|
Różne są szacunki osób, które mogłyby skorzystać z rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 7 lutego 1983 r. (w sprawie wieku emerytalnego pracowników zatrudnionych w szczególnych warunkach lub w szczególnym charakterze). Generalnie uważa się, że jest to około 1.2 miliona pracowników, którzy mogli wcześniej zrezygnować z pracy i pobierać świadczenie emerytalne. Klucz do oceny tego problemu leży w słowie „mogą”. Nie ma obowiązku skorzystania z emerytury pomostowej, więc ocena ilości wcześniejszych emerytów, a co za tym idzie i kosztów dla budżetu może być bardzo różna i niekoniecznie zgodna z realiami. Trzeba też brać pod uwagę to, że część kosztów poniosą pracodawcy, co znacznie zmniejszy obciążenie budżetu państwa. Dlatego też bardzo trudno znaleźć rzetelne prognozy takiego kosztu.
Nie ulega wątpliwości, że samo prawo było niesprawiedliwe i wymagało zmiany. Podawano setki przykładów uzyskania uprawnień przez osoby, które zdecydowanie nie powinny z tego korzystać. Takim dyżurnym przykładem była sekretarka prezesa kopalni, czy dziennikarze (mogli z tego przywileju korzystać). Każdy kolejny rząd nosił się z zamiarem zmiany prawa i każdy kolejny się poddawał obawiając się gniewu elektoratu. Czy z tego wynika, że nieustępliwa postawa obecnie rządzącej koalicji jest godna pochwały? Teoretycznie tak, ale nie do końca. Przede wszystkim trzeba brać pod uwagę okres, w jakim robi się tę zmianę prawa. Gospodarka światowa jest w głębokim kryzysie, który od przyszłego roku odczujemy również w Polsce. Nie jestem przekonany, że w sytuacji, kiedy będzie rosło bezrobocie (a będzie) powinniśmy zwiększać potencjalną jego wielkość. A tym właśnie stać się może ograniczenie o blisko jeden milion ilości osób, które mogłyby skorzystać z wcześniejszej emerytury.
Jest jeszcze problem moralny i prawny. Osoby, które podejmowały pracę na przykład w zawodzie nauczyciela mogły brać pod uwagę to, że będą mogły skorzystać z wcześniejszej emerytury. To w wielu przypadkach mógł być jeden z motywów wybrania niskopłatnego i wymagającego olbrzymiego zaangażowania zawodu. Zmiana prawa powoduje, że wielu pracowników poczuje się oszukanymi i nie widomo, czy nie będą mieli w świetle prawa racji. Nie wiemy bowiem, czy Trybunał Konstytucyjny nie dojdzie do wniosku, że pracującym w objętych przywilejem zawodach państwo nie obiecało możliwości skorzystania z wcześniejszej emerytury. Może się bowiem okazać, że były to prawa nabyte. A jeśli nawet od strony prawnej wszystko jest w porządku to od strony moralnej niekoniecznie.
Czy rząd nie miał wyjścia? Według mnie miał i to nie tylko takie, żeby zawiesić zmiany do końca kryzysu. Zamiast zmieniać prawo i coś odbierać można przecież zachęcać przez kilka lat do nieskorzystania z danych przywilejów dając niezbędny, wieloletni okres przejściowy na ograniczenie liczby uprzywilejowanych. Można było przecież na przykład przyznać ulgi podatkowe (lub w składkach na ZUS) dla osób, które postanowiłyby pracować do momentu osiągnięcia właściwego wieku emerytalnego. Można było też zachęcić pracodawców obniżając ich składki, które oni mogliby przeznaczyć na podwyżki płac. Można było wreszcie zwiększyć o jakiś współczynnik przekazywane składki na fundusz emerytalny (dopłacałby budżet). Wszystko to w jakiejś mierze obciążałoby budżet, ale byłoby to chyba lepsze od obecnych, wątpliwych rozwiązań.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...