> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Sam się prosił |
|
|
Michał Sutowski
|
|
06.07.2011 |
Kto uknuł ten spisek? Służby specjalne prezydenta Sarkozy’ego, rozhisteryzowane feministki, jakaś nowa odmiana ruchu Black Power – a może to CIA chciało aroganckiej Francji utrzeć nosa? Sprawa Dominique Strauss-Kahna i domniemanego gwałtu przybrała niespodziewany obrót – we Francji zapewne już głowią się nad scenariuszem thrillera, w którym dzielni adwokaci nieco może nadpobudliwego, acz sympatycznego VIP-a rozbijają w pył podłe oskarżenia pokojówki-nimfomanki, a dzielni „lewicowi” intelektualiści walczą z… lewicową „poprawnością polityczną”.
Trudno powiedzieć, czy dowiemy się z całą pewnością, co naprawdę zaszło w nowojorskim hotelu między dyrektorem MFW a pokojówką. Obecnie mamy słowo przeciw słowu. Zapis rzekomej rozmowy telefonicznej ofiary z jej znajomym w więzieniu może trochę rozjaśnić sprawę – najprawdopodobniej na jej niekorzyść. Wiele wskazuje na to, że Dominique Strauss-Kahn zostanie uwolniony od zarzutów, być może otrzyma odszkodowanie za kilkudniowy pobyt w więzieniu i zwrot kosztów pobytu w nowojorskim areszcie domowym. I co z tego wszystkiego wynika? Kilka banałów, kilka kwestii zasadniczych – i co najmniej jedna bardzo problematyczna.
Najpierw banały: media wydają wyroki na długo przed orzeczeniem sądu, a ich łaska na wyjątkowo pstrym koniu jeździ – te same konserwatywne tabloidy, które niedawno potępiały „gwałciciela”, dziś wypisują niestworzone brednie, jakoby jego „ofiara” była prostytutką, pracującą w Sofitelu za wiedzą swojego związku zawodowego. Sąd ma stosunkowo niewielkie znaczenie na tle gigantycznej machiny PR. Większość informacji nie pochodzi od sądu ani z oficjalnych dokumentów, ale z konferencji prasowych stron i przecieków różnych „źródeł zbliżonych do dobrze poinformowanych”. Spektakl od samego początku przyćmił postępowanie, a od jakkolwiek rozumianej prawdy istotniejszy jest efekt wizerunkowy. Ale to wszystko wiemy i bez Dominique Strauss-Kahna. A czego nowego się dowiedzieliśmy?
Przede wszystkim, że to, co prawica lubi nazywać „poprawnością polityczną”, tylko z pozoru dominuje w amerykańskiej sferze publicznej. Bo wprawdzie media początkowo pisały o sprawie w konwencji starcia biednej, niewykształconej, czarnoskórej imigrantki z wpływowym samcem, wielkim tego świata, ale gdy tylko pojawiły się najdrobniejsze wątpliwości, wszystko wróciło do przaśnej, populistycznej normy w stylu „czy można zgwałcić prostytutkę?”. Za winą „ofiary” twardo przemawia tylko rzekomy zapis rozmowy z jej znajomym, w której miała ona rozważać możliwe do uzyskania korzyści ze zdarzenia. Inne przesłanki jej „niskiej wiarygodności” są albo wątpliwe (nieścisłości w zeznaniach), albo wprost absurdalne. Czy nieścisłe informacje przy składaniu wniosku o azyl – a nawet podanie nieprawdziwych danych – przesądzać mają niewiarygodność pozwu o gwałt? Czy domniemane dochody z podejrzanych źródeł wykluczają możliwość bycia ofiarą przemocy? W wielu krajach, m.in. Wielkiej Brytanii, ofiary gwałtu wciąż traktowane są jako podejrzane. Często prześwietlane jest ich życie prywatne, zwłaszcza jeśli mają „niepewny” status imigrancki bądź pochodzą z niskich klas społecznych. A oskarżenia o „rozwiązłość” czy zaniedbania rodzicielskie należą do klasycznego repertuaru obrony zamożniejszych, lepiej sytuowanych sprawców.
Sprawa Strauss-Kahna nie tylko wywołała we Francji burzliwą dyskusję o standardach zachowań męskich elit wobec kobiet, niekoniecznie podwładnych (o czym świadczy kolejny pozew, jaki przeciw byłemu szefowi MFW złożyła wczoraj pisarka Tristane Banon – jej trudno będzie zarzucić „niską wiarygodność”, zwłaszcza że o napastliwych zachowaniach DSK mówiła już w 2007). Wiele brudów wypłynęło na wierzch, ale jeszcze więcej hipokryzji. Na niespotykany poziom wyniósł ją intelektualny celebryta Bernard Henri-Levi, porównując swojego oskarżonego przyjaciela do kapitana Dreyfussa. Tamtego, pisze Henri-Levi, oskarżano ponad sto lat temu o zbrodnię z powodu żydowskiego pochodzenia – Strauss-Kahn ucierpiał poprzez swoje pochodzenie klasowe. Bo on z elit, a ofiara ze społecznych dołów. A przecież oceniać należy fakty i ludzi, a nie symboliczne reprezentacje biednych i bogatych… Francuski intelektualista zapomniał tylko, że „niska wiarygodność” powódki, która obecnie działa na rzecz Strauss-Kahna, to w dużej mierze pochodna jej statusu społecznego – dopiero w drugiej kolejności „twardej” przesłanki w postaci nagranej rozmowy.
Sprawę wyjątkowo szyderczo podsumował komentator „New York Timesa”, publikującego skądinąd dużo materiałów na korzyść Strauss-Kahna: „Co do jego upokorzenia, to najwyraźniej doszło do czegoś złego w tym pokoju. Bardzo prawdopodobnie popełniono tam przestępstwo. Nieczyste historie seksualne Strauss-Kahna czynią prawdopodobnym, że to on był napastnikiem. Jeśli szczytem jego cierpień ma być przechadzka w kajdankach przed kamerami, kilka dni w więzieniu Rikers Island i parę wstrętnych nagłówków – serce nie powinno nam krwawić. A, i jeszcze musiał opuścić stanowisko szefa instytucji, w której molestowanie seksualne było prawdopodobnie powszechne – między innymi dzięki promowanej przez niego kulturze zachowań. Rzeczywiście, straszne!”
Dominique Strauss-Kahn nie jest kapitanem Dreyfussem ani nawet zaszczutą przez tabloidy Katarzyną Blum – wiele lat praktykował coś, co się w końcu na nim zemściło, a co jego przyjaciele i rodzina pobłażliwie tolerowali. Nawet jeśli w tym konkretnym przypadku nie jest winny gwałtu, trudno się oprzeć myśli, że swoim zachowaniem „sam się o to prosił”. Szkoda tylko, że po „sprawie DSK” argument ten będzie znów stosowany przez tych, co twierdzą, że ofiary gwałtów są same sobie winne. Jeśli pokojówka z nowojorskiego hotelu faktycznie całą akcję zaplanowała, okaże się ich wyjątkowo „pożyteczną idiotką”.
Tekst ukazał się na witrynie portalu Wirtualna Polska.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 06.07.2011 )
|
|
Felietony Michała Sutowskiego
|
|
Myślę, że kulturalna. Ludzie którzy z...
Kulturalna czy kulturowa? ;-)