Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Ostolski: Popisy wokół podatków |
|
|
Adam Ostolski
|
|
30.09.2005 |
W trwającej kampanii prezydencko-parlamentarnej, która jest niewątpliwie najbrutalniejszą jak dotąd kampanią III Rzeczypospolitej, najciekawszym momentem był spór o podatki między PO a PiS. Jego kluczowym elementem był telewizyjny spot Prawa i Sprawiedliwości, porównujący propozycje podatkowe obu partii. Skomentowany przez polityków Platformy jako element wymierzonej w nią kampanii negatywnej, przez liderów PiS przedstawiany był jako próba wywołania merytorycznej dyskusji na temat kształtu planowanych przez obie partie reform.
Trzeba przyznać, że w zalewie gestów ckliwych i błotnistych, które zdominowały tę kampanię, był to faktycznie jeden z nielicznych elementów zapowiadających możliwość merytorycznej debaty. Ten gest trzeba docenić przede wszystkim dlatego, że była to bodaj pierwsza tak donośna wypowiedź kwestionująca wartość podatku liniowego, prezentowanego na ogół przez panującą ideologię jako „jedynie słuszne” rozwiązanie. Na dodatek w sposób komunikatywny przedstawiono konsekwencje podatkowych propozycji PO dla większości obywatelek i obywateli. Samo zakwestionowanie tego, co bez zastrzeżeń przyjmuje się za oczywistość, ma pewną wartość krytyczną i może przyczynić się do poszerzenia zakresu politycznej debaty.
Na tym jednak kończą się pochwały. W istocie bowiem, to znaczy na poziomie ideologii, nie było żadnego „sporu o podatki”. Apelując do wyborców, PiS odwoływał się do tej samej neoliberalnej wyobraźni, na której polega PO. Retoryka obu partii jest w tym przypadku identyczna. W świecie, o którym mówią, liczą się te same elementy: ja, moje pieniądze i złe państwo, które chce mi te moje pieniądze „zabrać”. Państwo to jest czymś dla mnie zewnętrznym i obcym, przy czym obcość i zewnętrzność państwa jest naturalnym stanem rzeczy, któremu nie ma się co dziwić. Od wyborców nie oczekuje się zainteresowania sprawami państwa, oczekuje się, że zagłosują na tych, którzy im mniej „zabiorą”.
Jasne jest zatem, że między PiS i PO nie było i nie ma autentycznego sporu o politykę podatkową, lecz co najwyżej niezgodność stanowisk w sprawach technicznych. Kwestionując podatek liniowy, PiS nie poddaje krytyce wyobraźni, z której ten pomysł się zrodził, pozostawia nietknięte ideologiczne podstawy tej propozycji. Co więcej, zgodne stanowisko PO i PiS jest w gruncie rzeczy, pomimo „rewolucyjnej” retoryki obu partii, obiecujących głębokie zmiany, całkowicie zbieżne z politycznym status quo, z sytuacją politycznej alienacji obywateli i obywatelek od państwa i vice versa. Polityka, którą proponują, jest zatem polityką kontynuacji tego, co w obecnym porządku najgorsze.
Techniczne różnice między PO i PiS miały jednak swoje znaczenie - nie tyle polityczne, co wyborcze. Każda z tych partii próbowała przeciągnąć na swoją stronę elektorat, przekonując ludzi, że to właśnie ona chce im mniej „zabrać”; kupowała głosy, obiecując, że to właśnie ona pozwoli każdemu na mniej odpowiedzialności i mniej uczestnictwa we wspólnych sprawach. Była to zatem całkiem zgodna kampania przeciw dobru wspólnemu, przeciw zawartej w pierwszym artykule naszej Konstytucji wizji, zgodnie z którą „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”.
Autentyczna krytyka podatku liniowego proponowanego przez PO musi być więc zarazem krytyką podatkowych propozycji PiS. Musi odwoływać się do tego, czego w retoryce tych partii zabrakło: do obywatelskiej wizji polityki. Przede wszystkim, trzeba przywrócić myślenie o państwie jako czymś, co obywatele i obywatelki współtworzą i za co są odpowiedzialni. Trzeba przywrócić myślenie o podatkach jako formie uczestnictwa w życiu wspólnoty politycznej. Płacenie podatków można rozumieć jako pewną formę władzy: władzy utrzymywania i współkształtowania ram wspólnego życia. To jest jednak niemożliwe w sytuacji, kiedy panuje polityczna alienacja, a wyborcy czują się po każdych wyborach coraz bardziej oszukani i rozczarowani. Dlatego trzeba zarazem przywrócić odpowiedzialność państwa. Obywatelki i obywatele muszą mieć poczucie wpływu na to, jak wydawane są publiczne pieniądze. Muszą też wiedzieć, że ich głosy nie tylko zmieniają zestaw ludzi u władzy, lecz mają realny wpływ na kierunek działań państwa.
Sytuacja, w której realnemu opodatkowaniu towarzyszy pozorna reprezentacja, jest w rzeczy samej nie do zniesienia. PO i PiS znakomicie rozgrywają tę frustrację. Jednak rozwiązaniem nie jest „zmniejszanie” podatków, lecz zwiększanie demokracji. Dopiero taka wizja byłaby alternatywą wobec dominującej obecnie ideologii, a zatem umożliwiałaby faktyczną dyskusję na temat polityki podatkowej. Spór, w którym nie chodziłoby tylko o stawki i progi, lecz o znaczenie podatków w politycznej konstrukcji Rzeczypospolitej, a także o wizję Europy, jaką chcemy współtworzyć.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 05.10.2006 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...