pieniądza wynikający
ze zbyt wysokiego jego kursu poprzez sprzedaż rodzimych firm. Oczywiście brakuje
w Polsce kapitału i trzeba dbać o ściągnięcie kapitału zagranicznego, nowych
technologii i systemów organizacji, jednak nie powinno tego robić się bez
umiaru, bezkrytycznie, ideologicznie. Idea sprzedaży majątku, po to by
przyciągnąć obcy kapitał nie może stać się doktryną, musi być rozważna,
przynosić wymierne korzyści. Chyba nie doceniono polskiej przedsiębiorczości.
Dlaczego pod zaborami, w Wielkopolsce Polacy potrafili się organizować,
potrafili stworzyć system finansowo- gospodarczy, który inkubował gospodarcze
zaangażowanie i umożliwiał gospodarczy rozwój w sposób o wiele efektywniejszy
niż w innych rejonach zniewolonej Polski. Działo się tak chyba nie tyle, czy
może nie tylko za sprawą ukształtowanej, innej mentalności niż w innych
rejonach, ale również, a chyba przede wszystkim za sprawą funkcjonowania w
pewnym systemie finansowo-gospodarczym funkcjonującym u pruskiego zaborcy.
Myślę, że chyba jednak zabrakło u nas takich sprzyjających warunków do rozwoju
rodzimej przedsiębiorczości.

Chyba jednak szkoda, że z koniecznymi reformami
finansowymi Balcerowicza nie były zmieszane rynkowe, ale bardziej prospołeczne
koncepcje gospodarcze Bugaja, Kropiwnickiego, że reformom finansowym nie
towarzyszyły w większym stopniu uwłaszczenia obejmujące wszystkich obywateli.
Szkoda, że dużego formatu osobowości nie współpracowały z sobą w rządzie. Myślę,
że ich koncepcje wcale nie musiały się wykluczać i że z ich dyskusji i
współpracy mogłaby powstać dobra, wyważona koncepcja gospodarczego rozwoju.


http://zdizek.blog.onet.pl
Zdzisiek  - Portiernia styczeń 2003r.   |22.11.2008 19:09:42
Rozterki dotyczące dokonanych i dokonujących się przemian

Niektórzy, nawet ci
cenieni wcześniej przeze mnie publicyści gospodarczy, którzy niezmiennie, bez
żadnych korekt głoszą poglądy skrajnie liberalne od jakiegoś czasu zaczynają
mnie drażnić. Opisują naszą dzisiejszą rzeczywistość w taki sposób jakby wieści
o ludzkich tragediach dochodziły do nich gdzieś z dalekiego kosmosu. Słyszą
komunikaty o tym, że część dzieci jest niedożywiona i jednocześnie piszą, że ta
część społeczeństwa która narzeka na warunki życia nie potrafi zrozumieć
przemian, ze jest obarczona komunistyczną świadomością i tym podobne bzdury. Mam
wrażenie, że dziś znów niektórzy ludzie szeroko pojętej władzy, a także
publicyści, ludzie szerokich elit politycznych stracili kontakt z
rzeczywistością. Zupełnie nie przyjmują do swej świadomości istniejącej obok
nich społecznej rzeczywistości, nie przyjmują głosów zwykłych ludzi, uważając je
za przejaw ograniczenia politycznej świadomości, tkwią w przeświadczeniu, że
wszystkie przemiany i dzisiejsza rzeczywistość przyjęły optymalne formy. Również
w tak opiniotwórczej i cenionej przeze mnie Gazecie Wyborczej, w której
prezentowane są różne idee, różne punkty widzenia dotyczące różnych
pozagospodarczych sfer naszego życia, redaktorzy zajmujący się problematyka
gospodarcza mają jednostronne, skrajnie. liberalne poglądy.
Czy z perspektywy
minionych lat nie jest jednak zasadnym zweryfikowanie a przynajmniej
skorygowanie poglądów co do konieczności takiego a nie innego sposobu
przekształcania gospodarki i zastanowienie się, czy unowocześnianie gospodarki,
dochodzenie do kapitalizmu i gospodarki rynkowej na skróty jest najlepszą droga?

Dotkliwa bieda niemałej części społeczeństwa i jego wielkie rozwarstwienie
zmuszają do zastanowienia się, czy jednak nie lepsza, bardziej naturalna byłaby
droga stopniowych przemian, np. poprzez tworzenie gospodarki opartej na wolnym
rynku i na samorządach gospodarczych, tak jak tego chcieli niektórzy działacze i
eksperci Solidarności. Kto wie, czy tak kontestowane formy prywatyzacji jak
zbiorowe przejmowanie zakładów przez ich załogi nie przyniosło by jednak
lepszych rezultatów, a na pewno dałoby możliwości biznesowego działania szerszej
rzeszy osób, a nie tylko tym nielicznym, w większości z politycznej nomenklatury
i z różnego rodzaju układów. Ten kapitalizm dzisiejszy przecież nie jest wcale
kapitalizmem o prostych i przejrzystych zasadach funkcjonowania, jest
kapitalizmem układowo- mafijnym.
Przyłączam się do głosów osób, które uważają
że zrobiono też sporo błędów w prywatyzacji firm i banków oddając wszystko co
się da w ręce obcych inwestorów po zaniżonych cenach, zamiast dążyć do tego by
możliwie jak najwięcej majątku i aktywów przemysłowych i bankowych pozostało w
polskich rękach, a jeśli sprzedawać inwestorom zagranicznym to po godziwych
cenach. Sprzedaż firm, banków daje oczywiście natychmiastowe, namacalne wpływy
do budżetu, ale ogranicza znacznie te wpływy w przyszłości. i powoduje transfer
zysków za granicę. Głosy sprzeciwu wobec prowadzonej polityki prywatyzacyjnej
nie wynikały i nie wynikają z zachowawczych, nacjonalistycznych pobudek, jak to
często się je interpretuje ale z gospodarczego realizmu i pragmatyzmu. Czasami
odnosiło się wrażenie, że chciano powetować sobie niedobór pieniądza wynikający
ze zbyt wysokiego jego kursu poprzez sprzedaż rodzimych firm. Oczywiście brakuje
w Polsce kapitału i trzeba dbać o ściągnięcie kapitału zagranicznego, nowych
technologii i systemów organizacji, jednak nie powinno tego robić się bez
umiaru, bezkrytycznie, ideologicznie. Idea sprzedaży majątku, po to by
przyciągnąć obcy kapitał nie może stać się doktryną, musi być rozważna,
przynosić wymierne korzyści. Chyba nie doceniono polskiej przedsiębiorczości.
Dlaczego pod zaborami, w Wielkopolsce Polacy potrafili się organizować,
potrafili stworzyć system finansowo- gospodarczy, który inkubował gospodarcze
zaangażowanie i umożliwiał gospodarczy rozwój w sposób o wiele efektywniejszy
niż w innych rejonach zniewolonej Polski. Działo się tak chyba nie tyle, czy
może nie tylko za sprawą ukształtowanej, innej mentalności niż w innych
rejonach, ale również, a chyba przede wszystkim za sprawą funkcjonowania w
pewnym systemie finansowo-gospodarczym funkcjonującym u pruskiego zaborcy.
Myślę, że chyba jednak zabrakło u nas takich sprzyjających warunków do rozwoju
rodzimej przedsiębiorczości.

Chyba jednak szkoda, że z koniecznymi reformami
finansowymi Balcerowicza nie były zmieszane rynkowe, ale bardziej prospołeczne
koncepcje gospodarcze Bugaja, Kropiwnickiego, że reformom finansowym nie
towarzyszyły w większym stopniu uwłaszczenia obejmujące wszystkich obywateli.
Szkoda, że dużego formatu osobowości nie współpracowały z sobą w rządzie. Myślę,
że ich koncepcje wcale nie musiały się wykluczać i że z ich dyskusji i
współpracy mogłaby powstać dobra, wyważona koncepcja gospodarczego rozwoju.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 21.11.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.94913 Seconds