Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Ostolski: Euro nie pomoże na kryzys Drukuj
Adam Ostolski   
28.10.2008

Polskie debaty o przyjęciu europejskiej waluty sprowadzają się najczęściej do rytualnego pytania „kiedy?”. Przy tak postawionym problemie możliwe są dwa warianty: albo szybciej, albo wolniej. Ostatnio w rachunku pojawiła się nowa zmienna - referendum. Referendum w tak ważnej kwestii jest potrzebne i uzasadnione, ale musimy zdawać sobie sprawę, że pomysł ten nie zmienia nic istotnego w parametrach debaty. Prawdziwe pytanie nie polega na tym, kiedy przyjąć euro, ale jakie ma być to euro, które Polska przyjmie. Chodzi nie tylko o tempo zmiany waluty, lecz również o jej polityczną konstrukcję.


Pomysł, że lekarstwem na kryzys będzie zmiana waluty, dałoby się może jakoś zrozumieć, gdyby strefa euro była od kryzysu wolna. Tymczasem widzimy, że zarówno Unia Europejska, jak i poszczególne kraje także borykają się z kryzysem. W czymże więc mogłoby nam pomóc przyjęcie ich waluty? Proponowanie przyjęcia euro brzmi jak niezdarny unik rządu, albo jak kolejny przykład tej samej szamańskiej ekonomii, którą od prawie dwóch dekad serwuje się nam jako oczywistą oczywistość.


To jednak nie wyczerpuje kwestii „co ma euro do kryzysu”. Dzisiejszy system monetarny Unii Europejskiej nosi ślady ekonomii politycznej obowiązującej na początku lat 90. Ustalone w traktacie z Maastricht (1992) kryteria konwergencji stały się głównymi wytycznymi zarówno polityki Europejskiego Banku Centralnego, jak i rządów narodowych. Obejmują one m.in. walkę z inflacją, długiem publicznym i deficytem budżetowym oraz fetysz „niezależności” banku centralnego, pomijają zaś problemy wzrostu gospodarczego, kosztów ekologicznych czy zatrudnienia. Krótko mówiąc, wyrażają wąskie, neoliberalne rozumienie gospodarczej integracji.


Wśród ekonomistów z lewa i z prawa toczą się dyskusje dotyczące racjonalności rozwiązań z Maastricht. Według Josepha Stiglitza były one właściwą odpowiedzią na specyficzne problemy początku lat 90. ubiegłego wieku. Rewolucja technologiczna umożliwiła wówczas jednoczesną walkę z recesją i zmniejszanie deficytu budżetowego. Błędem było natomiast utrwalanie polityki możliwej i pożądanej w tym wyjątkowym momencie jako obowiązującego na wieki wieków credo. Mówiąc obrazowo, jeśli chemoterapia sprawdza się czasem w przypadku raka, to niekoniecznie jest dobrym lekarstwem na nadciśnienie. Inni ekonomiści, do których należy Amartya Sen, są wobec dogmatów z Maastricht o wiele bardziej krytyczni. Ich zdaniem od samego początku ucieleśniały one dwa aspekty neoliberalnej ideologii: ekstremizm antydeficytowy i ekstremizm antyinflacyjny. Takie myślenie nie tylko nie sprawdza się w dzisiejszych warunkach, ale od samego początku było błędne.


Dlatego próba gwałtownego zastąpienia złotówki euro to zły pomysł. Rząd, który nie ma najwyraźniej pomysłu na poradzenie sobie z kryzysem, próbuje przerzucić odpowiedzialność na Unię Europejską, która też jak dotąd nie ma pomysłu. Rząd zachowuje się nieodpowiedzialnie wobec społeczeństwa, które go wybrało. Wracając do naszej medycznej analogii, na problemy wywołane wieloletnim serwowaniem chemoterapii jako leku na nadciśnienie rząd proponuje… więcej chemoterapii.


Dziś, gdy cały świat płaci cenę za nieodpowiedzialną politykę neoliberałów, najwyższy czas zastanowić się, jak zmienić skonstruowane przez nich instytucje. Pierwszym krokiem mogłoby być wpisanie do zadań Europejskiego Banku Centralnego (wzorem amerykańskiej Rezerwy Federalnej) celów społecznych, takich jak troska o zatrudnienie i wzrost gospodarczy, oraz zapewnienie (wzorem Szwecji) udziału związków zawodowych w kształtowaniu polityki pieniężnej. Zwłaszcza to drugie rozwiązanie jest potrzebne. Wysokość stóp procentowych jest nie tylko kwestią techniczną, którą można pozostawić „ekspertom”. Jest to także kwestia głęboko polityczna, gdyż każdorazowo przechyla szalę bądź to na korzyść świata pracy, bądź to na korzyść rentierów. Dlatego obie strony powinny być reprezentowane przy ich ustalaniu.


Oczywiście samo zobowiązanie EBC do kierowania się celami społecznymi to za mało - Fed ma wszak taki obowiązek, a nie uchroniło to USA przed kryzysem. Podobnie udział przedstawicieli świata pracy w tworzeniu polityki monetarnej nie rozwiąże wszystkich problemów stworzonych przez neoliberalizm. Może to być jednak pierwszy krok w stronę sprawiedliwszego i bardziej stabilnego porządku gospodarczego.


Ale, można zapytać, czy między euro a złotówką jest wobec tego różnica? Przecież także polska polityka gospodarcza oparta jest na antyinflacyjnym i antydeficytowym ekstremizmie, a w Radzie Polityki Pieniężnej ani śladu po przedstawicielach związków zawodowych. Otóż właśnie przyjęcie euro może być dobrą okazją, by poprawić te reguły gry. Jeśli Polska skłoniłaby Unię Europejską do przedefiniowania konstrukcji EBC, znaleźlibyśmy się w awangardzie europejskiej odpowiedzi na kryzys. Bylibyśmy krajem, z którego możemy być dumni - krajem, który rozpocznie debatę o naszej wspólnej europejskiej przyszłości.

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
Rafał  - A może jednak?   |31.10.2008 17:42:32
Nie za bardzo nawet rozumiem te argumenty przeciw. Oczywiście zamiana złotówki
na euro nie jest żadną cudowną receptą, choćby dlatego, że zajmie kilka lat. To
z listy cudownych lekarstw skreśla automatycznie. Posiadanie własnej waluty daje
pewne możliwości prowadzenia samodzielnej polityki z jej użyciem w celu
pobudzenia gospodarki, tyle, że rada Polityki Pieniężnej z tej możliwości nigdy
nie korzystała ani nie miała wśród celów nawet. Rezultat jej działań był wręcz
odwrotny, złotówka była w stosunku tak do euro, jak i dolara nadwartościowa i to
naszej gospodarce akurat nie pomagało. Z wejściem do strefy euro ten problem
będziemy mieli z głowy. A państwa strefy euro to nasz najważniejszy przecież
partner gospodarczy. W tej chwili złotówka co prawda względem euro i dolara
osłabła ale nie wiadomo na jak długo. Jak opadnie panika na giełdach, to z
pomocą naszej RPP szybko ponownie pójdzie w górę. Bo dlaczego by miała nie
pójść? No i jest jeszcze jeden powód za. Swoboda przepływu kapitału.
Jednostronnie jej nie zniesiemy, a skoro tego nie zrobimy to dzięki euro
będziemy mieli jeden ból głowy mniej. Skąd wziąć euro i dolary (plus franki
szwajcarskie) na wymianę. I jeszcze jeden. Jeśli utoniemy razem z euro, to w
nienajgorszym towarzystwie. Wydaje mi się jednak, że razem też szybciej
znajdziemy rozwiązanie problemu przed jakim w związku z polityką pieniężną
stoimy. Bo stoimy. W istocie razem, bo osobno żadnego na pewno nie znajdziemy.
Bo coś się skończyło. Nieodwołalnie. Na naszych oczach.

Rafał Korzeniewski
Zdzisiek  - Czy przyjecie przez Polskę europejskiej   |03.11.2008 08:57:25
Głosy które wieszczą, że ponieważ Irlandia pozostając przy swojej walucie dobrze
na tym wyszła, to Polska nie powinna przyjmować euro są powierzchowne. Wydaje
mi się, że sytuacja Irlandii i Polski były i są zupełnie różne. W Irlandii
prowadzona była przez rządy i banki korzystna dla tego kraju polityka finansowa,
istniała równowaga społeczno gospodarcza, siła jej waluty była niższa od nieco
zawyżonych walut głównych państw europejskich. Wykorzystywane były własne
potencjały: potencjał pracy, potencjał inwestycyjny, wykorzystywany był
potencjał inwestycji inwestorów zagranicznych. W Polsce decydenci stosowali
niekorzystną dla obywateli i dla rozwoju naszego kraju tzw. liberalną politykę
finansową, politykę trudnego pieniądza, kurs złotego był zawyżony nie tylko w
stosunku do gospodarek światowych ale nawet w stosunku do zawyżonych walut
państw europejskich. Bilans w handlu zagranicznym był nieustająco ujemny, co
świadczyło o zachwianiu gospodarczej równowagi. Ponieważ elity, które są u
władzy i decydują o polityce gospodarczej są niezmiennie przekonane o słuszności
takiej ascetycznej w sferze finansów i liberalnej polityki, to przyjęcie
euro i oddanie części decyzji europejskim decydentom gospodarczym i bankowym z
jednoczesną zmianą praktyki zawyżania stóp procentowych przez Radę Polityki
Pieniężnej lub przyjmowanie stóp ustalanych w Unii byłoby pozytywne,
zmiękczyłoby może choćby częściowo finansowe rygory i dostosowało naszą
gospodarkę do bardziej socjalnych gospodarek państw Europy.
Wydaje mi się, ze
w długookresowych skutkach przyjęcia euro jako środka płatniczego w naszym
kraju będą przeważać pozytywy, natomiast w okresie bezpośrednio po jego
wprowadzeniu mogą nastąpić zjawiska niekorzystne.
W naczyniach połączonych,
wypełnionych cieczą, poziom w naczyniu o wiele węższym będzie wyrównywany do
tego który jest w naczyniu o wiele szerszym. Zmiana poziomu cieczy w naczyniu
szerokim będzie minimalna natomiast w naczyniu wąskim widoczna. Choć to
zobrazowanie jest trochę na wyrost, zmiany w połączonych gospodarkach nie
zachodzą aż tak szybko jak wyrównywanie poziomu cieczy w naczyniach połączonych
to jednak oddaje chyba sedno. oczekiwań dotyczących walutowej integracji.
Po
wprowadzeniu euro będzie następowało wyrównywanie cen do tych ustalonych w
państwach Unii, nastąpi też proces wyrównywania jakości produktów. Łatwiejszy
będzie przepływ towarów, pieniędzy i inwestycji. Łatwiej tez, bez potrzeby
przeliczeń będziemy mogli ujrzeć różnice w jakości życia ludzi w Polsce i w
innych europejskich krajach porównując jedynie nasze i ich zarobki ( przy
jednakowych cenach).
Cały problem w tym, by siła nabywcza zarobków w Polsce po
wprowadzeniu euro nie obniżyła się zbyt mocno i na zbyt długo tzn. w tym w
jaki sposób i z jakim opóźnieniem zarobki w Polsce będą podążały za zmianą cen.
W krótkookresowej perspektywie skutki przyjęcia euro mogą być bardzo dotkliwe
dla przeciętnie a zwłaszcza dla najniżej zarabiających w naszym kraju
osób.
Wydaje się, ze relacje pomiędzy cenami i zarobkami, które ustalą się po
pewnym, niezbyt długim czasie po wprowadzeniu euro powinny być takie same lub
zbliżone do tych sprzed jego wprowadzeniem, jednak trzeba się liczyć z inercją
gospodarki i z opóźnieniem w podążaniu wzrostu płac za wzrostem cen. Opóźnienie
będzie powodowane naturalną ludzką cechą jakim jest egoizm, która to cecha jest
dziś, w dobie komercji dodatkowo wzmocniona. Pracodawcy będą chcieli skorzystać
z okazji do zwiększenia swoich zysków i obniżenia kosztów pracy. Zapewne wzrost
cen będzie większy od cen wynikających z prostego ich przeliczenia według kursu
między euro a złotówką, który będzie obowiązywał w momencie przyjęcia euro. Dla
najbiedniejszych, najniżej zarabiających osób to pozostawanie wzrostu płac w
tyle za wzrostem cen może okazać się nie tylko trudne ale wręcz tragiczne,
żyjąc już dziś na granicy biologicznej egzystencji mogą po prostu tego
dodatkowego obniżenia dochodów nie przeżyć. Dlatego oprócz tego, że może trzeba
stworzyć odpowiednie, korzystne dla całej gospodarki warunki, by w momencie
przejścia na unijną walutę siła złotówki w stosunku do euro do była
odpowiednio duża (kosztem bieżącego wzrostu gospodarczego) to państwo powinno
zadbać, by siła nabywcza płac, emerytur, zasiłków nie obniżyła się a zwłaszcza
powinno zadbać o najuboższe grupy społeczne i wprowadzić ich wspomaganie, choćby
przez częste w okresie przejściowym zmiany wysokości płacy minimalnej, emerytur
i zasiłków a najlepiej gdyby od razu w momencie przejścia na euro przy
przeliczeniach ze złotego na euro najniższych poborów według obowiązującego
kursu zastosowano naddatek (około 20%)
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 28.10.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.69780 Seconds