|
Strona 8 z 11
Nie fałszowali, czyli fałszowali
„Nie znam przypadku, aby ktoś nieuwikłany w funkcjonowanie policji politycznych PRL został pomówiony wbrew jednoznacznie brzmiącym zapisom w kilku źródłach” – twierdzi Rzepliński. „Dotychczas nie natrafiliśmy na sfałszowane teczki” – powtarzają jak mantrę Dudek, Machcewicz i reszta. Jeśli nie natrafili na fałszowane teczki, może to znaczyć, że takich fałszerstw nie było. To prawda. Ale może także znaczyć i to, że są po prostu za ciency, by te fałszerstwa zdemaskować.
W grudniu 2004 rozmówcą Moniki Olejnik w Radiu Zet był generał Gromosław Czempiński. Na pytanie: „czy SB fałszowało teczki?” odpowiedział: „Tak”. I wyjaśnił: „Przykładem tego może być m.in. sprawa […] marszałka Chrzanowskiego. W związku z tym […] z podsłuchów, stworzono dokumentacje związaną z Chrzanowskim. Czyli Chrzanowski nie był źródłem, ale wyglądało na to, że jest bo wszystko co się odbywało w jego mieszkaniu od razu znajdowało swój finał w postaci dokumentów […]. W ten sposób powstało wrażenie, że pan prof. Chrzanowski był źródłem, a de facto nie był. […] Pamiętajmy o tym, że w tamtym okresie czasu, oficerowie Służby Bezpieczeństwa […] byli rozliczani ze źródeł w opozycji! Czyli jeżeli był jakiś człowiek, który sobie nie mógł pozyskać, przychodził do niego szef i mówił: ty sobie nie dajesz rady na tym odcinku, odstajesz od kolegów. Taki człowiek mógł czasem pofantazjować i tworzyć fikcyjne źródła”.
Potem pada zasadnicze pytanie Moniki Olejnik: „Historyk Antoni Dudek twierdzi, że SB nie fałszowało żadnych dokumentów, bo poszczególni oficerowie byli sprawdzani przez swoich szefów”. „To jest nieprawda – odpowiada Czempiński – […] tych źródeł było tyle, że szefowie nie mieli szans, by mieć okazję spotkać się z każdym źródłem”.
Nie zgadza się z tym historyk IPN Grzegorz Majchrzak („Gazeta Wyborcza” z 29 grudnia 2004). Mówi: „Mnie znany jest tylko jeden przypadek fałszerstwa. Dotyczy domniemanej współpracy Lecha Wałęsy z bezpieką na początku lat 80. Gdy Wałęsa miał otrzymać pokojową Nagrodę Nobla, przygotowano fałszywki mające go skompromitować na Zachodzie. Ślad tej operacji znajduje się w wewnętrznych dokumentach SB. Tego typu działania mogły się zdarzać wobec najbardziej znaczących działaczy opozycji – kilku osób w skali kraju”.
A więc SB nie fałszowało, ale fałszowało. Co znaczy, że fałszowanie mogło dotyczyć tylko „najbardziej znaczących działaczy opozycji – kilku osób w skali kraju”? Dlaczego kilku, a nie kilkunastu? Na jakiej podstawie będziemy dziś wyrokować, który z dawnych opozycjonistów był „znaczący”? Z wypowiedzi Majchrzaka rozumiem, że tym znaczącym na pewno był Lech Wałęsa. A Jacek Kuroń? A Henryk Karkosza, szef jednego z największych podziemnych wydawnictw? A Małgorzata Niezabitowska? Kto, jakim prawem i z czyjego nadania będzie dziś wystawiał certyfikaty niegdysiejszego znaczenia?
Myślę, że praktyk tajnych służb, jakim niewątpliwie jest generał Czempiński, wie co mówi. I, przynajmniej w tej kwestii, jest dla mnie bardziej wiarygodny niż panowie z IPN.
|
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...
Teraz mięso jest bardzo zdrowe i jaje...