> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Widmo szariatu krąży po kurorcie Drukuj
Michał Sutowski   
02.02.2011

„Ryzykiem są rekiny, a nie jakieś tam rewolucje w Kairze” – zdanie jednego z ledwie kilkunastu turystów lecących wczoraj do Kairu najlepiej chyba podsumowuje główne obszary polskiego zainteresowania rewolucją nad Nilem. Jechać na Last Minute czy nie jechać – oto jest pytanie na pierwszą stronę. Niemal tak ważne jak to, czy ropa pójdzie w górę, albo czy spuszczeni z łańcucha islamiści zaczną wyrzynać chrześcijan. Ta ostatnia kwestia najbardziej boli blogerów z prawicowych portali. Bo Bractwem Muzułmańskim straszy nas głównie nasze lokalne bractwo… katolickie. Czyżby nasi obrońcy życia (i dzieci, przed „homolobby”) przeszli na pozycje obrony państwa świeckiego?

Wyszydzanie tabloidów i katolickich fundamentalistów byłoby mało oryginalne i dość jałowe – gdyby nie to, że ich troska przede wszystkim o turystów i mniejszość koptyjską wiele mówi o naszym (polskim, zachodnim…) stosunku do Arabów. Abstrahując od faktu, że polscy turyści siedzą zazwyczaj w bezpiecznych hotelach, a większość chrześcijan bierze aktywny udział w masowych protestach przeciwko rzekomo chroniącej ich dyktaturze.

Alternatywy: „świecki zamordyzm albo demokratyczny islamizm” sami Egipcjanie już nie akceptują – wielu zachodnich komentatorów wciąż tak, na czele z Tony Blairem. Człowiek, który nie bał się wysłać wojsk do Iraku, by krzewić tam „demokrację”, w pełni akceptuje retorykę dyktatora Egiptu, gdy mówi, że państwu grozi „reakcyjna forma religijnej autokracji”. Przesłanie Mubaraka brzmi właśnie tak: mam swoje wady, ale nie jestem fanatykiem. Zachód kupuje tą opowieść od dziesięcioleci – w końcu priorytetem jest stabilność regionu (czyt. bezpieczeństwo Izraela), otwartość na turystów i przede wszystkim – „otwarta” (na zagraniczne inwestycje) polityka gospodarcza.

Dowcip polega na tym, że to właśnie rynkowe reformy i prywatyzacja części sektora państwowego doprowadziły Egipt na skraj wrzenia. Choć wcale nie dlatego, że jak twierdzili co naiwniejsi liberałowie, rozwój kapitalizmu przynosi z czasem demokrację. Strukturalne przyczyny wybuchu narastały od wielu lat – wydarzenia w Tunezji były jedynie iskrą, rzuconą na zapalny grunt.

W Egipcie dramatycznie rosną społeczne nierówności. Niemal od zawsze były one znaczne, ale w ostatnich latach doszły nowe czynniki niezadowolenia. Wyrosło liczne, młode pokolenie dobrze wykształconych i zorientowanych w świecie ludzi, którzy nie mają szans zrealizować swoich aspiracji. W ostatnich latach rozwarstwienie nie tylko narosło, ale i stało się widoczne – gwałtowny przyrost majątku wąskich elit sprzyjał powstaniu zamożnych gett i enklaw dobrobytu, podczas gdy wcześniej bogaci, biedni i nieliczna klasa średnia żyli mniej więcej w tych samych miejscach. Reżim Mubaraka oskarżany jest przede wszystkim o to, że – faworyzując wielki biznes kosztem pracowników – pozwolił wytworzyć ogromne bogactwo na szczytach, które jakoś nie chciało spłynąć („trickle down”) do reszty społeczeństwa.

Realne problemy społeczne, dotykające całych warstw i pokoleń, nie miały szans na artykulację przy autorytarnym i do cna skorumpowanym reżimie. Głosem społeczeństwa stali się młodzi ludzie, przy pomocy Facebooka i Twittera ściągając pierwsze tysiące na demonstrację. I choć – na szczęście – dołączyli do nich mniej i bardziej czcigodni starcy, to młodsze pokolenie ma wciąż ogromny wpływ na nieformalną grupę liderów opozycji skupioną wokół Mohammeda el Baradei.

Bractwo Muzułmańskie – ideologicznie mniej radykalne od Hamasu, o talibach nie wspominając – jest istotną siłą społeczną, ale akurat masowe protesty „przespało”; do opozycyjnej koalicji (studentów, związkowców, prawników, intelektualistów, nacjonalistów, islamistów…)  przyłączając się stosunkowo późno. Demonstracje mają charakter przede wszystkim świecki – na Allaha częściej powołują się w przemówieniach dowódcy armii. Charakterystyczny był obrazek z głównego wydania naszych Wiadomości – do południowej modlitwy na Placu Wolności uklęknęła zaledwie część demonstrantów; jedni drugim nie przeszkadzali. Rewolucja młodych nie jest już – tak jak 21 lat temu w Iranie – rewolucją islamskich radykałów.

Czy fundamentalizm islamski nie stanowi zatem żadnego zagrożenia? Stanowi – o lekcji Iranu warto pamiętać. Bo właśnie tam – poprzez zamach stanu, a następnie bandyckie rządy proamerykańskiego szacha – stłamszono demokratyczne i społeczne roszczenia społeczeństwa, które w oczach sfrustrowanych ludzi zaczęli ucieleśniać ajatollahowie. Zagrożenie islamskim backlashem istnieje – ale rację ma raczej Slavoj Žižek niż różnej maści konserwatyści. To nie demokracja wyniesie radykałów do władzy, ale jej brak. Jeśli nie powiedzie się świecki Marsz Milionów, jeśli transformacja okaże się nazbyt „stabilna” – tzn. nic się po odejściu Mubaraka nie zmieni – wówczas powinniśmy spodziewać się intifady.

George W. Bush stwierdził kiedyś, że wierzy w demokrację w krajach arabskich. Może ten jeden raz warto wziąć jego słowa na poważnie?

  

Tekst ukazał się na portalu Wirtualna Polska.

Komentarze
Dodaj nowy
magda_ujma   |02.02.2011 23:54:32
Nie jestem pewna czy autor wie cokolwiek o Egipcie. Mój światopogląd mógłby
dyktować bardzo podobny wpis. Tzn. chciałabym bardziej dogłębną analizę, a nie
ta potępiającą, bo wszyscy wiemy, że potępiać wypada. Pozdrawiam!
Michał S.  - re:   |03.02.2011 01:31:53
magda_ujma napisa?:
Nie jestem pewna czy autor wie cokolwiek o Egipcie. Mój światopogląd mógłby
dyktować bardzo podobny wpis. Tzn. chciałabym bardziej
dogłębną analizę, a nie ta potępiającą, bo wszyscy wiemy, że potępiać
wypada. Pozdrawiam!


Ekspertem nie jestem, to jasne. Ale informacji o konfliktach społecznych,
demografii, przebiegu protestów, etc. nie wziąłem z sufitu tylko
z wiarygodnej prasy. Analiza nie mogła być dogłębna, bo to jest krótki
komentarz z przeznaczeniem na portal WP. Też bym przeczytał
dobrą analizę.
Pozdrawiam
MS
kot   |03.02.2011 12:31:09
@magda bez ujmy, zobacz różnicę.
@adahn odniósł się
na ten sam temat
merytorycznie do wypowiedzi eksperta.
Ty do Michała S. nie za bardzo.
kot   |04.02.2011 16:22:06
Michał S. nie jest ekspertem od Egiptu ale to nie jest obciążeniem , a
raczej zaleta,
Gdyż w podobnych sytuacjach, wielkie uogólnienia,
które tu zastosował lepiej sprawdzają się niż wiedza ekspercka.
http://kot-blogkota.blogspot.com
Spokojny   |04.02.2011 16:25:00
Trudno sobie wyobrazic bardziej mieszczański sposób spędzania wakacji niż wyjazd
do Egiptu do hotelu z basenem na tydzień za półtora tysia. Spotyka sie
wytresowanych animatorów, wytresowanych sprzedawców "oryginalnego
papirusu" i ogląda się świat zza szyby klimatyzowanego autokaru chronionego
przez kordon policji. Uzytkownicy takiej pseudoturystyki korzystali z reżimu
policyjnego dzieki któremu ona była możliwa. Podłoże tego wszystkiego było
kolonialne i rasistowskie. Kazdy z tych turystów był przekonany że gdyby wyszedł
na ulicę bez opieki czeka go spotkanie z ludźmi dzikimi i w gruncie rzeczy
obrzydliwymi. Dziś widzimy zywych egipcjan i jesteśmy w szoku dowiadując się, że
zawsze gdzieś tam za murem istnieli. Myslę, ze pierwszym etapem egipskiej
rewolucji powinno być spalenie tych hoteli. Gdyby to zrobili, nawet szariat
mógłbym im wybaczyc.
ubik   |05.02.2011 14:40:53
@Spokojny: oni z turystyki mają paręnaście miliardów dolarów rocznie, więc
może niech się wstrzymają chwilę z tym paleniem hoteli. Natomiast czy istnieje w
Egipcie alternatywa dla oświeconego absolutyzmu mam pewne wątpliwości, ale znam
się bardzo słabiutko. Natomiast wojskowi muszą stosować mniej neoliberalne
metody, bo jak widać one prowadzą do rewolucji. No i kwestia demografii odwrotna
niż u nas.
Spokojny   |06.02.2011 13:18:55
Przeciętny egipcjanin tyle samo ma z hoteli ile przeciętny irakijczyk z szybów
naftowych. W Kairze ludzie mieszkają w starych grobowcach na cmentarzach. Jakoś
im te hotele dużo nie pomogły.
bles   |06.02.2011 17:33:03
Uwaga drobna, ale dosc istotna: poczatek rewolucji w Iranie, 22 lata temu, mial
charakter swiecki, rzeklbym studencko-liberalny. Rewolucja dopiero w pewnym
momencie zostala "przejeta" przez fundamentalistow, ktorzy nie byli
specjalnie aktywni na poczatku. Iran mial wszystkie atrybuty, aby stac sie
pierwszym "zachodnim" krajem islamskim. Potoczylo sie zgola inaczej. Po
lekcji w Iranie, Zachodowi bardziej zalezy na stabilizacji niz na demokracji w
krajach arabskich. A straszenie "Bracmi Muzulmanskimi" traktuje
powaznie, mimo ze Ci ostatni zapewniaja od rana do wieczora, ze Zachod jest ok,
tylko Izrael troche be…
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 02.02.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.86070 Seconds