Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Leszczyński: Eurostudent kontra kondomy |
|
|
Adam Leszczyński
|
|
07.05.2005 |
„Nieskuteczność prezerwatyw w w prewencji HIV/AIDS” - krzyczy wielkimi literami „Eurostudent” (nr 103), w artykule sponsorowanym przez „Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia”. Tytuł, jak się zresztą można dowiedzieć z samego tekstu, wprowadza w błąd – bowiem autorka cytuje statystyki, z których wynika, że skuteczność prezerwatyw w zapobieganiu zakażeniu HIV „sięga 95,6 proc.” Można tam również przeczytać, że skuteczne okazały się programy prewencji promujące wierność, a nie używanie prezerwatyw – i powołuje się przy tym na przykład Ugandy, jedynego kraju Afryki, w którym udało się znacząco zmniejszyć liczbę zakażeń śmiercionośnym wirusem.
*
Dezinformacja uprawiana przez samozwańczych „obrońców życia” wymaga, niestety, nieco dłuższego wyjaśnienia.
Nikt nie twierdzi, że prezerwatywy oferują stuprocentową ochronę przed czymkolwiek. Jako środek zapobiegania zakażeniom są akceptowane na zasadzie mniejszego zła – ponieważ łatwiej przekonać ludzi do założenia prezerwatywy niż do seksualnej abstynencji. 95 czy 90 proc. to więcej niż zero.
HIV zakazić się znacznie trudniej niż np. chlamydią czy kiłą. Z badań przeprowadzonych w Ugandzie na ponad 600 parach małżeńskich, w których jeden z małżonków był zakażony HIV, wynika, że do zakażenia dochodzi w czasie jednego na kilkaset stosunków (od 400 do 600) – pod warunkiem, że oboje partnerzy nie cierpią na żadną inną chorbę przenoszoną drogą płciową. Kiedy jedno z nich choruje np. na kiłę czy rzeżączkę, szanse na przeniesienie HIV znacznie wzrastają (nawet do kilkudziesięciu procent przy jednym stosunku), bo uszkodzona śluzówka stanowi szeroko otwarte „drzwi” dla wirusa. To jeden z głównych powodów, dla których HIV jest mniej w Europie, a więcej w tzw. Trzecim Świecie - nie dlatego, że Europejczycy mają mniej partnerów seksualnych niż np. Afrykanie (bo to nieprawda), ale dlatego, że w Europie leczy się choroby pospolicie nazywane wenerycznymi (a w Afryce zwykle nie, bo nie ma jak). Nawet jeśli jednak przyjmiemy 95 proc. skuteczność prezerwatyw (WHO szacuje ją na 98 proc.), zaledwie w 5 proc. przypadków w ogóle istnieje szansa - jak widać, zwłaszcza w polskich warunkach niewielka – na zakażenie.
„Obrońcy życia” manipulują też przykładem Ugandy. Sukces Ugandy w zwalczaniu HIV nie polega wyłącznie na promowaniu abstynencji, tylko tzw. strategii ABC - skrót od „Abstinence, Be faithful, use Condom”. Włożono bardzo wiele pracy w uczenie np. prostytutek w Kampali tego, jak używać prezerwatyw (moi ugandyjscy przyjaciele twierdzą przy tym, że mimo zalecania abstynencji ich liczba na ulicach stolicy wcale się nie zmniejszyła; statystyk żadnych nie ma). Abstynencja jest ważną częścią programu, ale nie jego podstawą!
Ideologiczni przeciwnicy korzystania z prezerwatyw jako zabezpieczenia przed HIV bardzo niechętnie przypominają o przykładzie innego kraju, w którym niemal zlikwidowano epidemię – Tajlandii – gdzie abstynencji szczególnie nie promowano, a za to prezerwatywy były powszechnie dostępne i reklamowane na każdym kroku. Rozmawiano za to np. z właścicielami domów publicznych, przekonując ich, że reputacja kraju jako ogniska HIV fatalnie wpłynie na ich biznes. Sposoby zapobiegania HIV są zatem różne: specjaliści podkreślają, że najskuteczniejsze jest podejście łączące zachwalanie zalet abstynencji i monogamii z nauką stosowania prezerwatyw.
Abstynencja nie zawsze jest możliwa, bo taka jest rzeczywistość społeczna wielu krajów tzw. Trzeciego Świata. Jej rzecznicy zwykle to ignorują. Wiele kobiet, zwłaszcza w krajach najbiedniejszych, ma wielu partnerów seksualnych z konieczności - bo w przeciwnym razie nie miałyby jak wykarmić swoich dzieci, a kolejni partnerzy świadczą w zamian za seks różne usługi ekonomiczne (od transportu po opłacanie szkoły dla dzieci). Na postawy tych kobiet apele zachęcające do cnotliwego życia nie mają żadnego wpływu, bo śmierć z głodu za dwa tygodnie to realne zagrożenie - wobec którego możliwość choroby za dziesięć lat, a tyle przeciętnie rozwija się AIDS, pozostaje bardzo odległa. W przypadku slumsu Khayelitsha pod Kapsztadem odsetek kobiet angażujących się w „transactional sex” zbliża się, według wyrywkowych badań jednej z pracujących tam organizacji pozarządowych, do 50 proc. Dokładnych statystyk nie ma; z anegdotycznych przekazów wiadomo jedynie, że zjawisko jest powszechne.
Co więcej, propagowanie „tylko abstynencji” może mieć, jak sugerują niektóre badania, skutek przeciwny do zamierzonego. Zespół Peter Bearmana, socjologa z Uniwersytetu Columbia, badał życie płciowe 12 tys. nastolatków (od 12 do 18 roku życia). Część z nich pod wpływem szkoły i przywódców religijnych podjęła uroczyste zobowiązanie do powstrzymania się od stosunków seksualnych. W obu grupach niemal wszyscy (blisko 90 proc.) uprawiali seks w okresie, który obejmowały badania. 59 proc. z tych, którzy nie ślubowali abstynencji, użyło prezerwatywy podczas pierwszego stosunku; to samo zrobiło tylko 40 proc. tych, którzy się do niej zobowiązali.
*
Redaktorów „Eurostudenta” nie usprawiedliwia bynajmniej to, że w polskiej prasie podobne poglądy są powszechne i nikt z nimi nie próbuje polemizować. W zeszłym roku „Rzeczpospolita”, dziennik uchodzący za rzetelny i sprawdzający swoje źródła, uczciła Światowy Dzień AIDS kuriozalnym artykułem Grzegorza Górnego – który napisał mniej więcej to samo, co „Eurostudent”, tylko bardziej agresywnie i z jeszcze mniejszym szacunkiem dla faktów. List z długim sprostowaniem podstawowych błędów w tekście – który wysłałem do autora oraz wszystkich naczelnych i sekretarzy redakcji „Rzeczpospolitej” – pozostał bez odpowiedzi.
„Eurostudent” zareagował na list szybko, odpisując, że z poglądami „Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia” się nie zgadza, ale był to tekst sponsorowany, więc redakcji nic do tego, co sponsor drukuje. Redaktorom proponuję, aby poszukali pracy w „Rzeczpospolitej”. Tam przynajmniej nie będą musieli już odpowiadać na męczące listy. Z zespołem na pewno szybko się zintegrują.
Autor jest dziennikarzem „Gazety Wyborczej” i członkiem zespołu „Krytyki Politycznej”, napisał książkę „Naznaczeni” (Trio 2003) - reportaż o epidemii AIDS w Afryce.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 06.10.2006 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...