> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kutyła: Armia (ro)Zbawienia kontratakuje Drukuj
Julian Kutyła   
15.04.2005
W ostatnim numerze tygodnika „Europa” (15) 85/05 Krzysztof Iszkowski polemizując z Jackiem Zychowiczem („Od krytyki społecznej do Armii Zbawienia i – być może – z powrotem” Europa nr 45/05 z 23 lutego 2005) postanowił ostatecznie rozprawić się z mrzonkami podzielanymi przez część lewicowych publicystów starszego pokolenia. Owe mrzonki związane są z alternatywnym wobec dominującego neoliberalnego hegemona, projektem społeczno-ekonomicznym. Projektem, którego słusznie - zdaniem Iszkowskiego - wyrzekli się ideolodzy „Trzeciej drogi” – Anthony Giddens oraz Tony Blair.

Błędna teza nr 1
Palme = Pol Pot + Stalin

Redystrybucyjna polityka i walka z nierównościami ekonomicznymi prowadzą, zdaniem Iszkowskiego w prostej linii do Gułagu i fałszowania ekonomicznych statystyk, a hegemonia neoliberalnej teorii i praktyki jest po prostu wynikiem ich obiektywnej słuszności. Iszkowski nie widzi związku pomiędzy tymi dwoma twierdzeniami. Uważa je za niezależne od siebie fakty, z których następnie wyprowadza konieczność myślenia w stylu Blaira. Może lewicowemu, a na dodatek jakże krytycznemu (autor należy przecież do zespołu „Krytyki Politycznej”) publicyście wypadałoby pochylić się nad inną hipotezą. Mianowicie, że to właśnie panowanie neoliberalnej teorii i praktyki – stanowiących zwłaszcza w Polsce ekonomiczny common sense — nie pozwala na inne ujęcie alternatywnych projektów ekonomicznych niż w kategoriach absurdu, impotencji i powiązania ich z terrorem.

Błędna teza nr 2
TINA bo TINA

Teza ta jest w sposób oczywisty powiązana z tezą pierwszą. Autor, podobnie jak znany i lubiany wykładowca amerykańskich uczelni, Leszek Miller nie zamierza kopać się z koniem. Nie ma rozsądnej alternatywy dla neoliberalnej teorii i praktyki, bo każda alternatywa dla neoliberalizmu jest absurdalna. Jest to przykład wnioskowania w stylu „moja narzeczona nigdy się nie spóźnia, bo kiedy się spóźni nie jest już moją narzeczoną”. Tu oczywiście wypadałoby się przyjrzeć przykładom takich krajów jak np., opisana w ostatnim numerze „Krytyki Politycznej”, Finlandia. Autor nie zagłębia się jednak specjalnie w empiryczne analizy i porzucając ekonomię, gładko przechodzi do tezy nr 3.

Błędna teza nr 3
Biedy nie da się zobiektywizować i jest ona jedynie stanem subiektywnej deprywacji

Teza ta ma mieć w zamyśle autora status tezy filozoficznej, niestety kończy się na zwykłej ideologii. Tu oczywiście znowu można się powołać na rozmaite empiryczne wskaźniki, np. odsetek ludzi w Polsce żyjących poniżej minimum egzystencji, procent ludzi stale pozostających bez pracy i prawa do zasiłku itp. itd. Podążając za tezą jakoby bieda była związana JEDYNIE z zazdrością, że ktoś ma więcej, można by np. twierdzić, że bezrobocie nie jest związane z obiektywnym stanem pozostawania bez pracy i tym samym środków do życia, ale subiektywnym stanem zazdrości wobec tych, którzy mają posady lepsze niż nasza. Zaczyna być naprawdę niesmacznie.

Zasadniczy problem
Relacyjne czy niekoniecznie?

Autor wielokrotnie podkreśla relacyjny charakter zarówno lewicy i prawicy. Po czym najpierw popada w całkiem nieuzasadniony fatalizm (lewicowe i prawicowe rządy MUSZĄ następować po sobie niczym cykle koniunkturalne w gospodarce), a następnie robi rzecz jeszcze ciekawszą: otóż lewica zostaje przez niego utożsamiona ze zmianami i komplikacją rozwiązań systemowych, prawica natomiast z ugruntowaniem zmian – -stabilnością i legitymizacją. Prawica staje się zatem reprezentantem normalności i większości, która chce po prostu spokoju. Pojawia się zatem nieuchronne pytanie – po co ta lewica, kiedy ludzie chcą po prostu żyć normalnie? Wniosek nasuwa się chyba taki: lewica to nieliczna banda, która chce zmian z nudów. Wniosek mógłby być inny, gdyby autor znalazł w horyzoncie swojej analizy miejsce dla etyki. Tu znowu krytyk społeczny, odesłany przez Iszkowskiego do lamusa, mógłby przypomnieć o odsetku ludzi żyjących poniżej minimum egzystencji i odwołać się do takich pojęć jak sprawiedliwość, solidarność - i tym samym próbować odebrać monopol braciom Kaczyńskim na używanie tego rodzaju pojęć. Swoją drogą ciekawe, czy gdyby odbyła się rewolucja moralna, czyli radykalne zmiany w państwie postulowane przez obecną opozycję, to Iszkowski nazwałby również PiS partią lewicową. Możemy tylko zgadywać, ale odpowiedź pozytywna jakoś dziwnie przychodzi na myśl. No cóż, nie od dziś wiemy, że Lenin na pewno mylił się w jednej kwestii, najwyższą ze sztuk nie jest bynajmniej kino, ale sztuka budowania definicji.

Jedyna prawdziwa teza tego tekstu brzmi: każda z większych partii utożsamianych na polskiej scenie politycznej z lewą stroną (SLD, SDPl, UP) z lewicą nie ma wiele wspólnego. Nie jestem pewien, czy za pomocą tej jednej tezy autorowi uda się wyrównać, zdiagnozowany przez niego na lewicy, deficyt idei. Ja chyba zostanę przy „przestarzałych utopistach” w stylu Zychowicza.
Komentarze
Dodaj nowy
rewolucyjna poetka   |16.04.2005 15:37:28
Julku, jesteś boski!

właśnie. w artykule Krzysia najbardziej mnie poruszyło
określenie "noeliberlany konsensus", sugerujace, że wrpowadzanie tego
"konsensusu" nie wymaga bombardowania pewnych krajów i pałowania pewnych
demonstrantów. no ale jak bomby i pałowanie, to juz nie konsensus chyba?

no
a druga sprawa to wizja nad wyraz szlachetnej i życzliwej prawicy, która nie
zajmuje sie niczym innym niz utrwalaniem lewicowych reform, żeby przypadkiem
zmęczony chaosem lud (naród?) ich nie obalił. Wizja prawicy bez własnej
politycznej wizji jest nawet, przyznam, pociągająca, ale prawica niestety ma
swoja wizję. i jest to wizja obrzydliwa.
Ezechiel III Wielki   |16.04.2005 15:52:14
Hohoho, ale się ostatnio dzieje w towarzystwie krytycznych politykierów tudzież
politycznych krytykantów, olaboga. Same swary i niesnaski, najpierw Sierakowski
z Michalskim, teraz Iszkowski i Kutyła. Ciekawe czy pojutrze będzie jakiś damski
boks?
Kaczka Wątpliwości  - Konstatacja nie oznacza kontestacji   |17.04.2005 02:05:54
"Ludzi nie wystarczy edukować i wyzwalać, trzeba także słuchać, czego chcą,
nawet jeśli ich dążenia i przekonania byłyby wsteczne i absurdalne z punktu
widzenia postępowego lewicowego intelektualisty."

I tu właśnie leży
największa kontrowersja między Iszkowskim, a tradycyjnym myśleniem lewicowym - w
tym, co z głosu ludu się usłyszy. Jeżeli politykę zdefiniujemy wyłącznie jako
sferę, w której jest negocjowana społeczna moralność, wtedy okazuje się, że
program lewicowy skazany jest na porażkę. W dziedzinie moralności/etyki lewica
jest zawsze wyobcowana społecznie, dlatego że wykracza poza "tu i
teraz". Że w obręb _dyskutowanych_ kwestii społecznych stara się włączyć
kwestie mniejszości. Ale to tylko jedna ze stron myślenie lewicowego, drugą jest
egalitaryzm - otwarcie się na kwestie ekonomiczno-społeczne, dotyczące _całości_
społeczeństwa. Tylko z połączenia obydwu tych elementów lewica może uzyskać
pełen program polityczny. Porzucenie kwestii ekonomicznych prowadzi do
zaakceptowania porządku neoliberalnego - uznania go jako obowiązującego
"zdrowego rozsądku". Ale czy lewica ma do tego prawo, czy może porzucić
kwestię ekonomiczną - i to powołując się przy tym na głos ludu? Nie i to
"nie" poświadcza empiria - strajki pielęgniarek, akcje w obronie
zwalnianych pracowników tepsy, obrona Goplany etc. Program lewicy jest tu tak
samo aktualny, jak w XIX wieku. Tylko od nas zależy, czy jesteśmy skłonni dalej
go realizować, czy też zadowolić się smutną konstatacją, że karty dawno zostały
rozdane. Ale jeżeli wybierzemy to drugie, to nie powołujmy się już na głos ludu
- miejmy chociaż odwagę przyznać, że w tym momencie lud ten bezpowrotnie
porzucamy.
grejpfrut   |17.04.2005 13:37:22
Problem chyba jest z tym, że jeżeli lewica jest zawsze "transcendentna"
wobec rzeczywistosci społecznej, to czy odwołuje się do jakichś stałych wartości
(wolność, równość, solidarność).
Kaczka Wątpliwości   |17.04.2005 14:21:27
Myślę, że wartości są stałe, ale rozszerza się zakres grup, dla których próbuje
się je pozyskać. W ostateczności, Marks nie pisał o gejach. ;>
AL   |18.04.2005 00:59:16
Tekst KI był przykry i bez sensu, ale polemizowanie z nim w stylu
policyjno-wojskowym (to słuszne… to niesłuszne…) nie jest specjalnie
perswazyjne.
44   |19.04.2005 20:42:13
Wszystko to prawda, ale o co właściwie chodzi z tymi mrożonkami?
kwakr  - no patrzcie   |28.04.2005 20:17:27
Skoro lewica prowadzi prosto do gułagu, to myśl liberalna do nazizmu
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.55324 Seconds