|
W „Krytyce Filozofii prawa Hegla”, Marks pisze:
„Krytyka zerwała iluzoryczne kwiaty z łańcucha nie po to, by człowiek dalej związany był łańcuchem ale bez iluzji i pocieszenia, ale po to, by zrzucił z siebie łańcuch i zerwał żywy kwiat.”
Na zajęciach, na których czytaliśmy Marksa, Profesor zapytał zgromadzonych studentów, kto z nas czytał Hegla - i czy musi tłumaczyć Hegla, zanim przejdzie do Marksa. Milczenie. Tylko jeden cichy, ale stanowczy głos się odezwał z tyłu sali: „debile, Hegla nie czytali.”
To był wspaniały głos (miałem 19 lat). Świadczył o tym, że filozofia jest poważnym zajęciem, jest czymś w rodzaju pracy.
Zawsze lubiłem Marksa: jego piękną retorykę i jego ostre poczucie humoru (to go odróżnia od Hegla). Ale przede wszystkim, w jego pisarstwie zawsze jest przeświadczenie, że myślenie jest produktywne.
Powyższy cytat przypomina nam, że filozofowanie jest pracą - że ma mieć jakiś efekt w wymiarze rzeczywistym. Ale czytając go dzisiaj, zadaję sobie pytanie, czy można jeszcze skrytykować jakąś iluzję do tego stopnia, że ta krytyka spowoduje odrzucenie łańcuchów? Dla Marksa, uprawianie filozofii jest tożsame ze zmienianiem świata - postęp filozoficzny staje się postępem w rzeczywistości. Dla Marksa, krytyka religii czemuś służy: by ludzie przejrzeli na oczy i zmienili swoje życie.
Ale czy taka krytyka jest w ogóle możliwa? Chyba nie. Krytyka nie załatwi nienawistnego fundamentalizmu Rydzyka czy paranoicznych teorii Kaczyńskiego - niezależnie od tego, jak precyzyjnie i bezwzględnie ta krytyka będzie przeprowadzona. To są inne płaszczyzny. Nie ma kontaktu między naszą krytyką a ich delirium. I nie wiem, co jest bliżej rzeczywistości: krytyka czy delirium.
Co mi przypomina mój ulubiony cytat z Althussera, który się zdaje łączyć krytykę z delirium:
Oczywiście, wszyscy już czytaliśmy, i wszyscy ciągle czytamy, „Kapitał.”
Czytaliśmy go codziennie prawie przez cały wiek, w dramatach i marzeniach naszej historii… Ale przychodzi taki dzień, że trzeba przeczytać „Kapitał” litera po literze. Czytać pierwotny tekst, w całości, wszystkie cztery tomy, zdanie po zdaniu, i wracać dziesięć razy do pierwszych rozdziałów […] i koniecznie nie tylko w tłumaczeniu na Francuski […] lecz w oryginale.
Zastawiam się - to jest zapis wykładu Althussera - jakie musiało być audytorium, do którego Althusser w pełni powagi mógł powiedzieć: „Oczywiście, wszyscy już czytaliśmy ‚Kapitał’”. I co to była za społeczność, w której za oczywistość uchodziło to, że czytanie „Kapitału” jest wartościową inwestycją czasu?
Wydaje się, że już na zawsze straciliśmy tę wiarę, że Krytyka (jak pisze Marks) czy czytanie „Kapitału” (według Althussera) są czynnościami, które warto podejmować w celu wyzwolenia człowieka. I nie chodzi o to, że w kraju postkomunistycznym żyjemy, to chyba nie ma nic do rzeczy.
Z drugiej strony myślę, że może jesteśmy już zbyt leniwi. Gruntowne przeczytanie czterech tomów Marksa po niemiecku zajęłoby kilka lat. Podejrzewam, że nam się tego „Kapitału” nie chce czytać. Tyle jest innych książek.
Debile, Marksa też nie czytali.
[ilutracja: twożywo, W imię Marksa, Louis Althusser]
Felietony Michała Zadary publikujemy w piątki.
Na podobny temat
|
Myślę, że kulturalna. Ludzie którzy z...
Kulturalna czy kulturowa? ;-)