|
W Polsce emocje wokół projektów
reprywatyzacji wiążą się najczęściej ze strachem przed
oddawaniem majątków „obcym”. Mało kto zwraca uwagę na
to, że sam pomysł reprywatyzacji jest niesprawiedliwy.
W społeczeństwach nowoczesnych
istnieją różne, konkurencyjne zasady sprawiedliwości. Jak w
ich świetle wygląda pomysł reprywatyzacji? Większość osób
zgodzi się zapewne, że każdy ma prawo do tego, co zarobił własną
pracą. Inna, bardziej kontrowersyjna, ale wciąż racjonalna zasada
głosi, że sprawiedliwe jest również posiadanie majątku
zdobytego własnym talentem, pomysłowością i przedsiębiorczością.
Jednak reguła, że kto miał bogatego dziadka, ten zasługuje na
bogactwo, a kto miał dziadka biednego - niekoniecznie, nie byłaby
sprawiedliwa. Byłaby to raczej drwina ze sprawiedliwości.
W społeczeństwach, które
nagradzają przede wszystkim pracę, trudno w ogóle
argumentować na rzecz reprywatyzacji. A jak jest ze społeczeństwami,
które bardziej od ludzkiej pracy dowartościowują
przedsiębiorczość? Spójrzmy na model amerykański. Podatki
dochodowe są w nim względnie niskie, co umożliwia gromadzenie
bardzo dużych majątków. Ale ważną częścią tego systemu
jest (był do niedawna i zapewne zostanie wkrótce przywrócony)
wysoki podatek spadkowy od największych majątków. Dzięki
niemu zdobyte bogactwo nie zamienia się tak łatwo w dziedziczny
przywilej, a nowe pokolenie musi wykazywać się własnymi talentami
i innowacyjnością, zamiast odcinać kupony od dorobku rodziców
czy dziadków. Bez względu na to, czy cenimy bardziej pracę,
czy pomysłowość, reprywatyzacja jest niesprawiedliwa.
Zwolennicy reprywatyzacji odwołują
się często do innego rozumienia sprawiedliwości - jako naprawy
wyrządzonych krzywd. To bardzo poważny argument i zasługuje na
poważne potraktowanie. Zanim zaczniemy naprawiać historyczne -
oraz inne - krzywdy, musimy zapytać, czyja krzywda liczy się jako
krzywda i od kiedy zaczynamy rachunek.
Dlaczego mają się liczyć tylko
krzywdy właścicieli ziemskich i posiadaczy kamienic wyrządzone po
roku 1945? Dlaczego nie liczy się krzywda dzisiejszych lokatorów
mieszkań komunalnych, którzy wraz ze zwracanymi kamienicami
oddawani są często na łaskę i niełaskę nowych właścicieli?
Albo krzywda mieszkańców miast, w których trudno
prowadzić racjonalną politykę przestrzenną, ponieważ grunty są
obciążone setkami przedwojennych roszczeń? Dlaczego nie liczą się
krzywdy pańszczyźnianych chłopów sprzed roku 1864? U
nas nie dość się o tym mówi - przypominał niedawno w
wywiadzie z „Gazetą Wyborczą” prof. Krzysztof Pomian - a
przecież chłop polski był w sytuacji Murzyna na plantacji
amerykańskiej, i to mniej więcej do tego samego czasu, bo
wyzwolenie nastąpiło w okolicach wojny secesyjnej*. Dziś w USA
nikt jakoś nie żąda od potomków niewolników, żeby
płacili odszkodowania plantatorom…
Jeśli wszyscy ludzie mają równą
godność, to krzywda każdego człowieka powinna się liczyć tak
samo. Zwrot kamienic byłby moralnie dopuszczalny tylko pod
warunkiem, że w pełni zabezpieczono by prawa dzisiejszych lokatorów
i mieszkańców miast. Zwrot majątków utraconych przez
szlachtę po wojnie byłby moralnie dopuszczalny tylko pod warunkiem,
że towarzyszyłaby mu równoczesna wypłata odszkodowań za
pańszczyznę. I gdyby w Polsce istniała w Polsce partia chłopska z
prawdziwego zdarzenia, już dawno by podniosła ten postulat.
—
* K. Pomian, Polak
Polakowi wilkiem (na urzędzie), „Gazeta Wyborcza” z 16 listopada 2007
Na podobny temat
|
Banał. Ludzie funkcjonują dobrze dopó...
Teraz mięso jest bardzo zdrowe i jaje...