Argumenty Kaczyńskiego przeciwko Paradzie Równości przywodzą na myśl dowcip Freuda o pożyczonym kociołku. Kolega pożycza koledze kociołek. W trakcie użytkowania w kociołku robi się dziura. Pożyczający zwraca go jednak właścicielowi bez słowa usprawiedliwienia. Właściciel zauważa dziurę i prosi o wyjaśnienia. Na to pożyczający odpowiada: „Po pierwsze, jak pożyczałem kociołek, to dziura już w nim była. Po drugie, to nie ja zrobiłem tę dziurę. Po trzecie, wcale nie pożyczałem żadnego kociołka”. Oczywiście wszystkie argumenty mają zakryć podstawową prawdę, że to właśnie on zepsuł kociołek.
Podobne argumenty przeciw Paradzie wysuwał Lech Kaczyński: „Po pierwsze, nie może się odbyć, gdyż organizatorzy nie dostarczyli wszystkich dokumentów. Po drugie, ponieważ tego dnia odbywa się odsłonięcie pomnika generała Grota-Roweckiego. Po trzecie, ponieważ może wiązać się z zagrożeniem dla uczestników”. Oczywiście wszystkie argumenty mają zakryć podstawową prawdę, że Parady zakazał Lech Kaczyński, bo uważał to za moralnie słuszne. Prawo traktuje on wyłącznie jako wygodny instrument realizacji moralności opartej o niechęć do innych.
Widać to było aż nazbyt wyraźnie i dziś, kiedy komentował wydarzenia w Warszawie. Dowiedzieliśmy się, że odbyły się dwie nielegalne demonstracje, które zostały nierówno potraktowane przez Policję. Policja „fizycznie atakowała” obrońców moralnej większości, a pozwoliła panoszyć się rzecznikom anarchii. Policja powinna obie demonstracje traktować podobnie, a przede wszystkim nie dopuścić do wymarszu Parady spod Sejmu.
Kaczyński chce występować jako rzecznik prawa i porządku, ale za legalistyczną frazeologią kryje się akceptacja dla przemocy i nagiej siły. W zrównaniu obu demonstracji zbyt wyraźnie widać, co Kaczyński przemilczał. Przemilczał agresję, jaką stosowała Młodzież Wszechpolska, zataił kamienie, butelki i jajka, jakie leciały w kierunku pokojowej Parady. Bo przecież zachowania, które są wyrazem słusznego moralnego gniewu nie podpadają pod paragraf.
Prawo zachowuje swą ważność o tyle, o ile pokrywa się z moralnością. Znaczące przemilczenia w komentarzach Kaczyńskiego wyraźnie pokazują na czym opiera się moralność, którą reprezentuje. Jej podstawą jest nie tylko niechęć do innych, ale także przemoc i agresja wobec nich.
Na podobny temat
1 znakomity komentarz! Dodane przez thomas , w dniu - 12.06.2005 22:28 Brawo! Pseudomoralność Kaczorów powinna być demaskowana jako po prostu żądza władzy bez żadnych ograniczeń: ein Volk, ein Reich, zwei Kaczoren.
2 Proste to… Dodane przez Bombel , w dniu - 13.06.2005 04:06 a jakie poetyckie: „akceptacja dla przemocy i nagiej siły”. ” ein Volk, ein Reich, zwei Kaczoren” - a to nawet prymitywne. Znam kilka takich haseł po polsku o postępie i karłach reakcji.
3 do bombla Dodane przez thomas , w dniu - 13.06.2005 04:49 Hasło może i toporne, ale jak nazwać faceta, który karci policję za to, że chroniła pokojową manifestację przed agresywnymi napastnikami? Że chroniła np. matki z dziećmi w wózkach, na które przypuścili szturm szalikowcy pod Sejmem? Gdyby nie policja, ofiarami wszechpolskich wyrostków byłyby niemowlęta… Zapytaj policjantów, co się tam działo, jeśli nie wierzysz uczestnikowi. Taki facet, jak Kaczor, jest niemoralny, jest po prostu zwolennikiem przemocy, nagiej siły. Gorsze słowa cisną się nawet na usta.
4 Słowa cisnące się Dodane przez Bombel , w dniu - 13.06.2005 05:23 No to chociaż policja dobra. Uf a już myślałem że ci w mundurach to uzbrojone po zęby bojówki systemu globalnego wyzysku, którzy gwałcą biedne strajkujące robotnice. Wierzę Ci, poza tym nie znam chyba żadnego policjanta, którego mógłbym zapytać… Ten polityk gra, gra o fotel prezydenta w demokratycznych wyborach. A Ty? W co grasz? W rewolucję światową?
5 Prawo w wydaniu Kaczyńskiego (-skich) Dodane przez Majewski , w dniu - 13.06.2005 14:06 Przestrzeganie prawa na swój własny użytek u J.L.Kaczyńskiego jest widoczne gołym okiem. Dokumenty z teczek strony „ubeckiej” muszą być upublicznione a dokumenty z teczek strony „ówczesnej opozycji” nie powinny być upubliczniane. Za chwilę okaże się, że blondyni nie są prawdziwymi Polakami a ludność wyznająca swoje ideały - sprzeczne z moralnością L.J.Kaczyńskiego będzie wyjęta spod prawa (Kaczyńskiego -skich). PS. Osobiście nie rozróżniam tych facetów i boję się, że w dwójnasób epatują nas swoimi poglądami. Sądzę, że znakomita większość społeczeństwa nie wie który z nich kandyduje a który gada o kandydowaniu.
6 do Bombla Dodane przez thomas , w dniu - 14.06.2005 01:50 Rewolucja światowa jest mi nadzwyczaj obojętną, żeby nie powiedzieć, że byłbym jej przeciwny. Jestem lewicowym liberałem i antyfaszystą, ale to dla mnie nie jest żadna gra, tylko poważnie przemyślane poglądy. Te teksty na temat robotnic są nie na temat, nic o nich nie mówimy. Mówimy tylko o niebezpieczeństwie faszyzacji kraju przez Giertychokaczyńskich.
7 Zrównanie a Parada Równości Dodane przez Publius , w dniu - 18.06.2005 04:27 „W zrównaniu obu demonstracji zbyt wyraźnie widać, co Kaczyński przemilczał.” — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — - Mnie najbardziej ciekawi fakt że zwolennikom, jeżeli mogę sobie pozwolić na takie określenie: rewolucji moralnej-innaczej udało się w sposób chytry zrównać swoich postulatów z postulatami znacznej części Miasta; mianowicie z zasadniczym interesem, by już nie mówić o bardziej szlachetnych pobudkach, do utrzymania wolności wypowiedzi i manifestacji. Zwolennicy rewolucji moralnej-innaczej widać rozumieją doskonale iż robienie z Parady Równości rzecz o wolności słowa i prawa do manifestacji poglądów mogłoby im służyć. W tym zakresie, Prezydent Kaczyński był im niezwykle pomocny. Z drugiej zaś strony; sam fakt że do tego doszło, że parada nie mogła być głośna, „goła i wesoła,” hedonistyczna wręcz, tylko musiała poprzestać na byciem „manifestacją pokojową” do której przyłączali się „rodziny” wskazuje jak bardzo daleko Warszawie, co dopiero Polsce, do bardziej światłej kultury którą często określa się jako kosmopolitanizm. Na koniec, zastanawiam się na ile jawna konfrontacja z tym problemem jest rzeczą mądrą i przydatną? Co innego prosić o równe prawa, co innego o akceptację. Wydaje mi się że potrzeba tu trochę umiaru. Jak nieraz mawiają nowojorczycy - ‘nie musimy cię kochać, ale będziemy cię szanować.’ Może należałoby niektóre rzeczy przemilczeć? Wywalczenie prawa do zawarcia cywilnego związku partnerskiego, dającego pełne prawo dziedziczenia majątków, odwiedziń szpitalnych i szereg innych praw przysługującym małżeństwom jest słusznym i zarazem ważniejszym postulatem niż zyskanie akceptację dla praktyk homoseksualnych w społeczeństwie. Jeżeli zwolennicy rewolucji moralnej-innaczej będą domagali się to drugie, prędko nie uzyskają to pierwsze. Bądź co bądź, Demos też ma swoje prawa w demokracji. Publius.
8 prawa ważniejsze od akceptacji? Dodane przez agat , w dniu - 18.06.2005 17:44 A na co mi prawo, z którego nie będę mogła skorzystać? Na przykład: prawo do tego, by mnie nie obrażano, które sędzia kwituje stwierdzeniem, że to żadna obraza, tylko powszechna w społeczeństwie opinia. Mniej interesuje mnie, czy ktoś będzie mógł po mnie dziedziczyć, niż to, żeby zmniejszyła się wreszcie presja nienawiści, konieczność zaciągania zasłon we wspólnym mieszkaniu i codzenne, drobne ataki, które sprawiają, że w konsekwencji nie mam już ochoty nikomu nic zapisywać, bo - tego kogoś dawno już nie ma. Wolności formalne bez realnych już od dawna przestały mnie interesować. :)
9 Forma a rzeczywistość Dodane przez Publius , w dniu - 18.06.2005 18:48 „Wolności formalne bez realnych już od dawna przestały mnie interesować. ” -Agat — — — — — — — — — — — — — — — — — — - „Wolność polega na tym by coś zrobić z tym co nam zrobiono.” -Sartre — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — Droga Agat, Wydaje mi się że nie ma się prawa do tego, by cię nie obrażano, i uważam Polskie przepisy, które pozwalają pozwać, między innymi za „obrazę osób publicznych” za archaiczne i godzące w wolność wypowiedzi. Owa wolność często oznacza przyzwolenie na wulgaryzm i głupotę, ale wydaje mi się że jest to rzeczowa cena do zapłacenia za wolność wypowiedzi która jest niczym powietrze potrzebne do twórczego i autentycznego życia ludzkiego, nie mówiąc już nic o jej politycznej użyteczności. Co do sędziego; zapewne jest to sędzia który nienajlepiej zna się na przepisach, co dopiero rozumie czym jest wolność słowa - a takich sędziów w Polsce mamy dużo. Osobiście, bardziej bałbym się takiego sędziego, który jednak ma realną władzę nad nami, aniżeli małą grupę huliganów którzy takiej władzy chcieli by mieć. Co innego, oczywiście, kiedy Prezydent Warszawy opowiada się po stronie owych huliganów - Co do tego że bardziej cię interesuje by zmniejszyła się presja nienawiści - Jest mi przykro, i proszę nie myśl że nie jestem po twojej stronie w tej kwestii - ale wydaje mi się że to jest cel bardzo trudny do osiągnięcia, a bohaterstwo polega na tym że trzeba pomimo tej presji nienawiści i tych drobnych ataków jednak widzieć sens w przyszłości i w życiu, i mieć jednak tą chęć by „komuś coś zapisywać” zamiast poddać się zupełnie. Co do zaciągania zasłon - cóź - co innego intymność, co innego ekshybisjonizm. To że ktoś nie chce patrzyć nie koniecznie znaczy że nienawidzi - tak samo jak to że ktoś chce patrzyć nie koniecznie znaczy że kocha. Ogólnie - uważam iż najlepszą bronią do walki z nienawiścią jest miłość i otwartość. Parada Równości napewno zademonstrowała, pod tym względem, godnej pochwały podstawy. Obrażając się i wpadając w pesymizm - oddajesz pole siłom nienawiści. pozdrawiam, Publius.
10 Do Thomasa Dodane przez Bombel , w dniu - 18.06.2005 20:34 Pokrętnie brzmi Twój nadzwyczaj obojętny stosunek do rewolucji z przeciwstawieniem się jej. :-) wóz albo przewóz albo „rewolucja jest jak rower[…]” hehe Antyfaszyzm nie jest spójnym systemem poglądów. Między innymi jest takim słowem wytrychem dla ideologii, które są równie niebezpieczne jak narodowy socjalizm czy faszyzm włoski. I tak sobie Ciebie skojarzyłem z orwellowskim folwarkiem zwierzęcym. A na przykład taki Giertych odwołuje się od endecji, nawiązuje do brytyjskich konserwatystów więc nie uważam, żeby można było go nazwać faszystą. Kaczyński też nie jawi się faszystą, wyrażając swoje poglądy moralne i szukając kruczków prawnych, aby uniemożliwić przejście przez miasto osobom chcącym zamanifestować swoje preferencje seksualne. Tak jak Ty nazywając się lewicowym liberałem miejmy nadzieję nie wykazujesz ciągot trockistowskich. Czego Ci życzę tzn nie wykazywania.
11 Dodane przez agat , w dniu - 18.06.2005 21:00 Publie, ja sama nie jestem osobą publiczną. To osoby publiczne mnie obrażają - np. w Sejmie mojego państwa, mówiąc o „pedałach”, czy „feministkach i innych dewiantach”. I cieszę się, że ktoś jeszcze może myśleć, że to nie ja muszę zasłaniać zasłony, żeby sąsiedzi nie dowiedzieli się, co robię i z kim, ale - że to oni zasłaniają swoje, żeby nie widzieć, co robię i z kim. To miła wizja świata, bardzo liberalna, też kiedyś taką miałam. Między innymi po to, żeby znów dało się być liberałem, człowiek by chciał tej rewolucji :).
12 Miłe Błędy Dodane przez Publius , w dniu - 18.06.2005 21:44 „I cieszę się, że ktoś jeszcze może myśleć, że to nie ja muszę zasłaniać zasłony, żeby sąsiedzi nie dowiedzieli się, co robię i z kim, ale - że to oni zasłaniają swoje, żeby nie widzieć, co robię i z kim.” — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — - Droga Aga, przytoczyłem przykład z obrażaniem osób publicznych by zaznaczyć brak jednolitego wsparcia zasady wolności słowa w Polskim ustawodawstwie. To zaś że osoby publiczne cię obrażają swoimi wypowiedziami nie może zamykać im prawo do tych wypowiedzi. Osobiście uznaję iż nie sposób by czyny lub słowa ignoranta obrażały człowieka który stara się byc inteligentny i otwarty na świat. Należy mieć dystans do ignorantów - zawsze byli i będą. Nie można pozwolić im na to by popsuli nam humoru. Myślę, zresztą, że robią z siebie pośmiewisko przed ludźmi o wyższej kulturze osobistej kiedy mówią takim językiem o współobywatelach. Przerażające jest to że takich ludzi wybrano - i tu tkwi prawdziwy problem, bo Sejm to nic tylko odzwierciedlenie społeczeństwa, i nie wygląda najciekawiej. Co do mojej pomyłki - miło mi że mogłem ją popelnić. Na koniec - o „miłej wizji świata” - cóź… czyżbyś już jej nie miała z powodu lęku i przemęczenia? Ostatecznie, wydaje mi się że najważniejszy jest ten „świat” któego tworzymy wokół siebie - grono przyjaciół, bliskich, rodziny - i tego świata, nawet jeżeli musimy go zasłaniać przed barbarzyńskim tumultem - nie należy tracić. Wobec rewolucji jestem nastawiony sceptycznie bowiem te dają wielkie możliwości na wyniszczenie nasych miłych wizji świata przez owych osób publicznych którzy uciekają się do języka stodoły. Publius.
13 Dodane przez agat , w dniu - 18.06.2005 22:07 szybciutko: zgadzam się z koniecznością dopuszczenia wolności słowa, ale pod dwoma warunkami. 1. Ostrego rozgraniczenia pomiędzy publiczną wypowiedzią swoich poglądów a szerzeniem mowy nienawiści: podjudzaniem, uzasadnianiem przemocy i gorszego traktowania, deprecjonowaniem jako niepełnowartościowych osób, których się zlokalizowało jako przeciwników. Coraz częściej cisną nam się na usta i pod pióra porównania obecnej homofobii i antysemityzmem międzywojennym. Dyskurs „pedałowania” przynajmniej kilkudziesięciu osobom w całej Polsce służył do usprawiedliwiania popełnianych aktów przemocy. Wydaje się, że to okruch w porównaniu do 38 milionów, ale przecież to jednocześnie kilkadziesiąt razy więcej niż ja sama, czy Ty sam. 2. Zagwarantowanie wolności wypowiedzi wszystkim stronom (niekoniecznie stronnictwom!). Wszystkie postulaty demokracji rodzą się z dwóch podstawowych przeświadczeń: ludzie rodzą się wolni i jednocześnie są sobie równi. Dlatego staram się szanować czyjąś decyzję o pozostaniu ignorantem, nie uznając tej osoby za gorszą od siebie dlatego tylko, że ma kłopoty z np. gramatyką. Nie mogę się więc pocieszać, że, niby gorszy ode mnie, nie ma takiej pozycji, by mnie obrazić. Nawet jeśli jego poglądy nie są wytworzone na gruncie racjonalnej analizy rzeczywistości, skądś się biorą. Na przykład z telewizyjnych transmisji obrad Sejmu, albo brudnego (przepraszam za tę ocenę) języka periodyków w rodzaju Faktu, Naszego Dziennika czy Wprost.
14 Zgoda dzięki LPR Dodane przez Publius , w dniu - 18.06.2005 22:42 Droga Aga, Z wiadomości na wp.pl wynika iż Eurodeputowany Wojciech Wierzejski (LPR) miał powiedzieć o homoseksualistach na dzisiejszej „paradzie normalności:” „Nie zatrudniajmy ich w pracy, przeciwstawiajmy się ich działalności, a osoby, które prezentują się jako skrajni działacze homoseksualni powinni być poddawani obyczajowej, towarzyskiej, skrajnej nietolerancji .” Muszę przyznać że jest to wstrzącające i przypomina mi bardzo trudne do zrozumienia czasów kiedy podobne rzeczy można by było słyszeć na temat murzynów w USA. Zastanawiam się na ile można zaliczyć tego rodzaju wypowiedzi do podsysania nienawiści na tle obyczajowym i zarazem widzieć w tym nie słów „obrażliwych” lecz nawołujących do czynów niezgodnych z prawem - bowiem bądź co bądź ale prawo chroni obywatela przed dyskryminacją w pracy. Z drugiej strony kiedy Kaczyński mówi że można manifestować jako obywatel a nie jako Gej - to zdaje się przekreślać obywatelstwo gejom. To wszystko wydaje mi się absurdalnie śmieszne i powierzchowne zwarzywszy na olbrzymi poziom bezrobocia i inne, poważniejsze problemy z którymi Polska się boryka… że ci ludzie wogóle mają czasu i ochotę by cynicznie manipulować resentymentem i ignorancją tłumu. Obawiam się więc że masz rację - aczkolwiek trudno było mi wyobrazić że skala problemu jest aż tak duża, i że etap dyskursu na ten temat w Polsce jest na poziomie dosyć niskim. Faktycznie - jest to bardzo podobne do anty-semityzmu Niemieckiego z czasów przed drugą Wojną światową. A jeżeli mowa jest o ludzi, to każdy „okruch” się liczy. Będę musiał więc zradykalizować moich poglądów w tej sprawie, bowiem widać mamy doczynienia z, łagodnie mówiąc, niesmacznymi przeciwnikami. Ja zawsze uważałem że w trudnych kwestiach kulturowych można dojść do porozumienia. Przykładowo - jestem przeciwnikiem „małżeństw homoseksualnych” ale zwolennikiem związków partnerskich które w świetle prawa cywilnego dają identyczne prawa jak małżeństwa. To wynika z przekonania że kościoły i inne związki wyznaniowe mają prawo do utrzymania swoich obyczajów, a zarazem związki homoseksualne winne być chronione przepisami prawnymi na równych zasadach jak związki heteroseksualne. Niestety - taki kompromis, czy pokrewny, możliwy jest kiedy przeciwnik z którym się rozmawia ma jedynie inne poglądy obyczajowe lub kulturalne, nie zaś śmiałbym powiedzieć - rasowe… Bo czym innym nazwać wyżej zacytowanego nawołania aniżeli przejawem myślenia wedle które homoseksualiści należa wręcz do innej rasy którego można hurtem określić szerokim stereotypem i przed którymi należy się „bronić?” Cóź - w takim wypadku trudno nie dać się ponieść emocjom i postawić twardo za tolerancję. Ten Eurodeputowany jawnie nawołuje do dyskryminacji przeciwko część współobywateli. Tym samym stoi na przeciwko konstytucji i ośmiesza ten kraj, zarazem mu grożąc swoją postawą. Przykre że tak jest. Na koniec- nie przepraszaj za określenie języka Wprost jako „brudnego” - od dłuższego czasu nie czytam ten periodyk bowiem zauważyłem że stał się tanim brukowcem. Publius.
15 Dodane przez agat , w dniu - 19.06.2005 05:48 cieszę się, że się zgadzamy - aczkolwiek ogromnie mi przykro, że w tak smutnym i dziwacznym temacie. zawsze uważałam, że rozmowa w sferze publicznej (a nie spektakl inscenizowany na scenie) za każdym razem wnosi coś dobrego. muszę przynać, że znakomicie posługujesz się polskim! jestem pod wrażeniem!
16 Jak Miło Dodane przez Publius , w dniu - 19.06.2005 06:01 „muszę przynać, że znakomicie posługujesz się polskim! jestem pod wrażeniem!” — — — — — — — — — — — — — — — — — — — - Ja zaś przyznaję ze bardzo mi miło, gdyś często czuję iż ów język jest mi obcy niczym ciemna strona księzyca. Kusi mnie bym dodał parę uwag, ale chyba pozostawię Tobie ostatnie słowo jakoże jest ono dla mnie tak bardzo miłe i przytoczę jedynie zachętę byś się nie smuciła, bowiem rozmowa w sferze publicznej, niczym rozmowa w spektaklu, nigdy nie wniesie tyle dobrego jak rozmowa w rzeczywistości, prowadzona w warunkach intymnych z dala od tłumu i w gronie przyjaciół. Publius.
17 wierszyk ku czci Dodane przez thomas , w dniu - 25.06.2005 23:06 W Warszawie w ratusza krzaczkach Mieszkała Kaczka Bliźniaczka Co cały dzień na wyścigi Robiła z bratem intrygi Zamiast się miastem zajmować Kochała siebie promować I by pokazać jak działa Muzea wciąż otwierała Pomawiać innych lubiła Sprytnie to z bratem czyniła Wciąż ponoć gdzieś coś słyszała Tak w mediach się zaklinała Wściekli się ludzie okropnie Niech intrygantkę gęś kopnie Poszli w paradzie z plakatem Gej Kaczko jest twoim bratem Nad Polską się chmury zbierają Już ludzie po kątach gadają Premierem ma być jedna Kaczka A prezydentem Bliźniaczka Broń Boże przed widmem nas kaczym Cokolwiek w tym kraju to znaczy Niech lepiej historia starannie Upiecze te Kaczki w brytfannie
18 autor? Dodane przez iga , w dniu - 13.11.2005 05:43 łopatologicznie pytam tutaj, ponieważ chciałabym ustalić kto *nie jest* autorem tego wierszyka; będę niezmiernie wdzięczna, za źródło, z którego został on zaczerpnięty (ktoś się uważa za autora, ale data przy pańskim poście wskazuje co innego) ewentualny kontakt oksymoron-admin(at)o2.pl
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować artykuły. Zaloguj się lub zarejestruj.
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3 Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team