|
Wszyscy chyba pamiętamy słynny film Emira Kusturicy „Underground” - zamkniętych w piwnicy, nieświadomych nowych czasów bojowników produkujących bomby, których zamierzają użyć w dawno już zakończonej wojnie. Lata mijają, a oni słuchają zgranych płyt, nienawidzą wciąż tych samych wrogów, opowiadają stare dowcipy i tylko tlenu do tej podziemnej aktywności trochę brak.
Kogo wzruszył los Czarnego i jego kompanów, temu proponuję polski remake tej historii. Z happy endem! Potrzebujemy do tego jednego numeru kwartalnika „Fronda”, trochę czasu do stracenia i dużo wyrozumiałości. Nasi krajowi Czarni dziesiąty już rok z rzędu szykują swoje bomby. W ostatnim numerze dostaje się więc Jean-Paulowi Sartre'owi za popieranie stalinizmu, Jeanowi Genetowi za fascynację złem. Nawet znacznie dłużej już nieżyjący Markiz de Sade zostaje ekshumowany na użytek pojedynków z trupami. Gdy my tu spacerujemy sobie wpatrzeni w słońce, pod ziemią trwa nieustający bój z rewolucją seksualną. Kluczowe okazują się wyspy Samoa, od których - w opinii redaktorów „Frondy” – wolnością seksualną zaraził się cały świat zachodni. A stało się tak w wyniku oszustwa naukowego niesłusznie słynnej antropolożki Margaret Mead, autorki przełomowej - ale sto lat temu prawie - książki „Dojrzewanie na Samoa”. Jej doniesieniom o panującej tam wolności seksualnej zadano kłam. „Okazuje się, że na wyspach nie tylko panują surowe tabu seksualne, lecz również wielkim szacunkiem w społeczeństwie cieszy się dziewictwo” - brzmi komunikat z pola walki. Jak możemy przeczytać dalej: „Ostateczny cios został zadany mitowi Samoa 12 listopada 1987 roku”.
Cóż za precyzja! I teraz, gdy już wreszcie wiemy, że to wszystko nieprawda, i my możemy powrócić do niesłusznie zapomnianych pasów cnoty. Dalej słuszny odpór dawany jest pedałom, pederastom i innym zboczeńcom. Praca wre, a efekty od razu widać. Udało się naukowo dowieść związków homoseksualizmu z pedofilią. A ponieważ czasy wojny nie są przeznaczone dla ludzi ze szkiełkiem i okiem, wybaczamy polskim Czarnym, że ów naukowy dowód polega na pokazaniu, że w „Gazecie Wyborczej” procent wszystkich doniesień o przypadkach pedofilii mającej charakter homoseksualny jest znacznie większy niż odsetek homoseksualistów w społeczeństwie. Za to wszystkie te informacje prasowe z całego roku 2004 zostały w piśmie na dwudziestu stronach sumiennie przedrukowane. Uznanie „Frondy” dla obiektywizmu GW jest od dawna powszechnie znane, ale tym razem chyba przesadzono z czołobitnością.
Gdy dla nas poprzedzanie rozmaitych podejrzanych rzeczowników określeniem „tak zwany” albo przedstawianie niesłusznych organizacji naukowych jako np. „instytutów badawczych sprzyjających homoseksualistom” kojarzy się już tylko z zamierzchłą retoryką socrealizmu, pod ziemią jest ciągle w modzie. Postęp dotarł jednak także i tam. Z zadowoleniem więc odnotowujemy, ze dzisiejsi Czarni wszystkie błędy piętnować chcą powołując się na naukowe badania. Homoseksualizm jest zły nie dlatego, że tak mówi Kościół, tylko dlatego, że tak mówi nauka. Prezerwatyw należy zakazać w chorej na AIDS Afryce, nie z powodu stanowiska papieża, ale dlatego, że tak mówi jakiś amerykański profesor obficie omówiony we „Frondzie”. Co i raz dowiadujemy się, że to lub tamto „nie spełnia kryteriów naukowości, choćby tych, jakie zdefiniował Karl Popper w swym klasycznym już dziele Logika odkrycia naukowego”. Prawdy wiary okazują się niewystarczające, „Frondzie” potrzeba empirycznych dowodów. Pozostaje nam mieć tylko nadzieje, że rozpędzeni frondyści nie zaczną Popperowskimi kluczami rozmontowywać także pisma świętego. Póki co „Fronda” jest pismem poświęconym – jak się okazuje – nauce. Ten chwalebny zwrot w stronę racjonalizmu nie pozostanie bez nagrody. Już został nagrodzony! Naziemni towarzysze w końcu ulitowali się, mobilizują siły przed nową wojną, potrzebują wsparcia. Czarnemu dane będzie zaczerpnąć tlenu na powierzchni. Trysną szampany, poleje się żołądkowa, produkowane z mozołem pistolety wreszcie wystrzelą.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...