> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Trzeba się było ubezpieczyć Drukuj
Michał Sutowski   
11.05.2011

Trzeba było się ubezpieczyć – słyszeli nieraz powodzianie, właściciele spalonych, okradzionych czy zalanych domów, mieszkań i gospodarstw. Do dziś ze zrozumieniem podchodzimy do słynnej frazy Włodzimierza Cimoszewicza z 1997, z czasu powodzi tysiąclecia. To samo usłyszy zapewne niejeden zrozpaczony kupiec ze zrujnowanej hali w Wólce Kosowskiej. W końcu człowiek to istota racjonalna i przewidująca, reaguje na ekonomiczne bodźce. Ma rozum i kalkuluje. A korporacja? Też ma rozum? Jak najbardziej – przecież prywatne przedsiębiorstwo to ostoja racjonalności. Też mogła się ubezpieczyć, prawda?


Dziwnym trafem prośba japońskiego koncernu Tepco, operatora elektrowni Fukushima, o pomoc do rządu przeszła bez wielkiego echa. Gdzieś się pochowały tabuny liberalnych cyników i prześmiewców – a przecież okazja do komentarza przednia. Oto wielka, potężna korporacja zwraca się do rządu własnego kraju o… pieniądze na odszkodowania dla ofiar katastrofy nuklearnej w jej własnej elektrowni. Albo rząd Japonii zapłaci, albo podniesiemy ceny energii – mówi zarząd firmy. Bo przecież z czegoś trzeba ofiarom zadośćuczynić. Uczynią zatem zadość podatnicy – składając się na rządową dotację, albo konsumenci – płacąc więcej. Tak czy owak, zapłacą obywatele Japonii.

 

Nie piszę tego po to, by się nad korporacją znęcać. Zmuszona naraz do uzupełnienia energii z innych źródeł i wypłaty odszkodowań, „ma prawo” przeżywać realne kłopoty finansowe, być może stawiające firmę na krawędzi bankructwa. W ramach cięć zmniejszyła pensje – w zarządzie o połowę, menadżerom o 25 procent, reszcie pracowników o 20. To zróżnicowanie to raczej gest z zakresu PR, ale sporo mówi o japońskich standardach etycznych – zakładających, że wraz z pozycją w hierarchii rosną nie tylko przywileje, ale także odpowiedzialność. Problem polega na tym, że po raz kolejny dojdzie tu do głosu mechanizm, jaki znamy z finansowego kryzysu ostatnich lat. Zyski są niemal zawsze prywatne – ryzyko i strata niemal zawsze publiczne.


Katastrofa Fukushimy pokazała, że energetyka jądrowa to sport ekstremalnego ryzyka. I jak wiele ryzykownych przedsięwzięć – daje spore profity. Niekoniecznie obywatelom i społeczeństwu, ale z pewnością tym, którzy elektrownię wybudują i obsłużą. O ryzyku ekologicznym zapisano już ryzy papieru – warto jednak pamiętać, że budowa elektrowni to także ryzyko ekonomiczne. Ryzyko dla państwa i obywateli – nie tylko w razie katastrofy, ale także rynkowego niepowodzenia przedsięwzięcia.
Doświadczenie Japonii pokazuje bowiem, że w przypadku energetyki jądrowej doskonale działa znana giełdowo-bankierska zasada „too big to fail” – zbyt wielki by upaść. Nie potrzeba tsunami – wystarczy wzrost kosztów materiałów budowlanych w trakcie powstawania projektu. A potem – wzrost kosztów paliwa jądrowego. Albo zwyczajna zmiana przepisów międzynarodowych i standardów bezpieczeństwa. Nierentowność – na dłuższą metę – w warunkach wolnego rynku prowadzi do bankructwa i zwinięcia biznesu. Oczywiście, słusznie wskaże ktoś, nie wszystko trzeba poddać logice rynku. Priorytetem może być przecież suwerenność czy jakkolwiek pojmowane bezpieczeństwo – w obszarze energetyki przyznają to nawet zatwardziali wolnorynkowcy. Tyle tylko, że polska elektrownia jądrowa – jeśli powstanie, wybudowana przez (zapewne) francuski koncern – będzie poddana logice rynku. Dopóty, dopóki będzie przynosić zyski – bo kiedy tylko zacznie przynosić straty, jej operator zwróci się do polskiego rządu o pomoc. A ten pomocy udzieli, bo po uprzednim wyłożeniu kilkudziesięciu miliardów publicznych złotych na żarnowieckiego kolosa, po prostu nie będzie mógł sobie pozwolić na jego upadek. 
Można powiedzieć, że przyszły budowniczy i operator otrzymuje „ubezpieczenie” za darmo. Nie tylko na wypadek awarii czy katastrofy – ale i zwykłej dekoniunktury na rynku. Bo wielka elektrownia atomowa – w odróżnieniu od wielu mniejszych, rozproszonych źródeł energii, tradycyjnych czy „zielonych” – właśnie z racji swej wielkości „nie może upaść”. Nieważne, ile publicznych pieniędzy w niej utopimy, zmuszeni będziemy topić jeszcze więcej. Taka reguła niezbyt się niestety sprawdziła w przypadku Lehman Brothers czy AIG. 


Japończyk mądry po szkodzie – premier Nato Kan najprawdopodobniej wesprze koncern Tepco środkami z budżetu, ale zapowiada jednocześnie zmianę strategii energetycznej państwa w kierunku energii odnawialnych. Nam, w obliczu atomowych planów rządu, nawet widok Fukushimy nie dał do myślenia. „Bo przecież u nas nie ma tsunami”. Nie ma, to prawda. Ale ryzyko energetyki jądrowej to nie tylko stopienie reaktora, ale także topnienie państwowego budżetu, dużo bardziej skądinąd prawdopodobne. Warto się ubezpieczyć przed taką możliwością. Bo inaczej znów będzie jak w dowcipie o społeczeństwie ryzyka. Na czym dziś polega ryzykowny wybór? Jedni dokonują wyboru, a drudzy ponoszą ryzyko.

Tekst ukazał się na witrynie portalu Wirtualna Polska.

Komentarze
Dodaj nowy
Łysy   |11.05.2011 12:44:29
Słuszne spostrzeżenia szkoda tylko, że opatrzone niemądrym tytułem. Słowa
"trzeba się było ubezpieczyć" padły w określonej sytuacji w określonym
miejscu i żyją własnym życiem. Ja sam po powodzi w ‘97 słyszałem z kolei o
słowach pewnego proboszcza do jednego z parafian z ambony "po co się
ubezpieczał przecież i tak państwo pomoże". Polska świadomość
ubezpieczeniowa jest dramatyczna. Najlepszym przykładem odszkodowania dla rodzin
ofiar katastrofy smoleńskiej - w tym wypadku o ubezpieczeniu
"zapomnieli" pracownicy Kancelarii Prezydenta i jakoś nie słyszałem,
żeby to było tematem dociekań dziennikarskich. No ale kto by się tam czepiał
szczegółów.
Kot w gołębniku  -    |11.05.2011 23:30:52
Pan redaktor niepotrzebnie wylewa krokodyle łzy ponieważ ten tabun
"liberalnych cyników i prześmiewców" cały czas krytykuje wydawanie
zrabowanych podatnikom pieniędzy na prywatne koncerny. Sporo było o tym w sieci
w okresie pomocy dla AIG i innych podobnych. Stosowanie takich reguł TO NIE JEST
kapitalizm ani NIE JEST ten dziki liberalizm ekonomiczny tak chętnie widywany
wokół przez redaktorów KP. I o tym też sporo było. Ale pan redaktor czytuje
chyba inne strony www…
Łysy   |12.05.2011 14:05:27
@kot
ciekawe jak chętnie mówią liberałowie o "realnym socjalizmie" w
PRL-u, gdy mowa o ideałach lewicowych a jak strasznie odżegnują się od
"realnego liberalizmu", gdy to niewygodne
Kot w gołębniku   |12.05.2011 22:53:04
@Łysy
Teraz autentycznie nie bardzo rozumiem do czego nawiązujesz.
Ja
zauważyłem głównie w swoim komentarzu, że nie jest żadnym liberalizmem oddawanie
pieniędzy podatników prywatnym firmom. Chociaż licho wie obecnie co to znaczy
liberalizm. Coraz to dziwniejsi ludzie obwołują się liberałami. Więc może
dokładniej: nie bardzo należy to do kanonów kapitalizmu, w jego ramach prywatne
firmy jeśli mają długi to upadają a nie są ratowane pieniędzmi podatników. Z
tego wysuwam wniosek, że obecny kapitalizm nie jest tak dziki jak widzą to
redaktorzy KP. A na czym polega twój wniosek?

Co do PRL, to nie wiem jak inni,
ale ja akurat zauważam, że było w nim dużo elementów kapitalizmu. To nie KRLD
wszak i można było prowadzić prywatną firmę, 80% rolników miało własne
gospodarstwa, itd. De facto mała różnica w stosunku do obecnych czasów, jedynie
parę hut i fabryk sprywatyzowano oraz zmieniono głoszone ustnie hasła.
Thome  - Trzeba było się nie bawić….   |14.05.2011 16:08:58
….w keynesizm i marksizm, to byśmy dzisiaj nie musieli wysłuchiwać
"tabunów liberalnych cyników i prześmiewców". Teraz łatwo filutom udawać
greka i krzyczeć w ramach dysonansu poznawczego, że "kapitalizm się nie
sprawdza", bo jedni cwaniacy ratują drugich bailloutem, który ma tyle
wspólnego z liberalizmem, co - nie przymierzając - KP z robotnikami.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 11.05.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.86437 Seconds