> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gdula: Poznań - Częstochowa 0:1 Drukuj
Maciej Gdula   
16.11.2005
W najbliższą sobotę,19 listopada, w Poznaniu w ramach Dni Równości i Tolerancji 2005 odbyć się miał Marsz Równości. Marsz prawdopodobnie się jednak nie odbędzie.

Prezydent Poznania Ryszard Grobelny nie wyraził zgody na przemarsz pokojowej demonstracji. Nie jest tajemnicą, że ostatnio był pod presją skrajnie prawicowych partii (PiS i LPR) oraz hierarchów Kościoła Katolickiego, którzy sprzeciwiali się Marszowi Równości. Decyzję Prezydenta Poznania tak uzasadnia Anna Szpytko, jego rzecznik prasowy: „Po konsultacji z policją prezydent Poznania uznał, że podczas »Marszu Równości« może dojść do zniszczenia mienia znacznej wartości na trasie, którą ma iść marsz”.

Ostatnie lata nauczyły nas, że zawsze znajdzie się argument, aby zakazać obecności gejów i lesbijek w sferze publicznej. Może to być ochrona mienia, bezpieczeństwo demonstrujących, święto religijne, odsłonięcie pomnika narodowego bohatera, pamięć o Janie Pawle II, zaproszenie do miasta Benedykta XVI albo poczucie przyzwoitości „normalnego” człowieka.

Jednocześnie odbywają się demonstracje jawnie faszystowskie i nacjonalistyczne. 11 listopada podczas Święta Niepodległości odbył się przemarsz ONRu ulicami Częstochowy. Prawicowi radykałowie skandowali: „Polska dla Polaków!”, „Nasze ulice, nasze kamienice!”, „Tu jest Polska, nie Izrael!”, „Żydzi z Polski precz!”, „Znajdzie się kij na żydowski ryj!”. Eskortujący demonstrację policjanci nie interweniowali. Nie przypominam sobie także krytycznych komentarzy polityków czy hierarchów Kościoła Katolickiego w związku z wydarzeniami w Częstochowie. 

Kolejne zakazy demonstracji dla środowisk mniejszościowych są przejawem kryzysu państwa. Państwo przyznaje, że nie ma sił, by ochronić obywateli, którzy chcą korzystać ze swoich demokratycznych praw (prawo do zgromadzeń). Nie interweniuje także wtedy, gdy pojawiają się grupy jawnie naruszające porządek demokratyczny i nawołujące do waśni na tle etnicznym. Brak zdecydowanych działań na rzecz obrony demokracji może postawić nas niedługo w sytuacji bez wyjścia.

Komentarze
Dodaj nowy
haneczka  - uwaga na język!!!   |16.11.2005 13:48:53
Stwierdzenie, że prezydent Poznania "ostatnio BYŁ POD PRESJĄ skrajnie
prawicowych partii" jest niefortunne. Stan psychiczny urzędnika pełniącego
publiczne funkcje mnie nie interesuje. Tym bardziej jeśli faktycznie służy to
usprawiedliwieniu jego niedemokratycznej, sprzecznej z regułami życia
publicznego decyzji. Odwraca uwagę od niego, kierując ją na tych, którzy takową
presję wywierali. W ten sposób nikt nie jest odpowiedzialny, od nikogo nie da
się nic wyegzekwować.

Poza tym to stwierdzenie bezrefleksyjne. No bo co to
znaczy "presja" - szantaż, któremu biedny i słaby prezydencina ulega, bo
nie ma innego wyjścia? Bo własną piersią broni społeczności, którą się opiekuje?
Jeśli tak, to dlaczego szantażyści hulają bezkarnie po kraju? Dlaczego obywatele
nie są chronieni potencjalnym zagrożeniem, które się z ich nieograniczoną
działalnością wiąże? A może to jednak racjonalna argumentacja przeciwników
Marszu?

Podobny problem mam ze sformułowaniem "państwo PRZYZNAJE, ŻE NIE
MA SIŁ, by ochronić obywateli". W konfliktach, które nas tu interesują
państwo nawet nie próbuje się sprawdzić - od razu rozsiada się po jednej ze
stron. Bo tak jest wygodniej, bo wynika to z partykularnych związków rządzących
i ich zaplecza politycznego, bo nikomu nie przychodzi do głowy myślenie w
kategoriach rzeczywiście publicznego interesu. Brak sił, którym państwo wyciera
sobie gębę, nie ma tu najmniejszego znaczenia, jest totalnie nieistotny,
pozorny. Wpisany w komentarz w rodzaju powyższego staje się jednak ładnym
językowym mechanizmem racjonalizacji faktycznego łamania fundamentalnych
zobowiązań państwa wobec obywateli, usprawiedliwieniem wykorzystywania tej
niesymetrii przez jedną - bezczelniejszą - ze stron.

Brak uwagi wobec języka
prowadzi do bezsensownego oddawania pola przeciwnikowi. A to dziwi, zwłaszcza
w kontekście wytężonej, jak wieść gminna niesie, pracy nad językiem,
zmierzającej do stworzenia siły alternatywnej wobec rządów prawicy.
rewolucyjna poetka  - rispekt dla autora   |16.11.2005 19:50:06
wszystko co trzeba, bez zbednych słów. może by to przełozyć na
angielski/francuski/niemiecki i rozesłać po świecie?
thomas  - czepialstwo   |16.11.2005 23:43:14
haneczko, ja tam prawdę mówiąc czytając takie teksty nie czuję potrzeby
dokonywania analiz, które zresztą kompletnie oderwane od kontekstu pozostałych
wyrażeń są bardzo, ale to bardzo wątpliwe… autor napisał może i oględnie, bo
można było użyć słów mocniejszych, ale rezerwujmy słowa mocniejsze na po
Poznaniu. Będę tam i zapraszam wszystkich, którym drogie są prawa człowieka i
obywatela.
może czerwone  - Haneczko   |17.11.2005 00:25:57
Rzeczywiście ważne jest, aby uważać na reprodukcję struktur
poznaczych/jezykowych, które mogą wspierać pozycje wroga.
Twoje argumenty mnie
jednak nie przekonują.
1. Stwierdzenie, że prezydent był pod presją i dlatego
ustąpił, mogłoby być uznane za usprawiedliwienie jego działań, jeśli tekst
traktowałby np. o różnicy pomiędzy grobelnym, a kaczynskim. Sens nie wynika z
jednego zdania, ale ze zdań, które je poprzedzają, a przede wszystkim następują
po nim. W tekście casus grobelnego ujęty jest jako element w szerszym procesie
odmawiania prawa do zgromadzeń mniejszościom z rozmaitych powodów (powód zawsze
przecież się znajdzie). Nie ma w tekście gry na różnicy pomiędzy Poznaniem,
Warszawą, czy Krakowem. Przypadki te potraktowane są równoważnie. W tym sensie
tekst jest generalnym oskarżeniem, które nikogo jednak nie rozgrzesza, ale
zwraca uwagę na instytucjonalizację pewnego mechanizmu. Alternatywą dla takiego
spojrzenia byłaby analiza przypadku Grobelny, a to w znacznie większym stopniu
fałszowałoby obraz obecnej sytuacji.
2. Argument o braku sił może być uznany za
mniej trafny niż zawłaszczenie Państwa przez partykularne siły polityczne. Z
tym, że w dyskursie publicznym zawłaszczanie jest już dosyć ograne i uderzanie w
te tony nie musi dać dobrych wyników. Przywołanie braku sił wywołuje efekt
uczynienia skandalu z tego co jest na powierzchni języka. W dodatku pasożytuje
na pojęciu państwa, które pojawia się w dyskursie prawicowym (silne,
zapewniające ochronę), aby ten dyskurs (na innym polu) podważyć
anka zet  - marsz rownosci i tolerancji   |17.11.2005 10:39:52
mają rację, że zakazują! Lepiej zakazać, niż pozwolić Policji na obronę przed
chuliganami lub neonazistami, bo przecież wiadomo, że Policja nie jest
przygotowana do obrony (często sama jest skutecznie pobita!). Zamiast naprawić
dziury w asfalcie łatwiej postawić znak: uwaga przełomy (często jeżdżę, więc go
często spotykam:)). A lesbijki i geje na pewno się rozbiorą i będą gorszyć
uczciwych Polaków. Na pewno przystroją się w pióra, bo oni zawsze tak robią.
Teraz domagają się prawa do marszu, a potem do adopcji dzieci i małżeństw. A
przecież powszechnie wiadomo, że tylko mężczyzna i kobieta może stworzyć
normalną rodzinę. A że potem jest przemoc w rodzinie? Nic władzy do tego, co się
w świętej polskiej rodzinie dzieje. Niech lesbijki i geje siedzą w domu i
"robią to w domu po kryjomu". Po co manifestują swoją seksualność?! A,
że przeciętny heteroseksualist(K)a na codzień manifestuje całując się, prowadząc
żonę za rękę na ulicy, podpisując się, że jest żonaty lub zamężna. Niech się
wszyscy wreszcie nauczą, że w Polsce obowiązuje prawo dla równych i
równiejszych. Oj niewyedukowanych mamy obywateli:)
czapski   |18.11.2005 00:24:36
oj aniu demagogia- nie każdy kto nie jest zwolennikiem manifestacji swojej
orientacji seksualnej popiera przemoc w rodzinie
DonVito  - Wypowiedź usunięta   |19.11.2005 23:28:08
Wypowiedź została usunięta ze względu na niezgodność z regulaminem, a konto
użytkownika zablokowane.

Administracja strony.
rewolucyjna poetka  - do DonVito   |19.11.2005 20:20:31
jesli chodzi o gusta - nikt nikogo nie zmusza do stosunków homoseksualnych.
jeśli się panu nie podobają, to niech ich pan nie uprawia.
Hagen  - Zboczenie   |21.11.2005 12:47:30
Witam

Miałem to szczęście, że zdążyłem przeczytać wiadomość przesłaną przez
niejakiego DonVito (tak na marginesie zastanawiam się gdzie nastąpiło złamanie
regulaminu w wyniku, którego wiadomość została usunięta), ale do rzeczy. Uważam
bardzo podobnie, że ludzie nie mają nic przeciwko równości i nie tu leży
problem. Ludzie po prostu uważają - i słusznie - homosekzualizm za zboczenie, a
jego manifestowanie jako działanie destrukcyjne dla społeczeństwa. Zreszta
Biblia nie pozostawia żadnych wątpliwości, żeby wspomnieć tylko List do Rzymian
1,27, gdzie homoseksualizm został nazwany zboczeniem. W jednym nie zgadzam się z
DonVito, to nie kwestia gustu czyli estetyki lecz kwestia moralności. Miejmy
odwagę nazwać po imieniu zboczenie. I tak przy okazji, ciekawe czy w ramach
lewicowego pojęcia wolnej wypowiedzi i ta wiadomość zostanie tchórzliwie wycięta
przez Administratora?
Hagen  - Do Rewolucyjnej Poetki   |21.11.2005 12:57:08
Czy innym jest uprawianie bezeceństwa w zaciszu domu, a czym innym jego
publiczne manifestowanie. Proszę nie zmuszać moich dzieci do oglądania
bezwstydu.
thomas  - O regulaminie   |21.11.2005 14:50:47
Ja też czytałem tę żenującą wypowiedź. Była niezgodna z punktem 4.
regulaminu:

"4. Niedopuszczalne jest umieszczanie wypowiedzi sprzecznych
z prawem polskim i międzynarodowym, wzywających do nienawiści rasowej,
wyznaniowej, etnicznej, związanej z orientacją seksualną, płcią i wiekiem etc.
oraz treści faszystowskich, wulgarnych, obraźliwych, propagujących przemoc,
naruszających prawa innych osób itp."

Była obraźliwa i wzywała do
nienawiści. Wypowiedź p. Hagena nie jest obraźliwa, jest jedynie
fałszywa.

Trzeba bowiem udowodnić, że nakazy formułowane przez Biblię są
moralne. Jest to niedowodliwe, gdyż zakłada istnienie bóstwa, które jest
odrzucane przez uczestników dyskusji. Jeśli zaś objawienie nie jest
wyznacznikiem moralności, to trzeba się powołać na zasady moralne.
Żaden znany
mi sposób uzasadniania twierdzeń moralnych nie umożliwia twierdzenia, że
homoseksualizm jest niemoralny.

A co do bezwstydu, to racja, uważam, że
Telewizja Trwam powinna zostać zamknięta, gdyż bezwstydnie rozsiewa brednie.
Natomiast żaden Marsz Równości w Polsce nie był sianiem zgorszenia i bezwstydu.
W przeciwieństwie do wypowiedzi padających z ust polskiej skrajnej prawicy.
Publius  - Zmuszanie do oglądanie?   |21.11.2005 15:00:20
Drogi Hagen,

Jeżeli homoseksualizm jest zboczeniem, czy też czynem
niemoralnym, to chyba zgodziłbyś się z tym iż należy go zabronić w domu, a nie
tylko na ulicę?

Bowiem nie uważasz chyba że, na przykład, mordować czy
katować żon możemy "w zaciszu domu" byle by nie na ulice gdzie
zmuszalibyśmy "dzieci" do oglądania mordu i katu, czyż nie?

Powołanie
się na Biblię, czyli na Słowo Boże, jest nadużyciem bowiem dobrze wiesz że
Biblia jest niejednoznacznych źródłem.

Biblia jest złożona z księg pisanych
przeróżnymi piorami, i Chrześcijaniń, widząc w doborze ksiąg Bibli opatrznośc i
Duch Boże, jednak zdaje sobie sprawę z tego że słowa w nim zawarte są pisane
przez człowieka i ich interpretacja wymaga spokoju, rozumu, a często wręcz
szacunek dla mistykę czy niejasność Boga.

I rzecz ostatnia: Czy uważasz za
czyn moralny pozbawienie ludziom prawa do manifestowania swoich przekonań
politycznych?

O ile mi wiadomo, manifestaci nie mieli zamiar uprawiać seks na
chodniku, tylko przejść przez miasto głosząc w sposób pokojowe swoje
przekonania.

Śmieszne jest mówić o moralności i powoływać się na Słowo Boga
gdy bronisz rzecz tak niemoralną jak zakazywanie ludziom prawo do wolności
słowa.

Chrystus i Chrześcijanie od czasów Rzymu po ostatnie stulecia ginęli
dlatego że nie uznawano niezbywalną godność człowieka i jego prawo do głoszenia
swoich poglądów na forum publiczne.

Ba - dodam więcej - skoro mowa o
odwadze…

Chrześcijaństwo JEST zboczeniem - i jest to zboczenie pozytywne,
jeżeli wierzyć Chrystusowi.

Bo ku czemu właśnie woła Chrystus aniżeli ku temu
byśmy zboczyli z normalnej, ludzkiej drogi grzechu, przemocy, bezmyślności i
chciwości?

Chrześcijaństwo jest przewrotem, wywróceniem do góry nogami
porządku panującego między ludźmi i próba zboczenia ich - w stronę miłości i
dobra.

Mówisz o tym że "zmuszania" dzieci do oglądania
"bezwstydu" jest złem…

Ale co właściwie robi chrześcijan kiedy
przyprowadza dziecka do Kościoła?

Czy pół nagi, krwawiący i umierający
człowiek zwisający z patyka nie jest bezwstydem? Czy nie jest to
"zboczone?" Czy nie jest to okropne?

Jednak Chrześcijań chce by
dziecko to widziało bo jest to obraz miłującego Boga umierającego za nas
wszystkich.

I gdybyś przez chwilę pomyślał - to zrozumiałbyś że pojawienie
się manifestantów na placu mimo zakazu władz Poznania było czynem broniącym nas
wszystkich - nasze prawo do swobodnej wypowiedzi - w tym i twoje.

Zatem ani o
równość, ani o homoseksualizm tu chodzi - tylko o prawo do manifestowania swoich
przekonań w sposób pokojowy.

Publius
rylew  - Tolerancja wystarczy   |21.11.2005 21:33:12
Publiusie,
argumentujesz zupełnie logicznie i prawie mnie przekonałeś.

Pozostaje jednak jeszcze coś do wyjaśnienia

Wydaje mi się jednak, że w
takiej demonstracji chodzi o coś więcej niż o wypróbowanie swojej wolności słowa
i wolności przekonań. I własnie to coś budzi zaniepokojenie moje i sporej części
społeczeństwa.
Czy nie chodzi tutaj jeszcze o pokazanie swojej odmienności,
atrakcyjności swojej odmienności, zdobycie zwolenników i naśladowców. Myślę, że
taki pokaz może wywrzeć duże wrażenie zwłaszcza na młodzieży.
Czy nie chodzi
tutaj przypadkiem o poszerzenie kręgu odmienności do którego się należy?
Tego
bym sie już obawiał, bowiem bez czytania Biblii wiadomo w jaki sposób człowiek
się rozmnaża i w jaki sposób dzięki temu funkcjonują społeczeństwa przez wieki.

Dzisiaj nie wymyślono jeszcze lepszego sposobu reprodukcji narodów niż
progenitura, a tej nie mogą dać ci kochający inaczej.
Dlatego powiększanie tego
kręgu obywateli nie leży w interesie państwa i władze nie powinny pomagać w jego
powiększaniu – tolerancja wystarczy.
Jest to także w interesie samych
odmiennych, wszak ekspansja musi wywołać reakcję społeczeństwa i wywołuje.


Piszesz
>Bo ku czemu właśnie woła Chrystus aniżeli ku temu byśmy zboczyli z
normalnej, ludzkiej drogi grzechu, przemocy, bezmyślności i chciwości?<


Tutaj niestety wyciągnąłeś bałamutny wniosek.
Zboczyli – zboczenie,
to tylko podobne brzmienie słowa, a dotychczasowa, według ciebie normalna droga
którą podąża ludzkość, to może właśnie to zboczenie, które dokonało się w wyniku
grzechu pierworodnego ?

Chrystus woła abyśmy zboczyli z drogi, która
prowadzi do zagłady rodu ludzkiego i życia na tej ziemi i wskazuje nam drogę
życia.
Droga rozwoju homoseksualizmu nie jest drogą życia.
Publius  - Dobre argumenty   |21.11.2005 22:15:34
Myślę że stawiasz dobre pytania, Rylew, szczególnie że problem jakiego ludzie
widzą w demonstracjach np ugrupowań skrajnie nacjonalistycznych czy
rasistowskich to właśnie ten sam problem - czy nie chodzi im o przekonanie do
swoich "racji," destruktywnych dla społeczeństwa…

Jednak - czy nie
sądzisz że celem każdej wymowy politycznej jest przekonanie kogoś do swoich
racji, i oczywiście wolność słowa to tylko metoda która służy celowi jakim jest
przekonanie…

Tutaj bym jednak postawił sprawę w taki sposób: Po pierwsze -
Prawda, jeżeli taka jest, nie jawi się innaczej niż przez dialog. To jeden z
powodów dlaczego wolność słowa jest konieczna - nie ponieważ
"relatywizm" tak nakazuje, tylko dlatego że wszelka moralność, i wszelka
prawda jawi się nam tylko za pomocą otwartej rozmowy.

Żaden człowiek prawdy
nie posiada - tylko ją szuka…i jawi się nam ona w dyskusji. Kiedy dyskurs
zostaje ograniczony cenzurą jakąkolwiek - prawda nie ma możliwości się
zjawić.

Dlatego zresztą jestem przeciwniekiem zapisu Polskiej Konstytucji
która zabrania wolnośc wypowiedzi rasistom, faszystom itp itd.

Jestem też
przeciwnikiem przepisów istniejących w Niemczech które zabraniają Nazistom
zabrania głosu w debacie publicznej i zabraniają historycznej rewizji drugiej
wojny światowej oraz kwestii oświęcima.

Nie dlatego że jestem nazistą, ani
nie dlatego że uwielbiam rasizm, ani nie dlatego że uważam holaucost za mit…
Tylko dlatego że uważam że w społeczeństwach otwartych - moralność i prawda nie
mogą się bać, nie mogą kryć się za nakazami prawnymi. Jeżeli moralność i prawna
nie trafiają do ludzi - jeżeli ludzie są na tyle skorumpowanii i nieudolni że
nie dostrzegają co jest słuszne a co nie słuszne sami - jeżeli potrzebują
cenzury, przepisów które zakazują pewne linii argumentów - to taki lud jest
zgubiony; nie zdolny do samorządnośći.

Kiedy pojawia się cenzura w imieniu
ochrony dobra publicznego przed nierozsądnymi argumentami - jest to dla mnie
znak że choroba nierozsądku już zapanowała nad ludźmi.

Dodałbym coś więcej:


Zakładasz w swojej argumentacji że homoseksualizm jest stanem uzaleźnionym
od woli człowieka - że heteroseksualista możę "stać się"
homoseksualistą.

Tymczasem wielu twierdzi iż homoseksualizm jest skłonnością
seksualną z którą rodzą się niektórzy ludzi; że jest to po za nimi i że nie jest
to kwestia wyboru, tylko predyspozycji.

Osobiście trudno mi jest pojąć ten
rodzaj argumentacji, jako że moja orientacja seksualna (hetero) wynika z mojej
płci. Owszem - nie wybrałem ją, owszem w teorii mógłbym wyobrazić sobie że
podejmuję "wybór" by np uprawiać stosunek seksualny z krowami czy kotami
- ba - może i nawet przyzwyczaiłbym się do tego i przestałoby to być
"obrzydliwe" - jednak nie zmienia to faktu że heteroseksualizm zdaje się
być naturalnym stanem bowiem jest nic tylko potwierdzeniem stanu faktycznego
ludzkiej biologii.

Fakt iż jest zarazem tak przyjęmnym potwierdzeniem tylko
sprawia iż raczej nie obawiam się wymierania rasy ludzkiej.

Żarty jednak na
bok, chodzi mi o to że dla wielu ludzi homoseksualizm jest - według nich -
stanem faktycznym a nie wyborem do tego samego stopnia do którego typowy
heteroseksualista uznaje swoją orientację za stan faktyczny a nie wybór.

Poza
argumentem o reprodukcji, dodałbym jeszcze jeden argument na przeciwko
homoseksualizmowi; otóż wydaje mi się że jest to orientacja bardzo samotna -
samotna dlatego że nie daje satysfkacji jaką jest rodzina i dziecko bądź
dzieci.

Owszem, może dawac miłość na stopniu podobnym do miłości odczuwanej
między przyjaciółmi, może dawać przyjęmność w sferze seksualnej, natomiast nie
daje satysfakcji jaką jest dziecko.

Adopcja, moim zdaniem, nie powinna
przysługiwać homoseksualistom z tego względu że dziecko winno miec i ojca i
matke, winno mieć tę specyficzną miłość jaka płynie od kobiety jak i zarówno tę
która płynie od mężczyzny.

To że często dziecko jest pozbawione matki czy
ojca przez rozwód bądź inny wypadek losu nie zmienia jednak faktu iż są mu
niezbędne.

A to wszystko nie zmienia faktu że tak samo jak samotna matka
może byc dla dziecka dobrą mamą, czy samotny ojciec też…to homoseksualista i
jego/jej partner mogę być równie dobrymi rodzicami.

Jednak uważam ze państwo
nie jest po to by sankcjonować i promować wyjątek…tylko zasadę.

A jedną z
tych zasad jest że na ile np ktoś się nie zgadza z moimi argumentami, na ile np
ktoś uważa że promuję "nietolerancję" - to ma wolność wypowiedzieć się
na ten temat.

Zauważ proszę ze można by interpretować powyższe moje argumenty
za "homofobię" bądź "nietolerancję".

Myślę że dołożyłem
starań by po prostu przedstawić pogląd iż tradycja rodziny jest akurat rozsądna
i dobra, nie dlatego że jest "tradycyjna," tylko dlatego że jest z
natury swojej sprzyjając ludzkiego szczęścia.

Jednak jeżeli ktoś uważa że to
co piszę jest homofobią, to nie powinień mieć prawo mnie cenzurować - nie tylko
dlatego że mam "wolność slowa" - ale dlatego że właśnie kontrowersyjne i
zarazem spokojnie przedstawione argumenty są naistotniejsze dla rozwoju
społecznego i dobra publicznego.

Dążę do tego ze o ile mogą być
homoseksualiści którzy jedynie chcą skorumpować młodzież, to może są i
homoseksualiści którzy mają do przedstawienia argument rozsądny i musimy ich
wyśłuchać, porozumieć się z nimi - zrozumieć ich.

Paranoia która przeradza
się w bunt i zamyka dyskusję niszczy prawdę - nawet prawdę o złu jakim jest
homoseksualizm…. bądź o złu jakim są np moje argumenty.

Publius
thomas  - Ostrożnie z biopolityką   |21.11.2005 22:27:25
Rylew, Twoim zdaniem w interesie Panstwa jest zwiększanie liczebności obywateli?
No cóż, na razie na tym polu największe osiągnięcia ma Jaruzelski, który
wprowadził stan wojenny, a w kioskach nie było prezerwatyw. Czy to Ci się
podoba?

Po co nam 100 mln Polaków? I tak Ziemia jest przeludniona. I tak
miliony pozostają bez pracy. Po co zwiększać przyrost naturalny? Proszę o
argument w stylu nienacjonalistycznym.
Hagen  - Do thomasa i Publiusa   |21.11.2005 22:58:32
ad. thomas

Pozwólcie że odpowiem we wspólnym tekście aby nie rozbijać
nadmiernie wątków.
Pozwolę sobie nie zgodzić się iż wypowiedź DonVito wzywała
do nienawiści ba czy była nawet obraźliwa. Sama wypowiedź o ile

sobie dobrze
przypominam zawierała dwa, trzy zdania. Jej kulminacją było użycie słowa
"obrzydliwość" w stosunku do

homoseksualizmu. Jeśli Twoim zdaniem ta
wypowiedź wzywała do nienawiści to należałoby pogratulować DonVito lapidarności
- ja

niestety niczego takiego się nie dopatrzyłem. Uważam raczej, że był to
przykład "wolności słowa", "tolerancji" i "prawa do


odmiennego zdania" na które ludzie lewicy tak chętnie się powołują,
dezawuując w praktyce tak piękne określenia. Osobiście

uważam, że
zablokowanie konta było w tym przypadku wyrazem niemocy.

Pisze Pan, że trzeba
udowodnić moralność nakazów Biblii - co prawda nie wiem jak takie
"udowodnienie" miałoby wyglądać lecz

przyjmijmy na moment Pana punkt
widzenia. Pisze Pan również, że trzeba się powołać na zasady moralne. Moje
pytanie brzmi:

jakie zasady moralne, przez kogo ustanowione? Przez
człowieka? No to proszę mi udowodnić, że one są moralne.

Jak widać tego typu
rozumowanie do niczego nie prowadzi.

Ostatniego akapitu Pana wypowiedzi
pozwolę sobie nie komentować. Erupcja emocji zawarta w owym akapicie pozwala
jedynie

przypuszczać o Pana młodym wieku.


ad. Publius

Czy
rzeczywiście uważa Pan że każdy czyn niemoralny powienien być całkowicie
zakazany? Co z nadmiernym piciem alkoholu,

paleniem tytoniu, obżarstwem,
itd. itd. Zgodzi się Pan że są to czyny niemoralne. Czy należy ich zakazać? Czy
dałoby się taki zakaz wyegzekwować? Czy pijaka siedzącego cicho w domu mamy
karać, siłą doprowadzać do izby wytrzeźwień? Nie. Ale co innego gdy ten pijak
wychodzi na ulicę lub powoduje burdy. To są oczywistości i jestem przekonany że
zgodzi się Pan ze mną w tym punkcie.
Wstawka dot. problemu katowanych żon jest
brudnym chwytem erystycznym i prosiłbym abyśmy nie uciekali się do tego typu
posunięć (wszak nie jesteśmy politykami walczącymi o głosy mas,
prawda?).
Prosiłbym o doprecyzowanie określenia iż Biblia jest
"niejednoznacznym źródłem"?

Kilka słów o interpretacji Biblii.
Katolik w przeciwieństwie np. do protestantów nie ma problemu z
"wielointerpretacją" Biblii. W Katolicyźmie interpretacja jest jedna i
jedyną instutycją władną jej dokonać jest instytucja Kościoła. To tak ogólnie.
Natomiast przykładowy werset na który się powołałem czyli:

"Podobnie też
i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą
ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc
zapłatę należną za zboczenie."

jak Pan widzi nie pozostawia wielkiej
swobody interpretacji. Zboczenie to zboczenie i tyle.

Dalej mamy o
"zboczeniu" Chrześcijaństwa. W tym miejscu protestuję, jest to
prymitywny (kolejny) zabieg erystyczny, polegający na zestawieniu obok siebie
podobnie lub tak samo brzmiących - jednak różnych - znaczeń. Pisał już o tym Pan
rylew zatem nie będę się powtarzał. Jeszcze raz jednak apeluję do utrzymania
odpowiedniego poziomu wypowiedzi. Wszak nie chodzi nam o udowodnienie naszych
racji przy użyciu nieczystych metod, prawda?

Zgadzam się, że Chrystus na
Krzyżu może a nawet powinien wywołać "wstrząs". Ubolewam nawet, że tak
wiele osób nazbyt przywykło do tego widoku. Cieszę się, że dla Pana jest to
"obraz miłującego Boga umierającego za nas wszystkich." Tym bardziej to
piękne, że nie wszyscy tak uważają, gdyż jak pisał Św. Paweł w Pierwszym Liście
do Koryntian:

"Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają
mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów,
a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak
i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą."
Publius  - Odpowiedź   |22.11.2005 10:32:00
Panie Hagen,

postaram się po koleji ustosunkować się do pańskich
wypowiedzi.

Począwszy od wątku czynów niemoralnych i ich zakazywanie; myślę
że stałem się ofiarą własnych, jak to ich pan nazywa, "chwytów," bo
miałem zamiar dojść do argumentu którego pan właśnie przedstawia.

Jest tu,
jednak, pewna nieścisłość. Wszakże obżarstwo może być uznany za czyn niemoralny,
ale jego określenie w praktyce jest problematyczny, co więcej, szkody płynące z
obżarstwa są znacznie ograniczone do osoby obżerającej się i, co najwyżej,
przyjaciół i krewnych zmartwionych o zdrowie owej osoby. Prawo ma tu mało do
powiedzenia bowiem obżarstwo w żaden jawny i oczywisty sposób nie czyni szkód
osobom trzecim a szkody które czyni osobom drugim są ograniczone do tego stopnia
że ich prawne określenie niosłoby za sobą groźbę tyranii sędziowskiej bądź
ustawodawczej nad wolnością jednostki do wchłaniania pokarmów wedle
gustu.

Tak samo jest z większością czynów niemoralnych których szkody nie
wykraczają po za pewną wąsko ograniczoną przestrzenią.

Każde prawo którego
celem byłoby regulowania tego wąskiego przestrzenia w imię "moralności"
samo by stało się prawem niemoralnym, bowiem prawo nie jest w stanie ująć
specyfikę każdego przypadku a każda próba owego ujęcia jednoznaczna jest z
tyranią (rzeczą niemoralną).

Jest zatem - tak mi się wydaje - pewne
stopniowanie moralności; czynów "bardziej" i "mniej" etycznych;
każdy z nich ma swoją wagę w odpowiednim kontekście.
Rzecz jasna że określenie
tego stopniowania jest rzeczą niemożliwą w sensie ścisłym - ale nauka o
człowieku nie jest nauką ścisłą.

Obżarstwo i pijaństwo to czyny niemoralne
którego regulacja powinny zajmować się rodzina i przyjaciele bowiem oni są w
najlepszym położeniu by określić stopień problemu.

Co więcej, o ile ci sami
byliby skłonni przesadzać w swoimi potępieniami moralnymi, to tym lepiej dla
biednego przyjaciela czy krewnego który musi jedynie znosić nadmierne narzekanie
"sztywniaków" i może się rozsądnie bawić zamiast obawiać się że
‘sztywniastwo" swoich bliskich stanie się zasadą prawa karnego.

Tak samo,
moim zdaniem, jest z homoseksualizmem. Zło homoseksualizmu, tak jak ja go
rozumiem, ogranicza się do zła jaką jest próźnią i samotność, brak spełnienia w
rodzinie - z góry założonej - chwiejność miłości która, w pewnym momencie nie
poparta już zapałem ludzkiej pasji, nie może się opierać o miłość do dziecka ani
o żadne inne szlachetne dobra i rozpada się… To wszystko są czynniki
szkodliwe, moim zdaniem - ale szkodliwe dla duszy, dla zdrowia psychicznego, dla
szczęścia - i to w tak intymny sposób pojęty że otwarcie przyznaję iż zapewne
znalazłoby się w moim argumencie setek tysięcy "dziur" - i dobrze;
bowiem na szczęście jest przestrzeń w życiu człowieka która nie da się ująć
"na zawsze;" i w której poszukiwanie jest rzeczą podstawową.

Ale
wracając do wątku zakazów i moralności - przypominam że (o ile mi wiadomo)
uczestnicy marszu nie mieli na uwadze uprawiania seksu na ulicy, tylko
manifestowania swoich przekonań dotyczace konieczności tolerancji dla osób
odmiennej orientacji seksualnej.

Owszem; zapewne wielu z tych ludzi domaga
się praw których nie są w stanie odnaleźść w żadnej prawdzie -np prawo do
adopcji dzieci…Jednak częścią prawa do wolności słowa jest prawo by się mylić
- i to dobrze, zwarzywszy na to że każdy z nas zapewne się myli w jakimś
stopniu.

Co do Biblii…

Proszę bardzo. Doprecyzuję niejednoznaczności
Biblii:

1. Zephaniah 2:12-15 (Bóg grozi zabijciem wszystkich
Etiopczyków)

2.Zephaniah 1:7:18 (Bóg ponownie ma zamiar zabić olbrzymią ilość
ludzi

3.Zephaniah 1:2-6 (Bóg zabije wszystkich, "niedobrych wraz z resztą
ludzkości)

4.Judges 4:17-24 (Chwała Boga za to że stał za zamordowaniem kogoś
w sposób brutalny)

5.Jeremiah 50:21-22 (Bóg rozkazuje zabicie wszystkich
ludzi w Pekodzie

6. Kings 16:9-13 (Bóg spełnia obietnicę wynisczenia pewnego
rodu królewskiego, wraz z jego dziećmi)

7. 1 Kings 20:35-36 (Bóg, poprzez
swojego proroka, każe człowiekowi go uderzyć - kiedy ten człowiek odmawia czynu
niemoralnego, Bóg oznajmia iż ponieważ nie posłuchał się słowa Bożego - zostanie
zabity przez lwa…i tak się dzieje)

8. Deuteronomy 7:16 (Bóg woła o
wymordowanie 7 narodów)

Mógłbym kontynuować…ale mam nadzieję że widzisz o
co mi chodzi?

W Biblii możemy własciwie znaleźśc uzasadnienie dla wszystkich
najobrzydliwszych czynów… Jednak piszac iż interpretacja Biblii jest
niejednoznaczna, bronię Chrześcijaństwo przed tymi którzy by dosłownie
interpetowali każde słowo Biblii…nie ważąc nawet na sprzeczności zawarte w tym
tekście.

Jedyny sposób bysmy mogli zrozumieć intencji Biblii to
poprzez…analizę krytyczną - czyli taką która stosuje rozum które jest darem od
Boga.

Tym sammy, uważam że powołanie się na cytatach Biblijnych w nadzieji na
to iż będą "kropka nad i" w dyskusji jest pomyłką - cytat Biblijny,
jeżeli już…to dopiero początek dyskusji.

Tym bardziej że - jeżeli już mowa
o "dosłownej interpretacji Biblii" to proszę zauważyć iż Biblia nie była
pisana po Polsku i że istnieje szereg nieścisłości w
tłumaczeniach.

Największą i najbardziej tajemniczą nieścisłością tyczy,
między innymi, (moim zdaniem) słów nadrzędnych dla Chrześcijaństwa typu Logos
bądź też Agape.

Nawet Święty Paweł, mimo powyższego cytatu, musi szukać
znaków i mądrości by zrozumieć swoje powołanie bowiem moc Boża i Mądrość Boża
nie sa równoznaczne z mocą i mądrośćią powołanego człowieka…

Czy też nie
pamięta Pan o znaku jakim był objawienie się Chrystusa na drodze? I czy
doszukując się Chrystusa, Święty Paweł nie doszukał sie Mądrości?

Ten punkt
widzenia, wyżej zacytowany, na szczęście nie opanował kościoła, który między
innymi dzięki Świętemu Augustynowi, Tomaszowi, czy też Anzelmowi, ujrzał
konieczność racjonalizmu w religii.

Publius
thomas  - do p. Hagena   |22.11.2005 11:48:07
Po pierwsze, nazywanie czyichś działań ohydnymi jest wyrazem nietolerancji i
jest obraźliwe. Wyobraźmy sobie, że czyta pan, iż ktoś na temat Jana Pawła II
pisze, że jest obrzydliwy (proszę pamiętać, to tylko przykład, nie chcę tego
wcale twierdzić). Czy nie poczułby się Pan urażony? Uważam, że należy od takich
słów się powstrzymywać. Zasady dobrego wychowania obowiązują na tym forum.

A
co do meritum, to rzeczywiście w pewnym sensie ludzie ustanawiają zasady
moralnie, lecz nie czynią tego w sposób dowolny. Można zastosować chociażby
rozumowanie, o którym pisał Kant - czy dana zasada może pretendować do prawa
powszechnego, czy jest zgodna z imperatywem kategorycznym. Kant podkreślał, że z
religii nie mozna wywodzić zasad moralnych, gdyż byłoby to podważeniem
moralności: moralność polegałaby tylko na posłuszeństwie, a to niezgodne z
naszymi najgłębszymi intuicjami na temat moralności. Posłuszny żołnierz nie jest
naszym wzorcem moralności. Wzorcem moralności jest osoba, która działa
motywowana tylko względem na swoją powinność, nie zaś zewnętrznym przymusem
jakiegokolwiek rodzaju. Dopiero kiedy podmiot moralny jest wolny w działaniu,
może wykazać się moralnością. A działanie ze względu na obowiązek polega na
akceptacji tego, czym obowiązek jest i nierobieniu dla siebie wyjątku. Na
przykład nazwiemy moralną osobę, która odnosi cały zagubiony portfel
właścicielowi i nie uważa, że skoro nikt nie widział, że ten portfel znalazła,
to może sobie go przywłaszczyć. Moralnym nazwiemy kupca na bazarze, który mało
zorientowanemu dziecku sprzeda za tę samą cenę, co dorosłemu. I tak
dalej.

Czy ma Pan wątpliwości, czy podane przeze mnie przykłady są
przykładami działań moralnych? Chyba nie. Istotą etyki kantowskiej jest to, że
można zasady moralne można uzasadniać niezależnie od religii.

To samo dotyczy
właściwie wszelkiej współczesnej etyki filozoficznej, utylitarystycznej,
sytuacjonistycznej czy też związanej ze spolegliwym opiekunem u Tadeusza
Kotarbińskiego.

Rzecz w tym, że na gruncie żadnej z tego rodzaju zasad nie da
się pokazać, że homoseksualizm jest niemoralny. Jest niemoralny co najwyżej w
sensie: pewna grupa nie akceptuje tego zachowania seksualnego. Ale to jest
akurat opis przekonań tej grupy, a nie zachowań homoseksualnych. Innymi słowy,
rzucając takie obelgi, sam sobie Pan wystawia świadectwo, jakim podmiotem
moralnym Pan jest.
Rylew  - 100 mln. Polaków   |22.11.2005 11:56:09
Thomasie, nie napisałem, że w interesie państwa jest zwiekszanie liczby ludności
tylko, że nie leży w interesie państwa poszerzanie kręgu ludzi,
( miałem na
myśli zmiany proporcji grup ludności ), którzy nie mogą dać potomstwa.
To
ostatnie prowadzić może do spadku liczby ludności, zmian w profilu
demograficznym społeczeństwa i innych niekorzystnych zjawisk.

Wyśmiewany
przez ciebie Jaruzelski odniósł jednak sukces, może nawet nieplanowany, ale jak
się ostatnio dowiadujemy z wypowiedzi ludzi kompetentnych, ówczesny wzrost
liczby urodzeń, dzisiaj wyż demograficzny, jest szacowany jako jeden z
potencjałów Polski ( z wypowiedzi premiera Marcinkiewicza ).
Pomijając
fantastykę ( 100 mln. Polaków ), powinniśmy się cieszyć, gdy stan społeczeństwa
zapewnia przynajmniej reprodukcję prostą.
Bezrobocie ma swoje zupełnie inne
przyczyny,
ale to temat do innej dyskusji.
thomas  - Rylewie, jest odwrotnie   |22.11.2005 14:04:15
Piszesz:

"W interesie państwa nie leży poszerzanie kręgu ludzi […],
którzy nie mogą dać potomstwa".

Wynika z tego, że państwo musiałoby
przeciwstawiać się poszerzanie kręgów następujących ludzi:

- duchowieństwo
katolickie, włącznie z zakonami;
- osoby po wieku reprodukcyjnym (np. kobiety
po menopauzie);
- małżeństwa, które nie chcą mieć dzieci.

Myślę, że
sformułowana przez Ciebie zasada prowadzi do absurdu, bo tak jak ksiądz ma prawo
do nierozmnażania, tak ma je i lesbijka. A mnie rosnąca liczba powołań
kapłańskich by nie niepokoiła.

Co do wypowiedzi premiera Marcinkiewicza, to
mam taką prostą zasadę: funktor "Marcinkiewicz stwierdził" jest
równoważny funktorowi negacji. To oczywiście zasada zawodna, ale
nacjonalistyczna propaganda członka ZChN nie jest opisem faktów, tylko
subiektywną oceną.

Swoją drogą, jak powiadał Diderot ustami Kubusia
Fatalisty, "nic nie mnoży się tak jak biedacy". Sądzę, że to akurat
obecnie rządzący wezmą sobie do serca i zwiększą liczbę biedaków.
Moherowy Żyd  - prosciej   |22.11.2005 14:37:40
Strasznie komplikujesz zycie. A wszystko jest duzo prostsze. Organy plciowe
mezczyzny i kobiety zbudowane sa w ten sposob, zeby uzywac ich jedynie do
stosunkow heteroseksualnych. Oczywiscie kazda czesc ciala mozna uzyc w sposob
niezgodny z jej przeznaczeniem. Np. zdarzaja sie ludzie, ktorzy jedza wlasne
ekstrementy. Czy nalezy im tego zabronic? Czy penalizacja tego typu zachowan ma
sens? Oczywiscie nie. Gdyby natomiast chcieli oni swoja dewiacje promowac
publicznie, panstwo powinno tego zabronic. I tyle.
może czerwone  - Moherowy Żydzie   |22.11.2005 16:31:18
Wywodzenie potępienia pewnych zachowań z funkcji części ciała to naprawdę słaby
argument. Poszczególne organy, części ciała mają bardzo zlożone funkcje (np
ręce, mózg) i nie można ich opisać jako wyspecjalizowanych jedynie w jednej
dziedzinie. To samo dotyczy organów płciowych: mogą służyć rozmnażaniu, ale
także wydalaniu, a także po prostu patologicznej (w sensie kantowskim)
przyjemności.
Poza tym nie widzę żadnej przyczyny, dla której państwo powinno
zabraniać demonstracji ludzi jedzących własne ekskrementy?
Moherowy Żyd   |22.11.2005 16:53:17
"Poza tym nie widzę żadnej przyczyny, dla której państwo powinno zabraniać
demonstracji ludzi jedzących własne ekskrementy?"

Proponuje jeszcze im
zalatwic jakis grant z Brukseli na promocje zachowan mniejszosciowych, i
zaplacic im za publiczne spozywanie wlasnego kau w srodku dnia przed kosciolem
sw. Anny. Ale bylaby prowokacja, ale bylby odjazd, co?!
Rylew  - Publiusie,   |22.11.2005 17:48:31

Do dwóch rzeczy muszę się jeszcze odnieść.
Napisałeś:
>Zakładasz w swojej
argumentacji że homoseksualizm jest stanem uzaleźnionym od woli człowieka - że
heteroseksualista możę "stać się" homoseksualistą. <
Niezupełnie tak
zakładam, chociaż znam osoby dorosłe które „wybrały homoseksualizm”.

Uważam, że w pewnym wieku tożsamość płciowa może być jeszcze nie stabilna,
być może jest labilna. Wtedy jest miejsce dla samookreślenia seksualnego. Inne
ważne pojęcie to dojrzewanie psychoseksualne, które trwa do końca okresu
dojrzewania u młodzieży.
Dlatego szczególnie młodzież należy chronić przed
oddziaływaniem dewiantów.

Co do wolności słowa, cenzury itp.
To prawda, że
ciągle tylko poszukujemy prawdy. Umysł ludzki jest jeszcze zbyt niedoskonały,
aby zawsze z całą pewnością określić prawdę i odróżnić dobro od zła.
Odbywa
się to jednak nie tylko w dialogu. O wiele bardziej pomaga nam tutaj nauka,
doświadczenie.
Z drugiej strony jednak całkowita wolność słowa, demonstracji i
zachowań nie jest jeszcze możliwa z uwagi na ową niedoskonałość umysłu ludzkiego
oraz to,
że pojęcia takie jak indoktrynacja i manipulacja funkcjonują jeszcze w
naszym życiu i wywołują fatalne skutki.
może czerwone  - Moherowy Żydzie   |22.11.2005 18:29:38
Jak dla mnie mogą zajadać się pod sw Anna, ale żeby była to prowokacja? To
raczej nędzna namiastka prowokacji i dziwię się, że Ciebie tak rozpaliła.

Problem leży w tej dyskusji gdzie indziej mianowicie w obsesji katolików
związanej z homoseksualizmem. Katolicy muszą reprodukować swoją tożsamość
seksualną broniąc się przed innymi. Geje (bo w mniejszym stopniu lesbijki)
idealnie tu pasują. W wersji ludowej niechęć do gejów wiąże się z obroną
"naturalnych" relacji w rodzinie, gdzie mężczyzna panuje, a kobieta jest
służącą. W wersji dla katolickich intelektualistów gej jest przykładem seksu
zinstrumentalizowanego, a ten stoi w sprzeczności z seksem jako płodzeniem.
Zakazywanie publicznej obecności gejów jest próbą ochrony monopolu na
definiowanie seksualności, której katolicy nie potrafią pomyśleć inaczej niż
płodzenia.
nameste  - nie potrafią pomyśleć   |22.11.2005 18:52:41
ale z pewnościa potrafią uczynić. Statystyki seksuologiczne w zestawieniu z
danymi nt. rozpowszechnienia katolicyzmu w naszym biednym kraju nie pozostawiają
złudzeń. Katolicy polscy (jak i inni) uprawiają z pasją stosunki oralne, analne
i jakiekolwiekjeszczepróbowano. Jak to się przekłada na płodzenie, widać po
statystykach rozrodczości.
Hagen  - Utopia   |22.11.2005 21:58:38
Pytanie kontrolne do moich adwersarzy: czy bigamia jest słusznie czy niesłusznie
zakazana? Jeśli odrzucimy Biblię i Tradycję, który "system moralny"
udowadnia słuszność tego zakazu? Jak nam dopomoże w tej zagadce Kant (czyżby UW
- ISNS?), Panie Publiusie?
czapski   |23.11.2005 09:28:30
ja juz uslyszalem na tym forum odpowiedz- bigamia jest zla bo dyskryminuje
kobiety. Co zostalo udowodnione (jak, to nie wiem). I tyle od KPowcow
Publius  - Katolicyzm a Natura   |23.11.2005 09:32:49
Cóż, Muszę tutaj zabrać się za obronę Katolicyzmu…

Wszędzie możemy dzielić
myślenie polityczne, czy też myślenie jakiejś opcji politycznej, na pospolitość
(która ma mało wspólnego z myśleniem) a powagę (która już ma nieco więcej
wspólnego z myśleniem).

Wydaje mi się być błędem odrzucenie argumentu o prawa
naturalnego i katolicyzmu na podstawie danych statystycznych, zachowań czy
praktyk seksualnych poszczególnych katolików bądź też poprzez czynienia związku
między pospolitą dyskryminacją homoseksualistów a zasadniczy sprzeciw moralny
wobec ich praktyk i sposób życia.

Katolicyzm, czy też religia Chrześcijańska
w szerszym pojęciu, nie ogranicza rolę organów seksualnych do prokreacji.


Zalecenie by nie stosować antykoncepcji nie jest, w teorii, nakazem by
stosunek seksualny ograniczał się do tworzenia dzieci, bowiem za każdym razem
kiedy do niego dochodzi nie koniecznie musi dojść do zapłodnienia - aczkolwiek w
większośći wypadków raczej dojdzie.

Jednak ten fakt teoretyczny oznacza że
stosunek seksualny może tez służyć innym celom, na przykład przyjęmności (bo
trudno wszakże oddalić od siebie seksu a przyjęmnośći).

Ta przyjęmność jest
rzeczą dobrą w obrębiu małżeństwa bowiem jest jednym z wielu wyrazów miłości i
przyjaźni między kobietą a mężczyzną.

Chrześcijaństwo nie zabrania miłości i
nie gardzi przyjęmnością która jest przecież wynikiem owej miłości.

To że
wielu katolików przekłada swoje kompleksy, fobie i dogmatyzm nad zdrowym
rozsądkiem i poważnym namysłem nad Bogiem i Człowiekiem nie możemy brać za
usprawiedliwienia dla hurtowego oskarżania całej religii katolickiej czy też
całego Chrześcijaństwa za zła dokonywane przeciwko homoseksualistom w
Polsce.

Na tej samej zasadzie, nie możemy brać pedofilię jednego z czołowych
psychologów polskich za znak iż psychologia jest nauką niemoralną, ani na
przykład chore napastowanie niektórych homoseksualistów nad ludźmi tej samej
płci za oznakę iż homoseksualizm polega wyłącznie na chorym
napastowaniu.

Faktem jest że Polska jest krajem głęboko katolickim, i wydaje
mi się że należy to uszanować. Nie należy skarżyć się na prowincjonalizm
katoliktów ani ubolewać nad tym jak oddaleni Polacy są od nowo-modnych trendów
za sprawą Kościoła.

Jeżeli jakakolwiek poprawka ma nastąpić w myśleniu
Polaków w kwestiach obyczajowych, nastapi ono w drodze myślenia religijnego -
bowiem ostatecznie Chrześcijaństwo przecież nakazuje nie sądzić innych, miłować
bliźniego tak jak sami byśmy chcieli być miłowani.

Chrześcijaństwo jest
potężną bronią w rękach ludzi autentycznie troszczących się o tolerancję i
wolność.

Ci zaś którzy faktycznie chcieli by rewolucji obyczajowej a nie
jedynie tolerancji, ci którzy chcieli by siłą nawrócić Polaków na inny punkt
widzenia, na inne myślenie, inne nawyki - nie dziwcie się zatem że kościół i
Polska z niechęcią do was podchodzi.

Macie prawo głosić swoje poglądy - i w
tym zakresie należy się wam ochrona prawna - macie prawo do tolerancji -
natomiast nikt nie musi was lubić, ani tym bardziej słuchać.

Pytanie pana
Hagena o bigami jest słuszne, nota bene.

Myślę że bigamia jest słusznie
zakazana, tak samo jak pedofilia, czy zoofilia jest słusznie
zakazana.

Pozwolę sobie przetłumaczyć argumenty Harry Jaffa w tym zakresie,
jako że rozumiem chyba do czego Pan Hagen dąży:

"Sodomia musi być
potępiana bowiem racjonalny grunt wszelkiej moralności jest natura, a sodomia
jest nienaturana. Uznać iż płciowa różnica między kobietą a mężczyzną jest
przypadkowa to równorzędne z uznawaniem wszelkich różnic na których moralność
bazuje jako przypadkowych."

"Przykładowo - trzeba byłoby uznać tych
którzy potępiają niewolnictwo oraz masowe morderstwo za wyznawcami przypadkowych
opinii. Opinia ta przypuszcza iż mamy wolny wybór co do kwestii czy istnieją czy
też nie istnieją jakiekolwiek ograniczenia wobec działania człowieka,
jakiekolwiek uniwersalne mierniki prawdy i fałszu."

Zatem Sodomia, niczym
bigamia czy zoofilia, to wynik tej samej argumentacji wedle której człowiek jest
nieograniczony żadnymi naturalnymi prawami, i sam wyznacza swoje
granice.

Jaffa:

"Co z stosunkiem seksualnym między członkami tej samej
rozdiny? Takie stosunki, niczym homoseksualizm, zawsze były tępione w świecie
cywilizowanym nie tylko dlatego że są czynami zboczonymi, lecz przedewszystkim
dlatego że uderzają one w godność i integralność rodziny."

"Uderzeją
więc nie tylko w moralność seksualną, lecz w moralność jako takiej, bowiem
rodzina jest fundamentalną instytucją edukacji moralnej dla
człowieka."

"Przywykliszmy już do tego iż obrońcy sodomii i lezbijek,
którzy bez wyjątku należą do relatywistów moralnych, argumentują iż nie ma
racjonalnych podłóż do skrytykowania to co robią dorośli ludzie między sobą, z
własnej woli."

"Ale przypuśćmy iż tymi ludźmi są ojciec z córką, bądź
matka z synem. Czy jakakolwiek odpowiedzialna osoba jest w stanie przyjąć do
wiadomości taki tok argumentowania?"

"…Czy nie widzimy iż prawdziwa
rodzina, zgodna z naturą, posiada mężczyznę i kobietę, ojca i matkę, jako istota
jej składu? Nie widzimy że integralność rodziny zależy od tego na ile jest w
stanie ograniczyć przyjaźń seksualną do męża i żony - a cokolwiek wkracza w
obszar tej przyjaźni by ją niszczyć - niszczy zarazem całej struktury rodzinnej
i tym samym wolneg społeczeństwa które opiera się o
rodziny?"

"Typowo, słyszymy iż usprawiedliwieniem dla homoseksualizmu
jest to iż dorosły człowiek ma wolność wyboru - ale co gdybyśmy taki argument
zastosowali wobec dorosłego ojca i dorosłej córki, czy dorosłej matki i
dorosłego syna?"

"Nie przypominam sobie by homoseksualiści byli w
stanie zapodać argument na przeciwko aktywności seksualnej między członkami tej
samej rodziny którzy nie są akurat mężem i żoną."

"Jednakże, czemu
czynią z wolnego wyboru podstawę do ocenienia dobrego
postępowania?"

"W [prawiej naturalnym] SPRAWIEDLIWA moc rządu nad
rządzonymi ma swoje źródło w wolnym wyborze rządzonych którzy wybierają tych
którzy będą nimi rządzić."

"Proszę zwrócić uwagę iż TYLKO
SPRAWIEDLIWA moc rządu, a nie "każda moc" rządu jest oparta o wolę
wyborców."

"Sam wolny wybór nie przesadza o moralność czy
niemoralność czynu."

"Jeżeli całe miasto wybrałoby samobójstwo - nie
oznacza to iż wybór dokonany był wyborem moralnym"

Innaczej ujmując
argument Jaffy:

Wolność jednostki sama jest bazowana na jakiejś moralnej
zasady która nie jest wynikiem tej wolności, nie jest rzeczą przypadkowo wybraną
- tylko jest rzeczą istotną dla każdego człowieka, i tym samym obowiązuje
każdego człowieka: ta rzecz to jego natura która, wołając o szczęście, wymaga
wolności by się spełnić.

Ta właśnie natura sprawia że nawet jeżeli duża ilość
ludzi wybiera i praktykuje niewolnictwo; handluje innym człowiekiem, czy też
wybiera morderstwo, czy też kłamstwo - nie mówimy iż te czyny i instytucje są
usprawiedliwione bo akurat człowiek je wybrał a wolność wyboru jest prawem
człowieka.

Nie mówimy tak bowiem to co jest prawem nie może służyć bezprawiu,
a wolność człowieka jako rzecz uniwersalna nie może służyć wolności
partykularnej na przeciwko wolności innej osoby ludzkiej.

Homoseksualizm jest
zaburzeniem tego właśnie porządku naturalnego; i obrona homoseksualizmu jest
oparta o negację wszelkich naturalnych zasad widzianych "okiem" rozumu
na rzecz skrajnego relatywizmu który moralność lokuje w socjologię, historię,
psychologię - byle nie w rozsądku i myśleniu człowieka - byle by nie w filozofii
czy polityce.

Tym samym, zbywając się prawa naturalnego by uwolnić zmysły
człowieka, uwalnia równiesz zmysły mordercy, bigamisty, Pana - wszystko co jest
"przyjęmne" dla danej osoby.

Nie są to, rzecz jasna, argumenty za
nietolerancję wobec homoseksualistów - tak samo jak czyjejś argumenty przeciwko
religii nie są argumentami za nietolernację wobec osób wyznającej tej
religii.

Są natomiast argumentami przeciwko homoseksualizmowi jako rzecz
której powinniśmy uczynić wspólmierną wobec małżeńśtwa
heteroseksualnego.

Tymi argumentami - a nie bezprawnymi zakazami demonstracji
- chciałbym aby toczyła się debata w Polsce.

Publius

nameste  - Tezy, a nie kazania,   |23.11.2005 09:57:30
argumenty, a nie słowotok, Panie Publius. Żeby z Pańskim niezbornym wywodem
polemizować, trzeba by go najpierw streścić, wyżąć z pustosłowia. Może pan
zwięźle, w 2-3 zdaniach, powiedzieć, o co Panu chodzi? Bo nie widzę powodu, żeby
podejmować tę ciężką pracę za Pana.
Publius  - zwięzłość   |23.11.2005 12:31:18
Służę łaskawie:

Si l’on veux cherche le dessein de l’autor on ne le peux bien
decouvrir que dans l’ouvrage.

Publius.
nameste  - zbytek łaski   |23.11.2005 12:44:59
najwyrażniej nie zależy Panu, by być zrozumianym
thomas  - w sprawie naturalizmu etycznego i homose   |23.11.2005 17:19:36
Publiusie drogi,

cytowany przez Ciebie Jaffa popełnia tzw. błąd
naturalistyczny, gdyż wnioskuje, z tego co jest, o tym, co być powinne. Co
więcej, ów Jaffa stosuje dziwne pojęcie natury, które wygląda na
zideologizowane.

W naturze istnieją gatunki, w których homoseksualizm
występuje masowo (np. łabędzie). Homoseksualizm sprzyja altruizmowi i jest
adaptacją biologiczną, którą tłumaczy koncepcja doboru krewniaczego Hamiltona.
Polecam lekturę porządnego podręcznika biologii!

Co do argumentów z natury
dotyczących homoseksualizmu, to rozprawiła się z nimi polska wybitna filozofka
Helena Eilstein. Tekst ukazał się na łamach "Gazety Wyborczej", ale mogę
służyć streszczeniem, jeśli ktoś nie zna. Dyskusje z innymi argumentami można
przeczytać w 5. numerze kwartalnika "Diametros", pod adresem
http://www.diametros.iphils.uj.edu.pl/ w tekście p. Mateusza Klinowskiego.
Moherowy Żyd   |23.11.2005 17:44:56
Ejze, ejze. A kto powiedzial, ze Ci wszyscy Panstwo - Hamilton, Eilstein i
reszta - sa nieomylni? Rownie dobrze mozna przywolac badania, z ktorych wynika,
ze u osob homoseksualnych wystepuje wyzszy wspolczynnik neurotycznosci niz u
osob heteroseksualnych: koncentracja na sobie, labilnosc emocjonalna itd.
Homoseksualizm jest zjawiskiem co najmniej kontrowersyjnym: sa naukowcy, ktorzy
twierdza jedno, a sa tacy, ktorzy zdania zupelnie przeciwnego. I jedni, i drudzy
powoluja sie na dane empiryczne. I komu tu wierzyc? Porownywanie czlowieka do
labedzi to juz kompletna przesada - prosze zauwazyc, ze w tym wypadku nalezy
uwzglednic nie tylko roznice pomiedzy czlowiekiem a reszta natury, ale pomiedzy
ssakiem a ptakiem. Bede sie jednak trzymal prostej, "chlopskiej" tezy o
tym, ze organy plciowe czlowieka sa stworzone do relacji heteroseksualnych.
Moherowy Żyd   |23.11.2005 17:52:00
Co do ideologicznosci argumentow Jaffy, za rownie ideologiczne, tyle ze w druga
strone, mozna uznac argumenty Eilstein. Wolne zarty. Jesli cos wystepuje w
naturze, to jeszcze nie znaczy, ze jest objawem zdrowia. Wezmy np. zespol Downa
czy krotkowidztwo. Sa to zespoly chorobowe, mimo ze wystepuja w naturze. I
podobnie jest z homoseksualizmem.
thomas  - drogi przedmówco   |23.11.2005 17:59:51
Niestety, WHO nie uznaje homoseksualizmu za chorobę ani za zboczenie.

Za
zaburzenie seksualne uznaje się tylko te stosunki, w których jedna ze stron nie
może wyrazić na nie świadomej i dojrzałej zgody (np. zoofilia czy
pedofilia).

Wiem, zaraz się dowiemy, że WHO się myli, bo Doktor Konował z
Hameryki, w Instytucie Zdrowej Rodziny im. Jerzego Busza napisał w swoim
biuletynie coś innego.

Poza tym, szanowny przedmówco, profesor Eilstein nie
argumentuje, że homoseksualizm jest dobry, bo naturalny. W żadnym
miejscu.

Hamilton nie zajmował się chyba homoseksualizmem, bo on jest
teoretykiem doboru krewniaczego. Natomiast polecam prace psychologów
ewolucyjnych, w takiej popularnej i uproszczonej wersji wystarczą też prace E.
Wilsona.

Co do neurotyczności i labilności emocjonalnej to te badania, o
których szanowny przedmówca pisze, nie są mi znane. W każdym razie neurotyczność
można różnie definiować i w wersji psychoanalitycznej nie jest to empirycznie
weryfikowalne. Natomiast jeśli przyśle Pan odnośnik do odpowiedniej literatury,
to się chętnie zapoznam. Proszę o teksty z pism z listy filadelfijskiej, a nie z
"Frondy", bo wiem, co we "Frondzie" się ukazało. Nie ma to
wartości naukowej, jest czystą pseudonauką, niestety.
Publius  - Natura   |23.11.2005 18:58:51
Pojęcie natury jakiej stosuje Jaffa owszem wnioskuje z tego co jest to co
powinno być - ten tok myślenia został odrzucony przez wyznawców nauk ścisłych
począwszych od Bacon’a (Novum Organum) na przełomie 15/16 wieku, pod pretekstem
iż owe myśłenie nie pozwala człowiekowi zmieniać swój świat na lepszy w sposób
efektywny.

Jednak ta rewolucja ku nauce ścisłej oparta była o przesłaniu iż
takie zmiany winny mieć miesce bowiem służyłyby człowiekowi - bo czyniłyby go
szczęśliwszym, lepszym - pomogłyby mu.

Jednak na jakiej podstawie owa nauka
ścisła jest w stanie powiedzieć iż powinna być wykorzystana tylko do dobra?
Tylko do tego by człowiekowi pomóc, a nie krzywdzić go?
Wogóle to na jakiej
podstawie nauka ścisła jest w stanie wskazać nam co jest a co nie jest dla
człowieka dobrem?

Nauka Ścisła - i w tym zaliczam współczesną biologię,
fizykę, chemię i psychologię (która pretenduje do grona) nie jest w stanie
wykazać uzasadnienie dla własnego istnienia ani cokolwiek nam wskazać na temat
słusznych bądź nie słusznych jej zastosowań.

Jaffa, tak jak ja i wielu
innych, uważamy zatem iż należy zastanowić się nad ponownym rozpatrzeniem Natury
jako źródło, bądź istota człowieka a nie jako rzecz którą będziemy badać i
gwałcić do woli.

Istotnie zaś, twierdzimy iż bardziej niż "postęp"
jest potrzebny - powrót.

Z takich przemyśleń wynika nauka przedstawiona
powyżej.

Ta nauka pozwala nam stwierdzić między innymi iż np. używanie nauki
ścisłej (na którą się tak powołujesz) do masowego mordu jest niesłuszne - bo
przeczy prawo naturalne - tak samo jak homoseksualizm przeczy prawu naturalnemu.
Owszem, stopień zaprzeczenia jest na innym stopniu, bowiem mord a homoseksualizm
różnią się stopniem zaprzeczenia prawa naturalnego - jednak niczym się nie
róźnią w sensie zasadniczym. Zakceptowanie jednego odbywa się na takiej samej
zasadzie jak akceptacja drugiego.

Owszem - jest to tok myślenia dziwny - ale
alternatywą jest nauka ścisła która człowiekowi daje narzędzia do zmiany
wszechświata natomiast nie daje mu żadnej wskazówki tyczącej celu owych zmiań,
nie mówiąc już o szczęściu ludzkim- czyli nihilizm.

Publius
nameste  - streszczenie poprzedniego odcinka   |23.11.2005 20:38:51
Nieprawdą jest, że współczesna nauka potrafi wykazać, że pewne systemy wartości
są "lepsze" od innych ("słuszniejsze").

Komentarz: A czy ktoś
tu z tym polemizuje?
Publius  - Złe strzesczenie   |23.11.2005 21:39:09
Polemizowałbym ze strzeszczeniem…

Bowiem jednym z negatywnych efektów
współczesnych nauk ścisłych jest to iż określiła całą debatę na polu
"fakty/wartości" natomiast nie ma tam miejsca dla moralnośći, na pytanie
o zasadach.

Moją intencją nie jest wykazania że Cheeseburgery są lepsze od
Hamburgerów (wartościowanie) ani też udowodnienia tego naukowo (fakty) lecz
pytanie o tym czy są zasadnicze prawa wynikające z natury człowieka.

Publius.
nameste  - trudno streścić mętlik   |23.11.2005 22:21:25
Panie Publius, jest Pan na dobrym tropie. Tak, warto się zastanawiać nad
sposoboem używania pojęć. Tak, bez troski o precyzję ląduje się w malinach.
Jeśli nie podoba się Panu moje streszczenie, niech Pan się streści sam, ale tak,
żeby nie było wątpliwości, o co właściwie chodzi.

Niech Pan weźmie choćby
swoje zdanie "homoseksualizm przeczy prawu naturalnemu". Homoseksualizm
(posłużę się roboczą definicją: "zespół trwale występujących zachowań
seksualnych, zorientowanych na osoby tej samej płci biologicznej, traktowany
jako zjawisko"; mówię "zjawisko", bo chodzi o wymiar niejednostkowy)
jest faktem. Są homoseksualiści i występują trwałe zachowania homoseksualne.
Wśród ludzi i zwierząt, dodam dla pełniejszego obrazu. Teraz: jak fakt może
czemukolwiek przeczyć? Fakt jest i już. Chodzi więc Panu zapewne o to, że tzw.
prawo naturalne wartościuje ten fakt negatywnie ("homoseksualizm jest
zły"). Ma Pan więc tu dwa porządki, tego "co jest" (fakty, wśród
nich fakt homoseksualizmu) i tego "co powinno być" (wartościowania;
prawa czy też zasady to wartościowania normatywne). Mówi więc Pan (chyba) tyle:
podzielam powyższe wartościowanie. Wolno Panu. Problem zaczyna się wtedy, gdy
usiłuje Pan ukradkiem przedstawić swoje uzasadnienia takiego wartościowania
(czyli w tym przypadku tzw. prawo naturalne) jako (a) bezsporne (b) obowiązujące
wszystkich i (c) takie (w domyśle), że powinno się przełożyć na prawo
bezprzymiotnikowe, czyli kodeksy karne itp. Tymczasem ani (a) (pisał o tym wyżej
thomas), ani tym bardziej (b), a o odrębne uzasadnienie dla (c) to jeszcze
musiałby się Pan porządnie postarać. Coś przekręcam w tym streszczeniu?
thomas  - nauka i wartości   |23.11.2005 22:50:43
Bardzo, bardzo dobrze, że nauki ścisłe nie zawierają wartościowań. Nie od tego
są.

Nie ma to nic wspólnego z nihilizmem, tylko z normalnym, rzetelnym
wnioskowaniem.

To, co Publius proponuje, to jakaś makabryczna forma
scjentyzmu, jakieś skrzyżowanie Comte’a z przednaukową erą (Robert Fludd?).
Powtórzę jeszcze raz: Jaffa ani Publius nie mają ani jednej zasady, za pomocą
której mogą uzasadnić normatywny wymiar tzw. prawa naturalnego. Publiusie,
polecam przestudiowanie np. antologii pt. ‘Metaetyka’ pod red. I.
Lazari-Pawłowskiej. Uzasadnianie twierdzen normatywnych, w szczególności
etycznych, czyli powszechnie obowiązujących, nie jest możliwe za pomocą faktów
empirycznych. Do tego trzeba czegoś więcej.

A ja powtórzę jeszcze jedno:
gdyby założyć, że zależy nam na dobrze genów czy gatunku ludzkiego (uwaga: to
jest założenie normatywne!), to homoseksualizm jest pozytywnym zachowaniem, gdyż
sprzyja przetrwaniu genów, tylko że nie samego homoseksualnego osobnika, lecz
jego krewnych. Dlatego też ewolucja faworyzuje homoseksualizm i zachowanie to
pojawia się dosyć często w populacjach ludzkich.

Natomiast oczywiście nie
musimy zawsze traktować zasady reprodukcji genów (czy gatunku ludzkiego) jako
bezwzględnie obowiązującej w etyce, bo to jest bardzo, bardzo kontrowersyjne i
wymagałoby uzasadnienia moralnego. Takiego zaś bezwzględnego uzasadnienia nie
będzie, gdyż wynikałoby z niego, że wszystkie osoby bezpłodne czy bez potomstwa,
w tym osoby duchowne rozmaitych religii, uznać należy za szkodliwe dla gatunku
ludzkiego (w sensie doboru krewniaczego, gdyż mnich buddyjski nie powoduje
reprodukcji genów krewnych). Dlatego też bardzo byłbym ostrożny we wnioskowaniu
z natury.
Publius  - Homo-Nazizm?   |24.11.2005 09:43:15
Moi Drodzy,

Mówiąc iż homoseksualizm jest faktycznym zjawiskiem w naturze i
wnioskując na tej podstawie iż nie może on zatem być sprzeczny z naturą jest
nieporozumieniem.

Napisałem już iż używam słowo "Natura" w sensie
istoty czy też źródła człowieka. Dla greków była to physis. Takie rozumienie
natury pyta o zasadniczy sens bycia - pytania "jaka jest moja natura?"
bądź jaka jest natura świata to pytania tyczące bytu, istoty
bytu.

Morderstwo, kłamstwo, oszustwo - to wszystko też występuje w
"naturze" rozumianej tak jak wy go pojmujecie.

To iż morderstwo jest
"faktem" w "naturze" nie oznacza że jest zjawiskiem
dobrym.

Co do kolejnego streszczenia: owszem mam pewne zastrzeżenia,
aczkolwiek miło mi że ktoś się stara.

Nie mówię o żadnych
"wartościach" i nie "wartościuje" żadne fakty i nie ma analogii
między językiem zasad moralnych a językiem "faktów i
wartości."

Staram się odstawić na bok język narzucony nam przez nauk
ścisłych i zastanowić się nad tym czy są dla człowieka jakieś zasadnicze cechy
które pomogłyby mu żyć szczęśliwie, i jakie one są.

A robię to dlatego że
myślę iż ten ścisły język zamknął przed nami mozliwość rozważania pewnych ideii
które nie są koniecznie prawdziwe bo są "stare" tylko raczej sięgają po
coś ponad-czasowego, czyli aktualnego i dla nas.

Tym samym zauważyłbym że to
streszczenie z góry zakłada że wszystko jest albo faktem, albo wartością - i tym
samym "wartościuje" domniemanej prawdy na równym poziomie jak domniemane
zło. Czyniąc tak, robi dokładnie to o co oskarża i mnie: mianowicie narzuca
pewień porządek "normatywny" - tyle tylko że w tym porzadku nie wolno
nam narzucać "porządków normatywnych."

Jest to nie tylko sprzeczne ze
sobą, ale z góry zatem oddaje pole złu bowiem zło akurat nigdy nie potrzebowało
uzasadnienia ani go nie szukało tylko cieszyło się procesem "stawania się
faktem."

I ostatnia kwestia:

Obrona homoseksualizmu poprzez odwołania
się do biologii jest dopiero makabryczna.

Makabryczna bowiem nawet jeżeli
zjawisko homoseksualizmu ma pozytywne skutki uboczne dla ludzkości, nie oznacza
to iż - by przywołać stare przysłowie- cel uświęca środki.

Przypomnę że
Naziści mieli identyczne argumenty tyczący "sprzyjania przetrwaniu
genów" - tyle że według tego argumentu służyły temu akurat nie
homoseksualiści, tylko Arjanie.

To że argumenty Nazizmu do dzisiaj obowiązują
w dyskursu jest kolejnym dla mnie potwierdzeniem że mimo iż Hitlera pokonano na
polu bitwy, do wygrał w sercach i umysłach ludzi - a szczególnie
akademii.

Nie jest moją intencją szukanie "założeń normatywnych" ani
"wartościowanie faktów" - i fakt iż nie jesteście w stanie uwolnić się
od języka relatywizmu jest przykre. Przykre nie dlatego że uważam iż słowa mogą
doskonale ujmować pojęcia, tylko przykre dlatego że akurat są słowa bardziej
otwarte na pewne pojęcia i inne które są nań zamknięte.

Na szczęście, sam
Thomas pisze - słusznie - że jego argument tyczący genów "wymagałoby
uzasadnienia moralnego."

Brawo - zgadzam się.

Uzasadnienia moralne nie
odnajdujemy w genach, w biologii, w chemii - może odnajdziemy ją w fizyce, ale
raczej Arystotelesa.

I na koniec, jeżeli już proponujemy sobie lektury (myślę
jednak że nie jest to dobry nawyk bo z góry zakładam że każdy z moich rozmówców
jest bardzo dobrze oczytany i po prostu koncentruje się na pewnych wymiarach
argumentu, co wcale nie oznacza że nie pojmuje inne), to jednak rzucam i moją
propozycję:

"Kryzys Nauk Europejskich," Edmund Husserel.

Publius
Moherowy Żyd   |24.11.2005 09:50:49
Panie Thomas, prosze mnie nie zanudzac jakas "Fronda", po raz kolejny
zreszta. Nie przyjmuje Panskich regul gry, gdyz jest dla mnie jasne, ze Panska
tzw. "naukowosc" to jedynie parawan za ktorym lansuje Pan apriorycznie
stawianie tezy ideologiczne, ktore maja psychologicznie uzasadniac prawne
zrownanie homoseksualizmu z heteroseksualizmem. Na jakiej podstawie mam uznac
oenzetowskich urzednikow - bo w istocie sa bardziej urzednikami, a nie
naukowcami - z WHO za reprezentatywne grono naukowe? A cala ta Twoja "lista
fildelfijska" budzi moje zastanowienie, skoro nie ma niej zadnego polskiego
periodyku psychologicznego czy psychiatrycznego - czyzby psychologia i
psychiatria byly niedostatecznie political correctness?
thomas  - jeszcze raz scjenstystycznie   |24.11.2005 11:26:10
Publiusie,

jeśli chcesz korzystać z fizyki Arystotelesa, to smacznego.
Jasne, przedmioty spadają na ziemię, bo mają taki cel. A świstak zawija w
papierki.

Sęk w tym, że Arystoteles był empirykiem i na gruncie jego zasad
mozna udowodnić, iż jego koncepcje są fałszywe. Po prostu fałszywe.

Koncepcje
esencjalistyczne, do których się, Publiusie, odwołujesz, są z gruntu
ideologiczne. Bo jakim prawem możesz powiadać, że istotą penisa jest wkładanie
go do pochwy i spółkowanie celem poczęcia? Większość ludzi uprawia seks dla
przyjemności, a nie żeby płodzić. Wiem, najlepiej zamknąć oczy na fakty, na
naukę. Tylko że wtedy nie łudź się, że nie będą Cię wytykać jako faceta, który
wierzy w krasnoludki. Bo wiara w esencje i naturę ludzką w tym sensie to wiara w
krasnoludki.

Jeśli chcesz wiedzieć, kim jest człowiek, zamiast czytać
Arystotelesa otwórz oczy na fakty i zabierz się za naukę. Nie autorytety
starożytnych, lecz eksperymenty uzasadniają twierdzenia nauki!

Uzasadnienia
moralne nie biorą się z faktów. Poczytaj sobie Kanta, Hume’a, Milla, Moore’a,
Kotarbińskiego, Hare’a, Rawlsa… Do wyboru, do koloru. I wszystko
klarowne.

Natomiast twierdzenia o tym, że biologia ewolucyjna ma coś
wspólnego z nazizmem traktuję jako wyraz Twojej głębokiej ignorancji i być może
bariery językowej, która uniemożliwia Ci zrozumienie moich słów.

A co do
pytania, dlaczego na liście filadelfijskiej nie ma polskich periodyków
psychologicznych - odpowiedź jest oczywista. Polscy znani psychologowie drukują
w pismach światowych, a nie lokalnych (są tacy polscy psychologowie, np. prof.
Piotr Jaśkowski czy prof. Jan Strelau). Nie ma to żadnych związków z
poprawnością polityczną, tylko z rzetelnością recenzji itd. Na tej liście są
polskie czasopisma, choć jest ich niewiele - to dokładnie odpowiada randze, jaką
ma polska nauka w świecie. Wiem, szanowny Moherowy Żydzie, że nie jest Pan
specjalistą od psychologii ani psychiatrii, więc rzeczywiście może wydawać się
Panu, że decyzje WHO są podyktowane tylko względami konwencjonalnymi. Jednak
prosiłbym najpierw o lekturę kilku podręczników akademickich - one są
przystępnie zwykle pisane, sporo się można dowiedzieć. Potem oceni Pan sam,
mając odpowiedni aparat poznawczy. Na razie niestety wygląda to na dyskusję na
nierównych prawach, gdyż ja mam przygotowanie naukowe (które w ograniczonym i
tak stopniu przywołuję, a Pan nie. Wolałbym dyskusję na równych prawach, ale
siłą własnej woli nie jestem w stanie nauczyć Pana podstawowych faktów biologii
i psychologii.
thomas  - aha, Husserl   |24.11.2005 11:31:20
Co do Husserla, to chciałbym przypomnieć, że ten wybitny filozof w "Kryzysie
nauk europejskich" nie postulował cofania się do fizyki Arystotelesa.
Natomiast kwestia uzasadniania twierdzeń normatywnych w fenomenologii wcale nie
jest taka prosta. Z pewnością redukcja fenomenologiczna i próba odnalezienia
istoty człowieka to sprawa ambitna. Mogę się jednak założyć, że efektem nie
będzie obraz rodem z Radia Maryja i Arystotelesa, który np. twierdził, że
kobieta to jedynie gleba, a macica to rodzaj doniczki, na którą pada męskie
nasienie - jednym słowem negował istnienie jajeczka i wierzył w to, że plemnik
zawiera całą istotę płodu. Mylił się.
Spory w łonie humanizmu
fenomenologicznego dowodzą, że wcale nie tak łatwo określić istotę i cel
istnienia człowieka. Nie znam ani jednego fenomenologa, który by próbował
uzasadniać, dlaczego heteroseksualność jest lepsza od homoseksualności. Nawet
nieco mizoginistyczny Levinas tego nie robił.
Moherowy Żyd   |24.11.2005 11:44:55
"Jeśli chcesz wiedzieć, kim jest człowiek, zamiast czytać Arystotelesa
otwórz oczy na fakty i zabierz się za naukę. Nie autorytety starożytnych, lecz
eksperymenty uzasadniają twierdzenia nauki!"

No, no, no, argumentacja
godna sowieckich uczonych wieszczacych kres "burzuazyjnej nauki
zachodniej".
thomas  - Wypraszam sobie   |24.11.2005 12:25:34
Drogi Moherowy Żydzie,
uprawia Pan propagandę godną Urbana.

Sparafrazowałem
Francisa Bacona. No tak, Panu Bacon to się pewnie kojarzy tylko z boczkiem
wędzonym.
Publius  - Rypost   |24.11.2005 13:05:14
Panie Thomasie, w pańskich wypowiedziach jest tyle smacznego, iż pozwoli pan bym
odpowiedział po koleji - przytaczając tutaj pańskie wypowiedzi oraz mój
komentarz doń.

zatem:

Thomas: Sęk w tym, że Arystoteles był empirykiem i
na gruncie jego zasad mozna udowodnić, iż jego koncepcje są fałszywe. Po prostu
fałszywe.

Publius: Powtarzanie dwa razy iż coś jest fałszywe nie czyni rzecz
fałszywą. Staram się zawsze podawać argument - mniej czy bardziej rozsądny -
stojący za moje twierdzenia. Jeżeli uważa pan iż można czegoś udowodnić -
słucham dowodu?

Thomas: Bo jakim prawem możesz powiadać, że istotą penisa
jest wkładanie go do pochwy i spółkowanie celem poczęcia? Większość ludzi
uprawia seks dla przyjemności, a nie żeby płodzić.

Publius: Ależ w moim
poprzednich postach odnoszę się i to nie raz do przyjęmności seksualnej; i całe
szczęście że seks jest przyjęmne. Natomiast fakt iż coś jest przyjęmne
niekonieczne czyni z owej przyjęmności rzeczy dobrej, pożytecznej czy też
moralnej. Przyjęmności, niczym gusta, nie są kwestiami moralnymi. Różnica między
przyjęmnością a szczęściem jest.

Thomas: Jeśli chcesz wiedzieć, kim jest
człowiek, zamiast czytać Arystotelesa otwórz oczy na fakty i zabierz się za
naukę. Nie autorytety starożytnych, lecz eksperymenty uzasadniają twierdzenia
nauki!

Publius: Harry Jaffa nie jest pisarzem starożytnym - wciąż żyje i
pisze dzisiaj. To że akurat niektórych argumentów opieram o nauk starożytnych
pisarzy wynika nie z tradycjonalizmu który ślepo każe mi szanować wyłącznie
starych pisarzy, ale wynika akurat z tego powodu że wydaje mi się że to co piszą
jest sensowne.

Jeżeli pan uważa że to że coś jest "stare" z góry
czyni tej rzeczy bezsensownej to przypominam że za 2000 lat i pańskie teksty
będą "starożytne" w którym wypadku co? - mamy uznać je za
bezwartościowe?

Co więcej - skoro nauka jest taka nieomylna - to czemu widzi
Pan potrzebę podkreślenia tezy wykrzyknikiem? Czyżby nieomylna nauka
potrzebowała wykrzykników by była zrozumiała?

Thomas: Uzasadnienia moralne
nie biorą się z faktów. Poczytaj sobie Kanta, Hume’a, Milla, Moore’a,
Kotarbińskiego, Hare’a, Rawlsa… Do wyboru, do koloru. I wszystko klarowne.


Publius: Nigdzie nie twierdziłem że uzasadnienia moralne biorą się z faktów.
Kanta już czytałem (wszystko), Hume’a i Mill’a równiesz. Przyznam że dla mnie
Kant, Hume i Mill nie byli tacy "klarowni" jak dla panna, aczkolwiek
wydaje mi się że poważne kwestie filozoficzne nie należą nigdy do kwestii
"klarownych." Pozostałych autorów niestety jeszcze nie czytałem - i
rzeczywiście muszę. Dziękuję za radę.

Thomas: Co do Husserla, to chciałbym
przypomnieć, że ten wybitny filozof w "Kryzysie nauk europejskich" nie
postulował cofania się do fizyki Arystotelesa

Publius: Zgoda. Przywołałem ten
tekst bowiem w nim Husserel w sposób bardzo przystępny i mi bliski określa
problem nauk ścisłych wis-a-wis moralności. Harry Jaffa czyni podobną rzecz w
tekście pod tytułem "Reichstagg wciąż Płonie."

Doskonale zdaję sobie
sprawę z tego że Husserel nie podziela moich rozwiązań do wyżej poruszonych
problemów - ale przywołałem go by wesprzeć ideę iż owe problemy rzeczywiście
istnieją.

Thomas: Wiem, szanowny Moherowy Żydzie, że nie jest Pan specjalistą
od psychologii ani psychiatrii, więc rzeczywiście może wydawać się Panu, że
decyzje WHO są podyktowane tylko względami konwencjonalnymi.

Publius: Wtrącę
się tutaj i przyznam że mi się tez wydaje ze decyzje WHO sa podyktowane
względami konwencjonalnymi, aczkolwiek nie powiem że "tylko."

Thomas:
Na razie niestety wygląda to na dyskusję na nierównych prawach, gdyż ja mam
przygotowanie naukowe

Publius: Tutaj wtracę się i przypomnę że istota
Rzeczpospolitej polega między innymi na tym że dyskusje o sprawach najwyższej
wagi toczą się na "nierównych prawach" bowiem Rzeczpospolita uznaje iż
każdy Obywatel - czy z przygotowaniem naukowym czy bez - ma prawo
współdecydowania o swój los w ramach wspólnoty politycznej.

Myślę zatem że
wystarczy podać dobry argument - natomiast niesmaczne jest powoływanie się na
stopnia naukowego i tym samym wprowadzenia do naszej demokracji elementu
arystokratycznego - owego "autorytetu" o którym Pan wcześniej wspomniał
krytykując moją postawę wobec Arystotelesa.

Thomas: Mogę się jednak założyć,
że efektem nie będzie obraz rodem z Radia Maryja i Arystotelesa, który np.
twierdził, że kobieta to jedynie gleba, a macica to rodzaj doniczki, na którą
pada męskie nasienie - jednym słowem negował istnienie jajeczka i wierzył w to,
że plemnik zawiera całą istotę płodu. Mylił się.

Publius: Nie bardzo
rozumiem tutaj argument. Twierdzi pan że poniewasz Arystoteles mylił się w
jednym, to mylił sie we wszystkim?

Doprawdy ma pan ujmująco górnolotne
kryteria naukowe: trzeba zatem być nieomylnym Bogiem by można było przywołać
czyjąś naukę.

Apropos kobiet, i o ile mnie pamięć nie myli, to Arystoteles
owszem nie miał za dużo do powiedzenia na ich temat (aczkolwiek dawno nie
zajrzałem).

Jednak przypomnę szczytne stanowisko jaką zajmowała właśnie
kobieta- Diotyma - w tym gręmium; bowiem to kobieta nauczyła Sokratesowi
Miłości.

Myślę że nie ma piękniejszego ukłony wobec szlachetnej płci aniżeli
przyznania jej tak olbrzymiej rolie wśród tych nieustających gadaczy.


Thomas: Sparafrazowałem Francisa Bacona. No tak, Panu Bacon to się pewnie
kojarzy tylko z boczkiem wędzonym.

Publius: To bardzo ciekawe co Pan pisze.
Zatem twierdząc że nie należy słuchać się "autorytetów starożytnych" i
że "eksperymenty uzasadniają twierdzenia naukowe" Pan zdaje się przeczyć
samego siebie.

Łaskawie przypomnę że jest rok 2005 a Francis Bacon pisał 500
lat temu. Wiem, trudno o kryteria starożytności; ale chyba Pan nie odbierze mi
przyjęmność uznania Bacon’a za pisarza…starego… jeżeli nie
starożytnego.

Zatem to co Bacon pisał można uznać za teksty "autorytetów
starych" - czyli rozumiem że jego też możemy nie słuchać?

Czy jednak może
pan uznaje siłę jego argumentów jako ponad czasowych, przemawiających do
rzeczywistości która stoi ponad historią i tym samym może byc światłem dla
człowieka?

Czyli…rozumiem że pan jednak przyznaje się do istnienia jakiejś
- och - Natury - ponad konwencjami.

Publius.
Moherowy Żyd   |24.11.2005 14:24:18
Chcialem raczej zwrocic uwage na uzywanie cepa "przestarzalosci" i
"anachronicznosci" w sporach o to, co mozna uznac za wlasciwe i
pozadane, a czego uznac nie mozna. A ja zachecam do pewnej refleksji: moze
jednak wielopokoleniowa niezgoda spoleczna na rownouprawnienie zachowan
homoseksualnych wynikala z konkretnych doswiadczen, moze nasi przodkowie nie
wzieli znikad wiedzy o tym, ze pewne zachowania niszcza czlowieka, wspolnote
ludzka, przyrode.
thomas  - do Publiusa   |24.11.2005 14:32:30
Wyjaśnienia.

1. Nigdy i nigdzie nie twierdziłem, że nauka jest nieomylna.
Wręcz przeciwnie, nauki empiryczne z istoty swojej mogą być błędne (gdyż
przedmiot empiryczny daje się opisać praktycznie na dowolnym poziomie
szczegółowości, przez co opis kompletny jest w istocie nieskończony, a co za tym
idzie, dla nas niedostępny).

2. Nigdy i nigdzie nie twierdziłem, że powołanie
na autorytet zastępuje świadectwo empiryczne. Moja uwaga na temat wagi świadectw
empirycznych ma jednak korzenie historyczne, które dostrzegam. Te korzenie nie
mają dużo wspólnego z sowiecką pseudonauką typu Miczurin, tylko z tradycją nauki
nowożytnej. Zasady te jednak znajdują swoje uzasadnienie nie dającym się inaczej
wytłumaczyć sukcesie nauki w zakresie wyjaśniania i przewidywania zjawisk oraz
postępie technologicznym. Innymi słowy, uważam, że zasady nowożytnej nauki
uzasadnia praktyka naukowa przynosząca znakomite efekty, choć są to zawsze
efekty cząstkowe i nigdy ostateczne.

3. Arystoteles pisał sporo o kobietach,
ale dzisiejsi arystotelicy tego nie chcą pamiętać. Szeroki zbiór cytatów i
śmiałą (moim zdaniem za śmiałą) interpretację zawiera książka Niny Gładziuk
"Omphalos, czyli pępek". Radzę skupić się na samych cytatach, z
interpretacją nie musi się Pan zgadzać.

4. Nigdy i nigdzie nie podawałem
mojego stopnia naukowego. Powiadam jedynie, że dyskusja, w której ja powołuję
się na wyniki naukowe, wymagające pewnego przygotowania w odbiorze, wymagałaby
od moich dyskutantów pewnego wysiłku. Niewielkiego, gdyż podręcznik np.
psychologii ewolucyjnej D. Bussa wydany niedawno przez GWP jest dosyć łatwo
dostępny i dobrze napisany. Natomiast argumenty typu: ale zdrowy rozsądek lub
autorytet taki lub śmaki mówi inaczej jest niecelowa. Wyjaśnię to dokładniej.
Dyskusja naukowa opiera się na zasadzie, że każdy wynik naukowy podlega
racjonalnej krytyce. Krytyka jest racjonalna, gdy metoda uzyskania tego wyniku
jest znana krytykującemu i potrafi on zakwestionować ten wynik przez odwołanie
do kryteriów akceptowanych w danej nauce, nie zaś kryteriów religijnych czy
zdroworozsądkowych. Innymi słowy, nie wyobrażam sobie, żeby za naukową uchodziła
krytyka np. Einsteina za to, że zastosował nieintuicyjną dla szarego człowieka
geometrię nieeuklidesową.

Współczesna biologia ewolucyjna, antropologia,
psychologia ma sporo do powiedzenia na temat płci, orientacji seksualnych itd.
Dyskusja jednak wymaga znajomości nauki, na co wskazałem. W przeciwnym razie — 
zdarzało się to wielokrotnie na tym forum — falsyfikowalne jedynie NAUKOWO, tj.
najczęściej EMPIRYCZNIE dane są kwestionowane przez odwołanie do autorytetu
przywódców religijnych i publicystów politycznych. Tego rodzaju kwestionowanie
nie jest krytyką racjonalną, gdyż nikogo nie przekona (a najmniej osoby, które
znają te wyniki naukowe), co najwyżej pokaże, jakie argumenty występują w
społeczeństwie (typu "państwo nie powinno wspierać osób nie mających
potomstwa", z jednoczesnym uznaniem, że kler należy wspierać - te poglądy są
jawnie niezgodne).

Dyskusja naukowa, krytyka naukowa są bardzo wymagające i
prawdopodobnie pomysły, które mam w sprawach empirycznych, zdezaktualizują się
za kilkanaście lat. Liczę co najwyżej na to, że będą inspirującymi błędami i
uproszczeniami.

5. Nigdy i nigdzie nie twierdziłem, że jestem relatywistą.
Przyjmuję coś w rodzaju kantyzmu, w wersji rawlsowskiej — to jest uniwersalne
uzasadnienie norm moralnych przez odwołanie do hipotetycznej umowy społecznej.
Nie ma tu żadnego odniesienia do faktów empirycznych, są poczynione tylko pewne
bardzo skromne założenia, przyjmowane przez praktycznie każdą osobę biorącą
udział w moralnej debacie (typu: człowiek potrzebuje jedzenia, żeby przetrwać).
Moherowy Żyd   |24.11.2005 14:47:53
Wolne zarty! Skoro tak, prosze obalic na drodze naukowej tezy psychologow i
psychiatrow twierdzacych, ze homoseksualizm jest zaburzeniem zycia plciowego, a
nie wymyslac im od "przywodcow religijnych i publicystow politycznych",
bo ich tekstow nie ma na "liscie filadelfijskiej". Cos mi sie zdaje, ze
niezaleznie od tego, co glosza poszczegolne teorie naukowe, Thomas i tak bedzie
za uznaniem homoseksualizmu za cos
normalnego i godnego rownouprawnienia z
heteroseksualizmem, gdyz tak naprawde powoduje nim to, co przypisuje swoim
adwersarzom i antagonistom, czyli stanowisko ideologiczne. Ale stosuje stary
numer bolszewikow - ubiera ideologie w szaty "naukowosci", co zreszta
czyni cala progejowska lewica.
Publius  - … I Odpowiedź   |24.11.2005 15:40:10
Drogi Thomasie,

Chciałbym przy tej okazji podziękować cię za debatę naprawdę
na wysokim poziomie, i za to że tak uporczywie zmuszasz mnie bym uzasadniał
każde swoje stanowisko. Taki rygor jest dla mnie bardzo zdrowy, i jestem bardzo
zadowolony z poziomu naszego dyskursu.

Dziękuję też za to że teraz podajesz
"punkty" przy każdym argumencie. W ten sposób, mogę tylko odnosić się do
"punktu pierwszego, drugiego itp itd" - co bardzo ułatwia.

A teraz do
rzeczy:

Dot. Punkt 1:

Zgoda.

Dot. Punkt 2:

Nowoczesna Nauka Ścisła
nie pozwoliła człowiekowi odpowiedzieć na pytania Czym jest szczęście i miłość?
Czy kocham czy nie kocham? Czy być czy nie być? Czy ufać czy nie ufać? W co
wierzyć, jak żyć, jak kochać i czy jest czy nie ma Boga, godności, moralności
itp.

Innymi słowami - podstawowe problemy ludzkie nie zmieniły się ani trochę
i nigdy się nie zmienią.

Jesteśmy pod tym względem na takim samym poziomie
jak starożytni.

Dot. Punkt 3.

Bardzo dziękuję za źródło - skorzystam
przy najbliższej okazji.

Dot. Punkt 4.

Dlaczego uważasz kryteria religijne
za nie-naukowe? Religja a racjonalizm nie koniecznie są ze sobą sprzeczne. Co
najwyżej istnieje między nimi stała dawka napięcia.

Proszę zwrócić uwagę na
dzieła Świętego Tomasza (Chrześcijaństwo a Racjonalizm), Księga Mądrości
Alfa-Rabiego (Muzułmańizm a Religia) czy też "Przewodnik dla
Zdziwionych" Maimonediego (Żydzi a Racjonalizm).

Co więcej, empirycyzm
nie jest jedyną słuszną metodologią naukową kiedy mowa jest o
człowieka.

Przypominam co pisał Arystoteles na początku Etyki Nikomatiańskiej
- że wobec nauk o człowieka nie możemy stosować tych samych metod co wobec na
przykład nauk matematycznych czy przyrodniczych bowiem człowiek nie jest rzeczą
ścisłą.

Tym samym przypominam że mówimy o rzeczy nie ścisłej jaką jest
człowiek i moralność - i o ile racjonalizm i metody racjonalne są tu pomocne -
nie ograniczają się wyłącznie do "eksperymentów."

Chyba nie uważasz
że należy najpierw przeprowadzić (eksperymentalny) mord masoswy by zbadać
kwestię moralności morderstwa?

Istnieją też, jeżeli już, nauki bazowane na
rozumowanie a priori, bądź też rozsądku.

5. I tym samym ujawniasz problem z
Kant’em - "pewne skromne założenia" to trochę mało jak na uzasadnienie
dla moralności.

Publius
thomas  - Odpowiedzi   |24.11.2005 17:00:48
Moherowemu Panu:

"prosze obalic na drodze naukowej tezy psychologow i
psychiatrow twierdzacych, ze homoseksualizm jest zaburzeniem zycia
plciowego"

bardzo proste: żaden psycholog ani psychiatra tego nie
twierdzi, więc nie ma czego obalać; ale gdyby nawet twierdził, musiałby pokazać,
w jaki sposób i co zaburza;
zaburzenia mogą występować na rozmaitych
poziomach:

- medyczno-biologiczny - no cóż, homoseksualizm nie powoduje np.
wypadania zębów ani raka skóry, to uzasadnienie odpada;
- psychiatryczny -
przez zaburzenie np. racjonalności lub halucynacje, omamy, symptomy
schizofreniczne itd. - nie występuje;
- psychologiczny - przez zaburzenie np.
mechanizmów radzenia sobie ze stresem lub obniżenie inteligencji - nie występują
takie objawy;
- psychologiczno-osobowościowy - zaburzenia tożsamości itd. - te
mogą korelować, lecz korelacje te oceniane przynajmniej na poziomie
standardowych wymiarów osobowości trudno bardzo ocenić jednoznacznie, gdyż nie
istnieje jeszcze żadna kompletna teoria osobowości; tutaj mogą występować np.
niezgodność płci biologicznej z pożądaną płcią kulturową — tyle że to
zaburzenie leczy się operacyjnie, przez zmianę płci; natomiast nie znam żadnych
danych na temat korelacji zaburzeń osobowości rozumianej np. tak jak w modelu
Sternberga z orientacją homoseksualną.

Ale ma Pan punkt zaczepienia - proszę
poszukać badań korelacji zaburzeń osobowości z orientacją seksualną; najlepiej,
żeby to było analizowane w jakimś modelu ścieżkowym, bo wtedy bardziej
prawdopodobne będzie rozumowanie kauzalne. Jak na razie nie słyszałem o żadnym
takim badaniu, ale mogę się mylić, bo w końcu można mierzyć korelacje między
długością moich nóg a głębokością jeziora Michigan.


Panu Publiusowi

1.
"Nowoczesna Nauka Ścisła nie pozwoliła człowiekowi odpowiedzieć na pytania
Czym jest szczęście i miłość? Czy kocham czy nie kocham? Czy być czy nie być?
Czy ufać czy nie ufać? W co wierzyć, jak żyć, jak kochać i czy jest czy nie ma
Boga, godności, moralności itp. "

- po pierwsze, ja tego od NAUKI nie
oczekuję, bo cudów nie ma
- po drugie jest sporo danych empirycznych na temat
socjologii moralności, poszanowania godności, sporo wskazówek, co do tego, że
raczej poszukiwanie bóstw nie powinno odbywać się na drodze empirycznej
(hipoteza teistyczna nie może zostać zweryfikowana pozytywnie)
- drugi punkt
powyżej oznacza tylko tyle: z nauki możemy się czegoś dowiedzieć, natomiast
rozstrzygnięcia normatywne w sensie rozstrzygnięć moralnych czy zasadniczych nie
następują na drodze badania świata; nie ma dobrometrów ani
wartościometrów!

2. "Dlaczego uważasz kryteria religijne za nie-naukowe?
Religja a racjonalizm nie koniecznie są ze sobą sprzeczne. Co najwyżej istnieje
między nimi stała dawka napięcia. " Odpowiedź: Dawid Hume, Badania dotyczące
rozumu ludzkiego, Rozdział X "O cudach". Moim zdaniem nikomu się nie
udało podważyć rozumowania Hume’a, który powiada mniej więcej tyle, że nie
możemy uznać czyjegoś świadectwa (relacji jakiegoś świadka) za ważniejsze od
danych, które uzyskujemy sami na drodze empirycznej. Jeśli ktoś mi mówi, że
widział w mojej sypialni ufoludka i że ufoludki siedzą w mojej szafie, to ja na
podstawie prostych testów (zajrzenie do sypialni, sprawdzenie porządku w
szafie), poprzedniego doświadczenia (na razie nie zaobserwowałem ufoludków) i
teorii (skąd by się miały brać ufoludki? nie mam dobrej teorii ufoludków, nie
będę ich postulował) mogę zanegować tę relację. Wszystkie opowieści o cudach, a
nie ma religii bez cudów, okazują się gorsze od tego, co mówią nasze zmysły i
narzędzia poznawcze.
Racjonalizm uważam za ciekawy pomysł, ale akurat
dedukcyjnie ująć można wszystko, łacznie z absurdem, więc to taka racjonalność,
jak z Marcinkiewicza geniusz ekonomiczny. Z dedukcyjnością pogodzić można
wszystko, więc nie wyznacza ona żadnych granic; jeśli odrzucimy sprzeczności, co
wcale nie jest takie łatwe w ramach systemu dedukcyjnego (w odpowiednio silnych
systemach niesprzeczność bywa niedowodliwa), to i tak możemy sformalizować
cokolwiek. Pytanie, czy taki sformalizowany system ma jakiekolwiek korelaty w
świecie namacalnym i realnym? I czy czasem np. sformalizowany Majmonides nie
jest w świecie empirycznym spełniony, lecz nie w modelu standardowym, lecz w
modelu, na który składają się moje sznurówki i kilka ołówków (jeśli relacje
między tymi obiektami będą wystarczające, to wystarczy do zajścia relacji
spełniania). Innymi słowy, można sobie sformalizować kilka zdań ze słowem
"Bóg" czy "Zeus", ale czy to słowo denotuje, czy też jest nazwą
pustą, nie da się określić w ramach samego systemu (patrz Twierdzenie Tarskiego
albo wcześniej Kant o dowodzie ontologicznym).

3. Empiryzm nie służy do
udowadniania zbrodniczego charakteru ludobóstwa. Nie służy też do tego żaden
system sformalizowany. Do tego służą koncepcje moralne.

4. "I tym samym
ujawniasz problem z Kant’em - "pewne skromne założenia" to trochę mało
jak na uzasadnienie dla moralności."
- to twierdzenie, Publiusie, jest
puste, bo nie dałeś żadnego uzasadnienia. Ja twierdzę przeciwnie, że moralność
da się uzasadnić przy założeniach przyjmowanych przez jakąkolwiek istotę, o ile
tylko jest rozumna (nie tylko przez człowieka, lecz także przez ewentualne
cyborgi, ufo czy anioły).
Udowodnij, że na bazie imperatywu kategorycznego nie
da się uzasadniać twierdzeń moralnych. Kariera w filozofii zapewniona!
Publius  - Kolejne odpowiedzi   |24.11.2005 18:26:43
Drogi Thomasie,


Przyczynek
[Dotyczący Kwestii Psychologii A
Homoseksualizmu]

Myślę że chodziło Panu Żydowi o to że samo zjawisko
Homoseksualizmu jest zaburzeniem psychologicznym, a nie że homoseksualizm
powoduje dalsze zaburzenia.

Homoseksualizm jest zaburzeniem psychologicznym
bo homoseksualista myli mężczyznę z kobietą.

Logika (Logos) Duszy (Psyche)
człowieka, czyli psychologia ludzka jest sprzeczna z takim widzeniem
świata.

To podobne zaburzenie do, na przykład,zoofili, gdzie zoofiliak myli
zwierze z człowiekiem który może być porządany seksualnie przez drugiego
człowieka.

Homoseksualizm, jak inne zaburzenia psychologiczne typu - np -
kleptomania - nie mogą być przyczynami potępienia osoby która cierpi na owe
zaburzenia.

Kleptomanom i homoseksualistom można pomagać, należy im się
troska i sympatia za stan w którym się znajdują. Należy im się też szacunek jaki
należy się każdemu człowiekowi nie zaleźnie od jego wad - bowiem należy pamiętać
że czyjeś życie seksualne nie przesądza o jego całokształt jako człowiek. Można
być kleptomanem który pomaga dzieciom i komponuje piękne piosenki czy
homoseksualistą który jest świetnym chirurgiem i ratuje życia innym
ludziom.

Jednak z zaburzenia psychologicznego jakimi są homoseksualizm i
kleptomania - i z tolerancji wobec osób cierpiących nań - nie można czynić
zasady dla zachowania ludzkiego.

Dot Punkt 1:

My się zatem
zgadzamy.

Tym bardziej zastanawiające dla mnie jest dlaczego szuka Pan
naukowej postawy tyczącej kwestii moralności homoseskualizmu?

2. Dodałbym do
dzieła Hume’a inną propozycję - mianowicie De Divinactione Cycerona - ale to na
marginesie.

Jednak nie ma tu między nami nie zgody co do cudach ani co do
kwestii objaśnienia.

To jest element wiary w Religii i owszem, zgadzam się z
Panem iż te kwestie stoją ponad czy też po za możliwością rozstrzygnięcia
racjonalnego.

Jednak kwestia istnienia Boga, w odróżnieniu od kwestii
istnienia np krasnoludków, nie leży po za możliwości rozstrzygnięć
racjonalnych.

Można w ramach racjonalizmu spierać się o tym czy Bóg istnieje,
i jaka jest jego Natura?

Bóg akurat nie może być Cudem, bowiem Cudu
rozumiemy jako wyjątek od reguły Natury; natomiast Bóg jako podłoże, czy też
Autor czy prima causa Natury, nie jest jej wyjątkiem tylko jest jej sprawcą i
zasadą.

Można podawać szereg argumentów świadczących o tym iż nie ma Boga,
bądź o tym że o ile jest coś co możemy nazywać "Bóg" to nie jest to Bóg
Chrześcijański - zgoda.

Jednak ta debata może się toczyć w ramach Rozumu
które jest dostępne dla każdego człowieka bowiem leży…w jego Naturze.

Zatem
nie widzę czemu Pan przywołuję Hume’a o Cudach, jeżeli mowa jest nie o Cudach
lecz o Bogu?

Czy też dogmatyzm empiryczny nie pozwala Panu zauważyć iż Bóg
nie jest cudem i do krasnoludków czy ufo-ludków ma się dokładnie tak samo jak
długość pańskich nóg do Jeziora Michigan (nota bene piękny
stan)?

Kolejno:

Zarzut iż z dedukcji można wywnioskować wszystko przyjmuję
jako zarzut poważny i rzeczywiście coś w tym jest.

Tym bardziej rozumiem
chociażby wściekłość nowożytnych filozofów typu Bacon czy Machiavelli kiedy
rozważali nad nie-efektywnością dążeń starożytnej filozofii i za wszelką cenę
chcieli zastapić niekończących się dysput i dedukcji czymś konkretnym,
namacalnym, ścisłym - dającym się zawładnąć.

Jednak wydaje mi się że tym
samym stracili z oczu ważną naukę wstrzęmiężliwości jaką Arystoteles przytaczał
właśnie z uwagi na to że z owej dedukcji można wywnioskować
"wszystko."

Wstrzemiężliwość świadoma ludzkiej ułomności każe
szanować granice ludzkiego rozumu i jest jednym ze źródeł powściągliwości
moralnej której można porównać do analogicznego kazania Chrystusa by nie Sądzić
bliźniego.

Wstrzemięźliwość często została odrzucana przez nauki ścisłe na
rzecz wyższych racji wiedzy i władzy na losem - i często ta brawura była
uzasadniona.

Jednak równie często wytwarzała stare odwieczne problemy
człowieka w nowym wcieleniu, w nowej formie- inspirowała mini-tragedię czy też
wieczny powrót; Da Capo, jak mawiał Niezstche.

Nie jestem w stanie bronić
niezawiśłość dedukcji bowiem zgadzam się z Panem iż jest ona omylna i
nieostroźni są w stanie z niej wywnioskować wszystko.

Jednak świadom tego,
czy nie można zatem na bazie dedukcji wywnioskować iż należy ograniczać władzę
człowieka nad drugim człowiekiem? Że skoro w naszej Naturze zdaje się leżyć
omylność to żaden człowiek nie może rządzić drugim bez jego zgody, a sama zgoda
nie oparta o Naturę lecz właśnie o omylne pasje człowieka, nie może być postawą
tworzenia prawa?

Dot Punkt 3:

Ponownie zgadzamy się. Jednak powtarzam -
skoro mówimy o rzeczach tyczących nieścisłości jaką jest Człowiek a moralność, a
specyficznie homoseksualiz a wolność słowa, to skoro sam pan przyznaje że
empirycyzm nie służy nam do udowodnienia rzecz do której potrzeba koncepcji
moralnych - należałoby zatem zastosować …koncepcji moralnych?

Dot. Punkt
4:

No cóź…

Kariera w filozofii może i zapewniona, ale czy chęć robienia
kariery winna leżyć u podstaw czyjegoś dowodów?

Nie mam zamiaru
"dowodzić" iż Kant się myli co do imperatywy kategorycznego z prostego
powodu iż nie mam zastrzeżeń do jego teorii w praktyce lecz jedynie w
teorii.

Gdyby na podstawie Teorii Kanta ludzie stali się bardziej szlachetni
i dobzi dla siebie, nie wyklinałbym los za to że akurat z powodu Kanta człowiek
stał się lepszy a nie, dajmy na to, z powodu Jaffy, Platona, mnie, pana czy
Chrystusa.

Nie jest moim zamiarem burzenia etyki, i o ile mam zastrzeżenia do
etyki Kanta to są to zastrzeżenia natury ‘każde pojęcie da się uniwersalizować
przy odrobinę złej woli’ - jednak jestem świadom faktu iż takie zastrzeżenia są
raczej argumentami przeciwko sofizmowi a nie przeciwko Kantowi. Jeżeli życzy
sobie Pan dysksuję na temat wad i zalet imperatywy kategorycznej - służę
łaskawie i bardzo chętnie podejmę się tego tematu, szczególnie że pozwoli mi
odświeżyć Kanta.

-Konkluzja-

Jednak przypomnę że tematem naszym to wolność
słowa i homoseksualizm.

I moim zasadniczym argumentem jest to iż każdy
człowiek ma prawo do wyrażania swoich poglądów i opinii oraz do ich
manifestowania, a źródłem tego prawa jest jego równość w naturze z innymi ludźmi
pod względem istot zasadniczych dla człowieka - ta sama która każe nam tępić
homoseksualizm jako zjawisko sprzeczne z ową naturą, aczkolwiek tolerować
odmienne zdania na jej temat.

Publius
thomas  - Podsumowanie   |24.11.2005 19:06:31

1. Homoseksualiści nie mylą kobiet i mężczyzn, gdyż przez pomyłkę mogliby się
żenić lub wychodzić za mąż. Mylenie osób (np. na skutek syndromu Capgrassa, gdy
uszkodzony jest ośrodek odpowiedzialny za rozpoznawanie twarzy) nie ma z tym nic
wspólnego.
Kleptomania jest zaburzeniem z kilku powodów, lecz jednym z
ważniejszych jest to, iż jest to dokuczliwe społecznie i prawdopodobnie jest to
coś w rodzaju natręctwa (choć tego nie jestem pewien, bo nie znam się na
psychopatologii aż tak dobrze).
Homoseksualizm nie jest zaburzeniem, jest
adaptacją biologiczną i jest całkowicie normalny z punktu dobrostanu
organizmu.

Oczywiście, można by pewne adaptacje biologiczne uznawać za
szkodliwe moralnie, ale do tego potrzebny jest kolejny argument.

Ja
argumentuję cały czas, że na podstawie nauk empirycznych nie można dowieść, że
homoseksualizm jest nienaturalny czy też jest zaburzeniem.

Może być niezgodny
z poglądami, ale nie jest niezgodny z naturą. Nazywanie własnych poglądów
"Naturą" z wielkiej litery wydaje mi się - delikatnie mówiąc -
megalomanią i humbugiem.

2. Z dedukcji wcale nie wynika wszystko. Pisałem
zupełnie co innego: dedukcyjnie można opisać wszystko, co w ogóle da się opisać.
To zupełnie inne twierdzenie. Nie rozumiem Pańskich wywodów o dedukcji, wydają
mi się pomyleniem z poplątaniem.

3. Co do istnienia bóstw nie jestem specem.
Wszystkie dowody na istnienie są wadliwe (zakładają w przesłankach to, co mają
dowodzić); natomiast jedynym, który wydaje mi się faktycznie przyjmowany jest
"dowód ze świadectwa". Świadectwa świadków są mianowicie zawarte w
rozmaitych księgach religijnych różnych wyznań.
Zasada Hume’a dotyczy ich o
tyle, że dopóki nie spotykamy się z interwencjami boskimi w bieg rzeczy świata
(a to wedle tych ksiąg powinno następować stosunkowo często), racjonalnie nie
możemy przyjmąć na wiarę ani jednego słowa zawartego w tych księgach. To po
prostu byłoby niezgodne z naszymi intuicjami na temat racjonalnego przyjmowania
przekonań.
I o tyle Hume jest na temat, bo blokuje możliwość dowodzenia
prawdziwości religii na podstawie świadectw mistyków itd. Musimy mieć
powtarzalne doświadczenie, żeby w coś wierzyć. Ja żadnego bóstwa, nawet
politeistycznego, nie spotkałem, ergo nie mam powodu, aby wierzyć w mity
greckie. Itd.
Wszystko to nie oznacza, że nie można postanowić, że zawiesza się
racjonalność w wypadku religii. Ale to jest właśnie takie zawieszenie, podjęcie
decyzji. Niektórzy uznają to za cnotę, dla Hume’a to epistemiczna
pochopność.

Podsumowanie.
Nie wierzę, aby dało się udowodnić, że
homoseksualizm jest nienaturalny. Nie ma na to żadnych dowodów.

Jeśli ktoś
twierdzi, że homoseksualizm jest niemoralny, niech to twierdzenie uzasadni. I
niech obali zasadę Milla: granicą mojej wolności jest krzywda innych. Para
homoseksualna może robić co chce, póki nie czyni innym żadnej krzywdy
(prawdziwej, wyimaginowana obraza uczuć religijnych nie jest krzywdą, co
podkreślał Mill). Natomiast wszyscy Ci, którzy chcą ingerować w życie par
homoseksualnych, są NIEMORALNI, gdyż chcą gwałcić wolność homoseksualistów.
Osoba nastająca na wolność innych zasługuje na potępienie, gdyż jest z moralnego
punktu widzenia nikczemnikiem.
To samo można uargumentować na podstawie pism
Kanta, Hegla czy prawie dowolnego współczesnego etyka.

Więc powtórzę:

-
dyrdymały o naturze są dyrdymałami, póki nie wspiera ich empiryczna baza

-
twierdzenie o nienaturalności homoseksualności jest fałszywe w świetle nauk
empirycznych

- inne sensy naturalności, przy których homoseksualizm jest
nienaturalny czy niemoralny, wymagają akceptacji obskuranckich poglądów, które
należy nazwać niemoralnością w najczystszym sensie!

Publius  - Komentarz do Sumy   |24.11.2005 21:11:13
Drogi Thomasie,

1. Myślę że sęk w tym iż zupełnie innaczej rozumiemy pojęcie
stojące za słowem ‘Natura.’

Kiedy ja piszę o Naturze, piszę o zapytanie
tyczące istoty czy też zasadniczego charakteru danej rzeczy. Kiedy ty piszesz o
naturze, wydaje mi się że masz na myśli coś co Heidegger by ujał jako Umwelt -
coś w rodzaju otoczenia, "świat fizyczny," to co dzieje się do okoła -
przyroda.

Zatem proponuję iż potrzeba nam rozważania i dysputy na temat tego
czym jest Natura, innaczej będziemy kręcić się tylko w kółko.

Co do humbugu i
megalomanii - nie ma chyba zdania którego ja czy ty napisaliśmy w którym nie ma
odrobiny humbugu i megalomanii.

2. Pisał pan: "Z dedukcyjnością pogodzić
można wszystko, więc nie wyznacza ona żadnych granic; jeśli odrzucimy
sprzeczności, co wcale nie jest takie łatwe w ramach systemu dedukcyjnego (w
odpowiednio silnych systemach niesprzeczność bywa niedowodliwa), to i tak możemy
sformalizować cokolwiek."

Rozumiałem przez to iż dedukcja może służyć nam
do "pogodzenia wszystkiego" i do "sformalizowania cokolwiek."
Tym sammy że z dedukcji może wynikać wszystko. Może źle Pana
zrozumiałem?

Moje wywody apropos dedukcji tyczyły wstrzemiężliwości którą
można wydedukować z paradoksu powstającej na bazie deduktywnego myślenia.

3.
Wszakże nie dziwię się że jako zagorzały Empirycysta, uważa Pan że najbardziej
rzetelnym świadectwem istnienia Bóstw to właśnie "dowód ze świadectwa,"
czyli niby Empiryczny dowód.

Jednak apropos dowodu ze świadectwa - cóż
-Rousseau pisał w Emile’u iż Bóg jest wpisane w każde ludzkie serce; i że każdy
człowiek jest świadectwem miłości Boga. Człowiek w dżungli który nigdy nie
czytał Biblię i nie ma pojęcia o Chrystusie może wywnioskować na podstawie
rozumu iż skoro wszystko jest w ruchu, zostało w ruch wprawione, to coś w owego
ruchu wszystkiego wprawiło i samo by nie mogło być wprawione w ruch jako że
wtedy należałoby do całości która się rusza - i tym samym, odnajduje Boga.


Tak samo, paradoskalnie, nie potrzebujemy właściwie świadectwa Biblijnego -
wystarczy świadectwo własnego serca, sąsiada, bliźniego - nie wspominając już o
rozumie.

Ta kwestia i ten spór trwa od wieków - i jest drugorzędny wobec
naszego tematu bowiem nawet w świecie bez Miłującego Boga Chrześcijańskiego
istnieje Człowiek który ma daną Naturę (bądź jej nie ma) i kwestie o tym czy i
jaka ona jest mogą być rozważane bez pomocy religii.

Moim zamiarem bylo
jedynie obrona religii przed całkowitym odrzuceniem jako rzeczy "nie
naukowej" (nota bene, chyba innaczej też rozumiemy "naukę" - ja to
pojmuje bardzo obszernie, nie tylko jako Empirycyzm czy współczesna nauka
ścisła).

-Apropos Konkluzji -

Uzasadnienia tyczące niemoralności
Homoseksualizmu już podawałem w poprzednich postach i nie widzę powodu by je
powtarzać.

Ostatecznie każde twierdzenie o moralności, nie zaleźnie od
argumentacji je wspierających, będzie budziło kontrowersję; będą ludzie którzy
się zgadzają i nie zgadzają.

Tym bardziej nie ma sensu je powtarzać skoro tak
bardzo róźnimy się w rozumieniu pojęć jak Natura czy też Nauka.

Wydaje mi się
że, jak juz pisałem, powiniśmy ustalić czym jest Natura nim wrócimy do naszej
dyskusji o Homoseksualiźmie.

Do tego czasu, czytelnicy maja przed sobą
Pańskie rozważania i moje, i mogą sami dojść do konkluzji które uważają za
sensowniejsze.

Jeżeli udałoby nam się dojść do porozumienia o tym czym jest
Natura, myślę że bylibyśmy w stanie dodać jeszcze nowe płaszczyzny naszym
argumentom.

Co do Mill’a - cóż - ta zasada Mill’a jest niejednoznaczna bowiem
zawsze nasza wolność w jakimś stopniu krzywdzi innych.

Krzywda przecież może
przejawiać sie emocjonalnie, np syn może krzywdzić matki podejmując wybór
zapisywania się do Wojska bowiem dla matki jest to przerażające.

Chłopak może
krzywdzić dziewczynę odchodząc od niej czy też kłamiąc jej.

Alkoholik
krzywdzi rodzinę swoim postępowaniem bowiem ludzie którzy go kochają widzą jak
się rozkłada.

W takich jednach przypadkach, gdy krzywda nie tyczy ewidentnego
pogwałcenia mienia czy osoby, nie ma mowy o ingerencji prawa bowiem krzywdy
emocjonalne są krzywdami zbyt trudnymi do zamieszczenia w wąskich ramach
prawnych, i tym samym ich osądzenie może wiązać się z nieroztropnym pozbawieniem
człowieka wolności sumienia - nawet w wypadkach w których ta wolność krzywdzi
jego bliskich.

Zatem zasada Mill’a, moim zdaniem, ma sens jedynie wtedy kiedy
ograniczamy pojęcia krzywdy do mienia i osoby.

Niemniej, przypominam że etyka
tyczy nie tylko prawa ale i obyczajów, i nie każda zasada etyczna powinna
odnajdywać odzwierciedlenie w prawie.

Homoeseksualizm, jako że jest sprzeczne
z naturą która leży u podstaw naszej wolności należy oduczać i tępić przy okazji
wychowania dzentelmenów i dam na chwalebnych, samorządnych obywateli. Miałbym
nadzieję iż prawo w wolnym kraju wspierałoby ową edukację zamiast rzucać jej
kłody pod nogami.

Chyba że pozwolimy by wolność stała swawolą, rządem pasji
nad rozsądkiem.

Publius
thomas  - dualizm?   |24.11.2005 21:58:18
Drogi Publiusie,

oto różnica jest taka, że ja jestem cząstką natury, a Pan
naturę jako świat fizyczny pojmuje tylko w kategoriach "świata
otaczającego". Heideggerowskie Dasein jest de facto idealistyczne, bo nie ma
nóg, rąk, układu krwionośnego, nie składa się w 90% z wody itd. Odseparowało się
od świata, o którym Heidegger nie ma pojęcia, od świata brzydkiej
Techniki.

Ja rozumiem naturę prosto - jako wszystko, co istnieje.

Jeśli
chce Pan twierdzić, że nie wszystko, co istnieje, jest naturalne, proszę podać
kryterium.

Kryterium zgodności z sercem proszę sobie darować, gdyż jestem
potwór bez serca i ani krztyny boskości we mnie nie ma. Nie mam telefonu do
zaświatów, jak powiadał Nietzsche.

Obawiam się, że tkwi Pan w istocie w
szponach pewnego dualizmu, który nie pozwala Panu dostrzec, iż ma Pan zgoła
nieugruntowane przekonania.

Co do Milla - to w "O wolności" są
rozmaite kryteria podane i brane pod uwagę, więc nie rozumiem, czemu wyrywa Pan
całość z kontekstu. Alkoholik w momencie, gdy ucieknie się do przemocy, powinien
być powstrzymany. Natomiast gdy sam pogrąża się w alkoholizmie, ale nie robi
krzywdy innemu, można go co najwyżej namawiać na leczenie i nie sprzedawać
alkoholu (ponieważ nie dysponuje on możliwością niekupienia alkoholu, jako osoba
chora — pamiętajmy, że rozważania Milla dotyczą osób, które mają możliwość
wyboru, realną możliwość, czyli są dojrzałe, zdrowe psychicznie itd.).
Publius  - Geworfenheit   |25.11.2005 08:31:53
Drogi Thomasie,

Teraz kroczymy ku mrocznych głębin, i zagraża nam poplątanie,
jednak cieszę się że wybiera się pan na ową podróź, bo mimo trudu, raczej będzie
nam dobrze służyła.

Radzę zajrzeć w Księge I, rozdział 6, pod paragrafem 41,
stefanus 198 ‘Sein und Zeit’ gdzie ujrzy pan cielesne oblicze Daseinu - i to
bardzo Troskliwe wcielenie.

Co twierdzenia że Heidegger nie miał
"pojęcia" o świata - no cóź - może i nie miął; miał raczej…pojęć,
aniżeli jedno pojęcie - ale domniemywam że nie o tym panu chodzi…

Technika
zaś, była pewnym uprzedmiotowieniem świata które zamykała przed nami jego
oblicze i tym samym czyniła go "brzydkim" o ile czyniła go
sztucznym.

Jednak kwestia Techniki u Heideggera jest…rzecz jasna - skrajnie
trudna.

Co do Natury - pan twierdzi że rozumie ją "prosto jako wszystko
co istnieje"

Zatem się zgadzamy; aczkolwiek zapewne pan się nie zgodzi z
moją interpretacją "wszystkiego co istnieje."

Otóż co to znaczy
istnieć, czy też innaczej, czym dla nas jest ów Byt?

Czy można twierdzić że
coś istnieje jeżeli to coś ma byt uwarunkowany w czasie; innymi słowy że to coś
rozsypie się w pył po zaledwie kilku dekad?

Czy to co przemija jest, czy też
nie jest?

Wydaje mi się że, rzecz jasna, to co przemija jest w tym sensie że
ma swój byt przez daną chwilę oraz że nie jest ponieważ traci swój byt po danej
chwili.

Tym samym widzimy że otoczeni jesteśmy rzeczami które są i nie
są.

Bowiem czy nie jest tak że aby powiedzieć ze coś jest, to ów coś musi
Być? (a nie mijać po jakimś czasie?)

Inna Kwestia:

Patrzymy do okoła i
widzimy że przepisy prawne w różnych krajach i kulturach są inne od
siebie.

Ta zasada obowiązuje tym bardziej w historii.

Kształcąc przepisy,
bądź przynajmniej myśląc o kształcie przepisach w naszej wspólnoście politycznej
- na jakiej podstawie dokonamy wybór "właściwych" zasad
prawnych?

Możemy, oczywiście, opierać się o naszą kulturę, nasze tradycje -
ale wtedy prawo nie będzie tyle sprawiedliwe ile będzie odzwierciedleniem naszej
tożsamości i historii - która może jest, a może nie jest mniej lub bardziej
sprawiedliwa.

Ponad wszystkimi konwencjami prawnymi muszą być jakieś zasady
wedle których człowiek może dojść do wniosków tyczącyh zasadności tych przepisów
prawnych.

Sposobem na to by dojść do tego co jest ponad konwencjami to, na
przykład, porównywanie ze sobą konwencji w sposób…krytyczny, stosując przy tym
rzecz ponad konwencją: Rozum.

Rozum nie jest konwencją; nie jest przypadkową
cechą jednej klasy ludzi czy jednego narodu czy plemiona, lecz jest rzeczą
przypisaną - o proszę - naturze ludzkiej.

Ten naturalny rozum, slużąc jako
narzędzie przy dyskursie o prawie w którym konwencje prawne są porównywane i
pyta się "czemu to służy?" bądź "czy jest to słuszne?" prowadzi
nas po woli do prawa Naturalnego - czyli takiego które, oparte o Rozum, może być
podstawą prawa konwencjonalnego.

Co do kryteria zgodności z sercem; wydaje mi
się że Rousseau używał tu pewną przenośnię. Przecież wiadomo że serce jest
organem biologii ludzkiej o specyficznej funkcji i kiedy mówimy że "On daje
jej swoje serce" mówimy o tym że daje jej miłość, a nie że oddaje jej serce
w dosłownym znaczeniu. Tym samym mówią iż Bóg jest pisany na sercu człowieka,
Rousseau uwzględniał potworów bez serca.

Rozum pan ma, czyż nie? A ów rozum
to właśnie "krzytna boskości" - chyba ze Pan się tak łatwo poddaje i
przyznaje do tego iż nie ma krzytny rozsądku w pańskich argumentach?

Jednak
nie byłbym taki pochopny - myślę że jest dużo rozsądku w pańskich argumentach;
świadczacych o wielkim daże od Boga, i chwała Panu za to.

Co do telefonu i
zaświata - drogi panie - całe szczęście że czlowiek nie potrzebuj telefonu do
zaświata, innaczej bylibyśmy w sytuacji w której człowiek byłby bardzo samotny i
opuszczony przez Boga przez całą naszą historię (przed erą telefonów).

Na
szczęście, istnieje Rozum ludzki który służy nam do namysłu nad Bogiem, i tym
samym pewnego rodzaju komunikacji z Nim, nie wspominając już o modlitwie.
Telefony zaś sa bardzo przydatne w komunikowaniu się z ludźmi.

Co do mego
domniemanego dualizmu - czy chodzi panu o to że często zamieniam "grunt"
swoich argumentów - że czasem przechodzę od "racjonalizmu" (czy
antycznego czy współczesnego) w religię i spowrotem?

Cóż - ja uważam że to co
Pan dostrzega jako "dualizm" jest siłą Kultury Zachodniej - w tym
Polskiej - mianowicie napięcie między Rozumem a Wiarą.

Nie mam zamiaru
dogmatycznie wystrzeć się wątpliwości - nawet wobec samego siebie - w imię
"jednolitości" poglądów, czy też "stałego gruntu."

Ba -
skarżąc mnie o "zgoła nieugruntowane przekonania" zapomina Pan - czy też
nie chce Pan pamiętać - iż Heidegger bardzo zwięźle wykazał iż każdy Grunt
opiera się o inny grunt i że w zasadzie Dasein (czyli my) stoimy na dosyć
chwiejnym grunce - zostaliśmy rzuceni na dosyć chwiejny grunt.
(Geworfenheit)

Odruch by uporczywie odnaleźść grunt "solidny" to
przejaw - powiedziałbym - angstu.

Co zaś tyczy Mill’a - ma Pan rację iż Mill
bierze rozmaite kryteria pod uwagę, jednak chciałem zauważyć iż to Pan właśnie
wyrwał go z kontekstu by bronić Homoseksualizm jako rzecz która "nikogo nie
krzywdzi" kiedy sam Mill dostrzegłby, w moim odczuciu, jego krzywdy.

I
tym samym, jak z pańskim przykładowym alkoholikiem, myślę że i Homoseksualistów
można nie powstrzymywać prawem, ale namawiać na leczenie.

Co więcej - tak
samo jak alkoholikowi raczej nie dalibyśmy społeczną aprobatę z uwagi na to że
jest to osoba chora która nie ma możliwości samorządzenia bo jego rozum
zaślepiony jest pasją do alkoholu- to nie widzę czemu taką aprobatę społeczną
dalibyśmy Homoseksualiście którego rozum zaślepiony jest pasją do tej same płci.


Publius
thomas  - odpowiedzi   |25.11.2005 11:54:28
1. Technika u Heideggera to kwestia po prostu niespójna (od entuzjazmu w fazie
uwielbienia dla nazizmu, po zniechęcenie później). Przecież fragmenty o
narzędziowości wskazują na to, że technika w pewnym pierwotnym ontycznie sensie
jest przynależna do naszego bycia w świecie.

2. Heidegger oczywiście poplątał
sprawę z uzasadnieniami (Grunde). Otóż wyróżnia się:

- uzasadnienia
pośrednie: zdanie p jest uzasadnione, gdy uzasadnia je zdanie q (wówczas możemy
pytać o uzasadnienie zdania q)
- uzasadnienie bezpośrednie: np. w percepcji
zmysłowej - pytanie: "skąd wiesz, że boli cię noga?" należy do pytań
dziwacznych, bo nie musimy uzasadniać twierdzenia, że boli nas noga, przez
odwołanie do jakichkolwiek racji.

W wypadku np. istnienia bóstwa uzasadnienie
bezpośrednie odpada, chyba że ktoś jest mistykiem, ale wówczas jego
doświadczenie nie jest intersubiektywne.

3. Istnieć to być zmienną związaną w
tezach przyjmowanych przez współczesną naukę. Tj. jeśli dany obiekt jest
przyjmowany w danej nauce (kwantyfikuje się po nazwach tego obiektu), to
istnieje. Jako nauki rozumiem tu zarówno nauki przyrodnicze, jak i humanistyczne
oraz dedukcyjne. Teologii nie uważam za naukę, w przeciwieństwie do
religioznawstwa.

W związku, że w fizyce można kwantyfikować np. po bardzo
krótkotrwałych momentach, to i one istnieją.

4. Kogo krzywdzi
homoseksualista? Może Pana? A może mnie?

Każdej orientacji można przypisać
zaślepienie pasją - a to do tej samej, do innej lub do żadnej płci (tzw.
orientacja aseksualna, gdzie sprzeciw wobec seksu zostaje podniesiony do rangi
nadrzędnej życiowej zasady). Seks ma to do siebie, że potrafi zaślepiać. Można
to powiedzieć inaczej: miłość jest bardzo ważna w ludzkim życiu. Homoseksualiści
są zdolni do prawdziwej miłości — choćby Pan napisał tysiąc zdań i odpowiedź
długą na 7 kilometrów i tak fakty się nie zmienią.
Moherowy Żyd   |25.11.2005 12:18:13
Co to jest prawdziwa milosc?
thomas   |25.11.2005 12:41:21
Nie wiesz? Wstyd!
Publius  - Punktacja   |25.11.2005 12:54:50
Drogi Panie Thomasie,

Dot Punkt 1:

Mi się wydaje że jednym z powodów dla
których Heidegger tak entuzjastycznie odniósł się do Nazizmu było właśnie
dlatego że widział on w Nazism szansę uporania się z problemem
Techniki.

Zatem nie wydaje mi się by on był najpierw entuzjastą a dopiero
potem zniechęcił się wobec techniki.

Raczej, pierwotny entuzjazm dla projektu
Hitlera przemienił się w głęboką niechęć po tym jak to sam okreśił, Hitler zajął
się zabijaniem żydów zamiast ratowaniem nas przed problematyką związaną z
Techniką.

Co do drugiej części pana zdania, zgadzam się iż w pierwotnym
sensie Technika jest przynależna do naszego bycia w świecie - w końcu problem
techniki musiał się skądź …wziaść.

2. Nie wydaje mi się by Heidegger
"poplątał" sprawę z ugruntowaniem; raczej wskazał na przepaść nad którą
filozofia kroczy w tym zakresie.

To co Pan nazywa "mistycyzmem" i
łączy z religią Heidegger akurat odnalazł w Poezji; i w prześwicie - Die
Lichtung des Da.

Ale wezmę się za pańskie przykłady, bo oskarży mnie Pan za
chwilę o masło maślane…

Otóź Heidegger by nie zaprotestował przeciwko temu
iż stwierdzenie "noga mnie boli" nie ma głębszego gruntu aniżeli
odczucie stwierdzającego.

Jego zastrzeżenie leżało gdzie indziej - polegało
na tym iż w twierdzeniu "noga mnie boli" nie ma nogi, nie ma osoby i nie
ma bólu - a jednak to twierdzenie niby nosi jakieś znaczenie bądź ma wskazywać
nań.

Ta przepaść może wydawać się pedantyczna w takim wypadku, ale przestaje
być kiedy kierujemy się na słowa (sięgające po pojęcia)jakimi są np przyjaźn,
miłość czy sprawiedliwość.

Każde takie słowo zakrywa rzecz która ma zamiar
okreslić, niczym Technika zakrywa świat uprzedmiotowując go. Tym samym Heidegger
nawoływał do pozbycia się koncepcji "prawdy" w sensie stricte na rzecz
Aletea (sic?) w sensie "od-krywania."

Jednak te rozważania nie
prowadzą nas bliżej do pojmowania Natury, lecz tylko odalają nas od tego -
aczkolwiek możliwe że w lepszym kierunku? Nie wiem.

3. Pisze Pan:
"Istnieć to być zmienną związaną w tezach przyjmowanych przez współczesną
naukę"

Już Bazarov w książce Turgenieva "Ojcowie i Synowie" nie
mógłby wyrazić nihilizm bardziej klarownie.

Tezy współczesnej nauki są ciągle
poddawane weryfikacji, zatem to co jest z nią związane równiesz poddane jest
weryfikacje, zatem istnieć - by uratować Pana przed samym sobą - to …być
poddawanym weryfikacji zmienną?

Nonsens. Owa zmienna jest i jej nie ma - jest
o ile możemy ją poddać jakieś weryfikacji, a nie ma jako że z góry zakładamy że
jest zmienną i tym samym nie da się weryfikować bowiem przeistacza się
ciągle.

Zauważę że o takim pojęciu bycia już wspominałem i czyniłem starania
by wykazać równiesz pojęcie Bycia które leży u podłoży bytów.

Nie śmiał Pan
tknąć mojej teorii tyczącej Prawa Naturalnego bo rozumiem iż nie sposób jej
obalicz?

Pańska teza tycząca istnieja jest tezą która w zasadzie obala
pojęcie bytu i czyni wszystko możliwe - tym samym przypiętuję do niej etykiety
nihilizmu.

4.

Homoseksualista, jak wielokrotnie pisałem, krzywdzi siebie
bo nie jest w stanie spełnić się naturalnie, to znaczy nie jest w stanie
spłodzić rodzinę.

Jeżeli już spładza ową rodzinę a mimo tego utrzymuje
stosunki homoseksualne, krzywdzi swojej rodzinny (aczkolwiek heteroseksualista
który zdradza małżonka równiesz krzywdzi swoją rodzinę).

Homoeksualiści tym
samym dążą do prawa do adopcji bowiem adopcja jest jedyny sposobem by mogli
spełnić naturalną chęć człowieka by wychowywać potomstwo.

Jednak to dążenie
krzywdziłoby dzieci ewentualnych "rodziń" homoseskualnych bowiem każde
dziecko potrzebuje ojca i matkę, a nie dwóch matek bądź dwóch ojców.

Jak
wcześniej już pisałem - rozumiem iż często los sprawia że dziecko jest wychowane
przez samotnego rodzica bądź że rodzice się rozwodzą i dziecko ma ojca czy matkę
zastępcza - jednak uważam (co powtarzam po raz setny) że przykre wypadki losu
nie winny leży u podstaw polityki państwa wobec rodzinny. Nie powinno być
aprobaty dla nich. Są to wypadki - nie reguły.

Homoseksualiści równiesz
krzywdzą innych ludzi o ile ludobójcza choroba AIDS miała swój początek wśród
nich, i biseksualiści byli w stanie przenieść je w szersze oblice (aczkolwiek
rozumiem iż narkomani równiesz, a to rzecz niezależna od orientacji
seksualnej).

Nie ma jednak ani jednego przypadku AIDS czy HIV którego źródło
by nie można było odnaleźść w jakimś stosunku homoseksualnym.

I na koniec -
homoseksualizm który "wychodzi z ukrycia" by walczyc o rewolucję w
obyczajach i uzyskać dla siebie akceptacji krzywdzi tkankę moralności społecznej
która jest podstawowa dla utrzymania wolności i sprawiedliwości we wspólnocie
politycznej bowiem owa wolnosć i sprawiedliwość są czynnikami naturalnych praw
człowieka - a homoseksualizm jest wbrew naturze.

Publius
thomas  - Krótko   |25.11.2005 13:29:25
Ad 2. To oczywiste, że słowo "noga" nie jest nogą. Jest
słowem.
Wszystkie uwagi H. na ten temat są banalne, bo to truizmy.

Prawo
naturalne jest ideologicznym konstruktem, jeśli nie jest rozumiane tak, jak
chciał Hobbes - w ramach hipotetycznej umowy społecznej. Takie prawo naturalne
ma swoje uzasadnienie moralne i jest ono stosowane dla uzasadniania praw
człowieka i obywatela.

Ad 3. Quine jako nihilista? Mało śmieszny żart.
Tak,
uważam, że ludzie są omylni. Tak, uważam, że poglady na temat, co istnieje, nie
są jednoznacznym kryterium, dla tego co istnieje. Zmienią się nasze najlepsze
teorie, to zmieni się zapewne repertuar przyjmowanych przez nas
obiektów.
Polecam lekturę Quine’a "On What There Is".

Ad
4.

Krzywda wobec samego siebie nie jest granicą wolności wg Milla. Pisze Pan
nie na temat.

Nie jest cechą swoistą homoseksualistów, że krzywdzą rodzinę.
Tak samo krzywdzić rodziny mogą katolicy, filateliści czy działacze ZChN
(posiadanie takich czy siakich poglądów nie determinuje w sposób konieczny
przemocy w rodzinie).

Nieprawdą jest, że jakoby homoseksualiści krzywdzą
adoptowane dzieci. Proszę zapytać ks. prof. A. Szostka (były rektor KUL),
specjalistę od spraw adopcyjnych. Ma w tej sprawie zupełnie inne zdanie od
Pana.

Kłamliwe i obraźliwe jest oskarżanie homoseksualistów o roznoszenie
AIDS. W Afryce roznoszą tę chorobę mężczyźni heteroseksualni i tam jest to
największa plaga. Wnioskuje Pan całkowicie pochopnie. Przydałby się Panu kurs
logiki.

Tkanka moralności społecznej to uprzedmiotowana hipostaza. Nie da się
skrzywdzić abstraktu.

Domaganie się wolności i sprawiedliwości, poszanowania
praw człowieka, godności ludzkiej, podnosi poziom moralny społeczeństwa i w tym
sensie wszelka walka o równouprawnienie jest chwalebna moralnie, a jej
przeciwnicy zasługują na zdecydowane potępienie jako niemoralni wstecznicy. Do
których, konstatuję to z żalem, niestety muszę zaliczyć Pana.

Jest Pan
niemoralny.
Moherowy Żyd   |25.11.2005 14:01:34
"niemoralni wstecznicy".

Sam Lenin by sie takich slow nie powstydzil.
To jest wlasnie jezyk ludzi, ktorzy zapewniaja, ze chodzi im wylacznie o
szacunek dla odmiennych pogladow i obyczajow.
thomas  - Niemoralny Pan jest   |25.11.2005 14:22:12
"To jest wlasnie jezyk ludzi, ktorzy zapewniaja, ze chodzi im wylacznie o
szacunek dla odmiennych pogladow i obyczajow."

W tym momencie chodziło mi
o coś więcej, akurat. O moralność, której się tak domagacie.

Tak, niemoralne
typy Pana pokroju gwałcą ludzką godność i wolność. Domagają się prawa zmiany
zasad postępowania innych ludzi, chcą brutalnie wkraczać w ich życie, choć tego
prawa nie mogą mieć. Uzurpują sobie prawo wtrącania się w cudze życie i dziwią
się, czemu w imię wolności zostają potraktowani odmownie.

Gdybym ja chciał,
żeby Pan zapuścił sobie brodę w uszach i domagał się tego, rzucając na Pana przy
okazji kalumnie, to co by Pan zrobił? Dziwiłby się Pan mojej
bezczelności.

Pan bezczelnie, arbitralnie chce uzurpować sobie prawo
decydowania o czyichś celach życiowych, szczęściu i postępowaniu. Nie ma Pan
tego prawa.

A taka uzurpacja jest naruszeniem godności. Nie będzie na nią
zgody.

I niech Pan sobie daruje odwołania do Leninów i bolszewików. Mnie to
nie wzruszy, bo Lenin to taki sam niemoralny nikczemnik, jak Pan. Tyle tylko, że
on miał jeszcze władzę, a Pan - mam nadzieję - nie ma.
Publius  - Moralność Piłata?   |25.11.2005 14:28:52
Drogi Thomasie,

Cóż- Sokrates i Chrystus byli równie "niemoralni," i
tym samym do ich grona chętnie się zaliczam.

A teraz - jak już jest to naszym
zwyczajem - punkt po punkcie…

1. Wydaje mi się że Pan zbyt łatwo zbywa
przemyślenia Heidegger nad esensją prawdy.

Zupełnie nie podejmuje się pan
problematyki przepaści między wyrazem a rzeczą czy pojęciem które ów wyraz ma
określać.

Jest to problem, moim zdaniem, poważny a nie zbyteczny. Problem ten
leży chociażby u podstaw rozważań Levinas’a tyczące "Drugieo," nie
wspominawszy już o lekturach Kojeve’a nad Fenomenologią Ducha Hegla.

Jednak
bardzo nie lubię przywoływać "autorytety" by bronić nie tyle zasadność
ile fakt istnienia ciekawej materii filozoficznej.

Jednak czuję się zmuszony
jako że Pan, zamiast podejmować się polemiki, zbywa w sposób jednoznaczny
przemyślenia autorów zanadto złożonych by można było ich tak
traktować.

Określenie "wszystkich" uwag Heideggera na ten temat jako
"banalne" nie jest zanadto naukowe, aczkolwiek taka postawa mnie nie
dziwi skoro był pan równie gotów wyrzucić całego Arystotelesa przez okno za coś
co napisał apropos spermy.

Jak pan widzi, staram się ze szczacunkiem
podchodzić do myslicieli których pan przywołuje, i nie śmiem dogmatycznie bronić
czy Heideggera czy Arystotelesa; tylko dociekać o rzeczowość naszego
tematu.

Wybaczy mi pan mojej śmiałości - ale czy nie wyczuwam tutaj
Uniwersytetu Warszawskiego gdzie (o ile mi wiadomo) fenomenlogia jest wyśmiana i
nie podejmuje się z nią polemikę?

2. Nihilizm jest, owszem, mało śmiesznym
żartem.

Chciałbym zauważyc iż skoro pan uważa że zmienią się nasze teorie to
i zmieni się znaczenie bytu, że pańska teoria o tym że zmienią się nasze teorie
i zatem zmieni się znaczenie bytu też ulega ciągłej zmianie i tym samy sama
siebie pożera.

Uciekanie się do uwagi iż "wszystko jest zmienne" jest
karykaturalne jako że logika - o której Pan się tak upomina - kazała by nam
stwierdzić że skoro "wszystko jest zmienne" to idea iż "wszystko
jest zmienne" jest równiesz zmienna - i co za tym idzie że wszystko jest np
stałe (bo skoro wszystko jest zmienne, to niby czemu miałoby się zmienność
wszystkiego miała nie zmienić na stałość wszystkiego?)

3. Ależ drogi Panie -
tematem naszym nie jest Mill, lecz Homoseksualizm.

Co do dalszej szczęści
wypowiedzi:

Poszczególni katolicy mogą krzywdzić rodzinny - tak.

Nauka
katolicka - nie

Poszczególni katolicy którzy krzywdzą rodzinny żyją nie
zgodnie z nauką katolicką.

Nie wypowiem się na temat Filatelistów bowiem nie
wiem czym, ni kim oni są. Kim zatem są Filateliści?

Działacze ZchN jak
najbardziej mogą krzywdzić rodzinę, aczkolwiek tak jak z katolikami, i
podejrzewam że tak jak z większością wyznań na świecie, owa krzywda była by
zerwaniem z pierwotnie założonymi tezami, zasadami i sposobami działalności ich
partii, wiary itp.

Homoseksualista zaś samym faktem że jest homoseksualistą
krzywdzi rodzinny bowiem akurat o ile można być "nie dobrym katolikiem"
to nie sposób być "dobrym homoseksualistą" wiz-a-wiz rodzinny.

Można
byc np. "nie dobrym ojcem" - trudno zaś być "dobrym ojcem" kiedy
akurat jest się…Lezbijką żyjącą z drugą lezbijką i dzieckiem.

Można być
"nie dobrą mamą" ale trudno być "dobrą mamą" kiedy jest się
homoseksualistą żyjącym z drugim homoseksualistą i dzieckiem.

Co do Księża
Profesora Szostki, wolałbym zapytać Benedykta XVI i o ile Ksiąz Profesor Szostka
uważa adopcje przez homoseksualistów za stosowne to radziłbym jemu równiesz
zapytać o to Benedykta XVI.

Natomiast, w teoretycznym przypadku że Benedykt
XVI jutro siada na tron i ogłasza za Panem, wszem i obec że "poglady na
temat, co istnieje, nie są jednoznacznym kryterium, dla tego co istnieje" po
czym schwyta za rękę swojego kolegę i namiętnie się z nim pocałuje musialbym
uznać że Benedykt XVI łamie zasady swego powołania i gwałci istotę Kościoła i
religii której reprezentuje.

Tak - taki ze mnie niemoralny człowiek że śmiem
uważać iz nawet Papież podległy jest Bogowi i Naturze, co dopiero szanowny
Ksiądz Profesor Szostka.

Nie nazwałbym tezę o tym iż homoseksualiści roznoszą
AIDS i HIV "kłamliwą" - aczkolwiek napewno jest to zjawisko obrzydliwe,
nie przyjęmne.

Tym bardziej że dołożyłem wszelkich starań by zauważyć że
owszem ta choroba roznosi się poprzez narkomanię (igły) i że heteroseksualiści
równiesz roznosza tę chorobę.

Podkresliłem jedynie iż pierwotnie, choroba
miała swoje początku wśród homoseksualistów i była wynikiem
sodomii.

Kolejno:

Pisze pan że "Tkanka moralności społecznej to
uprzedmiotowana hipostaza"

Wydaje mi się że uprzedmiotowana hipostaza
jest uprzedmiotowaną hipostazą a tkanka moralności społecznej jest tkanką
moralności społecznej.

Pisząc że nie da się skrzywdzić abstraktu, Pan zdaje
się nie wierzyć w możliwość istnienia abstraktów jakimi są nasze emocje, nasze
poczucie godności, nasze poczucie człowieczeństwa, dumy - wszystkie stany które
właśnie składają się na - o proszę - tkankę moralną człowieka - i której Pan
określa mianem "abstrakcji" której nie da się skrzywdzić.

Śmiałbym
zastanowić się nad tym czy zatem nie da się krzywdzić Kobietę?

Co do
ostatniego zdania:

Nie zgadzam się z pańskim twierdzeniem tyczącym
chwalebności moralnej domagania się wolności, sprawiedliwości, poszanowania praw
człowieka, godności ludzkiej, pięknej pogody i uśmiechniętych dzieci oraz
kwitnących kwiatków — a to z jednego powodu.

Uważny czytelnik zauważy że pan
stosuje wobec adwersarzy określenie "niemoralny wstecznik."

Tym samym
zdaje się Pan wiązać moralność z postępem historycznym.

Tym samym śmiem
powiedzieć że wedle Pańskiej własnej teorii, "wolność, sprawiedliwość,
poszanowanie prawa człowieka, godności ludzkiej" to tezy umieszczone w
czasie które w nieodległej przyszłości będą "wsteczne."

Czy zatem -
stosując Pańskiej recepty - mamy Pana uznać za "niemoralnie wstecznego"
za kilku lat?

Czy wolnośc i sprawiedliwość będą "niemoralnie
wsteczne" za kilku lat?

Z definicji - czyli z natury - moralność albo
obowiązuje człowieka wiecznie albo jej nie ma.

Jeżeli to co wsteczne jest
"niemoralne," to wszystko co dzisiaj jest "moralne" może jutro
być wsteczne - i zatem niemoralne.

Ba - nawet samo określenie wsteczności
jako niemoralne stanie się wsteczne i tym samym niemoralne.

W sumie, idąc
Pańskim śladem - pozostaje nam niczym nieograniczony nihilizm w którym może Pan
stosować określenie "niemoralne" wobec kogoś kto broni ładu
moralnego.

Publius

Moherowy Żyd   |25.11.2005 14:41:21
"niemoralne typy Pana pokroju"

"Lenin to taki sam niemoralny
nikczemnik, jak Pan"

No, no, no. Administratorze, co z przestrzeganiem
pkt. 4 i 5? Czyzby slowa "niemoralny typ" albo "nikczemnik" nie
byly obrazliwe. Rozumiem, "swojakom" wolno.

Tak to wlasnie jest.
Okazuje sie, ze jesli bede chcial wychowac swoje dzieci zgodnie z nauczaniem
Kosciola, bede uznany przez ludzi takich jak Thomas za "niemoralnego
typa" badz "nikczemnika". To o taka "wolnosc",
"rownosc" i "tolerancje" chodzi tym wszystkim zwolennikom
rozmaitych "marszow rownosci"
thomas  - odpowiadam, ale już mam dosyć   |25.11.2005 15:15:40
Panie MH, gwałci Pan zasady moralne, wskazałem które. Każdy, kto gwałci zasady
moralne w sposób swiadomy, jest niemoralny czy też niemoralnym
nikczemnikiem.

Powiedziałem Panu prawdę w oczy. Prawda w oczy kole?

Jeśli
moja argumentacja jest wadliwa, jeśli nie chce Pan naruszać prawa innych osób do
wyboru orientacji seksualnej i życia zgodnie z nią, to wycofuję moje słowa. W
przeciwnym razie pozostanie dla mnie Pan niemoralny.

Co do Publiusa.

1.
Nie chcę wchodzić w dyskusję o Heideggerze, ale skoro pytasz…
(nb. nie
jestem na UW, ale znam ten przybytek i fenomenologia jest tam szanowana, choć
nie wszędzie)

Heidegger, jak wszyscy prawie filozofowie na początku XX wieku,
mieli problem ze stosowaniem pojęcia prawdy. Tendencją było albo ujmowanie jej w
sposób idealistyczny (vide Rickert), albo sprowadzanie do syntaksy (Carnap).
Obie metody okazały się po prostu fałszywe, gdy Godel i Tarski udowodnili swoje
twierdzenia.
Levinas oczywiście nie czytał Tarskiego, ale tym gorzej dla
Levinasa, którego uwagi o prawdzie są po prawdzie przestarzałe.
Semantyczne
pojęcie prawdy jest nieredukowalne do odkrywalności (aletheia) w sensie
Heideggera, gdyż nie każda prawda jest odkrywalna. Istnieją prawdy nieodkrywalne
i niedowodliwe (zobacz Twierdzenie Tarskiego lub Godela; jest o tym świetna
ksiązka S. Krajewskiego, polecam!).

2. "Chciałbym zauważyc iż skoro pan
uważa że zmienią się nasze teorie to i zmieni się znaczenie bytu, że pańska
teoria o tym że zmienią się nasze teorie i zatem zmieni się znaczenie bytu też
ulega ciągłej zmianie i tym samy sama siebie pożera."

Źle Pan rozumie.
Znaczenie bytu się nie zmieni. Zmieni się co najwyżej znacznie słowa
"byt". Myli Pan notorycznie słowa z przedmiotami. Cała reszta Pańskiego
wywodu sie na tym opiera.

Nie wiem, co to by znaczyło, że "znaczenie bytu
się zmienia", więc nie podejmę polemiki. Powiadam tylko, że zakres
zmiennych, po których kwantyfikujemy, może się zmieniać.

Ale nie zawsze się
zmienia. Na przykład w teorii mnogości jedynym założeniem ontologicznym jest
istnienie zbioru pustego i to się w teorii mnogości nie zmieni, gdyż teoria
mnogości pozostaje niezmienna (jako abstrakt w ogóle nie jest obiektem
czasowym).

3. Filatelista to osoba, która zbiera znaczki pocztowe. To był
żart.

4. Nie chce mi się dłużej. Nie mam czasu, Pan wybaczy.

Pańskie
twierdzenia, że homoseksualistki czy homoseksualiści są niedobrymi rodzicami czy
też, że od nich pochodzi AIDS są typowymi mitami i przesądami.

Proszę pokazać
mi, kto udowodnił, że AIDS zaczęło się wśród homoseksualistów? Są tacy, co
twierdzą, że wirus HIV stworzono w laboratoriach CIA i wymknął się on spod
kontroli w Afryce. To tak samo spiskowa koncepcja.

Nie nawrócę Panów na
właściwą drogę. Trudno. Tkwijcie w błędach moralnych, poniżajcie innych,
wszystko z miłością bliźniego na ustach. Nie dziwcie się jednak, że taka
hipokryzja będzie ludzi denerwować.

Aha, jeszcze jedno. Jeśli jakiekolwiek
wyznanie, katolickie czy muzułmańskie, buddyjskie czy inne, wzywa do
arbitralnego ograniczania cudzej wolności, to jest ono niemoralne i nie ma dla
takiego nauczania miejsca w demokratycznym państwie liberalnym. Jego miejsce
jest tylko i wyłącznie w teokracji. TYLKO.

A zatem, Panowie: proście o azyl w
Watykanie.
Publius  - Odpowiadam, ale mam nie dosyt   |25.11.2005 19:11:26
Drogi Panie Thomasie,

1. Heidegger nie przeczyłby iż są prawdy
nie-odkrywalne.

Cała esensja Alatheii polega na tym że gdy my od-krywamy
jakąś rzecz to za-krywamy od-krywalność która jest istotnym składnikiem jej
rzeczowości, tym samym każde od-krycie za-krywa od-krytość.

Tym samym nie
bardzo rozumiem sens Pańskich oskarżeń wobec Heideggera.

2. Ależ drogi Panie,
słow byt nie ma żadnego znaczenia samo w sobie - jest wyłącznie sięgnięciem
które stara się ogarniać czy zawierać byt.

Nie wiem też za bardzo co ma
kwantyfikacja do bytu, tym bardziej do kwestii Natury Ludzkiej której nie da się
kwantyfikować.

Znowu zwrócę uwagę na fakt iż pomija Pan zupełnie moje wywody
o prawie Naturalnym i kwestii istnienia.

3. Dziękuję za definicję
Filatelisty. Dobrze wiedzieć.

4.

Wybaczam.

Widzę że Pan jest
zmęczony. Muszę Panu podziękować za bardzo ujmującą polemikę, jest mi bardzo
miło.

Zakończę zatem zgadzając się z Panem że liberalne demokracje powinne
wyzbywać się arbitralnego ograniczenia cudzej wolności jako rzecz
niemoralną.

Tym bardziej polecam Panu zupełnie nie arbitralne ale jak że
rosądne argumenty przemawiające za ową wolność która każe nam chronić jej źródła
w kulurze obywatelskiej i w edukacji naszej młodzieży; między innymi przed
arbitralnym argumentom nowoczesnej teokracji która odrzuca prawo naturalne na
rzecz arbitralności po czym każe nam uznać prawo homoseksualistów do
czegokolwiek - nie mając żadnego podłoża na którym mogliby oprzeć prawdziwość
owych "praw."

Publius



nameste  - trud   |25.11.2005 20:15:04
Zdawać by się mogło, że bezprzykładny trud thomasa poszedł na marne, skoro pan
Publius w dalszym ciągu lekkim palcem wstukuje "prawdziwość praw".
Pomijając jednak sprawy Inherentnie Niereformowalne, chcę wyrazić podziękowanie
thomasowi za klarowne i ugruntowane wypowiedzenie tego, co skądinąd się wie
samemu/samej, z czego zwięzłym sformułowaniem miewa się przecież niejakie
kłopoty ;).
Publius  - Lekkość   |26.11.2005 09:02:19
Ja równiesz dziękuję, ponownie, Panu Thomasowi za swój bezprzykładny trud,
aczkolwiek zaznaczyłbym że nie był na marne. W rzeczpospolicie zawsze będą
istnieć nie tylko antagonistyczne wobec siebie poglądy, ale często i zasadnicze
różnice w kwestiach podstawowych. Możemy zatem, mimo niezgody w tej kwestii,
zgodzić się chyba w innej: zwarzywszy na owych różnic zasadniczych, władza
polityczna winna wszędzie i zawsze być ograniczona by żadna z owych róznic nie
tyranizował nad drugą - innymi słowy: wstrzemiężliwość a nie zasadniczość, winna
kierować polityką gdy zasadniczości groźni przemiana w tyranię. Tym samym
państwo winno być ograniczone do ochronny życia i wolności
obytwateli.

Publius
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 04.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.27945 Seconds