Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Gdula: Trudna lektura |
|
|
Maciej Gdula
|
|
16.01.2008 |
Strach Jana
T. Grossa to trudna książka. Mogliśmy się o tym przekonać już w
pierwszych dyskusjach, jakie się wokół niej odbyły. W
poniedziałek u Jana Pospieszalskiego w „Warto rozmawiać”
uczestnicy skoncentrowali się przede wszystkim na możliwości
dokładnego ustalenia liczby żydowskich ofiar polskiej przemocy
(były tabelki) i uniknęli konfrontacji z książką odbywając
dyskusję zastępczą, którą dobrze znamy z czasów
wydania Sąsiadów. Z drugiej strony Strach Jana
Grossa jest książką łatwą. Jej przekaz bez trudu dotrze do
każdego, kto zrezygnuje z obowiązku zaprzeczania polskim zbrodniom
i zrozumie, że można być Polakiem i nie być członkiem wspólnoty
bez skazy.
Lekturę Strachu
może ułatwić koncentracja na trzech elementach wywodu Grossa. Po
pierwsze Polacy nie są odpowiedzialni za Holokaust, ale byli jego
świadkami i brali w nim udział. Po drugie powojenny antysemityzm
był zakorzeniony w doświadczeniu wojennym. Po trzecie powojenny
antysemityzm Polaków uwikłany jest w stworzenie wspólnoty
narodowej jako wspólnoty homogenicznej.
Gross przekonująco
pokazuje, że Polacy nie byli wyłącznie niemymi świadkami
Holokaustu jako sterylnej i ukrywanej przez Niemców operacji.
Polacy widzieli mordowanie Żydów na swoich ulicach i nie
ograniczali się niestety do bezsilnej asysty, ale często odgrywali
w mordach aktywną rolę. Działo się to przede wszystkim przy
okazji niemieckich akcji likwidowania gett*. Naukowo potwierdzone są
także mordy na Żydach dokonywane przez polskich partyzantów
(AK, BCh, NSZ) i nieuzbrojoną ludność na prowincji. Te świadectwa
każą pożegnać się z obrazem Polaków jako bezsilnych i
współczujących obserwatorów Zagłady.
Powroty Żydów
po wojnie były powrotami zza grobu. Polacy nie cieszyli się z tych
nieoczekiwanych spotkań. Rozmaite świadectwa przytaczane przez
Grossa pozwalają zrekonstruować atmosferę niechęci do Żydów.
Przejawiała się ona w codziennych interakcjach ze zwykłymi ludźmi,
w kontaktach z urzędnikami, w groźbach pozbawienia życia i
pobiciach. Pogromy i zabójstwa były tylko najbardziej
skrajnymi przejawami antysemityzmu. Polacy czuli niechęć do Żydów
z kilku powodów. Żydzi przypominali o zbrodniach, których
dokonali Polacy, mogli upomnieć się o swoje mienie, według części
Polaków dostali od Hitlera to, na co zasłużyli i ich powroty
były podważaniem słusznej logiki historii. Gross pokazuje ciągłość
między antysemityzmem czasu wojny i antysemityzmem powojennym,
udowadniając bezpodstawność hipotezy o antysemityzmie jako
przejawie antykomunizmu.
Stosunek Polaków
do Żydów po wojnie stał się przyczyną masowej emigracji
tych, którzy ocaleli z Zagłady. Wyjechali, ponieważ w kraju
wielu Polaków na różne sposoby okazywało, że nie
widzi dla nich miejsca. Gross podważa powszechne przekonanie, że
Polska stała się krajem homogenicznym ze względu na splot
okoliczności historycznych, na które Polacy nie mieli wpływu.
Wysoki stopień jednolitości nie jest czymś, co Polakom po prostu
się przydarzyło. Polacy pozbyli się mniejszości także własnymi
rękami. Pozbyli się ich, dokonując pogromów, grożąc i
rzucając obelgi.
Nie sposób
nie przypomnieć sobie o tym mechanizmie oczyszczania, kiedy słyszy
się o gejach stanowiących zagrożenie dla polskich rodzin, kiedy w
atmosferze skandalu ujawnia się dziadka w Wehrmachcie, kiedy czyta
się setki „dobrych rad” na forach internetowych, żeby wyjechać,
jeśli komuś nie podoba się w Polsce katolickiej. Mechanizmy, które
uruchomiono w Polsce po drugiej wojnie światowej, określiły w
dużej mierze wyobrażenie o tym, jaki charakter ma polska wspólnota
narodowa. Jeśli polityka uprawiana jest w imię narodu, to przyjmuje
ona kształt ochrony zdrowego rdzenia przed obcością. Jeśli dodać
do tego przeświadczenie o cierpieniu, niewinności i bohaterstwie
naszej wspólnoty narodowej, otrzymujemy dominujący wzór
myślenia o polskości.
Jeśli przyjmujemy,
że Strach uderza w polskość czy w Polaków, to
zakładamy, że jest tylko jedna polskość i jeden sposób jej
praktykowania. Gross jest jednak optymistą i wskazuje, że istota
polskiej tradycji nie opiera się na kultywowaniu ekskluzywnej
wspólnoty i niechęci wobec innych. Przywołuje tradycje
romantyzmu i wskazuje, że polska tożsamość to gotowość do
poświęceń za wolność innych. Opisując osoby pomagające Żydom
w czasie wojny, dba o to, aby pokazać ich różnorodność.
Znajdujemy tu Zofię Kossak-Szczucką, która pomagała Żydom
mimo wszystko (mimo swego przedwojennego antysemityzmu), polskich
chłopów katolików, polskich chłopów
prawosławnych, przedstawicieli inteligencji. Gross staje po stronie
różnorodnej polskości i zachęca do zmierzenia się z
historią polskiego antysemityzmu, aby dotrzeć do uniwersalnej
niechęci, jaka każe nienawidzić innych ludzi tylko dlatego, że są
inni. Stając po stronie polskości szanującej różnice,
Gross wskazuje, że rozwiązania problemu nienawiści zawsze trzeba
poszukiwać w lokalnym kontekście. To, że inni też mają problem z
nienawiścią, nie zwalnia nas z odpowiedzialności za zmierzenie się
z nią tu, gdzie dotyka sposobu funkcjonowania naszej wspólnoty.
—
* Żeby nie
pozostawać wyłącznie przy lekturze Grossa, wczoraj otworzyłem na
chybił trafił tom pod redakcją Michała Grynberga i Marii
Kotowskiej „Życie i zagłada Żydów polskich 1939-1945.
Relacje świadków” (Oficyna Naukowa, Warszawa 2003). Oto co
znalazłem w relacji Heli Ferstman z Lublina: „Znam historię
dwóch sióstr Zigel, które razem z dziećmi w
ciągu dwóch tygodni chowały się u polskiej kobiety. Jakiś
wyrzutek dowiedział się o nich i zaczął szantażować zarówno
te Żydówki jak i polską kobietę. Nie mając innej rady
musiały uciec ze swojej kryjówki. (…) Jak tylko znalazły
się na ulicy, od razu zebrał się tłum z okrzykiem - Żydówki,
Żydówki. Polski policjant zabrał je do niemieckiego
komisariatu. Wystarczyło, że jakiś ulicznik wskazał palcem i
wykrzyknął - Żyd!, a już rozpoczynał się pościg za ofiarą,
która szybko wpadała w łapy prześladowców. Tego
rodzaju polowania miały miejsce w ciągu całej zimy 1942-1943(…)
Jak szeroki i długi jest bruk lubelski - zlany jest naszą krwią.
3 listopada 1943 r. zabrano Żydów ze wszystkich placówek
i ulicami odprowadzono na Majdanek. (…) Kilku zaczęło uciekać,
kiedy weszli na ulicę Zamojską. Od razu padli od salwy z automatów.
(…) Pewna dziedziczka rozgniewała się, że są jeszcze tacy
Polacy, którzy próbują uratować Żyda. - Żydzi -
powiedziała - są jak pluskwy. Tępi się ich i nie można
wytępić” (s. 52)
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 17.01.2008 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...