Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Majmurek: Nie ma mniejszego zła |
|
|
Jakub Majmurek
|
|
21.12.2008 |
Wbrew przekonaniu większości publicystów gabinet Donalda Tuska wcale nie jest gabinetem, „który nic nie robi”, odkłada w nieskończoność decyzje, skupiając się przede wszystkim na przygotowywaniu gruntu dla prezydenckiej kampanii obecnego premiera. PO ma tak naprawdę bardzo daleko idący projekt polityczny, pragnie dokończyć rozpoczęte w 1989 roku dzieło przekształcenia polskiej rzeczywistości według projektu neoliberalnej ideologii. Rząd pragnie wprowadzić logikę rynku w kolejnych dziedzinach, które do tej pory były od niej wolne. Gdyby nie sprzeciw ośrodka prezydenckiego, rządzącej partii udałoby się przeprowadzić przez Sejm ustawę o mediach publicznych oraz ustawy zdrowotne umożliwiające komercjalizację szpitali. Obie właściwie ostatecznie eliminują logikę inną niż rynkowa z obszaru mediów elektronicznych i służby zdrowia, dziedzin, które w większości krajów europejskich nie są traktowane jak każdy inny rynek, ale jako obszar o szczególnym znaczeniu dla jakości demokracji i życia społeczeństwa, wymagający innych, bardziej demokratycznych metod kontroli. Gdyby nie Lech Kaczyński, PO przeprowadziłaby zmiany, których skutki (likwidacja publicznej służby zdrowia i publicznych mediów) byłyby bardzo trudno, jeśli w ogóle, odwracalne.
Jak można się spodziewać, także w najbliższej przyszłości Pałac Prezydencki będzie blokował polityczne plany PO. Widać to było przy okazji weta w sprawie ustawy o emeryturach pomostowych, także plany reformy edukacji (która poza sensownym obniżeniem wieku szkolnego także promuje rozwiązania co najmniej wątpliwe) zapewne będą blokowane przez Lecha Kaczyńskiego. Już ściąga to na prezydenta ataki nie-pisowskich mediów, które w większości są – ciągle – neoliberalne i mniej lub bardziej otwarcie popierają zmiany proponowane przez PO.
Ta cała sytuacja stwarza dla lewicy poważny polityczny problem. Nie da się ukryć, że w takich sprawach jak ustawy zdrowotne Lech Kaczyński ma po prostu rację. Ataki neoliberalnych publicystów, np. Rafała Kalukina, który oskarża prezydenta o to, że swoimi wetami uniemożliwia przeprowadzenie „koniecznych reform” i „destabilizuje państwo” budzą naturalną sympatię do Lecha Kaczyńskiego wśród wielu tych, którzy mają serce po lewej stronie. Ale z drugiej strony lewica nie może zapominać, że Kaczyński i PiS to jej polityczni przeciwnicy. Nie tylko dlatego, że wiele politycznych wyborów prezydenta jest dla lewicy nie do zaakceptowania. Sytuacja, w której pisowski prezydent jest ostatnią redutą broniącą socjalnych rozwiązań przed atakami neoliberałów z PO umacnia hegemonię dwóch partii prawicowych, potwierdza podział między nie całej sceny politycznej. A co najgorsze PiS, zagospodarowując elektorat socjalny, blokuje miejsce dla powstania lewicy, przejmując poparcie tych grup społecznych, bez których nie może ona zbudować autentycznego, społecznego zaplecza i szerokiego poparcia umożliwiającego uprawianie prawdziwej polityki.
W tej sytuacji przed lewicą w Polsce stają dwie niebezpieczne pokusy. Pierwsza polega na tym, by uznać, iż, wobec planów PO, PiS jest „mniejszym złem”, jeśli nie sojusznikiem, którego należy poprzeć. W sytuacji planowanych przez rząd Tuska gwałtownych reform, których wprowadzenie pogłębi społeczne nierówności, uderzy w najuboższych i ekonomicznie najsłabszych, których lewica ma obowiązek reprezentować, może pojawić się pokusa, by uznać, że dawne spory między lewicą a PiS, dotyczące modelu wspólnoty narodowej, stosunku do relacji państwo-kościół, czy praw mniejszości seksualnych schodzą na dalszy plan i konieczne jest jeśli nie współdziałanie, to co najmniej pakt o nieagresji z „bardziej socjalnym” PiS. Na tę pokusę lewica musi odpowiedzieć sobie samej klasycznymi słowami „nie samym chlebem żyje człowiek”. Lewicowość to nie tylko pomysł na redystrybucję, to nie tylko przywiązanie do egalitaryzmu ekonomicznego (który u samych Kaczyńskich jest wątpliwy, w najlepszym wypadku chadecki), ale także pewna wizja demokracji i przestrzeni publicznej; pluralistycznej, otwartej na ekspresję różnych indywidualnych i kolektywnych tożsamości, której to wizji ani prezydent, ani PiS w żadnym wypadku nie podzielają. Poza tym, w obecnej sytuacji, w takim układzie słaba lewica byłaby tylko przystawką silniejszego PiS. A jak sprawnie PiS rozprawia się z przystawkami, już wiemy.
Pojawia się więc druga pokusa, by uznać, że głównym wrogiem jest „autorytarny”, „nacjonalistyczny”, „antyeuropejski” PiS i że wobec zagrożeń, jakie stwarza, różnice między lewicą i polskimi (neo)liberałami schodzą na plan dalszy. Od czasu do czasu liberalne ośrodki medialne kuszą zresztą w ten sposób lewicę, mówiąc, „patrzcie na tych okropnych populistów z PiS, no na szczęście nie mają już władzy, ale trzeba im jeszcze odebrać Pałac Prezydencki, przyłączcie się do nas, przecież tak jak wy jesteśmy proeuropejscy i reprezentujemy tradycje oświecenia”. Przed ulegnięciem tej pokusie ostrzegał polską lewicę Slavoj Žižek w poświęconym naszemu krajowi fragmencie W obronie przegranych spraw. Jeśli lewica ustawi się w roli obrońcy bardzo konserwatywnego, peryferyjnego, niepełnego oświecenia (tak bliskiego elitom III RP), nie będzie nigdy w stanie wyrazić się jako osobny podmiot polityczny, będzie zredukowana do roli „kwiatka do kożucha” na scenie politycznej symetrycznie podzielonej między „oświeconych”, „modernizacyjnych”, „proeuropejskich” liberałów i populistyczną prawicę.
Problem z tymi dwoma pokusami polega na tym, że na pewnym poziomie obie są racjonalne. Rzeczywiście, przejęcie całości władzy przez PO umożliwiłoby jej przeprowadzenie bardzo szkodliwych dla Polski zmian, których społeczne konsekwencje ponosiłyby całe pokolenia i które zbliżyłyby Polskę – zamiast do obiecywanej Irlandii – jeszcze bardziej do stosunków społecznych, typowych dla głębokich peryferii kapitalizmu. Tak samo powrót tego, co działo się w latach 2005-2007, jest perspektywą, która musi wywoływać ciarki na plecach. Nie można zgodzić się ani na model wspólnoty politycznej proponowany przez PO, ani na ten proponowany przez PiS. Oba „są gorsze”.
Co w tej sytuacji ma robić lewica? Najbardziej oczywista odpowiedź mówi, że utrzymywać równy dystans wobec PiS i PO i cierpliwie budować swoją propozycję programową. Problem z nią jest taki, że dziś hegemonia PiS i PO wydaje się absolutna. Na pierwszy rzut oka może wyglądać, że w tym zdominowanym przez dwie partie układzie „nie ma miejsca na lewicę w Polsce”, do czego wydaje się być przekonanym wielu prawicowych polityków i publicystów. Tylko że bardzo podobne dyskusje toczyły się już w Polsce wcześniej. Po zwycięstwie AWS jej politycy, tak jak jej medialne i intelektualne zaplecze, zastanawiali się, czy SLD kiedykolwiek jeszcze wróci do władzy i czy w ogóle lewica będzie Polakom potrzebna. Po zwycięstwie SLD w 2001 roku przez długi czas wydawało się, że jest to jedyny zdolny do prowadzenia skutecznej polityki podmiot. Po obu tych hegemoniach nie zostało nic. Hegemonie się zmieniają, kruszą i lewica musi cierpliwie czekać na swój moment, by podważyć obecną.
Znany komunał mówi, że polityka to sztuka możliwego. Jak to z komunałami bywa jest w nim trochę racji. W zasadzie tak, polityka jest sztuką możliwego, ale jest też w polityce miejsce dla autentycznego, czysto politycznego gestu, który jest w swojej istocie właśnie „sztuką niemożliwego”. „Sztuka niemożliwego” to polityka w swojej najczystszej i najpełniejszej formie. Cóż bowiem znaczy „niemożliwe”? „Niemożliwe” znaczy zawsze „nie dające się pomyśleć w danym porządku symbolicznym”, pod panowaniem danej ideologii. Ideologia nigdy nie przedstawia się jako jeden pogląd, zawsze jawi się nam jako para przeciwieństw, między którymi zmuszeni jesteśmy wybierać. W obecnej sytuacji ta para przeciwieństw to programy dwóch prawicowych partii, PO i PiS. Gest polityczny rozrywa porządek panującej ideologii, wychodzi poza przedstawiane przez niego alternatywy, wskazuje na trzecią pozycję, która pod panowaniem danej ideologicznej hegemonii (dziś w Polsce hegemonii POPiSu), w ogóle nie daje się pomyśleć. Wskazanie tych pozycji, przygotowanie się do takiego gestu jest dzisiaj naszym zadaniem. A to wymaga odrzucenia iluzji „socjalnego PiS” i „oświeceniowej, europejskiej Platformy” i politycznych pokus, jakie wyłaniają się z tych iluzji.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 14.05.2009 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...