|
We „Wstępie do Krytyki Heglowskiej Filozofii Prawa”,* Marks** pisze: „Krytyka religii rozczarowuje człowieka po to, by myślał, działał, i kształtował swoją rzeczywistość jako rozczarowany człowiek, który odzyskał rozum, i się porusza wokół siebie samego, a więc wokół swojego prawdziwego słońca. Religia jest jedynie iluzorycznym słońcem, które się kręci wokół człowieka tak długo, jak on sam nie rusza się wokół samego siebie.”
Barbarzyństwem było wtłaczanie Marksa do nauk ścisłych - marksizm jako sposób naukowego rozumienia świata jest tak odległy od poetyckiego stylu Marksa, że aż wydaje się jego zaprzeczeniem. Marks piszący o społeczeństwie jest zawsze teoretykiem piękna. Jego pisma mają wartość estetyczną, bez której nie da się zrozumieć jego analizy życia społecznego. Czasami jego metafory są zapisami obrazów poetyckich.
I tak jest w cytacie powyżej - rozumiemy przesłanie doskonale: zabrano człowiekowi metafizyczną aurę świata nie po to, by życie stało się smutniejsze, lecz po to, by człowiek zajmował się sobą, a nie wymyślonymi stworzeniami fantastycznymi.
Ale siła tego fragmentu nie polega na jego prostym przesłaniu, lecz na tym, że tak naprawdę opisuje teatralną czy taneczną inscenizację. Żeby zrozumieć ten cytat, czytelnik musi wyobrazić sobie scenę zainscenizowaną przez Marksa. Ta scena składa się z dwóch obrazów. Jeden obraz jest zbudowany światłem, i opisany przez zdanie: „Religia jest jedynie iluzorycznym słońcem, które się kręci wokół człowieka”. Wyobrażamy sobie człowieka stojącego nieruchomo, oświetlanego z różnych stron ciepłym (aczkolwiek złudnym) światłem religii. Jest to spokojny scena, w której oglądamy, jak człowiek się zmienia w zależności od tego, z której strony jego albo ją oświetlimy. Ale sam człowiek (aktor, tancerz, aktorka, tancerka) się nie rusza.
Marks zestawia ten spokojny obraz z innym, bardziej napiętym: „rozczarowany człowiek, który odzyskał rozum, […] się porusza wokół siebie samego, a więc wokół swojego prawdziwego słońca.” To jest choreografia pełna ciekawych sprzeczności, niejednoznaczna i dynamiczna. Po pierwsze, nasz „człowiek” kręci się teraz „wokół samego siebie”. Jak to zrobić? Można się kręcić, stojąc w miejscu - ale nie o ten ruch Marksowi chodzi, ponieważ ten człowiek ma się ruszać wokół siebie, „a więc wokół swojego prawdziwego słońca.” Ma tańczyć wokół siebie, jak ziemia wokół słońca - gdyby ziemia i słońce były jednym i tym samym. Ten opis ruchu zawiera sprzeczność, którą człowiek wykonywający tę choreografię Marksa będzie musiał twórczo rozwinąć: musi być i ziemią, i słońcem.
Po drugie, Marks chce, by ten ruch był wykonywany przez „rozczarowanego” człowieka - nie jest to więc opętany, dionizyjski taniec, lecz spokojny, trzeźwy ruch człowieka wokół samego siebie. Może coś w rodzaju analitycznego, postmodernistycznego tańca jaki proponowała Lucinda Childs w latach siedemdziesiątych.
Siłą tego fragmentu jest więc zestawienie dwóch estetyk teatralnych, przy wyraźnym wskazaniu drugiej jako tej, która tak naprawdę jest ciekawa - ponieważ uruchamia człowieka, który jest w centrum tego zdarzenia. Marks proponuje tu pewną brutalną estetykę - trzeźwą, bez zmieniających się świateł, bez aury świętości, bez wskazania na metafizykę. Człowiek sam na scenie w relacji do samego siebie.
Jak widać, estetyka Marksa jest zdecydowana i wyraźna - nie proponuje on ruchu uduchowionego derwisza, lecz ruch tancerza współczesnego, który nie wskazuje na nic poza napięciami w samym ruchu, którego ruch jest zbudowany na sprzecznościach i paradoksie, a nie na harmonii i przeżyciu.
Co więcej, filozofię rozumianą jako choreografię można także skrytykować z teatralnego punktu widzenia. Ten taniec jest potwornie samotnym tańcem, i przez to potencjalnie nużący. Człowiek, który stał się swoim własnym słońcem, swoim własnym punktem odniesienia, nie ma zbyt wiele możliwości rozwinięcia tej sytuacji. Po prostu będzie zmagał się z samym sobą jak figura z obrazów Bacona. Ta sytuacja na scenie domaga się odpowiedzi - aby człowiek znalazł sobie punkt odniesienia poza samym sobą, a jednak nie w rejonie wyobrażenia czy metafizyki. Bo człowiek chyba nie może być własnym słońcem - powinien chyba być - człowiekiem? Taniec, zaproponowany przez Marksa, prosi o rozwinięcie, o wpuszczenie na scenę - drugiego człowieka.
*To jest dalej ten sam utwór, ale w tym tygodniu przetłumaczyłem tytuł inaczej. Bardziej zgodnie z oryginałem.
** Dlaczego właściwie Marks, a nie Marx? Przecież piszemy Xenakis a nie Ksenakis, Blixa a nie Bliksa, XBox360 a nie KsBoks360. Od następnego tygodnia chyba będzie Marx. Felietony Michała Zadary publikujemy w piątki.
Na podobny temat
|
Myślę, że kulturalna. Ludzie którzy z...
Kulturalna czy kulturowa? ;-)