Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Ostolski: Miejsce dla lewicy |
|
|
Adam Ostolski
|
|
17.10.2005 |
Nadchodzi druga tura, ale czy od samego początku nie mieliśmy do czynienia właśnie tylko z drugą turą? Logika tegorocznej kampanii wyborczej kazała obsadzać wybory parlamentarne w roli zaledwie preludium do wyborów prezydenckich, a w ramach wyborów prezydenckich – pierwszą turę w roli niewiele znaczącego wstępu do drugiej. Już w sierpniu byliśmy przygotowywani do „wielkiego pojedynku” Donalda Tuska z Lechem Kaczyńskim. Jednak nawet druga tura wyborów prezydenckich bywa często przedstawiana jako coś więcej niż ostateczna decyzja o tym, kto zajmie na najbliższe pięć lat najwyższy urząd w państwie. Wybór między Tuskiem a Kaczyńskim bywa niekiedy przedstawiany jako wielki narodowy plebiscyt, rozstrzygnięcie między „liberalną” a „socjalną” wizją Polski.
Czy lewica ma w tych wyborach jakiś wybór?
Niewątpliwie różnice w przedwyborczej retoryce obu kandydatów mogą stwarzać wrażenie, że jeden z nich jest bardziej lewicowy – lub, ostrożniej, mniej antylewicowy – niż ten drugi. Który? Niektórzy odpowiedzą, że Tusk. Inni, że Kaczyński. Ci, którym słowo „liberalizm” wciąż kojarzy się, mimo wszystko, z wolnością, skłonni będą uznać, że to Tusk jest bardziej „lewicowy” niż Kaczyński. Ci, którzy biorą za dobrą monetę zapewnienia braci Kaczyńskich o „odbudowie solidarności społecznej”, sądzą, że Kaczyńskim chodzi o bezpieczeństwo socjalne, tak więc to oni są bardziej „lewicowi” niż Tusk. Z punktu widzenia lewicowego wyborcy decyzja byłaby więc trudna, ale klarowna: albo stawiamy na pierwszym miejscu postulaty społeczne, albo „światopoglądowe”. Tak czy owak, można by żywić nadzieję, że jakaś część lewicowych idei będzie przez przyszłego prezydenta realizowana.
Ale czy naprawdę można sądzić, że jeden z kandydatów będzie realizował część postulatów lewicy?
W rzeczy samej obaj kandydaci rozgrywają dwa kluczowe dla lewicowego myślenia momenty, ale rozgrywają je przeciw sobie. Lewica definiuje politykę jako dążenie do emancypacji ludzkości, to znaczy zarazem formalne poszerzanie obszaru wolności politycznej i osobistej, jak i gwarantowanie wszystkim równych realnych możliwości korzystania z tej wolności. Częścią lewicowego projektu jest tedy zarówno wolność, modernizacja, pierwszeństwo praw wobec obyczajów i publicznych procedur wobec prywatnych kaprysów ludzi władzy, ochrona praw jednostki itp., jak i odpowiedzialne państwo, bezpieczeństwo socjalne, rozwinięte usługi publiczne, podatek progresywny, przestrzeganie praw pracowniczych itp.
Co jednak najważniejsze, lewicowa polityka opiera się na tezie, że kwestie te są z konieczności nierozdzielne. Nie można poszerzać zakresu wolności jednostki, nie gwarantując jednocześnie środków do korzystania z niej – wolność taka jest bowiem dla większości ludzi czystą fikcją. Ale nie można też budować państwa socjalnego bez gwarancji wolności jednostki – państwo takie nie służyłoby bowiem realnym potrzebom ludzi. Wyizolowane i postawione przeciwko sobie, lewicowe postulaty obracają się w swoje przeciwieństwo. Analiza retoryki wyborczej obu kandydatów i lektura programów ich partii całkowicie potwierdzają tę tezę.
Na czym więc polega różnica między Kaczyńskim a Tuskiem?
Zamiast spoglądać z desperacką nadzieją na retoryczny „liberalizm” Tuska czy równie retoryczną „socjalność” Kaczyńskiego, trzeba przyjrzeć się konsekwencjom antysocjalności pierwszego i antyliberalizmu drugiego z nich. Pozwala to wyraźnie zobaczyć, że pomysły obu kandydatów różnią się od siebie tylko o tyle, o ile się dopełniają. Tusk chce przede wszystkim podnieść obciążenia podatkowe najuboższych (ale zapowiada też wprowadzenie sądów doraźnych). Kaczyński chce przede wszystkim zaostrzyć politykę karną (ale w swoim myśleniu o podatkach różni się od Tuska tylko drugorzędnymi szczegółami). Zamysły te bilansują się zarówno na poziomie budżetu, jak i na poziomie życia społecznego.
Obaj kandydaci zgodnie zmierzają do zastąpienia bezpieczeństwa socjalnego bezpieczeństwem policyjnym. Różni ich tylko to, że podkreślają inne momenty tego projektu. Nie ma podstaw do złudzeń, że któryś z nich mógłby stać się ostatnią brzytwą ratunku lewicowego wyborcy.
A zatem – co robić?
Głosowanie na program Tuska jest więc glosowaniem na program Kaczyńskiego i vice versa. Czy istnieje jakiś sposób zagłosowania przeciw nim? Może najlepiej zostać w domu? Podobno (tak twierdzą eksperci) rezygnacja z głosowania podważa legitymizację systemu politycznego. Ale jest paradoksem tych wyborów, że na swój sposób robią to także Tusk i Kaczyński. Obaj planują gruntowną przebudowę państwa i delegitymizacja obecnego porządku jest im jak najbardziej na rękę.
Lewicowi wyborcy mają więc problem, który mogą rozwiązywać na różne sposoby, próbując wybrać „mniejsze zło” lub odmawiając takiego wyboru. Być może niektórzy zagłosują (z lewicowych powodów) na Tuska. Inni zagłosują (z lewicowych powodów) na Kaczyńskiego. Inni (z lewicowych powodów) ustąpią pola i pozostaną w domu. W każdym przypadku wygrywa jednak prawica.
Zagłosować na lewicę można tylko w jeden sposób: oddając w drugiej turze głos nieważny.
Kończąca się kampania prezydencka pokazała dwie rzeczy. Po pierwsze, nawet w pierwszej turze nie było żadnego jednoznacznie lewicowego kandydata. Po drugie, rozproszone lewicowe postulaty pojawiały się w programach i w retoryce różnych kandydatów. W społeczeństwie istnieją zatem lewicowe potrzeby i lewicowe opinie, które nie znajdują swojej politycznej artykulacji. W polu wyborczym brakuje miejsca dla całościowego lewicowego programu. To miejsce musimy teraz wywalczyć.
Tym, czego dziś potrzebujemy, nie jest jakieś „mniejsze zło”, lecz puste miejsce w polu politycznym – miejsce dla lewicy.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 04.10.2006 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...