III
RP to nie tylko zniesienie cenzury i demokratyczne wybory. III RP to także
pewien sposób postępowania z postulatami świata pracy. Polega on na pozbawieniu
protestujących godności i ważności. Kiedy już symbolicznie zabierze im się
rację, wtedy można z „roszczeniowcami” rozprawić się siłą. Wystarczy
przypomnieć w tym miejscu Ożarów, gdzie broniących miejsc pracy robotników
spacyfikowała prywatna policja, albo rozruchy w Warszawie w 2003, w których
prawie 100 osób zostało rannych. Jednocześnie w III RP można było obniżać
podatki i zwiększać nakłady na wojsko. Wykorzystując rozgoryczenie obywateli
taką polityką, PiS doszedł do władzy obiecując zbudowanie nowej, solidarnej IV
RP. Dziś już nie ma wątpliwości, że III RP trwa w najlepsze.
Pierwszą
reakcją PiS na zapowiadane protesty służby zdrowia były działania policyjne
przeciw lekarzom. W ten sposób odebrać im chciano mandat do protestu. Łapownicy
i zabójcy nie mają przecież prawa protestować. Gdy wybuchł strajk, rządzący
politycy mieli dla protestujących tylko twarde „nie” w sprawie podwyżek i
groźby doprowadzania do pracy pod przymusem. Kiedy łagodne formy protestu
zawiodły, a pielęgniarki zdecydowały się na zaostrzenie działań, rząd
przekonuje, że są ważniejsze sprawy niż protest lekarzy i pielęgniarek, bo
Polska walczy o swoje interesy na arenie międzynarodowej. Lekarze i
pielęgniarki są więc przedstawiani jako zdrajcy narodu. Zgodnie z logiką, do
której przyzwyczaiła nas III RP, wobec protestujących pielęgniarek nad ranem
można było zastosować siłę.
Sloganom
o braku pieniędzy na podwyżki towarzyszą działania rządu, które jawnie temu
przeczą. W zeszłym tygodniu w geście neoliberalnego populizmu rząd obniżył
podatki: redukując składki rentowe ograniczył publiczny budżet o 20 miliardów.
Jednocześnie w tym roku wzrost nakładów na armię wyniósł również 20 miliardów.
To publiczne pieniądze wydane nie na zdrowie, ale na wojnę.
Miejmy nadzieję, że protest służby zdrowia będzie się rozszerzał i położy
kres III RP jako systemowi ograniczania praw i godności świata pracy.