Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kutyła: …po wyborach Drukuj
Julian Kutyła   
28.09.2005

Znamy już oficjalne wyniki wyborów parlamentarnych. Znamy też pierwsze ich interpretacje, poznaliśmy nawet pierwszego kandydata na stanowisko premiera. Ostateczne zwycięstwo formacji braci Kaczyńskich, która na samym finiszu prześcignęła prowadzącą prawie do końca w sondażach Platformę Obywatelską, część komentatorów przypisuje nagłemu zwrotowi w lewo, jaki dokonał się w retoryce PiS-u pod koniec wyborczej kampanii. To, że właśnie tak odczytano zachowanie przedwyborcze PiS-u może świadczyć tylko o tym, jak źle z lewicą i lewicowym językiem jest w Polsce.

To  znamienne, że opublikowaną na łamach „Faktu” propozycję skierowaną do lewicowych wyborców Lech Kaczyński rozpoczął od przedziwnej, jak na warunki dzisiejszego politycznego dyskursu, apoteozy PRL-owskiej codzienności („Polski teatr miał w latach 60. swój wspaniały okres”, „na polskie filmy chodziło się z przyjemnością i fascynacją”). Dzięki temu zabiegowi retorycznemu, każdy z nas mógł choć przez chwilę poczuć się niczym w ogniu debat dekomunizacyjnych z początku lat 90. Potem co prawda następowała seria spraw nieco bardziej dziś istotnych dla szeroko pojętej lewicy niż stan polskiej kinematografii 40 lat temu, jednak większość z nich została w kuriozalny sposób zdementowana przez Jarosława Kaczyńskiego. Winą za ich umieszczenie w tekście obarczono przemęczonego współpracownika, zapewniając przy tym o całej sympatii dla redakcji „Faktu”, która nadała tekstowi dość niefortunny tytuł („Mam ofertę dla lewicy”).
Ten, wydawałoby się, drobny incydent pokazuje, w jakich podziałach najlepiej czują się Kaczyńscy. Najłatwiej wszak walczy się z wrogiem samodzielnie spreparowanym. Idealna lewica to dla nich mniej lub bardziej uwikłani w system postkomuniści. Taka właśnie lewica jest dla partii Kaczyńskich niezbędna, bo to dzięki niej mogą oni prezentować się w dyskursie publicznym jako przeciwstawieni spadkobiercom UB - spadkobiercy AK (co zyskało symboliczne wzmocnienie w postaci Muzeum Powstania Warszawskiego).
Dlatego najlepszym pomysłem na przejęcie w przyszłości władzy od partii Kaczyńskich nie powinno być odwoływanie się do strachu przed prawicowymi czystkami, strachu odwołującego się do wspólnych zasobów postkomunistycznej pamięci („co oni tu chcą dekomunizować, przecież wszyscy pamiętamy, że w PRL nie było wcale tak najgorzej”), ale przedstawienie szeroko zakrojonego programu zmian.
Mimo ciągłego wołania o nowym początku, liderzy PiS-u nieustannie reprodukują w polu politycznym podział, który stworzył podwaliny III RP. Wydawało się, że podział ten odszedł w polityczny niebyt wraz ze zwycięstwem pragmatycznej retoryki SLD cztery lata temu. Kompromitacja SLD przyczyniła się również częściowo do kompromitacji tej retoryki, (którą dużą część przejęła PO, stąd ten blisko 40-procentowy przepływ elektoratu z SLD do PO) i tym samym umożliwiła powrót do języka z pierwszej połowy lat 90. 
Na nowego Ministra Finansów PiS szykuje dr Cezarego Mecha. Opracowany przez zespół pod jego kierunkiem program naprawy finansów publicznych „Rozwój przez zatrudnienie” mógłby   stać się ciekawym punktem wyjścia do prawdziwej debaty na temat kierunków rozwoju naszego kraju. Pozostaje jednak problem, jak realizować aktywną politykę gospodarczą państwa bez tak podstawowych instrumentów nowoczesnej polityki gospodarczej, jak chociażby sprawnie działające raportowanie budżetowe. Podejrzewam niestety, że gdy za rok koalicji przyjdzie pisać własny projekt budżetu, będzie on zdumiewająco podobny do tegorocznego.
Zobaczymy tym samym, czym w istocie był skomasowany atak PiS-u na program gospodarczy PO, która pod wziętym z sufitu hasłem „3x15” schowała wiele podobieństw do programu PiS (np. szereg „Narodowych programów” dotyczących różnych dziedzin życia czy nieustanne odwołania do zasady „solidarności społecznej”) i co więcej broniła tego niedorzecznego hasła niczym niedoszły „premier z Krakowa” ustaleń traktatu nicejskiego. Zobaczymy, czy była to tylko sprytna przedwyborcza zagrywka, która miała jedynie pomóc w prześcignięciu PO w wyborczym wyścigu o fotel premiera czy początek politycznego sporu o gospodarkę. Obawiam się, że niestety tym pierwszym. Mało kto dziś pamięta, ale po wyborach w 1991 roku, gdy Jarosław Kaczyński przygotowywał się do objęcia fotela premiera (który w efekcie przypadł Janowi Olszewskiemu) na swojego ministra finansów typował podobno Jana Winieckiego, przy którym Leszek Balcerowicz to otwarty na polityczno-gospodarczą debatę socjalista. Każdy może zmieniać poglądy, z tym większym zainteresowaniem śledzimy poczynania nowej koalicji.

Najniższa w III RP wyborcza frekwencja potwierdziła, że wyborcy w coraz mniejszym stopniu odnajdują się w podziałach i sporach organizujących polską scenę polityczną. Narzekanie na niską frekwencję stało się już rodzajem powyborczego rytuału. Na ogół towarzyszy mu utyskiwanie na niski poziom klasy politycznej.
Amerykańscy publicyści podobno uważają, że jeżeli ludzie nie chodzą na wybory, to znaczy że w kraju dobrze się dzieje, bo nie mają przeciw czemu protestować. Wystarczy spojrzeć na bardziej szczegółowy rozkład frekwencji, żeby w odniesieniu do ostatnich wyborów tezę tę natychmiast obalić, im dalej od dużych ośrodków miejskich, tym frekwencja niższa. Regiony dotknięte najwyższym bezrobociem, jak Warmia i Mazury, to również regiony, w których frekwencja wyborcza była najmniejsza. Ta nieprzypadkowa zbieżność pokazuje, że aktywizacja obywatelska nie może kończyć się na działalności organizacji pozarządowych (których liczba przecież stale rośnie, jest ich już ponad 50 tysięcy), czy czekaniu na wzrost PKB (od 1989 roku frekwencja w wyborach parlamentarnych nieustannie spadała niezależnie od wahnięć koniunktury gospodarczej). Obywatele powinni też mieć poczucie, że politycy wnoszą do publicznej debaty sprawy dla nich istotne, a nie reprodukują podziały, w których czują się dobrze już tylko oni sami.

  

Komentarze
Dodaj nowy
thomas  - o, to jest już lepsze   |28.09.2005 17:18:55
niż prognoza pogody (c) by Makowski, J.

żiżi   |28.09.2005 23:01:12
Tak, znów się zgodzę z Thomasem, to jest dobre i dobrze, że jest.
howgh, ziżi
haneczka   |29.09.2005 15:19:12
skoro jest tak dobrze, to co z tego ma wynikac? slaby tekst Makowskiego
uruchomil ciekawa debate. dlaczego ten uznany za lepszy, ‘dobry’ tekst nie
ukazuje sie w szerszym obiegu, zeby wywolac dyskusje, tylko na forum kp,
wywolujac zadowolenie i poklepywanie sie po plecach?
dokurobei  - racja   |29.09.2005 15:40:49
i nie chodzi mi wcale o app ;) masz racje haneczko, az cisnie sie na usta
pytanie "skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak zle?". Teksty pisze
się chyba po to, aby wszczynać jakieś dyskusje, a nie poklepywać się po plecach,
lub jak kto woli po ramieniu
thomas  - hipoteza   |29.09.2005 16:13:47
a może ten tekst nie wzbudza dyskusji, bo jest… z prawej strony ekranu i mało
go widać?
żiżi   |29.09.2005 16:55:40
Haneczko, napisałam, że dobrze, że tekst jest, ponieważ pod tekstem Makowskiego
napisałam wcześniej, że czekam na więcej komentarzy KP, gdyż tekst Makowskiego
nie był dla mnie satysfakcjonujący. A nie będę też polemizować z czymś, z czym
się zgadzam. Niemniej, nie klepię też protekcjonalnie po plecach. Ale rozumiem,
że wyrażenie tu jakiekolwiek krótkiej i szybkiej pochwały jest postawą co
najmniej mało krytyczną, a więc niedobrą. Z założenia tylko piętnujemy?
Dokurobei, czasem teksty pełnią też np. funkcje informacyjne lub komentatorskie.
Co do hipotezy Thomasa i dyskusji pod tekstem Makowskiego, po pierwsze, nie
sądzę, że kwestią jest umiejscowienie tekstu, widać go całkiem dobrze, moim
zdaniem. Po drugie, dyskusja pod tekstem Makowskiego już na początku odeszła od
wątku głównego i mogłaby się toczyć dalej równie dobrze i tu, tylko czy nie
szkoda już słów na licytację, kto jest bardziej lewicowym krytykiem? Poza tym,
Haneczko, pytając, czemu tekst ukazuje się tu, a nie w szerszym obiegu,
dezawuujesz z lekka istotę portalu KP. Ba! Jeśli brać pod uwagę argumentację
Eryka, to tylko tekstowi służy.
eryk   |29.09.2005 17:39:26
"Jeśli brać pod uwagę argumentację Eryka, to tylko tekstowi służy".


Tekstowi nie sluzy ani gettowy portal, ani burzuazyjne gadzinowki.

żiżi   |29.09.2005 18:06:55
Eryku, co zatem służy tekstowi?
Gdzie powinien się ukazać? Chyba że w ogóle
nie służy nam żadne słowo? Tylko po co wtedy jeszcze dyskutujemy zamiast np.
opony podpalać?
żiżi   |29.09.2005 18:37:23
Aha, warto jeszcze zapytać Eryka, co jest z tym tekstem w ogóle? Czy ten tekst
jest dobry czy jednak niedobry, słuszny czy niesłuszny? Czy problemem jest dla
Eryka treść tekstu czy też to, że napisał go członek zespołu KP?
eryk   |29.09.2005 18:44:15
Takie teksty jak ten srednio mnie interesuja, to takie nijakie pitolenie w sam
raz dla czytelnikow Wyborczej itp.

Natomiast lewicy sluzy na pewno udzial w
walkach klasowych. Sluzy jej tez stworzenie wlasnego pisma, ale takiego, ktore
bedzie "dla ludzi" - kolejny nudnawy, przeintelektualizowany kwartalnik
z 3/4 autorow z burzuazyjnej prasy, nie ma wielkiego sensu. Sluzy tez lewicy
dyskusja dotykajaca sedna wyzysku i mechanizmow panowania. A takie kawalki
"powyborcze" sluza chyba tylko rozwojowi ego autora, bo naprawde nie
wiem, czemu maja one jeszcze sluzyc.
thomas  - do eryka: zrób to sam   |29.09.2005 20:13:58
Załóż gazetę lewicową. Naprawdę, przyda się (i mówią teraz całkiem poważnie).
haneczka  - nie chodzi o gospel   |29.09.2005 20:25:40
Z pełną świadomością tego, że nie każdy tekst musi wywoływać ostry spór (choć
przypominam, że tekst Juliana od razu został odniesiony do tekstu Jarka zgodnie
z tym kryterium), dyskusja jaką ma szansę otworzyć jest chyba warta świeczki.


A pełne satysfakcji poklepywanie po plecach krytykuję dlatego, że często
prowadzi ono do zbyt wczesnego utwierdzania się we własnej.

Dobrym przykładem
może być niedawna konferencja Zielonych na Minskiej, a konkretnie pierwszy
panel. Odosobniony Żakowski zdominował językiem liberalnym całą dyskusję,
narzucił jego kategorie, pozostali paneliści, włączając Cohn-Bendita, Sławka
Sierakowskiego, Kazię Szczukę, odgryźli mu się klasycznymi argumentami dowodząc
że nie ma racji. Z sali niemal było słychać melodyjne okrzyki, rodem z jakiegoś
amerykańskiego czarnego kościoła: yeaaaaah, o yeah… I wszyscy byli zadowoleni.
Tymczasem wcale nie mam poczucia, żeby Żakowski swój język i argumentację
porzucił, to do niego wszyscy się odnosili, to jemu coś tłumaczono, on był w
centrum. I nie sądzę żeby wyszedł inny, odmieniony. Jeśli to środowisko ma mieć
wpływ na innych, obcych, wcale tak przyjaźnie jak Ż. nie nastawionych - to praca
nad tymi argumentami zdecydowanie musi wyjść poza potwierdzanie własnej racji we
własnym gronie.
haneczka  - drobna korekta   |29.09.2005 20:26:21
we własnej racji, oczywiście
haneczka   |29.09.2005 20:29:51
no i rzecz jasna nie chodzi mi o deprecjonowanie forum kp. aczkolwiek patrze na
te przestrzen raczej jako na wewnetrzne pole do cwiczen praktyk i argumentow,
ktore daja sie skutecznie wykorzystywac w innych polach.
może czerwone  - Eryku   |29.09.2005 21:39:50
Napisz może jak rozumiesz walkę klasową obecnie bo to bardzo ciekawe i chciałbym
dostać wreszcie jakąś prawdziwie lewicową definicję. Chyba, że nie ma definicji,
bo to burżuazyjny przeżytek i walkę klasową uprawia się na wyczucie.
eryk   |29.09.2005 22:09:11
Walka klasowa to nie jest kwestia definicji. To kwestia okreslenia jej podmiotu
oraz strategii. Podmiot jest znany lewicy od ponad 150 lat. O strategii zas
warto dyskutowac zamiast dyskusji np. z Zakowskim czy o wyborach.
thomas  - E tam   |29.09.2005 22:35:59
no to powiedz, jaka jest strategia. I zdradz, czy chodzi o lud czy o
proletariat. bo nie potrafiles (ani zol) powiedziec, gdzie ten podmiot jest. I
czy w ogole jest.
Parę haseł i na tym kończy się całe wygadanie pana Eryka?
może czerwone   |29.09.2005 23:42:34
Eryku Twój post trzeba uznać za wyraz rozpaczy, która w skomplikowanej sytuacji
każe powtarzać, że wszystko już wiemy "od ponad 150 lat". Marks miał
odwagę zostać Temistoklesem lewicy, ty jesteś nudnym kuzynem po kisielu.
eryk   |29.09.2005 23:57:13
"Lud" obejmuje przede wszystkim proletariat (w jego wszystkich obecnych
formach, nieco odmiennych od XIX-wiecznych), ubogie chlopstwo i nizsze warstwy
klasy sredniej. Oczywiscie to srodowisko jest dzis zdezintegrowane i sporej
pracy potrzeba, zeby stalo sie "klasa dla siebie" i podjelo aktywna
walke.

Strategii nie znam, sytuacja dzisiejszej lewicy jest trudna i to
wlasnie trzeba przemyslec. Ale na pewno nie jest ta strategia bywanie na
michnikowych salonach.

Może czerwone - a co sie zmienilo od czasow Marksa?
Zmienila sie struktura i glowne mechanizmy wyzysku? Znikl proletariat? Zmienily
sie pewne realia technologiczne i udoskonalono narzedzia wyzysku, ale sedno
problemu jest takie same. To tylko salonowe lebki mysla, ze gdy zamiast maszyny
parowej jest komputer, to mamy jakosciowo odmienna sytuacje, albo ze gdy
proletariat nie jest dosc postepowy obyczajowo to powinnismy zachwycac sie
gejami i ich "walka".

Lewica nie jest od wymyslania nowych blyskotek
i podniecania sie teoryjkami. Lewica jest od wyzwolenia spolecznego. Tu wciaz
Marks jest bardziej przydatny od Michnika i Sierakowskiego. Tu wciaz proletariat
jest duzo bardziej istotny niz feministki. Ja wiem, ze wam sie to znudzilo - ale
socjalizm to nie jest zabawka dla mieszczanskich kolekcjonerow. Poza tym nalezy
pamietac o jeszcze jednej kwestii - "zmiana" dokonala sie w niwielkim
stopniu w swiecie zachodnim. Na calej reszcie globu mamy dzis powtorke z
XIX-wiecznego kapitalizmu.
thomas  - teraz możemy dyskutować!   |30.09.2005 00:25:42
Widzę, że jednak mamy do czynienia z klasyczną koncepcją i to się
chwali.

Natomiast w jaki sposób mają być uświadamiane klasy uciśnione, jeśli
nie przez media elektroniczne, masowe? A to wymaga od rewolucjonisty bywania na
salonach, no, chyba że ma się tylko na oczach telewizji wysadzać w
powietrze.

Lewica bez nowych teorii nie potrafi wyzwalać. Kostnieje jak
KPZR.

I jak sam zauważyłeś, w świecie zachodnim jest odrobinę inaczej niż na
reszcie globu. Jednak to nieprawda, że tam panuje XIX-wieczny kapitalizm. W
Chinach nie ma klasycznego kapitalizmu, podobnie w wielu krajach Azji, gdzie
tradycyjna kultura wytwarza bardzo silną osłonę przed biedą dla pewnych grup
społecznych, podczas gdy istnieją także masowe slumsy. I co ciekawe, wskaźnik
ludzi żyjących poniżej minimum egzystencji w wielu tych krajach potrafi spadać
mimo rozlicznych kryzysów politycznych i gospodarczych. To oznacza, że nie jest
to całkowicie rabunkowy XIX-wieczny kapitalizm, który dla tego rejonu świata był
wyjątkowo brutalny.

Sytuacja kobiet w Afryce jest równie istotna, co
proletariatu w Polsce. Tam feminizm jest ważniejszą kwestią niż wyzwolenie
hipotetycznego proletariatu, bo go prawie jeszcze nie ma (nikły stopień
industrializacji). Śmiem twierdzić, że cierpienia afrykańskich kobiet są
znacznie bardziej dramatyczne niż troski absolwentów szkół wyższych, którzy nie
mogą znaleźć stałej pracy i z trudem wiążą koniec z końcem. W Polsce, w
porównaniu z prawdziwą biedą, jest raj. Patrz banner poniżej :)
dokurobei  - Marks, Michnik, Sierakowski   |30.09.2005 09:11:24
Na pewno Marks jest bardziej przydatny od Michnika i Sierakowskiego, ale trzeba
przyznać, że to właśnie z ust Sierakowskiego padały w telewizji polskiej (u
Pospieszalskiego) takie pojęcia jak "świadomość klasowa". Za co zresztą
był wyśmiany i zmieszany z błotem jako niepoprawny relikt z epoki kołchozów i
socrealu. Co do tego dylematu, czy proletariat jest ważniejszy niż feministki,
to trochę przypomina mi on odwieczne pytanie zadawane sobie przez niektórych
"czy myć ręce czy nogi?"
wisnia  - walka klasowa i Marks   |01.10.2005 18:45:58
realia od czasow Marksa sie jednak sporo zmienily moim zdaniem, ruch
reformistyczny okazal sie jednak bardziej skuteczny od rewolucyjnego jesli za
takowy uznawac np. rewolucje pazdziernikowa ktora bynajmniej panstwa i podzialu
klasowego nie zniosla a tylko dala panstwu wieksza mozliwosc totalitarystycznego
oddzialywania na "lud" pozbawiony jakiejkolwiek spolecznej kontroli nad
rozdzialem produktu dodatkowego. tak, to prawda, wyzysk nadal pozostaje ale nie
wierze w walke klasowa i zniesienie podzialow klasowych. natomiast sytuacja
zmienila sie od czasow marksa na tyle ze istnieja pewne narzedzia ograniczajace
wyzysk. to chyba korzystniejsze niz "dyktatura proletariatu" vide ZSRR
Rafał  - O patrzeniu i niewidzeniu…   |02.10.2005 23:25:40
Marudny będę ale mnie ten artykuł nie zachwycił. Nie będę się tu spierał o fakty
- bo mi sie nie chce. Ważniejsze dla mnie jest to, że autor niby o tym pisząc
jednak nie docenił, nie "wyczuł" jak bardzo lewica została wypchnięta
poza obszar politycznej dyskusji. A wlaściwie została z niej wykluczona i nawet
nie złożyła żadnej "apelacji". Jakby jej z tym było lepiej. Bo i może
było lepiej, bo tak naprawdę niewiele chyba miała w niej do powiedzenia. Miarą
tego nie jest nawet wcale wynik wyborczy ale wlaśnie to "nieistnienie" w
publicznym sporze. Co z tego wyniknie na przyszłość, to sprawa druga i po prostu
zobaczymy ale spór o to, dla "kogo" ma byc Polska nigdyt tak ostro dotąd
toczony nie był. To, co jest właściwie wszędzie przedmiotem sporu sceny
podzielonej na lewicę, prawicę i centrum u nas jest sporem samej prawicy
(conajwyżej centroprawicy). I to jest dla lewicy wniosek najważniejszy. Którego
stara się nie dostrzec - jak w istocie też autor tego artykułu.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 05.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.97799 Seconds