Nowość w sklepie KP

kepel72dpi_maly.jpg
1proc-male-1proc.png

Komentarze

Platfaszyzm
 -kot (7 komentarzy)
Jak zakazać, żeby nie zakazać?
 -Jaś Kapela (4 komentarze)
Dzieci lubią misie...
 -kardach (10 komentarzy)
polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

U podstaw rozwoju różnych ruchów religijnych wyruszających na podbój świata tkwi logika konfliktu. Konflikt ten jest ostatecznie wojną między "wiernymi", którzy czynią z reafirmacji swej tożsamości kryterium prawd wykluczających się nawzajem i osobliwych.
Gilles Kepel, Zemsta Boga
Advertisement
Kapela: Mistrzowska pochwała homoerotyzmu Drukuj
Jaś Kapela
Jaś Kapela
  
29.11.2008
W posłowiu do swojej najnowszej prozatorskiej książki - Jedenaście - Marcin Świetlicki, po raz ostatni jak zastrzega, tłumaczy: „pod postaciami literackimi kryją się postaci literackie. Nikt inny.” Nie do końca można wierzyć, znanemu ze swojej kokieterii, autorowi. O ile jestem skłonny zgodzić się z twierdzeniem, że pod postaciami literackimi nie kryją konkretne, istniejące rzeczywiście, osoby, o tyle trudno nie zauważyć, że Jedenaście, podobnie jak poprzednie część trylogii, jest powieścią z kluczem. Przy czym nie jest to klucz osobowy, tylko ideowy.

Podobnie z pewną rezerwą należy się odnosić do autorskich i wydawniczych zapewnień, że oto trzymamy w rękach kryminał. Adnotacja Polska Kolekcja Kryminalna na okładce nie jest niczym innym jak zwykłą zmyłką. (Oczywiście trudno również przejść obojętnie wobec instytucjonalnego powodu wydawania książek w seriach, jakim jest system zniżek stosowany przez Empik.) Z równym powodzeniem można by kryminałem nazwać esej Barthes Śmierć autora, tudzież Wiedza radosna Nietzschego, w której obwiesza on, że Bóg umarł. Podobnie u Świetlickiego umierają nie ludzie, ale idee. Jedenaście jest o śmierci homoerotyzmu.

Nie jest to jasne od samego początku, wypełnionego raczej zgryźliwymi dywagacjami na temat nowej lewicy oraz rozważaniami podstarzałego Mistrza na temat tak bardzo mu obcych ludzkich obyczajów. Mistrz jest obserwatorem z zewnątrz, choć wplątany w ten świat, nie czuje się jego częścią. Nie uważa się za ziemianina, śmieszą go ich podchody i codzienne starania. Mistrz nie musi się starać, bo wszystko, co miało go spotkać, już się zdarzyło. W ten sposób podchodzi też do rozwiązywania zagadki śmierci Doktora. Sącząc w knajpie Stylowej kolejne drinki, czeka, co się wydarzy.

Postać Doktora jest kluczowa. To on jest trupem, wokół którego rozgrywa się cała akcja, obiektem homoerotycznej fascynacji Mistrza. Pociąg ten dla niego samego nie jest do końca jasny. „Dlaczego tak tęsknie za Doktorem?” - pyta sam siebie narrator. I choć pada odpowiedź, to bystry czytelnik może dostrzec, że nie zostało powiedziane w niej wszystko. „Jak był Doktor, to moje życie erotyczne było wyjątkowo bujne” - przyznaje Mistrz i streszcza listę podbojów, do których przyczynił się jego przyjaciel. We wszystkich tych historiach powtarza się ten sam schemat. Dziewczęta uprawiające seks z Mistrzem w istocie marzą o Doktorze. Należy zadać pytanie: Czy nie jest podobnie w przypadku samego Mistrza? Czy w trakcie szczytowania też nie ma ochoty wysapywać DoktorDoktorDoktor?

Wskazywałoby na to wiele poszlak. Na przykład kiedy narrator twierdzi: „to nie jest mój przyjaciel, to jest mój wspólnik”, przychodzi ochota zapytać, czy nie powinien raczej napisać „partner”. Nie napisał, ale i tak tak zdefiniowana relacja kładzie nacisk na coś więcej niż tylko przyjaźń. Co to takiego? Na kolejnej stronie pada zdanie: „Chciałbym być tak wyraźny jak Doktor.” Niewątpliwie więc mamy do czynienia z fascynacją męskością i obiektywnością istnienia(oświecenie się kłania) tegoż. Ale z czym jeszcze? Dziewczyna Doktora opowiadając Mistrzowi o swoim z nim związku cytuje jego słowa: „Ty młoda panno nie wiesz wszystkiego o mnie, nie możesz wiedzieć, ty nie wiesz, że to, co pokazuję na zewnątrz, to jeszcze nie jest wszystko.” Czyżby słowa ta miały oznaczać, że w istocie jest on gejem, maskującym swoją tożsamość kolejnymi związkami z kobietami, które zmienia jak rękawiczki? Doktor nie dokonuje jednak coming outu. Podobnie jak Mistrz, choć twierdzi on, że: „Do nikogo innego by nie wyszedł, jedynie Doktor był w stanie zmusić go do wyjścia, jedynie dla Doktora warto było wychodzić.” I dochodzić, jak można by dodać, przyglądając się temu jawnie miłosnemu wyznaniu. Mistrz jednak tego nie robi. Dlaczego?

Powód wydaje się prozaiczny. Mistrz boi się przyznać do swojego homoseksualizmu, ze względu na jego współczesną ostentacyjność. Sam woli pielęgnować coś, co nazwałbym raczej homoerotyzmem. Opowiadając o swoich przygodach z młodość Mistrz przyznaje: „zadawałem się wyłącznie z mężczyznami”, ale, na pytanie, czy będzie to historia gejowska, odpowiada: „Wtedy nie było jeszcze w naszym kraju żadnych gejów.” A przecież byli. Nie było ich jedynie jako konstruktu myślowego, byli jako fakt. Mistrz nie chce dyskutować z faktami, tylko z ideami. Homoseksualizm pociąga go jako coś pozwalającego się realizować w większym stopniu, niż to się dzieje w heteroseksualnych związkach, a jednocześnie odrzuca cały sztafaż nowoczesnego gejostwa jako zbyt ostentacyjny i po prostu nieprzyzwoity. Relacja między mężczyznami powinna być delikatna i subtelna, nie należy się z nią afiszować. Homoseksualizm nie dlatego jest dla Mistrza pociągający, bo jest czymś takim samym jak heteroseksualizm. Pociągająca jest w nim właśnie jego radykalna inność, jego wektor zwrócony przeciw życiu. Mistrz uważa się za zmarłego dla dzisiejszego świata i dlatego właśnie wybiera homoerotyzm.

W Jedenaście Mistrz wielokrotnie potwierdza swoją odmienność. Nie ma pracy, ubezpieczenia, dowodu osobistego, nie płaci podatków. Pozbawiony też jest empatii. Jak przyznaje: „Niemiał umiejętności zanurzania się w ludzkich nieszczęściach. (…) Ludzkie intymności nie pociągały go zupełnie, nie budziły w nim żadnej ciekawości.” Świadczyłoby to poniekąd o platonizmie relacji Mistrza z Doktorem, ale niekoniecznie. Wydaje się, że seks nie jest dla niego sferą intymną, gdyż mówi o nim dość otwarcie. Więc bardziej prawdopodobne wydaje się, że mieli raczej bujne życie seksualne. Intymność jest tą sferą, o której się nie mówi. Jest to strategia stosowana w całym parakryminalnym projekcie Świetlickiego. Zastrzegając się, że jego bohaterowie są tworami fikcji literackiej, a jednocześnie opisując swoje spacery z psem z dokładnością do pół metra, tworzy dwuznaczność, która ma go chronić. Mówię wam dużo, zdaje się komunikować autora, ale tak naprawdę nie mówię wam rzeczy naprawdę ważnych. Jak na przykład o swojej intymnej relacji z Doktorem.

Wątek homoerotyczny potwierdzają też intertekstualne nawiązania. Na przykład w scenie, gdy mistrz opisuje chłopców jeżdżących na deskorolkach i swoją nienawiść do nich, zauważa: „a nawet jeden uroczy, zbłąkany ksiądz przyglądał się harcom młodzieży z ewidentnym rozrzewnieniem.” Scena ta jest odbiciem wątku ze Śmierci w darkroomie Edwarda Pasewicza. To odwołanie do kryminału ochrzczonego jako gejowski, pisarza, który nie kryje sie ze swoją orientacją, jest wyraźnym mrugnięciem okiem do ludzi z branży. Jestem taki sam jak wy, choć zupełnie inny, zdaje się świadczyć Świetlicki. Dlaczego więc nie zrobi coming outu? Trochę już pisałem o jego niechęci do nowoczesnego modelu homoseksualizmu, ale nie wzięła się ona znikąd. A ma swoje korzenie w dziwnej mieszance światopoglądowej.

Z jednej strony świat jawi mu się jako coś nie do przyjęcia, stąd jego drastyczne odrzucenie. „Ludzie byli dla niego, hm, mniej głębocy niż boksery.” Z drugiej każda chęć zmiany stanu rzeczy jest traktowana jako cyniczna i śmieszna. Młodzi, którzy próbują działać, tak naprawdę pragną tylko władzy, a ich pasje są mało znaczące. Wyśmiani w postaci Wiesława, który nie jest gejem, a jedynie aspiruje. Moda na gejostwo jest dla Mistrza odrażająca, gdyż czyni publicznym coś, co powinno być zarezerwowane dla elity. Co powinno być doświadczeniem dostępnym tylko jemu. Bardzo interesującą sceną jest, gdy Mistrz z aprobatą przysłuchuje się wyznaniom lokalnego pijaczka, że nowa lewica jest jak pedofilia. Sam, co prawda, by tego nie powiedział, ale zasadniczo się zgadza. Pedofilia pełni obecnie funkcję symbolu najgłębszego zła i czymś takim jest dla Mistrza nowa lewica ze swoją wiarą, że lepszy świat jest możliwy. Wiara ta jest dla niego nie tylko głupia, ale i obłudna. Wiesław jest czarnym charakterem do szpiku kości, któremu satysfakcję sprawia każda wyrządzona podłość. Mistrz woli się oddawać szlachetnej sztuce niedziałania. „Mistrz niby coś robił, a tak naprawdę nie robił niczego.” Tak chciałby siebie widzieć. Ale prawda jest inna. Podobnie jak wolny rynek jest wolny jedynie dla tych, którzy mają dość pieniędzy i władzy, tak mistrz nic nie robiąc jednocześnie głosi pewne idee, propaguje określony model świata.

Ciekawy przykładem jest kwestia tak zwanych demokratycznych wyborów. Doktor uważa, że Mistrz nie ma prawa wyrażać swoich opinii o politykach, gdyż nie głosował. Jest to oczywiście przekłamanie zakładające, że jedynym możliwym sposobem partycypacji politycznej jest wrzucenie swojego głosu do urny, gdy w rzeczywistości, przy istniejących regulacjach, nie tylko nie wiemy, na kogo tak naprawdę głosujemy, ale też nie mamy żadnego sposobu rozliczania posłów z ich działalności. Mistrz jednak nie ma żadnych argumentów, żeby odeprzeć zarzut Doktora. Wydaje mu się on ostateczny. Rzeczy oczywiste dla Mistrza nie są jednak takie w istocie. Świat jest bardziej skomplikowany. Ciekawa w tej perspektywie jest również puenta. Otóż okazuje się, że winę za śmierć Doktora w istocie ponoszą rządy Kaczyńskich. Jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało. Doktor padł ofiarą szantażu i zemsty rozzuchwalonych przez IV RP oficjeli. Możliwość szantażu nie wzięła się jednak znikąd. Doktor uwiódł swoją o wiele młodszą chrześniaczkę, podawał jej też narkotyki. Wydawałoby się, że nie są to czyny godne pochwały. A przynajmniej moralnie wątpliwe. Mistrz nie ma jednak do nich żadnych zastrzeżeń. Jedynym problemem jest, że źli ludzie starają się wykorzystać swoją o nich wiedzę, żeby pogrążyć jego wspólnika. Coś nie tak jest z tą etyką. A może właśnie wszystko się zgadza. Tajemniczy, homoerotyczny związek jest dla mistrza o wiele ważniejszy, niż konwencjonalna, ludzka moralność, której nie rozumie. Rządy PiSu były złe, gdyż zniszczyły jego związek. Nowa lewica jest podła, gdyż ostentacyjnie sprzeciwia się temu, co dla Mistrza jest oczywiste. Wszystko to sprawia, że nie może spokojnie kultywować swojego homoerotycznego sprzeciwu wobec życia. Trzeba więc to niszczyć. Cóż mogę powiedzieć. Chyba tylko: Powodzenia.


Na podobny temat




  Komentarze (2)
 1 Dodane przez hasos, w dniu - 02.12.2008 08:28
żenada, po co publikować takie rozprawkowe bzdury? dla promocji knota o Lacanowskim tytule?
 2 Dodane przez zer00, w dniu - 05.12.2008 12:05
Przypuszczam, że miało być lekko i zabawnie, no ale wyszło ponuro i zetempowsko. Sic transit gloria Capellae (czy jak to się naprawdę odmiennia).

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować artykuły.
Zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team

Aktualizacja    ( 29.11.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »