Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Smoleńsk - wymuszone samobójstwo Drukuj
Michał Sutowski   
02.06.2010
Coś  tam widać… może nie będzie tragedii… A jednak była. 96 osób zginęło, choć piloci wiedzieli, że nie powinni lądować. Czy to faktycznie samobójcy na życzenie? Czy załoga naprawdę – tak twierdzi jeden z ekspertów – włożyła głowę swoją i innych pasażerów w gilotynę i pociągnęła za rączkę?  

Polscy piloci nie mają  szczęścia. Podpułkownik Marek Miłosz, dowódca helikoptera, który uratował życie premierowi Millerowi, zamiast medalu załapał  się na proces, w którym od zarzutu „umyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa” uwolniono go dopiero po kilku latach. Tym bardziej piloci feralnego tupolewa mają małe szanse na dobrą pamięć – głosy ekspertów nieomal przesądzają ich winę. O ich zgubnej pewności siebie mówi Gromosław Czempiński – ponoć nie powinni nawet myśleć po lądowaniu.

Publicysta nie przeskoczy eksperta – prawie żaden piszący i chyba niewielu czytelników ma pojęcie o tym, jak wygląda kabina pilota: do czego służą te „duże, okrągłe”  albo te „małe, świecące”. Nie wiemy, czy czterysta metrów widoczności to za mało, czy schodzenie do lądowania w tempie 10 metrów na sekundę to za szybko, za wolno czy w sam raz. Nie ocenimy, czy po sygnale „ziemia przed tobą” piloci powinni natychmiast poderwać maszynę czy może zachować spokój ani kto powinien przebywać w kabinie pilota. Po prostu nie mamy o tym pojęcia, nie mówiąc o tym, jak sami zachowalibyśmy się na ich miejscu. Czy zatem stenogramy są dla „ludu” bezwartościowe? Czy jedynie eksperci mogą wydać wyrok – a za nimi śledczy i prokuratura? Niekoniecznie. Zapisy rozmów w kabinie Tu-154 pozwalają nam dostrzec całkiem sporo – nawet jeśli połowy użytych tam  pojęć nie rozumiemy.

Techniczny błąd pilota to sprawa dla prokuratury. Atmosfera w samolocie i przyczyny, dla których piloci podjęli śmiertelne ryzyko – to kwestia polityczna. Piloci rozumieli, że warunki na lotnisku są beznadziejne. To będzie… makabra będzie. Nic nie będzie widać. Wieża kontrolna: warunków do lądowanie nie ma. Załoga tupolewa:  Dziękujemy, jeśli nie można to spróbujemy podejścia, ale jeśli nie będzie pogody to podejdziemy na drugi krąg… Załoga jaka: ogólnie rzecz biorąc to pizda tutaj jest. Załoga tupolewa: w obecnych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść. Nie dadzą rady? Ale może jednak? Spróbujemy podejść, zrobimy jedno zajście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie. O co w tym wszystkim chodzi? Czy polscy piloci to naprawdę szaleńcy? Może ich fantazja ułańska poniosła?  

A może po prostu starali się  wykorzystać wszystkie możliwości lądowania? Pokazać dowódcy i pasażerom – a może i samym sobie – że zrobili naprawdę wszystko, żeby tylko wylądować na czas? Może pragnęli zademonstrować swą gotowość, lojalność, oddanie? Dwa lata temu w Gruzji kapitan Grzegorz Pietruczuk po odmowie lądowania nazwany został „lękliwym” przez ówczesnego prezydenta, zapowiadano nawet „wprowadzenie porządku w tej sprawie”. Nigdy dość przypominać, że kapitan spod Smoleńska był wówczas drugim pilotem. Tak, to prawda, pisano już o tym tysiące razy – ale w chwili gdy pilotom grozi rola kozłów ofiarnych, warto po raz wtóry o tym przypomnieć. „Błąd pilota” – może nie wynikał z indywidualnej głupoty, tylko chorej atmosfery? „Nie wylądujesz? Jak to nie wylądujesz? Jaj nie masz?!” Nie, nikt tak w kabinie nie powiedział. To tylko wyobraźnia – człowieka, który usłyszał no to mamy problem a zrozumiał być może – znowu przez was kłopoty.

Zaraz po katastrofie spekulowano – czy była presja na pilotów? Czy ktoś im rozkazał, czy ktoś ich zmusił? Prezydent, a może dowódca wojsk lotniczych? Chyba nie w tym rzecz. Nie chodzi o to, kto jaki rozkaz wydał – wystarczyły aluzje, trudne pytania lub krzywy uśmiech szefa protokołu.

A cóż, jeśli nie błąd pilota? Zostaje jeszcze teoria spisku – rodem z „Solidarnych 2010”. Albo zamach (FSB? Tusk, a może Unia Europejska?) albo znów coś Ruskie schrzanili i teraz przed nami kryją. Czyżby to był margines? Nie tylko ludzka rozpacz, nie tylko wyobraźnia Jana Pospieszalskiego pozwala myśleć w kategoriach spisku. Także Jarosław Kaczyński żąda „polskiego śledztwa”. A w obecnej sytuacji to śledztwo nie może być w żadnym wypadku kopią śledztwa moskiewskiego. Mamy własne procedury, własne instytucje – mówi prezes PiS, choć nie bardzo wiadomo, co by to miało znaczyć. Czy Donald Tusk powinien zażądać eksterytorialnej enklawy dla polskich śledczych? Oczywiście nie – i kandydat Kaczyński wie o tym doskonale. Wysyła jednak  delikatną aluzję „spiskową” do niedopieszczonej ostatnio części elektoratu: winien jest wróg, co to „ułanów” naszych podstępem…   

Błąd „techniczny”  to kwestia drugorzędna. Bo pewnie będziemy od dziś lepiej szkolić pilotów. I pewnie żaden nie spróbuje więcej wylądować na zamglonym lotnisku. Problemem pozostanie „ułańskie” myślenie – gdy już nad wnioskami zwycięży mitologia. Można uczynić mitem masakrę Warszawy, można i katastrofę lotniczą. I po raz kolejny „nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”.

Tekst ukazał się na witrynie portalu Wirtualna Polska.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 02.06.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.97744 Seconds