|
Gdula: Koniec rycerzy bez skazy |
|
 Maciej Gdula
|
|
23.11.2007 |
Kiedy usłyszałem w
lecie, że Polscy żołnierze ostrzelali afgańską wioskę i zabili
kilku cywilów, byłem wściekły. Wściekły, że zginęli
niewinni ludzie i że Polacy zabili ich na wojnie, której celu
nie starano się nawet dobrze uzasadnić w demokratycznej debacie
[1]. Przed wyjazdem Polskich wojsk do Afganistanu, podobnie jak
wcześniej, kiedy żołnierze jechali do Iraku, media zadbały, aby
panował zdrowy konsens wokół „wojny z terroryzmem”.
Dlatego nie zdziwiłem się, że szybko po ostrzelaniu Nangar Khel
nad sprawą zabicia afgańskich cywilów zrobiło się cicho.
Kilka dni temu coś
się zmieniło. Prokuratura zaaresztowała żołnierzy
odpowiedzialnych za ostrzał wioski. Gazeta Wyborcza nie bała
się wyraźnie postawić pytania, czy polscy żołnierze nie są
winni zbrodni wojennej i pogwałcenia zapisów konwencji
haskiej i genewskiej. W mediach żołnierzy nie traktuje się jak
ofiar nadgorliwej prokuratury i nie zapewnia się o ich niewinności.
Nie są też kreowani na zwyrodnialców odpowiedzialnych za
masakrę niewinnych ludzi. Nie ma ani łatwego rozgrzeszania, ani
prostych wyjaśnień sprowadzających masakrę do indywidualnych
patologicznych skłonności sprawców. Wiemy, że niezależnie
od wyniku postępowania prokuratury sprawa nie będzie zakończona.
Nangar Khel nie jest wyłącznie sprawą strzelających żołnierzy.
Stał się sprawą, za którą odpowiedzialność ponoszą lub
powinni ponosić wszyscy Polacy.
Takiego sposobu ujęcia
problemu polskiego udziału w wojnie trudno się było spodziewać.
Polacy wcześniej czuli się zwolnieni z zadawania pytań o sens
wysyłania polskich wojsk na „wojnę z terroryzmem”. Długo
żyliśmy w cieniu drugiej wojny światowej. Ta wojna dawała nam
poczucie dumy ze zwycięstwa i wygodny status ofiary. Dawała alibi
bycia po słusznej stronie i chroniła przed poczuciem winy. Dziś
odnaleźliśmy się na pozycji sprawcy. Nawet jeśli nie jesteśmy
pewni motywu, to nie ulega wątpliwości, że pociągnęliśmy za
spust.
Nie jesteśmy pewni,
dlaczego to zrobiliśmy. Od początku Polacy nie godzili się na tę
wojnę. Dowody można znaleźć w badaniach opinii publicznej. A
jednak pojechaliśmy, dając się zaszantażować lojalnością wobec
sojuszników i koniecznością dotrzymywania sojuszy. Dziś,
kiedy zajmujemy pozycję sprawców, możemy odzyskać kontrolę
nad naszym działaniem spoglądając bez zniekształcenia na wojny, w
których bierzemy udział. Co zobaczymy? Wojny bez wyraźnego
celu i wyraźnego wroga. Operacje zakładające
łamanie praw człowieka i przesuwanie granic tego, co dopuszczalne w
upadlaniu ludzi. Wojny, w których prywatne koncerny zgarniają
kokosy zajmując się obsługą okupacji.
Pozycja sprawcy nie jest
najwygodniejsza, bo nie można czuć się już rycerzem bez skazy.
Jednocześnie pojawia się jednak większa gotowość do przyjmowania
odpowiedzialności za podejmowane działania. Dziś musimy zmierzyć
się z rzeczywistością i zdecydować, czy dalej chcemy uczestniczyć
w wojnach, na które jechali rycerze bez skazy. I nic nie
zwolni nas już z odpowiedzialności za tę decyzję.
[1]M. Gdula: Wojna bez dyskusji
Na podobny temat
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować artykuły. Zaloguj się lub zarejestruj. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3 Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team |
|
Aktualizacja ( 13.02.2008 )
|