> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Karski, Kowalczyk: Tu nie chodzi o pieniądze. Tu chodzi o godność Drukuj
Jakub Karski, Grzegorz Kowalczyk   
24.07.2007
Pierwszy raz od lat rosną zatrudnienie i pensje Polaków. Czym innym jest jednak fakt wystąpienia obiektywnych czynników wzrostu, a zupełnie czymś zgoła odmiennym społeczny odbiór tego zjawiska oraz konsekwencje, które ze sobą niesie.

Na poziomie analizy procesów gospodarczych sprawa wydaje się dosyć oczywista - jesteśmy w Unii Europejskiej i to, czego teraz doświadczamy, dawno zapowiadali eksperci. Płace w krajach biednych muszą nieuchronnie zbliżać się do wynagrodzeń w krajach bogatych, to zasada naczyń połączonych. To, co zaskakuje, to to, że jak na razie rolnicy i robotnicy najwięcej wygrali na wejściu do Unii. Ci, którzy najbardziej się jej obawiali.

Jest w tym, z jednej strony, wielka „sprawiedliwość dziejowa”, gdyż właśnie te grupy najwięcej straciły po roku 1989. Z drugiej - to wielka szansa dla nas wszystkich na stworzenie zdrowszej struktury społecznej, która będzie bardziej stabilna, bo będzie bardziej czytelna i akceptowana przez większą grupę obywateli.

To Unia daje wykluczonym szansę na pełnoprawny udział w życiu społecznym i gospodarczym. Pojęcie partycypacji i „godności” jest kluczowe dla zrozumienia tej sytuacji. Wszak negatywnym efektem transformacji ustrojowej była marginalizacja milionów obywateli: niedostosowanych do nowej rzeczywistości, gorzej wykształconych, mniej energicznych (pracowników fizycznych, emerytów, rencistów, mieszkańców prowincji). To im w sposób symboliczny odebrano szacunek do samych siebie. Zbiorową wyobraźnię zdominowały postacie przedsiębiorców, prawników, pracowników marketingu, agencji reklamowych i mediów. Ale odbierano też godność w sposób jak najbardziej realny. Wszyscy pamiętamy historię kasjerek w supermarketach zmuszanych do pracy w pampersach, aby nie tracić czasu na wychodzenie do toalety.

Jeszcze nie tak dawno, dwa-trzy lata temu, pracownikami rządził strach o utratę pracy i środków do życia. Teraz supermarkety i sieci fast foodów rozpaczliwie poszukują pracowników poprzez reklamy, oferując pracę „w zgranym, życzliwym zespole, w dogodnym i uzgadnianym czasie pracy, niemal bez ograniczeń wiekowych”.

Ludzie poczuli, że wyrywają się z pułapki „trzy języki obce, pięć lat stażu i zgoda na pracę w nienormowanym czasie”. Nawet jeżeli nie ma pracy w pobliżu miejsca zamieszkania, to jest wyjście. Duże miasta potrzebują ludzi, a w razie czego można spróbować za granicą.

To wielka zmiana sytuacji psychologicznej - pracownicy widzą, że są potrzebni, czują się więcej warci, także jako ludzie, a nie tylko siła robocza.

Chociaż jednak nastroje w polskich domach są najlepsze od dziesięciu lat, to trudno jeszcze mówić o euforii. Polacy przyglądają się zachodzącym zmianom z ostrożnością, a nawet wyrażają sceptycyzm co do ich zasięgu oraz genezy. Wzrost płac i spadek bezrobocia, choć spektakularne, nie są odbierane jako trwałe i mające związek z poprawą sytuacji gospodarczej. Główne przyczyny to masowa emigracja za pracą i pomoc Unii, a nie modernizacja gospodarki i państwa.

Wygląda na to, że Polacy są zaskoczeni pierwszymi od wielu lat pozytywnymi zmianami na rynku pracy. Nie należy się temu dziwić. Przez lata odbieraliśmy bolesną lekcję ekonomii - pracuj wydajniej, a zarobisz tyle, co zwykle. Co więcej, wzrost wydajności wpływał na obniżenie zapotrzebowania na dodatkową pracę, co przy największym w Europie bezrobociu hamowało skutecznie presję na wzrost wynagrodzeń.

Sytuacja się odwróciła. Emigracja zarobkowa Polaków do Wielkiej Brytanii i Irlandii oraz innych krajów Unii jest pozytywnym przykładem silnie oddziałującym na wyobraźnię zbiorową. Tam jesteśmy cenieni i poszukiwani. To znacząco podnosi samoocenę oraz zmienia identyfikację pracowników także w kraju. Zwiększa poczucie własnej godności. Tworzy mit wyjątkowości polskiego pracownika - wyróżniają go zaradność, kompetencje i samodzielność. Jeżeli dołożymy do tego obrazu Euro 2012, to pojawia się coś, co z pełną odpowiedzialnością można nazwać dumą narodową. Takie nastroje w sposób oczywisty pobudzają oczekiwania płacowe, ale umieszczają je w racjonalnym kontekście efektywnej i rzetelnej pracy.

Konsekwencją wzrostu płac pracowników fizycznych, ale też ogólnie pracowników w sektorze prywatnym, będzie nieuchronny nacisk na wzrost wynagrodzeń w administracji, służbie zdrowia i szkolnictwie, co już się dzieje. Znamienne, że obecne strajki lekarzy odbywają się pod hasłem „godziwej płacy” - nie może być tak, że lekarz zarabia tyle, co niewykwalifikowany robotnik na budowie - twierdzą lekarze.

Wystarczyły trzy lata, abyśmy poczuli się prawdziwymi Europejczykami. Możemy zarabiać nieco mniej niż Niemcy, w ostateczności połowę tego co nasz kuzyn w Londynie na budowie, ale nie mniej. Do tego, co było, nie ma powrotu.

Z całą pewnością w najbliższych latach oczekiwania płacowe Polaków będą rosły. To zła informacja dla pracodawców - owocami dobrej koniunktury gospodarczej będą musieli podzielić się z pracownikami.


Artykuł ukazał się w „Gazecie Wyborczej” 25 maja 2007 r.

 — 
*Jakub Karski, Grzegorz Kowalczyk - analitycy trendów społecznych i rynkowych w MB SMG/KRC
Komentarze
Dodaj nowy
KczK   |25.07.2007 11:50:49
\"informacja dla pracodawców - owocami dobrej koniunktury gospodarczej
będą musieli podzielić się z pracownikami.\"
Co to za banialuki w stylu
sowieckich agitek? Dzieliła to sroczka jagiełki, pracownik sprzedaje swoją pracę
i dostaję za nią tyle ile jest warta na rynku. Chyba że wam się marzy powrót do
ustroju sprzed 1989 - to mówcie o tym wprost, a nie pierdu pierdu o
nowoczesności i europejskości.

\"Możemy zarabiać nieco mniej niż
Niemcy,\" dużo mniej - typowy polski pracownik w przeciwieństwie do
Niemca jest nieuczciwym cwaniakiem nauczony od małego nieuczciwości i okradania
firmy w której pracuje. To zapewne takie \"dzielenie się\" ma na
myśli wasza formacja.
mixer  - To nie zasługa tego rządu   |26.07.2007 01:18:42
To pomoc krajów UE wpływa na wzrost płac na zmniejszenie bezrobocia
gien1  - bla bla bla   |26.07.2007 05:06:19
Taka krótka polemika z analitykami Agory…
Dokonująca się obecnie
"dziejowa sprawiedliwość" rekompensuje nam kilkadziesiąt lat gnicia
Polski w bloku komunistycznym, a nie negatywne efekty załamania komunistycznej
gospodarki w 1989 r. To począwszy od 1945 r. ludzie byli zmuszani do
niewolniczej pracy na rzecz PRL i to tamten system deptał ludzką godność, którą
od kilkunastu lat powoli odzyskujemy.
Stabilna struktura społeczna to nie jest
zdrowa struktura. W Szwecji (którą zachwala nam pan Foltyn) lista 100
najbogatszych obywateli jest bardzo stabilna, a w krajach z gospodarką rynkową
już niekoniecznie - hmmm… może stąd te socjalistyczne ciągoty rodzimych
kapitalistów z górnej półki? Nie wydaje się jednak aby taka stabilność była
zdrowa…
Wydajność pracy w Polsce musiała wzrosnąć, aby poprawiła się sytuacja
rynkowa i konkurencyjność polskich przedsiębiorstw. Dopóki wydajność pracy była
niska, polskie przedsiębiorstwa konkurujące z firmami np. z WE i USA, musiały
oszczędzać m.in. na wynagrodzeniach aby w ogóle móc istnieć i sprzedawać swoje
produkty na rynku! I to normalne, że w rynkowej gospodarce wydajność pracy
rośnie szybciej niż płace. A obecnie zastrzyk finansowy ze WE wykorzystywany
jest na modernizację przedsiębiorstw. To taki opóźniony Plan Marshalla dla
krajów byłego RWPG.
W krajach wspólnoty polscy pracownicy są cenieni, ale
odnosi się to tylko do niewykwalifikowanych i wykwalifikowanych robotników.
Lepiej wykształceni emigranci pracują na stanowiskach poniżej swoich
kwalifikacji, co niekoniecznie poprawia ich samoocenę. Ciekawe też, że w swojej
analizie przywołują Panowie Anglię i Irlandię, jako państwa, do których
najchętniej emigrują Polacy. Tamtejsze systemy gospodarcze są dalekie od
socjalistycznych rajów typu Niemcy, Szwecja… Może to znak, że Polacy dobrze
się czują w krajach z gospodarką wolnorynkową?
Strajki lekarzy (OZZL) odbywają
się pod hasłami urynkowienia i sprywatyzowania służby zdrowia (program
opracowany przez Centrum im. Adama Smitha), bo lekarze rozumieją, że dopiero te
procesy pozwolą im osiągnąć sprawiedliwe płace, a pacjentom wysoką jakość usług.
Administracja, o którą się tak troszczycie, poszłaby wtedy na bruk, więc z
prywatyzacji pewnie nic nie będzie, bo to administracja decyduje…
A co do
waszego podsumowania, to jesteście śmieszni… Pracodawcy zawsze wynagradzali
pracowników zależnie od sytuacji rynkowej i teraz również pracownicy odczuwają
efekty dobrej koniunktury. Tylko, kiedy koniunktura się skończy (a skończy się
na pewno) to podobni wam socjaliści będą pokrzykiwali, żeby mimo wszystko
przedsiębiorcy wciąż wszystkim płacili tak, jak w "złotych latach", czym
przyczynicie się do wielu szybkich i spektakularnych bankructw.

Miejmy
nadzieję, że Polska wydoi z WE możliwie dużo pieniędzy, ale nie da sobie
zainstalować eurosocjalizmu. Dzięki dotacjom z eurokołchozu zbudować nowoczesny
kapitalistyczny system gospodarczy - byłoby to dla nas najlepsze rozwiązanie. I
jakie przewrotne;o)
KczK   |26.07.2007 10:20:40
"Administracja poszłaby na bruk" - tak, to jest jedna z tych
sprzeczności w myśleniu chłopców z KP. Odwołują się do "skrzywdzonych",
"nieudaczników", tych którzy nie potrafią sobie poradzić w kapitaliźmie
itp. a przecież co jak nie rozbuchany aparat administracyjny jest dla takich
największą przechowalnią i cyckiem do ssania.
gien1  - KczK   |27.07.2007 04:31:06
Organizacja socjalistycznego społeczeństwa wymaga rozbuchanego aparatu
administracyjnego - to jest oczywista konsekwencja tej ideologii.
Ludzie mają
niebezpieczne (z lewicowego punktu widzenia) skłonności do samodzielnego
myślenia, więc ktoś musi ich organizować i kontrolować, czy aby dobrze wywiązują
się ze swoich obowiązków wobec społeczeństwa. Mrówki mają to w genach, więc same
się uwijają, a nam przydzielić trzeba nadzorców.
Socjalistyczni ideologowie
mają dość wyraźnie określone stanowiska w aparacie socjalistycznego państwa - są
to szczyty władzy, oraz okolice tych szczytów - tam będą zapadały decyzje.
Niższe szczeble administracji obsadzane są tymi, którzy "rozumieją" i
akceptują cele, a ich zadaniem jest nadzór nad resztą społeczeństwa.
Niedawno
byłem na szkoleniu prowadzonym przez inspektora PIP - dżizas… To był klasyczny
aparatczyk, dla którego Kodeks Pracy jest świętą księgą.
ost.  - alboi wszytskie kodeksy, albo żaden!   |31.07.2007 05:02:04
"To był klasyczny aparatczyk, dla którego Kodeks Pracy jest świętą
księgą."

Czyżby uważał Pan, że prawa nie należy traktować zbyt poważnie?
Przyjrzyjmy się logice tej opinii:

"To był klasyczny aparatczyk, dla
którego Kodeks Karny jest świętą księgą."
"To był klasyczny aparatczyk,
dla którego Kodeks Cywilny jest świętą księgą."
"To był klasyczny
aparatczyk, dla którego Kodeks Postępowania Administracyjnego jest świętą
księgą."
Itp. itd.

Prawo jest prawem i tyle. Należy je szanować.
Używanie inwektyw typu "aparatczyk" wobec ludzi, którzy traktują prawo
poważnie, możne prowadzić do sytuacji, gdy np. włamania będziemy ścigać, ale
tylko kiedy spowodują naprawdę duże straty proporcjonalnie do majątku (bo
czemu kodeks karny ma być "świętą księgą", jeśli kodeks pracy nią nie
jest??), umowy będą dotrzymywane,a długi płacone, ale tylko niektóre (bo czemu
kodeks cywilny ma być "świętą księgą"?), a administracja będzie
odpowiadać na zapytania, np. przedsiębiorców w urzędowym terminie, jeśli będzie
miała na to ochotę (bo czemu k.p.a. ma być "świętą księgą"?)
gien1  - krytyka   |31.07.2007 06:35:56
Określenia "aparatczyk" nie użyłem w odniesieniu do jego pracy w PIP
(gdzie występuje w roli urzędnika państwowego), tylko do postawy jaką
prezentował podczas szkolenia. On zupełnie prywatnie był lojalnym i bardzo
żarliwym wyznawcą naszpikowanego absurdami Kodeksu Pracy.
Jeśli chodzi o
szacunek dla prawa, to moja odpowiedź brzmi: na mój szacunek trzeba sobie
zasłużyć. A obowiązujące w Polsce prawo, które jest wewnętrznie sprzeczne,
sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, interpretowane różnie przez różne organy
władzy, to ja mam gdzieś. I w tajemnicy przyznam, że często go nie przestrzegam.
kwant  - coś w tym jest   |06.08.2007 10:21:27
Ta analiza jest całkiem do rzeczy. Moj znajomy, przy tych samych kwalifikacjach,
był w Częstochowie pomiatany przez pracodawcę i słabo opłacany. Na Śląsku, gdzie
już pojawiło się zjawisko braku pracowników, w podobnej firmie dostał "na
dzień dobry" dwa razy wyższą pensję i pracodawcę przede wszystkim
interesowało czy nie ma zamiaru wyjeżdżać z kraju. Sądzę, że w prywatnych
firmach zaczyna to już być dostrzegalne. Sektor publiczny rządzi się innymi
prawami, więc tam brak pracowników niekoniecznie musi przekładać się na wzrost
pensji. Najwyżej się zlikwiduje zakład, np. szpital. Ta bezmyślność rządzących
jest prostym przełożeniem priorytetów obecnej ekipy rządzącej na codzienność.
jest to bardzo przykre, ale przy okazji rozwija się chociaż prywatna gospodarka
jakoś ciągnąc nas wszystkich ku lepszemu.
blaise   |29.08.2007 14:23:10
KczK pisze: "Odwołują się do "skrzywdzonych",
"nieudaczników", tych którzy nie potrafią sobie poradzić w kapitaliźmie
itp" "Kapitaliźmie"?
Nie wiem jak poradzi sobie w kapitalizmie
osoba mająca problemy z pisaniem w ojczystym języku.
Natomiast skłonność do
określania o ludzi o niskim statusie materialnym jako pasożytów wysysających do
cna budżet państwa (" bo przecież oni z moich podatków..!!, za moje
pieniądze..!!" etc. etc.) dobrze obrazuje mentalność części ludzi, którym
udało się trochę dorobić (bądź odziedziczyć!). Czyżby zasiłki w Polsce były aż
tak wysokie? Czy lepiej byłoby pozostawić tych ludzi ("nieudaczników")
bez żadnego wsparcia? Czy pozostawienie tej grupy ludzi (nie tak znów licznej,
by można było mówić o poważnym obciążeniu budżetu) bez środków do życia opłaci
się "zdrowej" części społeczeństwa (pytanie: czy ludzie, którzy tak
myślą są rzeczywiście zdrowi?)? Znam osobiście ludzi, którzy przez pewien okres
czasu byli bezrobotni i pobierali zasiłek, teraz znowu pracują i płacą podatki.
To rodzice mojego przyjaciela z czasów studiów. Co stałoby się z nimi bez tej
niewielkiej pomocy ze strony państwa? I czemu teraz juz nie chcą brać zasiłku
tylko wolą pracować?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.08.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.73833 Seconds