Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Halbersztadt: Patent na program, czyli monopol na idee Drukuj
Józef Halbersztadt   
01.04.2005
Konflikt wokół patentów na oprogramowanie komputerowe zatacza coraz szersze kręgi. Być może już niedługo wejdzie do sfery zainteresowań kultury masowej jako symbol skuteczniejszej niż w innych dziedzinach walki z próbami monopolizacji idei. Sprzeciwu wobec podporządkowania oglądu świata i kultury interesom gospodarczym.

Wśród instytucji UE Parlament Europejski jest jeszcze papierowym tygrysem, a jego zdecydowane działania są bardzo rzadkie. Ale już pierwsze czytanie dyrektywy patentowej w 2003 roku było wyjątkowe. Patentową propozycję Komisji zanegowano wbrew interesom potentatów gospodarczych, a zgodnie z opiniami informatyków. Manipulatorski i zakulisowy powrót Rady Ministrów UE do pierwotnej wersji Komisji nie ma dużej szansy na sukces, o ile tylko będzie wzrastać świadomość, co jest stawką tej rozgrywki. I świadomość ta będzie się przekładać na nacisk na podejmujących decyzje polityków.

O co tu chodzi?

Dlaczego prawa patentowe, rzekomo służące postępowi, w rzeczywistości mają często całkiem inne znaczenie gospodarcze? Prawa patentowe nie są - i nigdy nie były - sprawą zasadniczą dla potentatów gospodarczych. Najważniejsze jest dla nich utrzymanie i rozszerzenie udziału w rynku. A najskuteczniejszym sposobem - dyktowanie norm i standardów technicznych.
W prywatyzacji określania norm kapitalizm poszedł już daleko. Kiedyś normy ustalały organa rządowe, obecnie prawie wszystkie standardy są wyznaczane przez kartelowe porozumienia wielkich koncernów. Koncerny te, wbrew temu, co głoszą, nie są centrami innowacji, kartele nie powstają więc od razu. Zanim zaczną dyktować normy i standardy, są zmuszane współistnieć z władzami państwowymi, z pozostającym poza ich kontrolą grupami społecznymi.
To koncerny podłączyły się do Internetu, który powstał oddolnie w społeczności akademickiej, a nie odwrotnie. Prawa patentowe okazują się efektywnymi pomostowymi narzędziami, jakimi posługują się koncerny w celu eliminacji outsiderów (jakimi są dla nich władze państwowe i zainteresowane grupy społeczne) z procesu ustalania norm i standardów mogących reprezentować interes publiczny. Świetnym przykładem jest ewolucja określania standardów Internetu.
Wyłączne prawa patentowe odegrały pozytywną rolę w rewolucji przemysłowej, gdy jednoznacznie wiązały się z produktami czy metodami wytwarzania produktów. Gdy autorytarne kierowanie ludźmi było efektywne, wielkie organizacje dzięki niewielkim wewnętrznym kosztom transakcyjnym zapewniały także postęp techniczny. Prawa patentowe regulowały konkurencję wielkich organizacji i niekiedy rzeczywiście pozwalały na cywilizowany przepływ innowacji z małych do wielkich przedsiębiorstw.
To przeszłość, bo w sytuacji, kiedy autorytaryzm jako sposób organizacji społeczeństwa przestaje być akceptowalny, wzrastają koszty transakcyjne wielkich firm i tracą one przewagę innowacyjną nad mniejszymi. Innowacyjność nie mieści się w kulturze korporacyjnej wielkich firm, gdyż nie jest mierzalna i przewidywalna. A duże firmy muszą korzystać z przewidywalnych narzędzi. Z ich punktu widzenia najlepiej zablokować kreatywność innych, bo w ten sposób ustabilizowana zostanie sytuacja na rynku, co pozwoli im zagwarantować sobie odpowiedni poziom dochodów.
Dlatego coraz więcej mówi się o innowacyjnej sile małych i średnich przedsiębiorstw. Ma to potwierdzenie empiryczne. Innowacyjność, kreatywność z natury są cechami pojedynczych osób lub małych zespołów. Dyrektywa patentowa, która blokuje możliwość ich pracy, chroniąc interesy korporacji głoszących, że jest im ona potrzebna dla zapewnienia postępu technicznego, to majstersztyk hipokryzji, na który łapią się prawie wszyscy.

Patentowe mity i półprawdy

Status prawny programów komputerowych jest od dawna określony. Oprogramowanie chronione jest prawem autorskim. Dodatkowe objęcie programów prawem patentowych prowadzi praktycznie do wywłaszczenia ich autorów. Gdy dochodzi do egzekwowania praw wynikających z patentów, można pomijać prawa autorów wynikające z copyrightu. Copyright jest pewny i tani - patenty drogie i ryzykowne. Nie ma bowiem metody na poruszanie się w gąszczu patentów informatycznych.
Podstawowym argumentem za istnieniem prawa patentowego jest ochrona inwestycji. Materialne innowacje wymagają długotrwałych prób i inwestycji kapitałowych, zanim pojawią się z nich zyski. Tymczasem inwestycje w innowacje natury informacyjnej są zwykle niewielkie, jeśli w ogóle dostrzegalne. Nie ma więc żadnej potrzeby dodatkowej ochrony prawnej.

Mit pierwszy brzmi następująco: udzielanie praw patentowych jest zawsze dobre dla gospodarki. Urzędnicy często mierzą innowacyjność ilością patentów. To nadużycie. Patenty mogą szkodzić innowacjom poprzez ograniczanie konkurencji. Wielka liczba czołowych firm informatycznych nigdy nie ubiegała się o patenty. Prawie nikt z informatyków, a żaden z wybitnych, nie interesuje się opisami patentowymi. Nikomu nie udało się dowieść bezpośredniego związku między ekspansją i inflacją patentową a wzrostem gospodarczym. Wprost odwrotnie, liczne badania ekonomiczne sugerują odwrotną zależność w dziedzinach niewłaściwych dla patentowania.
Mit drugi – patenty na programy mogą pomóc małym i średnim firmom, bo dzięki nim uzyskają one wyłączność na swe innowacyjne pomysły. Nie jest to prawda, bo patenty nie tylko chronią, ale i blokują. Mniejszym firmom jest bardzo trudno uzyskać ochronę, bo koszty egzekwowania patentów są bardzo wysokie. Niekiedy sto razy wyższe od kosztu uzyskania patentu. Wątpliwą ochronę okupuje się kosztem uciążliwego rozpoznawania, czy ktoś inny czegoś nie zastrzegł. W informatyce, gdzie szczególnie łatwo wprowadzać drobne zmiany, patentowanie oznacza tworzenie czegoś w rodzaju pola minowego.
Nie są to rozważania teoretyczne, lecz zwięzła charakterystyka obecnej sytuacji - patentowanie rozwiązań informatycznych jest już wieloletnią praktyką niektórych urzędów patentowych. I wiadomo, że już nikt nie jest w stanie stwierdzić, co jest, a co nie jest opatentowane.
Mit trzeci - patenty na programy nie będą szkodzić wolnemu oprogramowaniu. Nieprawda, wolne oprogramowanie jest szczególnie narażone na patentowy szantaż, gdyż to, co tworzą wolni programiści, jest całkowicie przejrzyste. Wolne oprogramowanie jest dostępne tak jak woda czy powietrze, więc w jego modelu rynkowym nie ma miejsca na gromadzenie środków na płacenie haraczy. Nawet pojedynczy patent może być destruktywny dla wolnego programu. Rosnąca reputacja i atrakcyjność wolnych programów wystawia je na atak dotychczasowych monopolistów. Jeśli zaczną przegrywać na rynku, to pozostanie im niszczyć konkurenta w sądzie.
Mit czwarty - protestują tylko zacietrzewieni zwolennicy wolnego oprogramowania. Wcale nie, protestują wszyscy informatycy. Patenty zagrażają całej informatyce komercyjnej, zarówno tej, która stosuje kod otwarty, jak i ukryty, własnościowy. Zagrożenie dla wolnego oprogramowania jest tylko bardziej widoczne. W gruncie rzeczy zagrożenia dla mniejszych firm stosujących kod własnościowy jest największe. Wolne oprogramowanie jest popularne i wspierane przez polityków (choć nie w Polsce). Za firmami z własnościowym kodem nikt się nie ujmie. Najwięcej jednak zapłaci gospodarka jako całość i konsumenci. Branża informatyczna jest szczególnie podatna na dominację dużych graczy. Skutek zalegalizowania patentów będzie następujący: mniej producentów dbających o klientów; mniejszy wybór produktów; gorsze i droższe oprogramowanie.
Mit piąty - wszystkie problemy da się rozwiązać przy pomocy właściwie stosowanej polityki antymonopolowej. Tak nie jest, praktyka jest inna. Państwo amerykańskie w ogóle nie może sobie poradzić z informatycznym monopolem. W Europie też nie jest najlepiej.
Mit szósty – wszelkimi siłami należy zwalczać imitacje. Nieprawda, umiarkowany poziom imitacji jest korzystny dla postępu. Całkowity zakaz imitacji oznacza bezruch. Dlatego państwo powinno zapewniać wyważony system ochrony prawnej twórczych osiągnięć i ograniczać nadmierną ekspansje systemu monopoli intelektualnych.

Ostatnia okazja

Co się stało, że patentowanie programów trafia dziś na strony gazet? Słoń świata informatycznego, Microsoft ogłosił, że ma zamiar zgłaszać 2 do 3 tysięcy zgłoszeń patentowych rocznie. Szef Microsoftu zapowiedział, że użytkownicy wolnego oprogramowania mogą się spodziewać roszczeń patentowych ze strony jego firmy. Microsoft nie jest wyjątkiem. Patenty są wykorzystywane w coraz bardziej agresywny sposób.
Jednocześnie po raz pierwszy od dziesiątków lat problemy patentowalności są poważnie i ze znajomością rzeczy rozpatrywane przez prawodawców i polityków, a nie tylko urzędy i sądy. Ta okazja nie może być stracona. Należy stworzyć warunki instytucjonalne pozwalające na opanowanie niepożądanej inflacji patentów i kreatywnego stosowania prawa. Warto przypomnieć, że w przypadku finansów publicznych osiągnięto to poprzez oddzielenie instytucji regulacyjnych od wykonawczych.
Nieporozumień w dalszych pracach nad dyrektywą można uniknąć na przykład przez zmianę składu i trybu pracy zespołów roboczych Rady UE. Powinni przestać dominować w nich prawnicy. Doradcami Rady w zdecydowanej większości powinni być ludzie naprawdę wiedzący, na czym polega praca twórczego informatyka. Kto nie widzi różnicy między tworzeniem czegoś nowego w świecie materialnym a stosowaniem metod informatycznych, w ogóle nie powinien być słuchany.

To nie tylko informatyka, to polityka

Wszystko wskazuje na to że Komisja i Rada UE wszelkimi środkami będą forsować uznanie praktyki Europejskiego Urzędu Patentowego [który obecnie udziela patentów uznawanych w UE i ponadto w kilku innych państwach, w tym Szwajcarii – red.]. Jeszcze bardziej zmasowanej akcji można się spodziewać ze strony przywykłych do kupowania sprzyjającego im prawa gospodarczych potentatów. Można się spodziewać że patentowy establishment zacznie prowadzić kampanię dezinformacji porównywalną ze swymi manipulacjami z 1998 roku, kiedy przywieziono do Parlamentu Europejskiego niepełnosprawnych na wózkach inwalidzkich, by ich nieszczęścia użyć jako argumentu dla przeprowadzenia dyrektywy o patentowaniu rozwiązań genetycznych. Być może teraz przekupieni przedstawiciele małych przedsiębiorstw będą wysyłani do Parlamentu, by mówić, jak ucierpieliby z powodu ograniczeń zaproponowanych przez Parlament we wrześniu 2003.
W drugim czytaniu do przywrócenia poprawek Parlamentu z pierwszego czytania wymagana jest bezwzględna większość głosów wszystkich posłów PE, czyli 60-70% głosów posłów obecnych na danej sesji. Bez tego z Parlamentu wyjdzie dyrektywa, która nie zadowoli nikogo poza patentowym establishmentem. Jeśli w drugim czytaniu uda się zgromadzić wymaganą większość dla wszystkich ważnych poprawek, kolejna faza prac będzie jeszcze trudniejsza. Trzeba znaleźć rozwiązanie w trzecim czytaniu, czyli w komitecie pojednawczym, które może być tylko kompromisem między stanowiskiem Rady i tekstem przyjętym przez Parlament w drugim czytaniu.
Decydujący dla przeszłych rezultatów działania Rady jest stopień rzeczywistego zaangażowania ministrów i poważnych polityków w określanie jej stanowiska. Dotychczas zwykle zlecali te prace funkcjonariuszom krajowych urzędów patentowych. Mieszanka nieprzejrzystych procedur uzgadniania stanowisk Rady Ministrów UE z równie nieprzejrzystym światem specjalistów od patentowania okazała się wyjątkowo toksyczna. Dlatego trzeba położyć maksymalny nacisk na rozwinięcie publicznej debaty. Tylko presja jawności może dać wyniki. Legislatorzy patentowi Rady jeszcze nie uznali za niezbędne zmierzenie się z prawdziwymi problemami w otwartej debacie. Nie można im pozwolić na unikanie takiej konfrontacji. Rada powinna być skonfrontowana z rzeczywistymi zastrzeżeniami wniesionymi przez Parlament Europejski.
Forsowanie dyrektywy w kształcie, który napotyka wyraźny sprzeciw licznych parlamentów krajów członkowskich i Parlamentu Europejskiego, jest głęboko niedemokratyczne, szkodzi kulturze politycznej i zaufaniu obywateli dla prawa. W obecnej sytuacji prosta kontynuacja dotychczasowego postępowania oznaczałaby zgodę na brak demokracji i poważne traktowanie projektów ewidentnie złego prawa.
Potrzebna jest debata nad regułami działania Rady i Komisji. W trakcie usiłowań doprowadzenia do dyskusji nad tekstem nieporozumienia politycznego z maja 2004 wielokrotnie mówiono, że naruszyłoby to niepisane reguły działania Rady. W takim razie czas nauczyć się pisać. Bez uporządkowania i ścisłego prawnego zdefiniowania postępowania Rady i Komisji – dzisiaj chaotycznego - nie ma co mówić o demokratycznej Europie.
Być może konflikt wokół patentów na oprogramowanie przejdzie nie tylko do historii komputerów, lecz okaże się także jednym z decydujących konfliktów politycznych początku XXI wieku.

Autor jest ekspertem Urzędu Patentowego RP i członkiem zarządu Internet Society Polska.
Rozszerzoną wersję tekstu opublikujemy w najnowszym numerze KP.
Komentarze
Dodaj nowy
Grzegorz  - Dobrz i prosto napisane   |04.04.2005 20:06:28
Bardzo dobrze napisany tekst, który może trafić do wyobraźni ludzi "nie
technicznych".
RAY  - bardzo fajny tekst   |05.04.2005 10:39:20
Podoba mi sie caly tekst, a najbardziej wzmianka o tym, ze w debacie nie powinni
brac udzialu prawnicy, lecz informatycy i wszyscy Ci ktorzy sie znaja na rzeczy.
Prawnicy dajacy sie zbalamucic kasa sa dla mnie obiektem kpin.

Wiktor  - Mowic glosno i pisac wszedzie   |05.04.2005 10:53:54
Prosze Autora o skierowanie tego tekstu do opiniotworczych periodykow w Polsce
jako "list otwarty". Wyliczm alfabetycznie:
Angora
Najwyzszy
Czas
Newsweek
Nie
Polityka
Przeglad
Przekrój

Tygodnik
Powszechny
Wprost

Gratuluje polskiemu Urzedowi Patentowemu, ze ma takiego
eksperta
Pozdrawiam

Marcin  - a może pewnien kompromis?   |05.04.2005 14:28:00
Ja mam wrażenie, że obie strony sporu mają swoje racje. Jestem za brakiem
patentów na oprogramowanie, ale niektóre argumenty za patentami brzmią
sensownie. Może dałoby się to załatwić w pewnien kompromisowy sposób - patent na
kod/rozwiązanie programowe, ale na okres roku, góra 2 lat. Na zastrzeżenie
czegoś naprawdę nowego (chyba) wystarczy, a na pewno da się zablokować
patentowanie "rzeczy oczywistych" sprzed kilku(nastu) już lat.
Adam  - Niejasność proceduralna.   |05.04.2005 14:43:01
Zgadzam się z Przedmówcą, ale teraz chodzi o zabezpieczenie się przed wejściem
szkodliwej dyrektywy w życie. Swego czasu mówiono o błędach proceduralnych w
zatwierdzaniu dyrektywy jako A-Item. Czy to prawda i czy ktoś próbował
skorzystać z tego do oprotestowania?
Michał Polasik  - zorganizowana akcja   |05.04.2005 14:48:59
Znakomity tekst.
Konieczna jest zorganizowana ogólnopolska akcja, żeby sprawę
nagłośnić i zasypać naszych polityków (zwłaszcza europosłów) petycjami i
listami. Można by spróbować zbierać podpisy pod petycjami na uczelniach.


Potrzebne by było także internetowe centrum takiej akcji - może ISOC?

Można by tam zamieścić petycję elektroniczną, bannery oraz gotowe listy do
polityków (typu ściągnij, wydrukuj, podpisz i wyślij na wskazany
adres).

Pozdrawiam
MM  - co do procedur   |05.04.2005 17:37:39
Tak, proces zatwierdzania procedury odbywał się w sposób niezgodny z regulaminem
Rady UE. Problem w tym, że zdaje się ten regulamin nie przewiduje trybu
oprotestowania takich wypadków. - Warto by jednak się czegoś na tym nauczyć.
thomas  - patentowanie rzeczy oczywistych   |05.04.2005 17:40:59
Interesy korporacji międzynarodowych są takie, że nie dopuszczają one możliwości
powstania innego prawa patentowego niż w USA - czyli nie sądzę, aby dyrektywa ta
miała sens jakikolwiek dla tych korporacji, gdyby nie dopuszczała opatentowania
wszystkiego.
Sęk w tym, że w ogóle nie powinno być możliwości patentowania
algorytmów, bo wtedy można opatentować dowód matematyczny, prawo fizyki lub
ludzki genom. One są bowiem właśnie algorytmami i to wcale nieoczywistymi.
heise.de  - drugie czytanie   |05.04.2005 22:04:20
Jak dowiaduje się serwis heise.de, komisja legislacyjna Parlamentu Europejskiego
raczej zignoruje wątpliwości wiążące się z legalnością procedury przyjęcia
tekstu dyrektywy przez Radę UE. Wynika stąd, że dyrektywa wchodzi na drugie
czytanie w Parlamencie. Wprowadzenie jakichkolwiek zmian będzie bardzo trudne,
zwłaszcza w kontekście bardzo nasilonego lobbingu.
Marcin  - finanse …   |06.04.2005 14:43:34
Skąd niby 5 studentów tworzących coś na jednej z darmowych licencji ma wźiąć
środki na opatentownie swojego zapewne nowatordkiego dzieła.
Pójdźmy dalej
wszystkie organizacje harytatywne opodatkować 50% albo więcej z co tam.

Pozdrawiam …. również tych "zamnkiętomyślących"
ali g  - plus minus   |06.04.2005 16:53:16
Innym mitem, na ktory podatni sa tworcy, jest ze ‘korporacje’ lobbuja w ich
interesie. Podczas, gdy w pierwszej kolejnosci autorom zależy przeciez na
popularności i uznaniu (prawa moralne). A silne IP temu przeciwdzialaja. Poza
tym ciekawe, czemu akurat prawo ma chronic program komputerowy w inny sposob niż
idee produkowane przez think-tank. Gdyby pracodawca Newtona (Trinity College)
zachowywal sie podobne nie znalibysmy rachunku rozniczkowego. A juz zupelnym
skandalem jest, że uniwersytety placa krocie wydawcom periodykow za
wykorzystywanie artykułów, które same tworza…

Natomiast atak autora na
wszelkie prawa patentowe i standaryzacje jako ‘kartelowe porozumienia
wielkich koncernow’ traci pieniactwem. Oczywiście ryzyko zmowy monopolowej
istnieje, ale przeciez standaryzacja prowadzi do kompatybilnosci, co często jest
dobrą rzecza (vide standard GSM w Europie). Sama proba sprywatyzowania standardu
może byc przeciw-skuteczna (Sony Betamax, Apple), bo ludzie go nie zaadoptuja. W
tym sensie Windows jest raczej wyjatkiem niż regula.
MM  - pieniactwo?   |06.04.2005 20:12:56
Radzę jeszcze raz przeczytać ten tekst. Autor nie mówi, że wszelkie prawa
patentowe są zbędne. Nie atakuje wszelkich standaryzacji.

Niestety jednak
część tzw. standaryzacji służy monopolom. Vide casus Płatnika i Prokomu w
Polsce: standard przesyłu danych jest jeden, ale co z tego, skoro i tak program
działa tylko w jednym słusznym systemie.
Stanrom  - Poszerzyć akcję   |10.04.2005 13:31:09
Nie jeden raz już słyszeliśmy o nowatorskich rozwiązaniach polskich wynalazców.
Niestety nie osiągnęli oni z tego tytułu żadnych korzyści, bowiem na
przeszkodzie stanęła polityka patentowa. Zyskiwał bowiem ten, kto miał
pieniądze, za niewielkie grosze odkupywał (czasem nawet nie) myśl techniczną
twórców, apotem opatentowując ją mół zarobić prawdziwe pieniądze. Najwyższy
czas, aby coś zmienić w istniejącym prawodawstwie. Akcję należałoby nie tylko
szeroko propagować w Polsce lecz również włączyć w ten proces pokrewne
organizacje z innych krajów UE.
Darek  - Wszystko OK   |09.05.2005 02:13:30
Ale to głos na puszczy i to mnie martwi. Rzeczywiście, wypada się cieszyć, że
mamy takich specjalistów w urzedzie patentowym i smucić, ze nie mają ich inne
kraje UE, że mają oni mały wpływ na działania polityków. Patenty w UE ustawią UE
w ogonie postępu cywilizacyjnego. Jeśli wejdą w życie, polityka rozwoju
nowoczesnych technologii w UE to będzie czysta fikcja. Cały ruch OpenSpource,
który jest bogatym źródłem kreatywnosci i inspiracji dla wielu informatyków
również z komercyjnych firm stoi pod znakiem zapytania. Jedyne co pozostanie, to
skorzystanie z zasady obywatelskiego nieposłuszeństwa. Pytanie tylko, kto oprócz
nas, Polaków, ma w europie tego typu tradycje?
Dziwię się krótkowzrocznosci
polityków. Cała ta historia uczy mnie jednego - korupcja i prywata to nie tylko
polski wynalazek.
grzegorz s  - akcja FFII   |23.05.2005 10:22:52
dpowiedź dla Michał Polasik - taka akcja już jest polecam
strony:

http://www.nosoftwarepatents.com/en/m/b
asics/index.html
http://patinfo.ffii.org/faq.en.h
tml
http://swpat.ffii.org/log/intro/index.en.html

zapraszam do przyłączenia
się do akcji
grzegorz s
Kshys@o2.pl  - Świetny artykuł !   |10.06.2005 16:29:47
Naprawdę sporo można się z niego dowiedzieć o całej atmosferze wokół wolnego
oprogramowania.

Dzięki Grzegorz s - zaraz dodam te linki na swoją stronkę
;).

Pozwolę sobie jeszcze przytoczyć znamienny jak myślę cytat z
"Antymatrixa" Edwina Bendyka:

" W anarchokomunistycznej
społeczności wolnego internetu własność po prostu nie istnieje"
!!!
I to
Wam - kreatywnym informatykom (hakerom?) zawdzięczamy ten stan rzeczy ;)
Dzięki
!!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.70653 Seconds