> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Solidarni 2011 Drukuj
Michał Sutowski   
21.09.2011

Benjamin Franklin mawiał, że w życiu pewna jest tylko śmierć i podatki. W Polsce pewne jest, że wszyscy pragną obniżać podatki, co najwyżej czasem im nie wychodzi. Lewicowy premier Miller do dziś się chlubi, że nikt nie pozostawił więcej pieniędzy w kieszeniach przedsiębiorców niż on. „Solidarny” Jarosław Kaczyński za zasługę poczytuje sobie likwidację trzeciego progu PIT i podatku spadkowego. Platformie nie wyszło – „bo kryzys” – ale co do zasady zgoda. Bo tylko najbliższe cztery lata „to nie będzie sezon na radykalne obniżanie wpływów do budżetu państwa”, jak raczył się wczoraj wyrazić premier Tusk.

Podatki jako zło konieczne, żeby dopiąć budżet (spłacić długi, wypłacić emerytury – znowu wczorajszy Donald Tusk), to wciąż nieprzekraczalny horyzont. Tymczasem w Polsce problemem nie są „nadmierne” podatki, tylko ich niesprawiedliwe rozłożenie. Ogólny klin podatkowy w Polsce nie odbiega od średniej europejskiej. Odbiega za to podatkowa struktura: proporcjonalnie więcej VAT-u niż podatków bezpośrednich. Mniej zauważalne, wygodniejsze politycznie, łatwiej ściągalne – i najbardziej niesprawiedliwe, bo uderzają w najuboższych. Ci proporcjonalnie wydają najwięcej ze swych dochodów na konsumpcję. Do tego niemal w żadnym kraju Europy (poza „liniowymi” rajami w rodzaju Rosji czy Łotwy) najzamożniejsi nie płacą tak mało, a ubodzy tak dużo jak w Polsce – kwota wolna od podatku jest żałośnie niska, podobnie jak najwyższa stawka (choć płacona przez niewielki ułamek obywateli, za czasów PiS przynosiła około 8 miliardów do budżetu, dopóki się PiS nie zsolidaryzował z najzamożniejszą częścią naszego społeczeństwa).

Ekonomiści – ci bliżsi rzeczywistości niż matematycznych modeli – powtarzają, że obniżka podatków zwiększa konsumpcję i stymuluje popyt wewnętrzny. Pod warunkiem, że mowa o warstwach mało i średnio zarabiających. Bogatsi zaoszczędzone pieniądze zainwestują – ale nie w polskie autostrady i dworce kolejowe, tylko soję w Chicago, kukurydzę w Nairobi, ewentualnie franka szwajcarskiego.

Platforma Obywatelska w swym programie odmienia „kreatywność”, „inteligentny rozwój” i „drugi etap modernizacji” przez wszystkie przypadki. Mowa o nakładach na naukę, w tym badania podstawowe, orlikach, świetlikach i Kopernikach, stadionach i autostradach. Minister Sikorski pyta retorycznie, kto lepiej wynegocjuje „trzysta miliardów” z europejskich funduszy strukturalnych – w  programie partii doczytamy, że trzeba będzie do nich dołożyć sto miliardów złotych z budżetu. Za co to wszystko?

Na pewno nie kosztem deficytu – w końcu „największym sukcesem polskiej prezydencji” ma być tzw. sześciopak. Piątkowe ustalenia unijnych ministrów finansów z Wrocławia świadczyć mają o naszej sprawności mediacyjnej; problem w tym, że poważnie ograniczają nasze pole manewru. I nie chodzi o żadną abstrakcyjną „suwerenność”, ale o prosty fakt, że Unia będzie odtąd surowo karać za przekroczenia deficytu budżetowego i długu publicznego powyżej dość arbitralnie (3 procent budżetu, 60 procent PKB) określonego progu. Tymczasem deficyt – w rozsądnych granicach – nie musi służyć wyłącznie „wypłacaniu emerytur, spłacie bieżących długów”, ale też inwestycjom w rozwój. A tych – na polu infrastruktury drogowej i kolejowej, źródeł energii etc. – potrzebować będziemy co niemiara.

Jeśli weźmiemy pod uwagę skalę środków potrzebnych – nie tyle do „cywilizacyjnego skoku”, ile do tego, żeby nasz kraj się po prostu nie rozpadł (elektrownie, sieci przesyłowe, część linii kolejowych) – trudno nie zapytać, jak długo będziemy „dopinać” budżet bez podwyżki przynajmniej części podatków. Jeśli przypomnimy sobie słowa minister rozwoju regionalnego, że polska koniunktura „wisi” na zamówieniach publicznych, trudno nie zapytać o źródła ich finansowania. Jeśli faktycznie mamy przejść od etapu „akumulacji kapitału” do „budowania zamożności w oparciu o innowacje i tworzenie przewagi konkurencyjnej opartej na wiedzy i kreatywności” (cyt. za złotoustym autorem programu PO), to może warto skończyć z opowieściami, że wyższe podatki są tylko na czas kryzysu? Może przynajmniej po wyborach zwycięska partia zacznie szukać grupy społecznej, którą należałoby nieco bardziej „wycisnąć” – trzecią stawką PIT, korektą podatku Belki…

We Francji ochotnicy zgłosili się sami. Biorąc jednak pod uwagę „solidaryzm” najzamożniejszych Polaków, przyszły rząd będzie musiał ich pofatygować.

  

Tekst ukazał się na portalu Wirtualna Polska.

  

Komentarze
Dodaj nowy
El Diablo   |21.09.2011 19:19:28
Ten, psia jego mać, żałosny Sojusz Lewicy Demokratycznej czasem przebąkuje coś,
ustami swoich członków, o wyższych podatkach dla najbogatszych. Niestety nie
szykuje się raczej sprawiedliwsze rozłożenie ciężarów podatkowych korzystne dla
większości obywateli. Trudno. Brak woli politycznej którejkolwiek z partii
obecnych w parlamencie. Polska Partia Pracy to nie alternatywa.
daras1983   |21.09.2011 19:29:02
Dopełniając ciekawe wypowiedzi amerykańskich prezydentów to Lincoln powiedział,
że Pan Bóg bardzo musi kochać biednych, bo inaczej by ich tylu nie stworzył.
Heh
Józef Robotnik   |21.09.2011 19:44:37
Wielkość podatków rozumiemy jako suma wpływu z tego tytułu do budżetu .
Zwiększać możemy przez wzrost wskaźnika procentowego , lub bazy do opodatkowania
. Calowe jest działanie na kierunku wzrostu bazy do opodatkowania , przez rozwój
rynku , a to znaczy wzrost płac , wzrost produkcji itd . Dziwię się że
producenci europejscy nie mają pretensji do Polskiego Rządu o to , że zaniedbuje
duży rynek zbytu , który mógłby wiele pomóc europie na kryzys ( wielomilionowy
rynek ) . Tacy jak prof Balcerowicz o tym nie mówią , trzeba poczytać takich
ekonomistów jak prof Podkaminer . Ale tak to jest jak ekonomią zajmują się
historycy , lub informatycy , i do tego nawet nie nauczyciele .
El Diablo   |21.09.2011 22:13:59
…ustami swoich nielicznych członków…
kot   |21.09.2011 22:56:04
Oczywiste? Oczywiste! Nie dla wszystkich. -Głos Sutowskiego
-to w Polsce
margines!
W wypowiedziach polityków wszystkich opcji, w mediach opiniotwórczych.
podatki to samo zło! (Lub jak dla @chatte -coś mniej ważnego.)
-Nie komu
-jakie obciążenia podatkowe ale podatki jako takie
-to immanentne zło!
Minęło
dwadzieścia lat kapitalizmu i tyleż urobku lewicy, która nie potrafiła przebić
się do mediów ze swoim przekazem w sprawie podatków(przeciwnie-gadała nie swoim
językiem) aby uniemożliwić politykom bez narażenia się na śmieszność i ostracyzm
polityczny mówienia bzdur na ten temat.
Konkretnie za autorem, pytanie za
100p,
jak będąc w zgodzie z logiką pogodzić
zdobywanie środków unijnych (które
też są z podatków) z brakiem pieniędzy budżetowych, które nie biorą się z
nieba, tylko z podatków, że nie wspomnę o takich duperelach jak: infrastruktura,
i jak za panią matką od infrastruktury, za Sutowskim, że olbrzymie wydatki na
nią uchroniły nas przed zapaścią gospodarczą.
eurypides77   |21.09.2011 23:28:11
Mówienie jednych tchem o "żałośnie niskiej" kwocie wolnej od podatku i
górnym progu "dla najbogatszych" to po prostu intelektualna
nieuczciwość. Górny próg dla "najbogatszych" uderzał w większość klasy
średniej - ja 2 lata po studiach wpadałem w ten próg w okolicach lipca (nie
mówiąc już o ludziach, którzy zarabiali za granicą gdzie koszty utrzymania były
wyższe). Owszem, wprowadźmy górny próg dla najbogatszych, ale definiujmy ich
jako ludzi zarabiających 100.000 złotych miesięcznie, a nie przeciętnego
przedstawiciela klasy średniej.
Łysy   |22.09.2011 10:35:03
@eurypides
a ja bym z niezmierną przyjemnością płacił trzecią (czy choćby
drugą) stawkę podatkową 15 lat po studiach. Ale najwyraźniej nie jestem
"przeciętnym przedstawicielem klasy średniej" podobnie jak i 95%
polskiego społeczeństwa
kot   |22.09.2011 10:38:05
Obama zrobił rewolucyjny ruch:
-Bogaci powinni płacić taki sam procent podatku
jak -nie bogaci.
-Jakby realizował postulat Thatcher o jednakowym procentowo
podatku dla wszystkich.
A jakże przeciwny cel. I wytracenie przeciwnikowi
broni z rąk.
Tego oczywiście lewica nie zauważyła
-jak zwykle.
K   |22.09.2011 18:55:59
Jak zawsze w tego typu tekstach pojęciowe pomieszanie: "bogaty" to ma
być niby synonim zarabiającego w trzecim progu podatkowym, zaś "biedny"
- tego w 1-szym.

Nic bardziej bzdurnego. W 3 próg wpada względnie niewielka
grupa najemnie pracujących specjalistów, czy średnia kadra kierownicza dużych
firm, częściej na dorobku niż faktycznie bogata.

Nikt przy zdrowych zmysłach,
kto zarabia naprawdę duże pieniędze, nie siedzi w systemie PIT!
Niestety czasem
aż bolą żeby, gdy się słyszy co w sprawach ekonomicznych wygadują różne lewicowe
lekkoduchy :)
El Diablo   |22.09.2011 21:17:54
@K
Masz na myśli wprowadzenie podatku (nomen omen) solidarnościowego
pobieranego od majątku podobnie jak we Francji. Słusznie. Niech Kulczyk i reszta
podejrzanego megageszefciarstwa płaci podobny.
eurypides77   |23.09.2011 12:57:23
@K: Otóż to. Nazywanie dobrze wykształconego specjalisty, który zarabia te
20-30 tys. brutto miesięcznie (to dobra pensja, ale jak na warunki europejskie,
czy nawet warszawskie, to nie są jakieś kokosy) "bogatym" to pomieszanie
pojęć (albo czysty populizm, jeśli posądzałbym o złą wolę).

Można podnosić
górny próg i do 100%, ale możecie mieć pewność że ludzie tacy jak Kulczyk czy
Solorz go nigdy nie zapłacą - bo ich dochodzy są objęte capital gains tax a nie
PITem.
kot   |23.09.2011 14:09:07
Litujesz się,że to i tak mało,bo….
Eurypides. Czy zarabiających 30tyś, a nawet
20tyś nie można by nieco złupić (bo podatki -to jak wiadomo -kradzież).
K   |23.09.2011 18:08:06
Założenie, że w kapitaliźmie pracownicy najemni (etatowi - bo tacy płacą PIT),
choćby ci lepiej opłacani, to najbogatsza klasa jest - tu szukam delikatnego
słowa - naiwnością….

Zresztą weźmy konkretny przykład - według ostatnio
obowiązującej stawki, 40% podatku zaczynało się płacić od dochodu rzędu 85000 zł
rocznie, czyli jakieś…. 4700 na rękę miesięcznie.
Więc żeby kupić np.
niewielkie mieszkanie, przez kilkanaście lat musi odkładać połowę swojej pensji.
Rzeczywiście - prawdziwy "bogacz"….

@El Diablo - nie bardzo
wierzę w wielką skuteczność podatków od majątku, który w końcu dość łatwo
wyprowadzić do wszelkiego rodzaju rajów podatkowych.

Najsensowniejsze wydają
się propozycje typu podatek Tobina - i to nie tylko od spekulacji walutowych,
ale na wszelkich innych rynkach. Z tym że nie da się ich wprowadzić niestety w
skali państwa, a nawet w skali regionu może być za mało.
Tak czy inaczej to
jest sprawiedliwy kierunek - teraz mamy paradoks, że opodatkowany jest człowiek
za swoją pracę najemną (PIT), wytwórczą/usługową (VAT), natomiast nie są
opodatkowane często abstrakyjne i spekulacyjne wielkie przepływy finansowe.
austriak  - re: K   |25.09.2011 17:14:40
Przecież "spekulacje" są już opodatkowane - podatkiem dochodowym.
Opodatkowywać dwa razy?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 21.09.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.88017 Seconds