> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Prawda Prawdziwych Finów Drukuj
Michał Sutowski   
20.04.2011

Populizm u bram? Slogan w sam raz na czołówkę gazety, ale nijak ma się do rzeczywistości. Bo oto pada kolejna „niezdobyta” twierdza – po sukcesach swych ksenofobicznych kolegów z Holandii, Danii i Szwecji, Prawdziwi Finowie z charyzmatycznym Timo Soinim na czele wdzierają się szturmem do politycznego mainstreamu. Druga (po środkowoeuropejskiej, „haiderowskiej”) fala populizmu wzbiera z pełną mocą.

Doniesienia o sukcesach partii antyimigranckich i eurosceptycznych przeplatają się z newsami o kolejnych łodziach z imigrantami, jakie przybijają do brzegów Europy, kolejnych akcjach deportacyjnych i pociągach z przybyszami odsyłanymi z jednego kraju do drugiego. Świat stanął na głowie. Słowo „solidarność” znaczy dziś tyle, co „zabierzcie ich stąd”. Państwo opiekuńcze służy za argument do wykluczania przybyszów, a Silvio Berlusconi wprowadza moralność do polityki (i wyprowadza Tunezyjczyków z Lampedusy).

Od czasu sukcesów Jörga Haidera i jego Partii Wolności nastąpił pewien postęp. Cały świat liberalny pławił się wówczas w rozkoszy estetycznego obrzydzenia wobec „austrofaszystów”. Na całą Austrię, z Karyntią na czele, spadły gromy, a przyzwoity Europejczyk na sam widok panoramy Alp spluwał z obrzydzeniem, względnie sikał do Dunaju (w górnym biegu, rzecz jasna). Szczytem wyrafinowania była teza, że populiści, jak już wejdą do rządu, to się ucywilizują i przestaną chwalić trwałość hitlerowskich autostrad. Refleksją, skąd się wziął Haider, mało kto zaprzątał sobie głowę, nie licząc dywagacji o prowincjonalizmie i umysłowej ciasnocie austriackiej prowincji.

Dziś o populizmie i fali imigrantów w Europie mówi się jednym tchem. Nikt Finlandii, Szwecji, Danii czy Holandii nie planuje „za populizm” wyrzucać z Unii Europejskiej (boimy się raczej, czy same nie wyjdą). Wszyscy mówią o obawach Europejczyków przed wzrostem liczby imigrantów i skutecznym podsycaniu ksenofobicznych nastrojów przez prawicę, tym łatwiejszym, że przechodzimy gospodarczy kryzys. W głównym nurcie debaty publicznej dostrzeżono, że patologie sceny politycznej mają swe źródła w procesach społecznych. Brawo. Szkoda tylko, że przy okazji myli się ideologiczny konstrukt prawicy z rzeczywistością społeczną. Prawdę ekranu z prawdą czasu.

Ani „kryzys”, ani „strach przed emigrantami” nie są obiektywnymi zjawiskami, które spadły z nieba, względnie zły demiurg wyjął je z kapelusza. Ktoś o nich opowiedział w taki sposób, że coraz więcej ludzi pragnie powrotu na łono opiekuńczego państwa prawdziwych Finów (Holendrów, Duńczyków, Węgrów…) – bez obcych, bez Brukseli, bez biurokratów. Angela Merkel dała ludziom do zrozumienia, że oto wraz z „pakietem ratunkowym” dla euro pracowici i oszczędni płacą na nierobów, na ich domy, baseny, wino i sjestę – choć pomoc obwarowana jest drakońskim pakietem cięć, a wcześniej to m.in. grecka konsumpcja finansowała niemiecki eksport. Liberalni publicyści wytłumaczyli całym społeczeństwom, że za kryzys bankierów powinni zapłacić pracownicy budżetówki, a związki zawodowe nie powinny podskakiwać: wspólne dobro wymaga cięć, a nie regulacji rynków finansowych. Silvio Berlusconi ogłosił (słowem, czynem i państwowym prawem), że przybysze z Afryki Północnej czy Bałkanów odpowiadają za niemal wszystkie problemy społeczne i gospodarcze – choć bez wyzyskiwanych „nielegalnych” upadłaby we Włoszech niejedna gałąź usług, zwłaszcza opiekuńczych.

Współczesną epokę charakteryzują dwa zasadnicze odczucia: niepewność i brak podmiotowości. Nawet bogatą – z naszej perspektywy mlekiem i miodem płynącą – Finlandię dotykają problemy elastycznego kapitalizmu. Coraz więcej ludzi nie wytrzymuje presji. Gwałtownie rośnie liczba rencistów, pomimo doskonałej siatki zabezpieczeń społecznych 5 procent pracujących żyje poniżej granicy ubóstwa – wśród samozatrudnionych jest to aż 17 procent. Rządząca dotąd koalicja centroprawicowa złamała wielką tradycję konsultacji społecznych, praktycznie wyłączając związki zawodowe z fundamentalnej dyskusji o wieku emerytalnym. W zestawie z odległą Brukselą, postrzeganą na przemian jako sojuszniczka bogatych (częściowo słusznie) i karmicielka darmozjadów (raczej niesłusznie), wszystko to tworzy wybuchową nacjonalistyczno-opiekuńczą mieszankę. I wówczas nawet w kraju, gdzie zaledwie 2,7 procenta mieszkańców to imigranci, można przekonać kilkanaście procent wyborców, że obcy to główne zagrożenie.

Tak długo, jak lewica nie wymyśli recepty na „płynny” kapitalizm, śmieciowe umowy, niepewność zatrudnienia, pracę dla nikomu dziś niepotrzebnych absolwentów, degradację obszarów peryferyjnych – tych, co się nie załapały na żadne „przemysły kreatywne” – może się pożegnać z rządem dusz jakiejkolwiek warstwy społecznej. A jeśli szybko nie wpadnie na pomysł prawdziwie socjalnej UE, możemy się któregoś dnia wszyscy obudzić w twierdzy „Europa Ojczyzn”. W której agencja „Frontex”, topiąc Afrykanów na morzach, cieśninach i oceanach, bronić nas będzie przed najazdem barbarzyńców. Nas, Prawdziwych Finów, Szwedów, Holendrów, Polaków…

Felieton ukazał się na portalu Wirtualna Polska.

  

Komentarze
Dodaj nowy
wtret  - zaraz, zaraz…   |21.04.2011 04:46:00
No to jak, dlaczego, te ksenofobiczne partie nie wchodzą na przykład do
Brytyjskiego parlamentu, ale zdobywają poparcie w tych skandynawskich rajach?
Tłumaczenie rasizmu czy ksenofobii jedynie jako odreagowanie ‘strukturalnych
napięć kapitalizmu’, czy czegoś takiego, zafałszowanie realnych konfliktów
klasowych to zbytnie uproszczenie. A może właśnie Finowie czy Skandynawowie,
trafnie spostrzegają, że imigranci, łamistrajki, stanowią zagrożenie dla ich
welfare state? A może ksenofobia nie bierze się tylko z biedy, czy poczucia
zagrożenia, ale również jest po prostu w ludzkiej naturze (którą należy
ujarzmiać) - psychologowie społeczni pokazali na przykład, że jesteśmy skłonni
do dyskryminacji grup wyodrębnionych na podstawie najbardziej abstrakcyjnych
kryteriów, nie musi to być nawet pochodzenie z innej kultury.
Michał S.   |21.04.2011 15:31:54
1. Jeśli ksenofobia leży w ludzkiej naturze, to od tego jest kultura, żeby ją
neutralizować/pacyfikować/kanalizować w jakimś słusznym kierunku.
2. Partie
ksenofobiczne nie wchodzą do parlamentu WB, ponieważ system partyjny de facto
wyklucza z gry partie kilku-kilkunastoprocentowe. Brytyjska Partia
Niepodległości w wyborach do europarlamentu, przy innej ordynacji, uzyskała aż
16,5 procenta głosów, czyli 13 mandatów, a Nigel Farage to jedna z głośniejszych
postaci tamże. Rzecz ma się podobnie z francuskim Frontem Narodowym.
3.
Dodatkowi pracownicy podkopują welfare state, jeśli pracują poniżej standardów
wypracowanych przez związki zawodowe w umowach zbiorowych. Jeśli nie konkurują
tanią pracą - nie powinno być problemu.
Pozdrawiam serdecznie
MS
wtret  - re:   |21.04.2011 16:09:14
pkt 1, zgadzam się, pisałem, że trzeba ujarzmiać. Tylko nie przekonuje mnie na
razie sprowadzanie wszystkiego do ekonomicznej bazy, wydaje mi się, że pęka
powojenne tabu obejmujące faszystów. Czy tylko w wyniku neoliberalizmu i
pauperyzacji niektórych, oto jest pytanie.

pkt 3. W jednym z tekstów w
Serwisie Szwedzkim wyczytałem, że Szwedzcy robotnicy szczerze sympatyzują z
uzwiązkowionymi imigrantami, ale mają pretensje do nieuzwiązkowionych
łamistrajków. Być może taka postawa wcale nie podpada pod rasizm, tylko po
prostu pod walkę o swoje interesy, tak jak związki walczą o interesy z biznesem.
Nie wiem jak jest w Finlandii, fakt, nazwa Prawdziwi Finowie, trąci
rasizmem/nacjonalizmem. Tylko że taki antysemita nawet nie da szansy Żydowi się
‘nawrócić’

również pozdrawiam serdecznie :)
Spokojny   |21.04.2011 20:19:53
Ksenofobia wyrasta na czysto odruchowej niechęci grupy samców do innej grupy
samców wynikającej z instynktu bronienia własnego terytorium.
Imieniem tego
jest Testosteron i odruch ten się u ludzi nie zmieni. Mężczyźni tak mają, że
łaczą się w grupy i wymachują kijami w stronę innych mężczyzn z innej grupy. To
bardzo przyjemne robić coś takiego gdy posiada się w krwioobiegu Testosteron.

Wielu komentatorów z silną ambiwalencją do tego słowa i substancji podkłada
wszystkie sprzeciwy wobec obcych jakie tylko na świecie się pojawiają pod
rasizm, ponieważ rasizm wartościowany jest negatywnie, więc jest szansa by
podobnie ów testosteron negatywnie zwartościować. I potrzeba ta jest tak silna
że fakty przestają przeszkadzać. Stąd niechęć do euroislamu nazywa się rasizmem,
jakby muzułmańskie wyznanie było rasą, niechęć do robotników psujących rynek
jest rasizmem jakby identyczna nie dotyczyła na przykład Polaków, niechęć do
płacenia podatków na socjal pod który podłączają się przyjezdni którzy w życiu
grosza podatku nie zapłacili i nie zamierzają jest rasizmem - wszystko jest
rasizmem bo wszytko to jest okazją do mówienia o rasizmie. A mówienie o rasizmie
jest okazją do podskórnego mówienia o testosteronie - że jest niedobry, krzywdzi
i trzeba go wyeliminować.
kilpikonna   |22.04.2011 00:10:39
"Prawdziwi Finowie" to trochę mylące tłumaczenie nazwy tej partii
(Perussuomalaiset) - trudno w polszczyźnie o dokładny odpowiednik, ale
sensowniej byłoby mówić o "Zwykłych Finach". "Perus-" to tyle co
"podstawowy", (np. peruskoulu = podstawówka), może też trochę
"rdzenny", ale nie w sensie etnicznym, tylko w sensie
rdzenia=podstawy=zwykłości bez ozdóbek itd.
Pablo   |22.04.2011 11:52:35
Z lewicowych tekstów o imigrantach można wysnuć przypuszczenie, że ludziom
wmówiono (!), że mają problem z imigrantami i niechęć do nich to tylko rasizm i
ksenofobia. Proszę zapytać tych co mieszkali za granicą, jak to wygląda
naprawdę. Ja mieszkałem 7 lat, w tym 4 lata w Skandynawii. To co tam wyrabiają
imigranci to jest tragedia. Moją firmę w trakcie 2 lat okradziono 6 razy (3 razy
złapano sprawców - Arabów), w klubie bardzo ciężko pobito moich znajomych
(sprawcy - Arabowie), tych przypadków mógłbym tu mnożyć na cały felieton. Kiedyś
w Danii nikt nie zamykał domu ani samochodu, a teraz kultura mieszczańska
została zniszczona i funkcjonuje tylko tam, gdzie nie ma skupisk imigrantów. Mój
duński szef nie mógł znieść, że w okolicy było osiedle dla imigrantów
(wybudowane za pieniądze miasta, w tej chwili kompletnie zrujnowane, już się
myśli, gdzie przenieść jego mieszkańców), gdzie wszyscy żyją za pieniądze z
opieki społecznej (i z przestępstw), a on musi pracowników z Polski sprowadzać.
To samo było w innych krajach, w których pracowałem, UK przedstawia się jako
wzór integracji, tyle, że na miejscu to wygląda tak, że są getta arabskie i
afrykańskie, a Londyn to najniebezpieczniejsze miasto Europy! A na drugim
miejscu jest Amsterdam! W Holandii imigranci (kilka % społeczeństwa) popełniają
50% przestępstw! I ktoś się dziwi, że ludzie mają dość? Ja nie wiem kto w tych
krajach jest ofiarą, ale wiem, że bezmyślne przyjmowane imigrantów z krajów
obcych kulturowo sprawi, że cała Europa będzie rządzona przez takie partie jak
Prawdziwi Finowie, a wtedy nie tylko z imigrantami zrobią porządek, ale również
z innymi dziedzinami naszego życia.
uzid   |22.04.2011 13:24:43
tak, testosteron. zazdrosnym kobietom przeciez wasy rosna jak enerdowskim
zawodniczkom.
viking   |22.04.2011 13:33:44
@ Spokojny

Wytłumaczenia "naturalistyczne" bywają ciekawe i
słuszne. Daleki jestem od obsesyjnego ich zwalczania.

Problem pojawia się
wtedy, gdy upraszczają wszystko do absurdu. Nie da się ukryć, iż również
"samice" głosują w Europie na ksenofobiczne partie (co zresztą też może
mieć jakieś biologiczne wytłumaczenie). A wielu "samców" te swoje
naturalne, związane z testosteronem skłonności (których nie neguję), realizuje
np. poprzez zainteresowanie sportem, pozostając w innych społecznych kontekstach
bardzo tolerancyjnymi ludźmi.
Mam wrażenie, że przez wszystkie debaty
"nature vs. nurture", utkwiliśmy w jakimś klinczu intelektualnym.
Albo
strach przed obcymi jest wyłącznie winą społeczeństwa i podjudzających go
polityków albo jest tak naturalny, że "był, jest i będzie" i nic już na
to nie poradzimy. Albo jesteśmy zaprogramowanymi do walki "samcami" albo
w ogóle nie ma czegoś takiego jak "cechy męskie", jest tylko
"socjalizacja".
uzid   |22.04.2011 15:49:41
specjalnego klinczu tu nie widze. problem raczej urojony. jest proste, ze jesli
polityk gra na emocjach, musi miec na czym grac. tak to nie ma ze granie tworzy
fortepian. problem jest w tym czy wsystko sprowadza sie do fobii, czyli
irracjonalnego naddatku, ktory nalezy zdykredytowac. jednostki pozbawione leku
przed obcym koncza z nozem w brzuchu w zlej dzielnicy. tym ktorzy nie bronia
swojego zostanie wszystko zabrane. natomiast wersja, ze sie goni obcego dla
przyjemnosci samej w sobie bylaby bardzo trudna do obronienia przez
jakiegokolwiek naturaliste, bo to dosc gatunkowo autodestrukcyjne.
wtret  - re:   |22.04.2011 16:50:46
[quote=Pablo]
O właśnie o to mi chodziło. Na prawdę wydaje mi się, że lewica tu
buja w obłokach i upraszcza. Kłuci mi się to z wieloma relacjami "naocznych
świadków". Najlepiej wszystko zwalić na kapitalizm, ale co zrobić z
emigrantami, którzy nie przyswajają najlepszych cech nowej kultury, pomimo
wsparcia Państwa? Pewnie najlepiej wszędzie widzieć jakiś szklany sufit i
wszystko zwalać na rasizm rdzennej ludności. Potem może się zrobić zamknięte
koło, bo rzeczywiście nastanie rasizm, a państwa nie będą chciały dopłacać do
gett, więc getta będą biedne i zdesperowane, podziały klasowe pokryją się z
rasowymi, itd…
Spokojny   |22.04.2011 23:31:02
Pisząc o testosteronie nie analizowalem ludzi glosujących na prawdziwych,
rdzennych czy po prostu fińskich Finów tylko analizowałem ludzi którzy każdy
przypadek głosowania na takie partie sprowadzają do rasizmu. Sprowadzają to do
rasizmu, bo to im daje okazje do mówienia o rasizmie. A mówienie o rasizmie daje
im okazje do podskórnego mówienia o testosteronie, którego oni nie lubią lubić.

Natomiast problem jest jak najbardziej realny i im bardziej każdy kto o tym
powie będzie nazywany rasistą, tym mocniej będzie to ludzi wkurzać i tym mocniej
będą głosować na skrajne partie, widząc, że mądrzy lewicowcy nie chcą ich
zrozumieć i zamiast tego wolą ich wykorzystywac do swojej antytestosteronowej
batalii w wirtualnym świecie własnej czachy i własnych mizoandrycznych
kompleksów i heteromaczofobii. Romowie nie pracują nigdzie. Nie zdarza się, by
gdziekolwiek pracowali. Pracowałem w życiu w masie firm, znam też masę ludzi.
Nigdy nie widziałem, by Rom gdziekolwiek pracował ani nie znam nikogo kto by to
widział. No i w momencie kiedy wypowiem takie coś głośno zostaję rasistą.
Problem w tym, że przez to, że ja będę miał dość rozumu by tego nie wypowiadać w
towarzystwie luksusowych bywalców NWS czy klimatycznych knajpek Pragi gdzie bywa
pani Malanowska i ja też bywam, to przez to że ja będę miał dość rozumu żeby
tego tam nie wypowiadać nie przestaje to być prawdą. Oni rzeczywiście nigdzie
nie pracują. Niepodejmowanie pracy nie jest rasą. ale jeśli o czyimś
niepodejmowaniu pracy nie wolno mówić bo to się nazywa rasizmem, to problem się
staje rasowy.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 20.04.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.86175 Seconds