|
Związki zawodowe nie mają w Polsce dobrej prasy, między innymi dzięki dziennikarzom. Do tej pory palmę pierwszeństwa w wieszaniu psów na związkach dzierżył redaktor Łukasz Warzecha („każdy związek zawodowy to organizacja szkodliwa”; „Solidarność” z roku 1980, 1981 i 1989 roku też?). Wczoraj o to niezbyt chwalebne wyróżnienie postanowili zawalczyć artykułem „Czym właściwie jest Sierpień ‘80” dziennikarze Gazety.pl i radia Tok FM – Aleksander Daukszewicz i Marcin Lewandowski.
Artykuł jest typowym przykładem charakterystycznego dla naszych czasów wykluczenia przez ośmieszenie: pokaż, że ktoś jest nieracjonalny (nie akceptuje neoliberalnych dogmatów), a zyskasz pewność, że jego argumenty stracą jakąkolwiek siłę. I tak, w pierwszym akapicie tekstu pada stwierdzenie o „nietypowych akcjach kontrowersyjnej organizacji związkowej”, jaką jest „Sierpień”. Potem dziennikarze jednym tchem te nietypowe akcje wymieniają: strajki w supermarketach Tesco (to prawda, przed akcją strajkową „Sierpnia” nikt nie odważył się domagać podniesienia pensji kasjerek z 800 złotych miesięcznie na rękę), poparcie, jakie okazali związkowcy protestującym w Białym Miasteczku pielęgniarkom (dziennikarze nazwali je „odsieczą”) oraz „uczestnictwo w feministycznych marszach i wiecach” (co za dziwaki, pomagają tym zwariowanym feministkom). Kpina z manif to nie jedyny seksistowski akcent w artykule Daukszewicza i Lewandowicza. „Związkowcy zaskoczyli opinię publiczną znajomością technik PR [podczas protestu w kopalni „Budryk”]. Wysłali też żony do Warszawy na spotkanie z Waldemarem Pawlakiem” - szydzą dziennikarze. Nie wiedzą chyba, że kobiety mogą podejmować samodzielne decyzje.
Te kpiny z kobiet i robotników doskonale ozdabia komentarz wideo Rafała Kalukina, który z miną pełną obrzydzenia stwierdza, że straszenie strajkiem generalnym to żart.
To nie wszystko. „Sierpień” nie tylko jest śmieszny, jest też zły. Czy związkowi coś udowodniono jakieś nieprawidłowości? Dziennikarzom wystarczy to, że liczba członków związku jest niejawna (a ze składek członkowskich finansowany jest związek): coś kombinują! Nieważne, że nie tylko „Sierpień” tak robi. Inne organizacje w ten sposób chronią swoich członków przed represjami ze strony pracodawcy. O tym jednak z omawianego artykułu się nie dowiemy. „Działacze «Sierpnia ‘80» są wszędzie, gdzie coś się dzieje” - stwierdzają też dziennikarze. I wszystko jasne: nie chodzi o żadne prawa pracownicze, związkowcy chcą jedynie zaistnieć, to egoiści kombinujący, jak by tu dorobić. Egoizm i zorientowanie jedynie na swój sukces, typowe cechy podmiotu neoliberalnego, zostają zuniwersalizowane.
Kwiatkiem samym w sobie jest puenta: „Protestujemy przeciwko odbieraniu prawa do przechodzenia na wcześniejsze emerytury, przeciwko ustawie o prywatyzacji służby zdrowia a także przeciwko sytuacji polskich stoczni i sytuacji polskich rybaków - wylicza Ziętek [przewodniczący związku]. Sierpień jest zatem znowu przeciwny wszystkiemu”. Dlaczego „znowu”? Raczej znowu mamy charakterystyczną implikację: skoro „kontrowersyjna”, nieracjonalna organizacja jest przeciwko prywatyzacji, to każdy normalny człowiek powinien być przeciw związkowi. Neoliberalny czarny PR przybiera formę szantażu: albo jedyna racjonalność, albo obciach.
A przecież prywatyzacja służby zdrowia doprowadzi do pogorszenia dostępności usług medycznych, podniesienia ich kosztów i obniżenia standardu – uderzy przede wszystkim w zarabiających poniżej średniej pracowników. Sytuacja stoczniowców i rybaków też jest nie do pozazdroszczenia: jedni mogą stracić pracę w związku z kryzysem, który dociera do Polski, a bezrobocie według wszelkich prognoz wzrośnie, drudzy zaś nie mogą wykonywać swojej pracy z powodu unijnych regulacji.
Jak wiele w tekście Daukszewicza i Lewandowicza jest dziennikarstwa informacyjnego? Niewiele, to raczej neoliberalna propagitka. Wystarczy wykpić i podać „dowód” dla swych kpin poparty szantażem. Obowiązkiem lewicy jest stać po stronie związkowców, którzy nie tylko walczą o również naszą służbę zdrowia, ale których działalność i faktyczna skuteczność jest (obok m.in. braku dyskryminacji ze względu na płeć) wyznacznikiem przestrzegania standardów demokratycznych.
Na podobny temat
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...