Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Ostolski: Miejsce dla lewicy Drukuj
Adam Ostolski   
17.10.2005
Nadchodzi druga tura, ale czy od samego początku nie mieliśmy do czynienia właśnie tylko z drugą turą? Logika tegorocznej kampanii wyborczej kazała obsadzać wybory parlamentarne w roli zaledwie preludium do wyborów prezydenckich, a w ramach wyborów prezydenckich – pierwszą turę w roli niewiele znaczącego wstępu do drugiej. Już w sierpniu byliśmy przygotowywani do „wielkiego pojedynku” Donalda Tuska z Lechem Kaczyńskim. Jednak nawet druga tura wyborów prezydenckich bywa często przedstawiana jako coś więcej niż ostateczna decyzja o tym, kto zajmie na najbliższe pięć lat najwyższy urząd w państwie. Wybór między Tuskiem a Kaczyńskim bywa niekiedy przedstawiany jako wielki narodowy plebiscyt, rozstrzygnięcie między „liberalną” a „socjalną” wizją Polski.

Czy lewica ma w tych wyborach jakiś wybór?

Niewątpliwie różnice w przedwyborczej retoryce obu kandydatów mogą stwarzać wrażenie, że jeden z nich jest bardziej lewicowy – lub, ostrożniej, mniej antylewicowy – niż ten drugi. Który? Niektórzy odpowiedzą, że Tusk. Inni, że Kaczyński. Ci, którym słowo „liberalizm” wciąż kojarzy się, mimo wszystko, z wolnością, skłonni będą uznać, że to Tusk jest bardziej „lewicowy” niż Kaczyński. Ci, którzy biorą za dobrą monetę zapewnienia braci Kaczyńskich o „odbudowie solidarności społecznej”, sądzą, że Kaczyńskim chodzi o bezpieczeństwo socjalne, tak więc to oni są bardziej „lewicowi” niż Tusk. Z punktu widzenia lewicowego wyborcy decyzja byłaby więc trudna, ale klarowna: albo stawiamy na pierwszym miejscu postulaty społeczne, albo „światopoglądowe”. Tak czy owak, można by żywić nadzieję, że jakaś część lewicowych idei będzie przez przyszłego prezydenta realizowana.

Ale czy naprawdę można sądzić, że jeden z kandydatów będzie realizował część postulatów lewicy?

W rzeczy samej obaj kandydaci rozgrywają dwa kluczowe dla lewicowego myślenia momenty, ale rozgrywają je przeciw sobie. Lewica definiuje politykę jako dążenie do emancypacji ludzkości, to znaczy zarazem formalne poszerzanie obszaru wolności politycznej i osobistej, jak i gwarantowanie wszystkim równych realnych możliwości korzystania z tej wolności. Częścią lewicowego projektu jest tedy zarówno wolność, modernizacja, pierwszeństwo praw wobec obyczajów i publicznych procedur wobec prywatnych kaprysów ludzi władzy, ochrona praw jednostki itp., jak i odpowiedzialne państwo, bezpieczeństwo socjalne, rozwinięte usługi publiczne, podatek progresywny, przestrzeganie praw pracowniczych itp.

Co jednak najważniejsze, lewicowa polityka opiera się na tezie, że kwestie te są z konieczności nierozdzielne. Nie można poszerzać zakresu wolności jednostki, nie gwarantując jednocześnie środków do korzystania z niej – wolność taka jest bowiem dla większości ludzi czystą fikcją. Ale nie można też budować państwa socjalnego bez gwarancji wolności jednostki – państwo takie nie służyłoby bowiem realnym potrzebom ludzi. Wyizolowane i postawione przeciwko sobie, lewicowe postulaty obracają się w swoje przeciwieństwo. Analiza retoryki wyborczej obu kandydatów i lektura programów ich partii całkowicie potwierdzają tę tezę.

Na czym więc polega różnica między Kaczyńskim a Tuskiem?

Zamiast spoglądać z desperacką nadzieją na retoryczny „liberalizm” Tuska czy równie retoryczną „socjalność” Kaczyńskiego, trzeba przyjrzeć się konsekwencjom antysocjalności pierwszego i antyliberalizmu drugiego z nich. Pozwala to wyraźnie zobaczyć, że pomysły obu kandydatów różnią się od siebie tylko o tyle, o ile się dopełniają. Tusk chce przede wszystkim podnieść obciążenia podatkowe najuboższych (ale zapowiada też wprowadzenie sądów doraźnych). Kaczyński chce przede wszystkim zaostrzyć politykę karną (ale w swoim myśleniu o podatkach różni się od Tuska tylko drugorzędnymi szczegółami). Zamysły te bilansują się zarówno na poziomie budżetu, jak i na poziomie życia społecznego.

Obaj kandydaci zgodnie zmierzają do zastąpienia bezpieczeństwa socjalnego bezpieczeństwem policyjnym. Różni ich tylko to, że podkreślają inne momenty tego projektu. Nie ma podstaw do złudzeń, że któryś z nich mógłby stać się ostatnią brzytwą ratunku lewicowego wyborcy.

A zatem – co robić?

Głosowanie na program Tuska jest więc glosowaniem na program Kaczyńskiego i vice versa. Czy istnieje jakiś sposób zagłosowania przeciw nim? Może najlepiej zostać w domu? Podobno (tak twierdzą eksperci) rezygnacja z głosowania podważa legitymizację systemu politycznego. Ale jest paradoksem tych wyborów, że na swój sposób robią to także Tusk i Kaczyński. Obaj planują gruntowną przebudowę państwa i delegitymizacja obecnego porządku jest im jak najbardziej na rękę.

Lewicowi wyborcy mają więc problem, który mogą rozwiązywać na różne sposoby, próbując wybrać „mniejsze zło” lub odmawiając takiego wyboru. Być może niektórzy zagłosują (z lewicowych powodów) na Tuska. Inni zagłosują (z lewicowych powodów) na Kaczyńskiego. Inni (z lewicowych powodów) ustąpią pola i pozostaną w domu. W każdym przypadku wygrywa jednak prawica.

Zagłosować na lewicę można tylko w jeden sposób: oddając w drugiej turze głos nieważny.

Kończąca się kampania prezydencka pokazała dwie rzeczy. Po pierwsze, nawet w pierwszej turze nie było żadnego jednoznacznie lewicowego kandydata. Po drugie, rozproszone lewicowe postulaty pojawiały się w programach i w retoryce różnych kandydatów. W społeczeństwie istnieją zatem lewicowe potrzeby i lewicowe opinie, które nie znajdują swojej politycznej artykulacji. W polu wyborczym brakuje miejsca dla całościowego lewicowego programu. To miejsce musimy teraz wywalczyć.

Tym, czego dziś potrzebujemy, nie jest jakieś „mniejsze zło”, lecz puste miejsce w polu politycznym – miejsce dla lewicy.

Komentarze
Dodaj nowy
thomas  - o delegitymizacji   |17.10.2005 23:08:25
Nie zgadzam się z autorem, że niska frekwencja w drugiej turze jest na rękę
Kaczorowi i Donaldowi czy też raczej Kaczorowi-Donaldowi.

Delegitymizacja
bowiem, o której oni myślą, to brak zgody na III RP. Natomiast brak udziału w
wyborach to delegitymizacja próby zmiany konstytucji, brak zgody na
rozmontowanie gwarancji swobód i wolności, praw człowieka, do których należą też
oczywiście prawa socjalne.

Nie wierzę, żeby oddanie głosu nieważnego miało
sens. Po pierwsze, musiałoby być mocno wypromowane. Po drugie, legitymizuje ono
system polityczny, w ramach którego w drugiej turze pozostał tylko jeden
kandydat. Uważam, że potrzeba jest głośniejszego protestu przeciwko rządom
nacjonalistycznej prawicy.
msoa  - tak   |18.10.2005 08:50:54
zgadzam sie z thomasem.
generalnie nie lubie bojkotu jako narzedzia, ale w
przypadku tych wyborow zdecydowanie odmawiam uczestnictwa w drugiej
turze.
uzasadnienie jakie przedstawil thomas podzielam.
BHP  - mniejsze zlo   |18.10.2005 10:49:55
Bojkot zaproponowany przez autora jest gestem głęboko ideowym i w tym sensie
zasługuje na szacunek.
Wydaje się jednak mocno nie na miejscu w momencie, gdy
ster państwa tak czy owak zostanie przekazany
w łapska któregoś z kandydatów.
Najlepsze co można zrobić w tej sytuacji, to zagłosowanie na - wedle własnego
lewicowego sumienia wybrane - mniejsze zło.
msoa  - ktos musi..;)   |18.10.2005 10:57:09
coz… ktos tego tuska wybrac musi ;) fajnie ze nie musze to byc ja :)
radkiewicz  - trudny wybor   |18.10.2005 13:47:45
Wielki podziw dla szczególnej przemyślności braci lewaków.
Rzeczywiście dobrze
byłoby nie iść wcale głosować. Albo jeszcze bardziej pragmatycznie – iść
wrzucić pustą kartkę do głosowania(gratuluję!).
I po wszystkim liczyć na to, że
Kaczyński wygra te wybory.
Kaczyński – prezydent całości według mojego
rozeznania bardzo szybko skompromituje siebie, urząd który pełni, i państwo w
którym będzie pierwszą osobą.

Nad czym więc bracia lewacy tak deliberujecie?
Może zamiast trudnego wyboru: nie iść, iść oddać nieważny głos(szczególnie dobry
pomysł – jeszcze raz gratuluję!), może zamiast tego idźcie i zagłosujcie
na Kaczyńskiego? Myślę, że wynik 5-letnich rządów Kaczyńskiego zadowoli was
wszystkich. O POPIS wszyscy będą chcieli jak najszybciej zapomnieć, co stworzy
warunki do przejęcia władzy przez starych – nowych: Oleksego, Janika,
Siera…(hola, hola, nie tak szybko)

Pozdrawiam
krzytom  - tak, tak..   |18.10.2005 19:30:36
całkowiecie zgadzam się z argumentacja autora, choć nie uważam, żeby oddawanie
nieważnego głosu bylo własnie najlepszym wyjściem. I mam wrażenie, że wszyscy
zdajemy sobie z tego sprawę ;-)
Rafał  - Niepoważne :-(   |18.10.2005 23:10:33
Jeśli idzie o analizę, o punkt wyjścia to się nawet mogę zgodzić, acz napisane
to jest takim dziwnym przemądrzałym językiem, przed którego używaniem po raz
kolejny ostrzegam. Ale wnioski - po prostu niepoważne. Oczywiście każdy z nas,
tak ja, jak autor czy ktokolwiek, kto to przeczyta ma prawo na wybory nie pójść
lub oddać głos nieważny. Oznaczać to będzie tyle i tylko tyle, że wykluczy się
sam z dokonania wyboru. Nic więcej. Jeśli komuś nie robi żadnej różnicy, czy
prezydentam będzie Tusk, czy Kaczynski - to niech tak zrobi. A jeśli różnicę
robi - to niech pójdzie i dokona słusznego jego zdaniem wyboru. Nawet jeżeliby
urny pękały od wrzuconych do nich nieważnych głosów to nie zmieni to tego, że
prezydentem zostanie jeden z tych dwóch kandydatów. Z dokładnie takim samym
mandatem. Tyle - i to jeszcze podpowiem autorowi - że nie będą. Dla lewicy
najpoważniejszym dziś problemem jest brak …poważnych elit. Jak poważnym
pokazuje i ten artykuł. Lewica mówi dziwnym, niezrozumiałym językiem i jeszcze
nie ma w nim nic do powiedzenia. Niestety.
ewa  - pytania   |19.10.2005 00:12:16
Rafale, które ze sformułowań autora jest dla Ciebie przemądrzałe? Które jest
niezrozumiałe? Jeśli krytykujesz, to podaj choć przykłady, bo tak to wychodzi
gołosłowie.
Nie rozumiem też, dlaczego piszesz, że lewica (w domyśle: autor
powyższego tekstu) nie ma nic do powiedzenia. Jemu - podobnie jak wielu innym -
naprawdę nie robi różnicy, czy prezydentem będzie Kaczor czy Tusk. Żaden z nich
nie będzie realizował wartości, które są np. mi bliskie.
To tak jakby ktoś
dawał Ci do przeczytania dwa kryminały - Christie i Alexa, powiedzmy - i kazal
wybrać lepszy. A Ty z zasady kryminałów nie czytujesz - nie cenisz, nie czujesz,
drażni Cie sama forma i nie ma najmniejszego znaczenia, kto ją realizuje.
Chciałbyś za to jakąś fantastykę, ale tej Ci nie dano do wyboru. Co robisz?
Waran z Komodą  - Hermetyzm   |19.10.2005 00:37:05
Nie wiem, czy głos nieważny jest wykluczeniem wyboru? Być może przy tej urnie
wyboru po prostu nie ma? Wybór między Kaczyńskim a Tuskiem jest dla mnie
przynajmniej wyborem negatywnym, nie mogę głosować na program żadnego z
kandydatów, ale mogę głosować przeciwko jednemu z nich. Jak określił to mój
przyjaciel, jest to dylemat typu podatek liniowy albo kara śmierci. Dylemat ten
zresztą jest już obecnie fałszywy, gdyż zarówno w programie PiS-u, jak i PO
podatek liniowy jest obecnie zaznaczony.

Próbując jednak uporządkować wybory,
przeciwko czemu można głosować przy poszczególnych kandydatach {punkty
główne}:

Kaczyński:
- pogorszenie stosunków z Rosją i Niemcami
-
ograniczenie niezawisłości sądownictwa
- niewyjaśniona do końca idea odbudowy
moralnej Polski {ostatni sojusz Kaczyńskiego z RM oraz posunięcie z wysłaniem
przed wyborami listu do proboszczy pozwalają mniej więcej określić kierunek tej
odbudowy}

Tusk:
- dalszy demontaż państwa socjalnego {jeżeli w Polsce jest
jeszcze co demontować}
- podatek liniowy
- tak naprawdę niejasny program
światopoglądowy, liberalizm który służyć może co najwyżej jako karta przetargowa
w politycznych sporach

Czy którykolwiek z tych programów może zadowolić
lewicowego wyborcę? Nie wiem, dla mnie to jest sytuacja bez wyjścia - głosowanie
na któregokolwiek z kandydatów wiąże suę jednocześnie z warunkową akceptację
programu jego przeciwnika. I to boli.

Oddanie głosu nieważnego* jest chyba
jedynym znakiem, którego mogę udzielić rządzącym. Wyborca oddający głos nieważny
jest czymś innym niż wyborca nie idący na wybory. Już teraz można się
spodziewać, że te wybory będą miały niską frekwencję i nikt nie będzie wnikał,
jakiego rodzaju motywacja za nią stoi. Wyborca oddający głos nieważny mówi
wprost: "Nie reprezentujecie mnie. Jestem dość odpowiedzialny, żeby pójść na
wybory, ale żaden z was nie uzyskuje moje poparcia". Być może to mało, ale
czy jest jakiś inny wybór?

 —  — -
* Jako głos nieważny rozumiem głos z
zakreślonymi obydwoma kandydatami, pusta karta do głosowania zbyt często bywa
wypełniana przez członków Komisji Wyborczych.
Rylew  - Ten problem trzeba rozwiązać   |19.10.2005 22:14:18
Przed wyborami myślałem, że nigdy nie mógłbym zagłosować na Tuska lub
Kaczyńskiego.
W tych wyborach nie było wogóle dobrego kandydata. Teraz oto
stoimy przed wyborem, bo to jednak nasza sprawa, miedzy kandydatami dla wielu
nie do zaakceptowania.
Przewidzieć przyszłość mogą jedynie specjalnie
uzdolnieni jasnowidze. Normalni ludzie tacy jak ja muszą się opierać w swoim
wyborze na przesłankach merytorycznych.

Tusk niczego nowego w zasadzie nie
obiecuje oprócz tego, że będziemy dumni. Byliśmy dumni z naszego papieża, czy
będziemy dumni z Tuska ? Z czego jeszcze możemy być
dumni ? Z czego mogą być
dumni ludzie biedni ? Czy aby nie podsuwa się Polakom jedynego sposobu
poruszania się po neoliberalnej drodze do zbawienia „ boso, ale w
ostrogach "? Szef PO zapowiada także, że będzie wetował reformatorskie
zapędy PIS-u, opowiada bajki w krótkich spotach TV.

Kaczyński tkwi mi w
pamięci jako Napoleonik wymachujący szabelką, wyznawca teorii dwóch wrogów.
Pamietam jak wyraził sie, że Kwaśniewski nie powinien wziąć udziału w obchodach
60 rocznicy zwycięstwa nad hitleryzmem w Moskwie. Z drugiej strony Kaczyński
jednak coś chce zrobić, coś polepszyć. Ma wizję naprawy Rzeczpospolitej.
Opowiada się za solidaryzmem i ochroną słabszych. Ma krytyczny stosunek do
dotychczasowych dokonań.
Chce budować - nie przeszkadzać.

Bojkot nie jest
dobrym rozwiązaniem, jest wytworem naszego lenistwa intelektualnego.
Ten
problem można i trzeba rozwiązać.
Dzisiaj neoliberalna telewizja już ogłosiła
Tuska zwycięzcą, otrzymał także poparcie neoliberałów z innych partii. Namaścił
go także Jerzy Urban.
Wiem, że na przekór temu wielu pójdzie jednak
zagłosować.
Rafał  - Bo demokracja jest trudna…   |20.10.2005 01:12:18
Głos wyżej trochę mnie już wyręczył. Tak, też zagłosuję na Lecha Kaczyńskiego.
Nie będę tu namawiał, by postąpił tak, jak ja. tak - nie mam odwagi aby wziąć na
siebie także i tą odpowiedzialność. Wykraczającą poza mój własny osobisty wybór,
którego dokonałem po starannym przemyśleniu za i przeciw. Nie - nie mam tej
odwagi. Nie będę też rzucał oskarżeń przeciwko tym, którzy dokonali wyboru
przeciwnego. Ani tym, którzy zostali w domu bądź wrzucili ten głos nieważny. Z
jednym wyjątkiem - namawiania do bojkotu bądź oddania głosu nieważnego. Jeśli
nie umiesz bądź nie chce Ci się dokonywać wyboru - to znaczy tyle, że nie masz w
tej sprawie nic do powiedzenia i siedź cicho! Nie przeszkadzaj innym, którzy
chcą tego wyboru dokonać. Którzy poważnie traktują demokrację. Bo demokracja
jest trudna i bywa, że stawia nas przed wyborami takimi jak ten. Ja swojego
wyboru dokonałem biorąc pod uwage uprawnienia jakimi dysponuje prezydent. A z
tych na dziś najważniejszym jest prawo weta. I tego prawa weta w rękach Donalda
Tuska się boję. Bo to prawo potężne w rękach liberała, który chce mniej państwa.
I mniej prawa w rozumieniu zakresu podlegającego jego regulacji. A my, po
rządach "lewicy" (ten cudzysłów chyba jednak tu uzasadniony)
potrzebujemy go akurat więcej. Donald Tusk dysponując prawem weta jako liberał
osiągnąć może wcale niemało. Natomiast w rękach Lecha Kaczyńskiego tego prawa
się nie boję. Są oczywiście sprawy, w których nie zgadzam się z Lechem
Kaczyńskim w sposób zasadniczy i były tu one zresztą wymieniane - tyle, że w
tych sprawach prawa weta Lech Kaczyński zastosować mógł nie będzie, bo mu takich
projektów ustaw do podpisu ten parlament nie przedstawi. Boję się prawa łaski w
rękach Lecha Kaczyńskiego ale wcale nie jestem pewien czy "leń" Donald
Tusk lepiej by z niego korzystał. Biorąc pod uwagę uprawnienia prezydenta (także
te nie wymienione) wolę w tej roli Lecha Kaczyńskiego niż Donalda Tuska. A
zmianę konstytucji może zainicjować prezydent jednak ani to, czy wypowie się za
czy przeciw dla jej przyjęcia mieć znaczenia już nie będzie. Nie wiem więc po co
w tak natrętny sposób do tej sprawy się wraca. O tej sprawie zadecyduje
parlament …i ja. W przypadku zmian o charakterze zasadniczym referendum jest w
praktyce nie do uniknięcia.

Dorośli ludzie wrzeszczący jak dzieci w
piaskownicy "ja się tak nie bawię" nie wyglądają zbyt poważnie. A to
właśnie po "głębokiej" analizie zaproponował autor.
Rafał  - Bo demokracja jest trudna…   |20.10.2005 01:18:55
Głos wyżej trochę mnie już wyręczył. Tak, też zagłosuję na Lecha Kaczyńskiego.
Nie będę tu nikogo namawiał, by postąpił tak, jak ja. Tak - nie mam odwagi aby
wziąć na siebie także i tą odpowiedzialność. Wykraczającą poza mój własny
osobisty wybór, którego dokonałem po starannym przemyśleniu za i przeciw. Nie -
nie mam tej odwagi. Nie będę też rzucał oskarżeń przeciwko tym, którzy dokonali
wyboru przeciwnego. Ani tym, którzy zostali w domu bądź wrzucili ten głos
nieważny. Z jednym wyjątkiem - namawiania do bojkotu bądź oddania głosu
nieważnego. Jeśli nie umiesz bądź nie chce Ci się dokonywać wyboru - to znaczy
tyle, że nie masz w tej sprawie nic do powiedzenia i siedź cicho! Nie
przeszkadzaj innym, którzy chcą tego wyboru dokonać. Którzy poważnie traktują
demokrację. Bo demokracja jest trudna i bywa, że stawia nas przed wyborami
takimi jak ten. Gdy musimy dokonywać wyboru pomiędzy tym, co możliwe. Ja swojego
wyboru dokonałem biorąc pod uwagę uprawnienia jakimi dysponuje prezydent. A z
tych na dziś najważniejszym jest prawo weta. I tego prawa weta w rękach Donalda
Tuska się boję. Bo to prawo potężne w rękach liberała, który chce mniej państwa.
I mniej prawa w rozumieniu zakresu podlegającego jego regulacji. A my, po
rządach "lewicy" (ten cudzysłów chyba jednak tu uzasadniony)
potrzebujemy go akurat więcej. Donald Tusk dysponując prawem weta jako liberał
osiągnąć może wcale niemało. Natomiast w rękach Lecha Kaczyńskiego tego prawa
się nie boję. Są oczywiście sprawy, w których nie zgadzam się z Lechem
Kaczyńskim w sposób zasadniczy i były tu one zresztą wymieniane - tyle, że w
tych sprawach prawa weta Lech Kaczyński zastosować mógł nie będzie, bo mu takich
projektów ustaw do podpisu ten parlament nie przedstawi. Boję się prawa łaski w
rękach Lecha Kaczyńskiego ale wcale nie jestem pewien czy "leń" Donald
Tusk lepiej by z niego korzystał. Biorąc pod uwagę uprawnienia prezydenta (także
te nie wymienione) po prostu wolę w tej roli Lecha Kaczyńskiego niż Donalda
Tuska. A zmianę konstytucji może zainicjować prezydent jednak ani to, czy
wypowie się za czy przeciw dla jej przyjęcia mieć znaczenia już nie będzie. Nie
wiem więc po co w tak natrętny sposób do tej sprawy się wraca. O tej sprawie
zadecyduje parlament …i ja. W przypadku zmian o charakterze zasadniczym
referendum jest w praktyce nie do uniknięcia.

Dorośli ludzie wrzeszczący jak
dzieci w piaskownicy "ja się tak nie bawię" nie wyglądają zbyt poważnie.
A to właśnie po "głębokiej" analizie zaproponował autor.

Proszę ten
drugi wpis potraktować jako autokorektę i usunąć pierwszy (wraz z tym
dopiskiem).
radkiewicz  - Brawo Rafale   |20.10.2005 11:35:46
Nareszcie jakiś rozumny lewak zczaił o co chodzi.
Prasa pisze o tym, ze trwają
rozmowy przedstawicieli PSL, LPR i Samobrony o wejściu do PiSowskiego rządu.
Jest szansa, że PiS nie będzie musiał wchodzić w koalicje z PO! Wiec o ile
przemożemy nasze wewnętrzne opory(niechęć prawdopodobnych koalicjantów do
mniejszości… itd.) to będziemy mieli prawdziwie lewicowy rząd! Wybór
Kaczyńskiego na prezydenta tylko w tym pomoże.
A znienawidzeni przez
wszystkich w naszym kraju liberałowie znajda się w zupełnej izolacji! I
nareszcie Polska będzie rajem na Ziemi…
Nie będzie bezrobocia bo wszyscy
znajda pracę w administracji publicznej - zarządzanie naszym pięknym krajem to
przecież najbardziej produktywne zajęcie. A ci, którzy nie będą chcieli
pracować(bo mogą się znaleźć i tacy) - dostaną wysokie zasiłki. Oczywiście nowy
rząd zbuduje 856 trylionów mieszkań dla Młodych Małżeństw, tak jak obiecuje.
Ministerstwo Sprawiedliwości połączymy z IPN - będzie ono nie tylko skutecznym
gwarantem naszych praw, ale także wydawać będzie specjalne certyfikaty
obywatelskiej uczciwości(prezes IPN: nie ma żadnych dowodów na to, że pański
praprapradziad NIE należał w XVI wieku do ORMO, wiec nie możemy tym samym
przyznać panu statusu pokrzywdzonego.)
Wszystko pięknie, tylko pytanie co
zrobić z ta niewielką, wciąż malejącą mniejszością(tfu, tfu - co za brzydkie
słowo…) , która chce w Polsce normalnie żyć i funkcjonować? Co z nimi zrobić?
Obozy resocjalizacji?(to przecież nie w stylu Kaczyńskiego i jego ugrupowania
 – przecież NIE można dać człowiekowi drugiej szansy). To co deportować
ich, tych zasr… liberałów? Jeśli tak to gdzie? Na Madagaskar?
Czekam na
wasze propozycje. Kto to ma to wiedzieć lepiej od Was - Lewicowi Wyborcy
Kaczyńskiego?
haneczka  - kryminal…   |21.10.2005 00:47:54
…to jest kompletny. ale metafora ponetna, zeby ja pociagnac. czyli co mam
zrobic, jesli dostaje do wyboru dwa kryminaly, a lubie fantastyke? ano ide do
innej ksiegarni, gdzie mi daja to, co mam. i tu metafora sie konczy, bo mowiac
banalnie zasob decyzji ekonomicznych nie do konca pokrywa sie z zasobem decyzji
politycznych. wolny rynek w polityce to farsa. bojkot wyborow, czy to w formie
niepojscia czy oddania niewaznego glosu, wcale nie jest wyjsciem z niedobrej i
wyborem lepszej ksiegarni. moze emigracja, ale tego nie biore pod uwage. takze
prosze o odpowiedz na temat alternatyw: co pozostaje - spalic te ‘niedobre’
ksiazki, do ktorych mnie sie zmusza???
rewolucyjna poetka  - jeśli można…   |21.10.2005 11:56:16
…pomarzyć, to chciałbym, żeby wyniki były następujace:

10 proc. głosów
nieważnych
43 proc. - drugie miejsce
47 proc. - zwycięzca

To byłby dla
nas wielki sukces. Ale czy potrafimy się zmobilizować? Czy my w ogóle jeszcze
istniejemy?
amta  - Ja tez glosuje na KACZYNSKIEGO   |21.10.2005 15:13:05
bo liberalno-kapitalistyczna korporacyjno-mafijna alternatywe postrzegam jako
smierc demokracji i zycia.
radkiewicz  - …a ja na Tuska   |21.10.2005 16:04:03
Bo posługując się wasza metafora socjalistyczny program gospodarczy Kaczyńskiego
to FANTASTYKA, a zaplecze polityczne prezydenta Warszawy to KRYMINAL…
thomas  - a ja ani na Kaczora, ani na Donalda   |21.10.2005 16:13:47
Jeśli mam wybór: Miodowicz czy Wasserman, to wolę głos nieważny.

Obydwie
partie są oligarchiczne, umoczone w nieczyste związki z biznesem (o czym pięknie
pisała wczorajsza "Trybuna"), a jawnie faszyzujący program PiS-u nie ma
przeciwwagi, bo Tusk nie ma żadnego programu i jest całkowicie koniunkturalny.
Jak mu będzie wygodnie, to się nawróci na islam. Prawa człowieka ma
gdzieś.

Więc ja mam gdzieś taką parkę oszołomów.
radkiewicz  - A Kwasniewski…   |21.10.2005 16:28:48
… mial jakis program przez te 10 lat?(poza tyciem i programowym odchudzaniem)
Byl zupelnie niewyrazny, wlasciwie go nie bylo, ale stworzyl model prezydentury
do ktorej chce nawiazac Tusk.

Ale byl swoj - bo wywodzil sie z PZPR. Dlatego
wam siostrom i braciom lewakom sie podobal. Wy jako potomkowie partyjnych
aparatczkow bedziecie dzis glosowac na Kaczynskiego…
Co za paradoks!
Historyczny podzial - tak szkodliwy bo przez niego nie wytworzyla sie w Polsce
ani prawdziwa lewica ani prawdziwa prawica - ten podzial ma szanse zazegnac nie
kto inny jak Lech Kaczynski.
thomas  - Zupełnie się mylisz   |21.10.2005 16:45:19
Radkiewiczu, dla mnie najważniejsze jest to, czy konstytucja będzie gwarantować
podstawowe prawa człowieka i obywatela.

Kwaśniewski taką konstytucję
NAPISAŁ.

Kaczyński ma konstytucję skrajnie nacjonalistyczną i faszyzującą.
Zgadzam się z analizami Borowskiego, który pięknie pokazuje, jak koszmarny to
dokument.

Tusk to wydmuszka, która nie będzie bronić praw człowieka, bo na
podstawowe sprawy zmieniał w kampanii kilkakrotnie zdanie. Na przykład w sprawie
kary śmierci. Ponieważ tak jak Savater uważam, że granice Europy kończą się tam,
gdzie kończy się zakaz kary śmierci, nie mogę głosować na żadnego z nich. Bo
gwałcą prawa człowieka.

To bardzo proste. Oni nie mieszczą się w
demokratycznym porządku Europy.
thomas  - a poza tym   |21.10.2005 16:47:50
po pierwsze, moje pochodzenie to moja sprawa, nawet gdybym kandydował w wyborach
na prezydenta Małkini;

po drugie, prędzej mi ręka uschnie, zanim zagłosuję
na faszystę Kaczyńskiego.
klaxon1  - pocałunek śmierci   |21.10.2005 16:54:13
Jeżeli taki koniunkturalista i karierowicz jak Kwach popiera Tuska, tzn.
Olejniczaka itd, to ja dziękuję. Głosuję na Kaczora.
radkiewicz  - wyjasnienie   |21.10.2005 22:47:16
Sformulowanie o aparatczykach bylo niefortunne. Chodzilo mi o to, ze na wasze
polityczne wybory wplywaja czesto historyczne wybory waszych rodzicow. I to jest
nieszczescie tego kraju.
Zreszta wydaje mi sie, ze do tego stanu rzeczy
bardziej przyczynili sie rozni nawiedzeni ludzie nalezacy przed 89` do opozycji
niz sami postkomunisci. Gdyby, no wlasnie gdyby - polityczny ton transformacji
ustrojowej nadawali ludzie miary premiera Mazowieckiego… Z drugiej strony nie
bylo zadnej woli skruchy po stronie bylych pezetperowcow. Trupa z szafy nie
wyciagnieto.
Efekty widac dzisiaj, kiedy kolejna ekipa rozliczeniowa przejmuje
stery od postkomunistow. Ile to jeszcze bedzie trwalo?
A z Kaczynskim to jest
dziwna sprawa. Przejrzyj sobie Thomasie to forum, zobacz ilu lludzi zdeklarowalo
sie za Kaczuchem!?
Zupelnie sie zgadzam - to faszysta, koltun, hipokryta itd.
itp.
Ale jesli ci lewacy naprawde chca tego typa glosowac, niewazne jak naiwna
bylaby ta wiara, to jest prawdziwa wiara. Nie glosujemy na NASZYCH, tylko na
tych, ktorym UFAMY. To nic, ze to niemadre, ale przynajmniej szczere.
thomas  - nasi - cudzy   |22.10.2005 21:43:37
To prawda, ten podział zanika.

A tak ad vocem: na Kaczora 2 osoby deklarują
(jedna wielokrotnie), na Tuska bodajże też dwie, reszta bojkot lub głos nieważny
(większość). Czego sobie i Państwu życzę.
Bombel  - Tusk   |22.10.2005 22:35:05
..bo Państwo opiekuńcze to ZSRR, II Rzesza, Kambodża Pol Pota itp sam sobą się
opiekuję i ludźmi wokół mnie.
.. ale wierze, że obaj Panowie świetnie się
dogadają tworząc koalicję czego życzę POlsce.
A to bardzo mądre, chociaż z
innej perspektywy":
" Dla lewicy najpoważniejszym dziś problemem jest
brak …poważnych elit. Jak poważnym pokazuje i ten artykuł. Lewica mówi
dziwnym, niezrozumiałym językiem i jeszcze nie ma w nim nic do
powiedzenia."
KP to wygibasy intelektualne i impotencja polityczna.
eryk  - Kawior się skończy?   |24.10.2005 00:55:58
No i kawiorowa, michnikowska lewica z KP znów ma powód do wkur… Okazało się,
że Polacy chcą rządów "faszysty", "homofoba" i niezbyt gorliwego
Europejczyka. To doprawdy straszne, ta polska kołtuneria, zacofanie i
Ciemnogród. No to Sierakowski będzie miał okazję przez kolejne 4/5 lat pisać
dyrdymały o potrzebie modernizacji oraz zmiany dyskursu. I miejmy nadzieję, że
salonowa lewica podczepiona pod Michnika skończy podobnie jak równie argonacka i
oderwana od rzeczywistości Unia Wolności. Z tą różnicą, że KP z marginesu stanie
się jeszcze mniejszym marginesem, bo UW niestety swego czasu mogła wiele.
dokurobei  - kawior sie zacznie?   |24.10.2005 09:03:49
dokurobei   |24.10.2005 09:10:40
nic w polsce nie tuczy bardziej niz bycie w opozycji i tego sie raczej obawiam
niz marginalizacji a la unia wolnosci. Problem unii wolnosci polegal na tym, ze
wszyscy (tzn. caly mainstream) mowili jej jezykiem jako jezykiem ‘naturalnym’
wiec po prostu przestala byc potrzebna. raczej nie przewiduje zeby teraz
wszyscy zaczeli mowic jezykiem lewicowym. a z innej beczki czy ktos zauwazyl ile
oddano glosow niewaznych? czyli wg tezy tekstu ilu jest lewicowych wyborcow w
polsce?
glutaminian  - 140.000   |24.10.2005 09:25:23
liczba dziwnie podobna do sumy glosow PPP, kandydatow zielonych na liscie sdpl i
ul na liscie SLD :)
dokurobei  - zbieg okoliczności?   |24.10.2005 09:37:04
nie sadze… ;)
może czerwone  - ile głosów nieważnych?   |24.10.2005 21:15:37
PKW podaje:
głosów nieważnych oddano 155 233,
głosów ważnych oddano 15 279
787,
Czyli było tego ok 1%.
dla porównania w wyborach do sejmu głosów
nieważnych było 3,6 procent (chyba dlatego, że karta była bardziej
skomplikowana).
No cóż nie jest to wielki sukces, nawet nie możemy
ideologicznie wykorzystać nierozgarniętych:)
po prostu następne wybory trzeba
wygrać, a nie liczyć na małe okruchy przyjemności.
dokurobei  - blad taktyczny   |24.10.2005 21:25:39
moze trzeba bylo jednak wzywac do bojkotu? do nastepnych wyborow zylibysmy w
slodkim przeswiadczeniu ze jest nas prawie 50% ;)
Rafał  - I głupio wyszło…   |24.10.2005 22:37:56
I Lud poszedł do urn. Liczniej niż, gdy miał wybierać parlament. I liczniej
(choć różnica nie była już znaczna) niż w pierwszej turze. Pustych kart nie
wrzucał. Darował sobie czcze demonstracje. Głosów nieważnych, do których liczono
wszystkie, które nie padły na jednego z dwóch kandydatów było 155 tysięcy. Dużo?
1,0% Nieco więcej niż w pierwszej turze, gdy było ich tylko 100 tysięcy czyli
(dla słabych w matematyce 2/3%). Jeśli to miał być bojkot - to wypadło całkiem
niepoważnie.

Co więcej, ci, o których interesy ma ponoć dbać lewica w
przygniatającej większości oddali głosy na Kaczyńskiego, podczas gdy większość
działaczy partii lewicy - w tym jej liderów - głosowała na Tuska bądź znacznie
rzadziej to głosowanie bojkotowała. To, co było zasadniczym polem starcia w
drugiej turze - i zresztą było nim już w pierwszej - wizja liberalna Tuska czy
bardziej europejska Kaczyńskiego, którą on sam nazywał solidarną - to przez
lewicę zostało całkiem zlekceważone. A lewica została zlekceważona przez
wyborców. To, czy Kaczyński będzie dobrym prezydentem - to się dopiero okaże.
Czy lepszym od Tuska, tego nie dowiemy się już chyba nigdy. Bo jedną rzecz w
tych wyborach rozstrzygnięto. Rzecz bardzo ważną. Właśnie to, co było
przedmiotem tego zasadniczego wyborczego sporu. Coś zostało odrzucone i to
odrzucone chyba raz na zawsze. A po raz pierwszy tak jednoznacznie. To jest to
zobowiązanie, które Kaczyński zaciągnął u wyborców i z którego zostanie
rozliczony. I które zadecyduje o ocenie jego prezydentury.

Komentarze w
mediach - zwłaszcza te wyglaszane na gorąco - przekonują mnie, iż warto było
dokonać takiego wyboru. Choćby po to, by ich wysłuchać. Z komentarzy wynikało,
że społeczeństwo zawiodło. Po prostu zawiodło. Nie stanęło na wysokości zadania.
Zawiodło wysoko stawiającą mu poprzeczke Janinę Paradowska z Polityki i pewnie
całą jej redakcję. I Gazetę Wyborczą. Trybuny to już nie mam siły nawet czytać.
No i zawiodło na pewno autora artykułu, a i chyba też całą redakcję Krytyki
Politycznej.

Oczywiście większość nie zawsze ma rację ale czy aby w tym
wypadku ta większość nie dowiodła aby większej dojrzałości od swych elit? Czy
nie lepiej zrozumiała od nich sens demokracji? I czy nie zasługuje po prostu na
lepsze elity? To pytanie tu jakoś paść nie chce, a jest pytaniem zasadniczym.


Lech Kaczynski postawił w tej kampanii pytanie o chrakterze zasadniczym. Dla
kogo ma być Polska? Po co ma być wręcz? Tak prosto postawione i tak zasadnicze
pytanie przez kilkanaście lat nie padło. Jakoś nie mogło stanąc w centrum
politycznego sporu. I wreszcie stanęło. I skoro stanęło - to niech już tam
zostanioe.

Dla lewicy problelem jest to, że nikt z jej liderów tak go
postawić nie potrafił. Lub raczej - nie chciał. Demagogiczna forma, w której
postawił je Kaczyński nie ujmuje jej trafności.

I głupio wyszło.
Nieprawdaż?


eryk   |24.10.2005 23:18:34
Lud wybral Kaczynskiego. Lud nigdy nie wybierze salonowej koltunerii z KP.
Lewica ma byc z ludem. KP nie jest lewica. C.b.d.u.
thomas  - och eryku, mądralo   |24.10.2005 23:33:38
Nie wybrał Cię lud. Czyli nie jesteś lewicą. Quod erat demonstrandum.
eryk   |24.10.2005 23:39:03
Sam jestem jednym z ludu, w przeciwieństwie do kołtunów z warszawskich salonów.
dokurobei  - rafale, dlaczego?   |25.10.2005 09:29:13
dlaczego uważasz, że społeczeństwo wybierając Kaczyńskiego zawiodło kogoś z KP?
janiny paradowskiej jeszcze nie nigdy zauwazylem w stopce, choc moze anonsowany
na stronie nowy numer przyniesie mi taka niespodzianke (wiesz cos o tym?). poza
tym jak przypominam sobie teksty sierakowskiego to on jednak najbardziej walil w
to, co uosobiał tusk, czyli plastikowy i przezroczysty styl uprawiania polityki
bez polityki. I teraz ma czego chcial, wiec sie powinien w sumie cieszyc.
dokurobei  - ps. dzisiejszy tekst sierakowskiego z GW   |25.10.2005 10:41:05
http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2983775. html
dokurobei  - ps. dzisiejszy tekst sierakowskiego z GW   |25.10.2005 10:41:06
http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2983775. html
thomas  - ja też, eryku   |25.10.2005 10:55:43
Też jestem z ludu. Udowodnij mi, że nie jestem.
eryk   |25.10.2005 13:07:30
Wystarczy poczytac twoje wpisy w komentarzach na tej stronie. Wylania sie z nich
salonowy, akademicki piesek, ktory z pokora lize lape liberalnej wladzy
okupacyjnej i jej pomagierow z KP.
zol  - podzielam powyzsza opinie Eryka   |25.10.2005 13:19:10
A swoja droga, jeszcze raz zwracam uwage na jedna rzecz: wspolczesna lewica,
bedaca zwyklym salonem, nienawidzi "koltunskiej", "ciemnej"
obyczajowosci zwyklych ludzi. Chce ich zmieniac, "oswiecac", zamiast
probowac zrozumiec ich rzeczywiste problemy. Kaczynskiemu sie udalo wygrac
wybory, bo udalo mu sie przebic przez bariere nieprzychylnych mediow, i dowiesc,
ze jego program jest odpowiedzia na problemy, ktore sie nawarstwily na
przestrzeni ostatnich 16 lat.
może czerwone  - a ja nie pochwalam   |25.10.2005 19:10:54
sieczki pojęciowej. jeśli KP nienawidzi kołtuńskiej obyczajowości zwykłych ludzi
to dlaczego zaraz potem jest kołtuńską lewicą? Czy jest, czy nie ma szansy na
kołtuński sojusz kp z ludem? Może wytłumaczycie to na chłopski rozum?
eryk   |25.10.2005 20:44:53
Bo zwykli ludzie nie są kołtunami de facto, lecz są kołtunami w oczach
nowomodnej "lewicy", która sama hołduje kołtuńskim salonowym poglądom.
Dziś większym kołtunem jest nowomodnym salonowy homofil niż prowincjonalny
homofob - to ten pierwszy ma bowiem poglądy odbite od matrycy i obowiązujące we
współczesnym establishmencie.
dokurobei  - sztuka konstruowania definicji   |25.10.2005 22:44:50
to zaistne najwyższa ze sztuk, mógłbyś jakoś przybliżyć mi maluczkiemu
rozróżnienie na ‘kołtuna de facto’ i ‘kołtuna w oczach nowomodnej lewicy’?.
prosiłbym jak najprosciej - opisz genus proximus i differentia specifica. Z tego
co napisałeś oczywiscie w żaden sposób nie wynika niemożliwość sojuszu, co
najwyżej że KP i zwykli ludzie to nie to samo. Gdyby byli tym samym to sojusz w
ogóle nie byłby potrzebny, gdyż ‘pojednanie ze sobą’ to tylko chwyt retoryczny.
Co do przekonania o niezwykłości KP, to moze tez jakos byś to rozwinał -
slyszales o jakich cudach wyczynianych przez sierakowskiego? Może gdzieś wode w
wino zmienił albo jakiegoś śmiertelnie chorego chociaż uzdrowił? bede wdzieczny
za informacje
eryk   |25.10.2005 23:02:38
Zwykli ludzie maja poglady wynikajace ze zdrowego rozsadku. Salonowa koltuneria
ma poglady wynikajace z aktualnej mody. Koltunami jest wiec nowomodna lewica,
choc w jej oczach za koltunow uchodza zwykli ludzie. Dzis homofil, feministka
itp., to odpowiedniki dawnej pani Dulskiej - robia wszystko, byle sie nie
wychylic z czyms, co nie nalezy do dobrego tonu.
Nie wiem o co chodzi z tym
problemem "niezwyklosci" KP, o niczym takim nie pisalem - dla mnie to
zwykla liberalna, salonowa, karierowiczowska koltuneria, "niezwykla" co
najwyzej w wyzeraniu z panskiego stolu i wazeliniarstwie wobec Salonu.
Rafał  - W odpowiedzi i idąc dalej…   |25.10.2005 23:38:52
Że autorowi sprawił zawód - to chyba napisał. Ściślej, napisał, że zawód mu
sprawi i to każdy wybór ale że jesteśmy już dwa dni po nim po nim, stało się -
więc piszę, że sprawił. Że redakcji - tu użyłem przez ostrożność słówka
"chyba" i wyszło, że słusznie. Pisząc nie znałem jeszcze wypowiedzi
Sławomira Sierakowskiego dla Wyborczej, która zresztą, przyznaję, mnie
zaskoczyła. To tyle odnośnie tej sprawy.

Do Janiny Paradowskiej zaś stosunek
mam szczególny, będzie to lat już dwanaście temu, jak tuż po wyborach wygranych
przez SLD i PSL mnie i paru osobom udowadniała, że SLD nie ośmieli się sięgnąć
po władzę, bo nie ma dość przygotowanych ludzi do obsadzenia stanowisk
rządowych. Ośmieliłem się wtedy zaprzeczyć i zwrócić uwagę, że akurat odwrotnie
(a już na pewno nie w ich własnym rozumieniu) - bo w końcu kto od nich może mieć
w tym większe doświadczenie. Jakoś tak w parę chyba dni potem powstał rząd
Pawlaka. By nie narażać się na zbyt częsty szok ograniczyłem lekturę Polityki
ale, że Janina Paradowska nie ograniczała się niestety tylko do pisania w
Polityce, miałem okazję jeszcze nie raz usłyszeć jej kolejne "trafne"
sądy. Jej występ w studiu wyborczym po drugiej turze dość dobrze obrazował
sposób rozumienia przez nią spraw Polski. Była wściekła. Sądzę, że oczekiwała,
że zbesztani wyborcy przeproszą ją za swój błąd i zrobią wszystko jeszcze raz
ale już tak, jak należy…

Jest Janina Paradowska publicystką dość cenioną
(uczciwie nie wiem za co ale wiem, że tak jest) i zarazem jednym z przykładów na
zerwanie więzi między elitami a resztą społeczeństwa. Elitami rozumianymi nie
tylko jako ci "rządzący" ale szerzej. Coś się stało i to coś bardzo
niepokojącego. Stoją jakby nad brzegami rwącej rzeki na której zerwało wszystkie
mosty. I patrzą na siebie z jednej strony z pogardą, a z drugiej z nienawiścią.
Albo nawet naraz z tym i z tym. I te elity w gruncie rzeczy bylejakie, i to
społeczeństwo bez tych elit też. I to jest dramat, bo w polskim społeczeństwie
elity służyły społeczeństwu i stąd zarazem wynikał ich status. Teraz te elity
gardzą społeczeństwem, a społeczeństwo już nie ufa elitom.

Wybór PiS, a
potem Lecha Kaczyńskiego był pierwszym od wielu lat wyborem w którym
społeczeństwo mogło wybrać między rzeczywiście różnymi wizjami Polski. Nie wiem,
czy był to wybór trafny (także ten mój) ale po raz pierwszy jego przedmiotem
stały się sprawy zasadnicze. Jeśli takich spraw nie będzie rozstrzygać się w
wyborach, to demokracja nie ma sensu. I to jest nauczka dla elit, które w
większości prawa do takiego wyboru społeczeństwu odmawiały. Bo one wiedziały
lepiej.

Zupełnie zagubiły się w tym wszystkim elity lewicy, z których
większość poparła Donalda Tuska. Nie brak poparcia dla Lecha Kaczyńskiego ale
właśnie poparcie Donalda Tuska będzie tym, z czego lewicy będzie bardzo trudno
się wytłumaczyć. Wiem, i od razu to zaznaczę, by nie być znów przywoływanym do
porządku, że nie dotyczy to akurat środowiska Krytyki Politycznej.

dokurobei  - rafale   |26.10.2005 09:07:55
tym razem obiema rękami podpisuję się pod wiekszością tez, które powyżej
wygłosiłeś. Janina Paradowska również nie jest moją faworytką i nie za bardzo
rozumiem na czym polega fenomen jej popularności w różnego rodzaju mediach. W
swojej pogardzie dla (by posłużyć się znanym cytatem) "przypadkowego
społeczeństwa" nie jest ona niestety odosobniona, swego czasu podobny seans
strzelania jadem w telewidzów urządzila w telewizyjnym studio Jadwiga
Staniszkis, na wieść o tym, że wybory prezydenckie wygrał Kwaśniewski. Poparcie
lewicowych elit dla Tuska nie było dla mnie niespodzianką, co nie zmienia faktu,
że "zagubienie" jak ty to nazywasz wydaje mi się dość delikatnym
sformułowaniem ;) Z jedną tezą twojego posta mam jednak problem. Chodzi o to czy
rzeczywiście mieliśmy wybór między naprawdę różnymi wizjami Polski? Moje
odczucie jest takie, że owa różnica miała bardziej symulowany na użytek wyborów
niż rzeczywisty charakter, no ale najbliższe lata powiedzą czy moje odczucie
jest trafne.
rewolucyjna poetka  - od autora   |26.10.2005 11:37:52
chciałbym zdementować: nie mam zwyczaju narzekać na "społeczeństwo".
zawiodła klasa polityczna i media - zawodzą od 2o lat, a wyborcy wybrali jak
wybrali. ich prawo.

w kwestii "żalu do społeczenstwa" trzeba jeszcze
powiedzieć, raz i wyraxnie, ze cos takiego jak "społeczeństwo po prostu"
nie istnieje. mamy podział klasowy. mówienie o "społeczeństwie" maskuje
ten podział i w tym sensie jest reakcyjne.
thomas  - do eryka   |26.10.2005 13:15:32
Eryku, przekraczasz granice grzecznosci i regulaminu tej strony.

Nie mowiac o
tym, ze nie wiesz, co znaczy slowo "koltun". Polecam zajrzenie na strony
slownika PWN:

«człowiek o ciasnych poglądach, o wąskich horyzontach
umysłowych, zacofany, ciemny, ograniczony; obskurant»

Jak ulał, pan
Eryk.

Prawdopodobnie chciał Pan okrasić mnie mianem faryzeusza lub hipokryty,
ewentualnie wyznawcy dulszczyzny. Ale zaprawdę, pani Dulska nie szła za
najnowszą modą. I pani Dulska mieszka w Pana głowie. I w głowach wszystkich
aktywistów zetchaenu, którzy tutaj z niewiadomego powodu nas
odwiedzają.
Żegnam, trolle!
eryk   |26.10.2005 15:58:27
Nie wysilaj się pan tyle, panie Thomas. Otóż właśnie jesteście kołtunami -
ludźmi o ograniczonymi, o waskich horyzontach i obskurantami. A przy okazji
truchtem podążacie za obecnymi modami. Moda ze swej definicji nie jest ani
postępowa, ani "jasna" i "nieograniczona" - wy reprezentujecie
mode na ciemnote, choc udrapowana w nowoczesne szatki. Zaś co do aktywistów
ZCHN-u, to nigdy takowym nie bylem - jestem lewicowcem, a nie taka jak pan i
cala KP sierota po Unii Wolnosci, Michniku itp. koszmarach liberalnych. Ja nie
daje d… ZCHN-owcom, wy liberalnemu salonowi - i owszem, i chetnie, i nie za
darmo. A prawda w oczy kole, nerwy puszczaja salonowcom, to mile i cieszy.
thomas   |26.10.2005 17:38:21
Kiedy napisałem cokolwiek, co można by wziąć za jakąkolwiek pozytywną ocenę Unii
Wolności? Gdzie sławiłem Adama Michnika?

Dowody na stół. Na stronie jest
wyszukiwarka. Polecam.

A Pan, drogi Panie, nie jest lewicą. Lewica to
Wolność, Równość, Braterstwo. Ani wolności Pan nie rozumie, bo ogranicza ją Pan
do wolności działalności ekonomicznej (jak konserwatyści, tzw. liberałowie w
polskim sensie); równości też nie, bo równości wobec prawa dla wyznawców
wszelkich religii i bezwyznaniowców Pan nie uznaje, podobnie równych praw dla
kobiet i mężczyzn; niedyskryminacji dla homoseksualistów; ochrony dzieci przed
przemocą w rodzinie (przemoc na dzieciach to jedno ze sztandardowych haseł
kandydata PiS na premiera, przypominam!); a braterstwa w takim zawistniku za
grosz.

Te ideały to nie żadna moda. One są uniwersalne i ponadczasowe, choć
akurat sformułowano je tak dopiero kilkaset lat temu.
eryk   |26.10.2005 18:29:14
Uznaje rownosc, ale nie przywileje dla aktualnie modnych dziwolagow. Uznaje
wolnosc, ale wszystkich - nie tylko pederastow, ale i homofobow; uznaje tez
odpowiedzialnosc, bez ktorej nie ma wolnosci; uznaje tez lad spoleczny, bez
ktorego wolnosc zamienia sie w chaos. Uznaje braterstwo, ale nie mentalno-prawny
przymus zachwycania sie wszystkimi modnymi mniejszosciami i zerowanie przez
mniejszosc na wiekszosci. Wolnosc to nie jest przyzwolenie na cwaniackie
interesy wybrancow kosztem "milczacej wiekszosci", rownosc to nie sa
przywileje dla "rowniejszych", a braterstwo nie oznacza, ze mamy sie pod
przymusem zachwycac kazdym nowomodnym wymyslem. Jestem za rownoscia kobiet i
mezczyzn - nie jestem za cwanymi gierkami feministek, ktore wsrod kobiet maja
mizerne powazanie. Jestem za niedyskryminowaniem homoseksualistow na
plaszczyznie zachowan seksualnych - bez zmuszania heteroseksualistow, zeby sie
tym zachwycali. Jestem za prawami dzieci, ale uwazam, ze tysiac razy wiekszym
zagrozeniem dla nich niz klaps od ojca jest bieda, wykluczenie i marginalizacja,
czyli to, co zafundowal milionom dzieci Balcewrowicz, promowany przez gazete, w
ktorej Sierakowski zarabia szmal. Rownosc wobec prawa dla ludzi roznych wyznan -
jak najbardziej, ale rownosc, a nie przywileje.

Michnikiem i Unia Wolnosci
gadasz pan caly czas. A KP jest z tymi srodowiskami powiazana personalnie i
finansowo.
zol  - nie ma powodu do nerwow   |26.10.2005 18:39:18
Eryku, to jest wlasnie to. Kazdy kto ma niepoprawne politycznie poglady kojarzy
sie Thomasowi i jemu podobnym z ZChN-em. Ale nie warto sie niepokoic. Byc moze
na naszych oczach powstaje wreszcie prospoleczna koalicja parlamentarna
PiS-Samoobrona-LPR-PSL, zdolna powstrzymac walec demontazu panstwa, drenowania
spoleczenstwa z jego dochodow oraz wszelkiej demoralizacji. Problemy z
"paradami rownosci" stana sie kompletnym marginesem. Homoseksualisci
sobie dogadzac tak jak to robili dotychczas, w swoich domach i klubach, a nasze
dzieci bedziemy chronic przed roznymi poronionymi teoriami o
"redefinicji" pojecia rodziny.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 04.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.16840 Seconds