> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Porządek zapanuje w Londynie Drukuj
Michał Sutowski   
10.08.2011
Wielka Brytania to kraj „dwóch narodów, które nie mają ze sobą kontaktu i nie czują do siebie sympatii; które nie wiedzą o swoich zwyczajach, uczuciach ani myślach – tak jakby zamieszkiwały osobne strefy albo żyły na innych planetach; to biedni i bogaci”. Tego nie napisał Karol Marks ani nawet żaden poczciwiec z Partii Pracy. To słowa XIX-wiecznego premiera Benjamina Disraelego, najwybitniejszego brytyjskiego konserwatysty i prekursora idei Jednego Narodu, który rozumiał, że nadmierne nierówności mogą największą choćby potęgę doprowadzić na skraj katastrofy. Nic z tego nie rozumie natomiast David Cameron.


O co chodzi? Oczywiście o Londyn i zamieszki, największe od czasu słynnych rozruchów w Brixton w 1981, które proroczo przepowiedział m.in. zespół The Clash. Choć akurat do dzisiejszych wydarzeń bardziej pasują słowa innego jego utworu – London’s burning. Kilka osiedli brytyjskiej stolicy faktycznie płonie – i nie są to wyłącznie znane z francuskich przedmieść kontenery na śmieci czy samochody, ale także kioski, sklepy i całe budynki. Do wczoraj wiadomo było o co najmniej jednej ofierze śmiertelnej. Grupy (nieraz bardzo) młodych ludzi plądrują i demolują wszystko, co jakkolwiek kojarzy się z „normalnym” społeczeństwem, ale także z konsumpcją. Czyli z dwoma zjawiskami, z którymi sami mają stosunkowo niewiele wspólnego, bo i ze świata konsumpcji, i z normalnych więzi społecznych już dawno zostali wykluczeni.


Żeby było jasne – burdy w Tottenham i innych okolicach to nie początek społecznej rewolucji, a młodzi rabusie i podpalacze to nie polityczna awangarda wykluczonych. Najbardziej poszkodowani są ich sąsiedzi, zazwyczaj o niewiele lepszym statusie – stale zagrożeni spadkiem do podklasy drobni przedsiębiorcy, pracownicy usług albo wieloletni bezrobotni. Zamieszki niszczą i tak podupadłą infrastrukturę, nie wspominając o tym, że młodzi mieszkańcy przedmieść już niemal wszystkim „przyzwoitym obywatelom” kojarzyć się będą z hordą wandali.


Problem nie polega więc na tym, że premier Cameron zapowiedział zwiększenie sił policyjnych w Londynie – ponoć do 16 tysięcy ludzi. Problem polega na tym, że tylko dotąd sięga dla niego horyzont tej sprawy. No chyba że dodatkowe kompanie policji nie wystarczą, wówczas Wielka Brytania stoczy wielką debatę: użyć gazu, armatek wodnych i plastikowych kul czy nie użyć. Jastrzębie zażądają godziny policyjnej, a gołębie udziału większej liczby pracowników socjalnych. Lider torysów współczuje mieszkańcom demolowanych dzielnic oraz solidaryzuje się z przestraszonymi rodzinami i właścicielami zniszczonych posesji. Stanowczo potępia „akty kryminalne” i zapowiada przywrócenie porządku. Zwrócił się nawet do samych wandali: „Rujnujecie nie tylko życie innych ludzi i waszych społeczności, ale także swoje własne”. Czytaj: pójdziecie wszyscy siedzieć.


W ferworze zbiorowej licytacji potępienia David Cameron nie wspomniał o tzw. kontekście. Coraz więcej rodzin, którym premier tak współczuje, ma duże szanse, że ich dzieci trafią do gangu – średnia wieku nieletnich przestępców systematycznie spada. Dramatycznie rośnie liczba nie tyle nawet bezrobotnych, ile „pracujących ubogich”, którym z trudem wystarcza pieniędzy na przeżycie, a brak stałego zajęcia nie pozwala na sensowne planowanie życia. Pracodawcy uważnie śledzą rejestry skazanych – młody człowiek ukarany nawet za drobne przestępstwo nie ma wielkich szans na zatrudnienie. Ambitniejsi z gorszych dzielnic nie mają też wielkich szans na studia – zwłaszcza po podwyżkach czesnego i drastycznym ograniczeniu pomocy socjalnej dla studentów. Lokalne programy społeczne, choć wykazały swą przydatność w integracji wykluczonych, są systematycznie likwidowane, oczywiście w ramach ogólnej „konsolidacji” budżetów i solidarności biednych z londyńskim City. Choć rasizm – zwłaszcza policji – nie jest już tak dojmujący jak na początku lat 80. (kiedy to stał się przyczyną m.in. głośnych rozruchów w Brixton), „czarnymi” wciąż mało kto się przejmuje – kiedy czarne dzieci zabijają inne czarne dzieci, jakoś mało to kogo w debacie publicznej obchodzi.


Masowa i trwała bieda oraz wykluczenie to bardzo często źródła przemocy, choć nie dlatego nastoletni wandal plądruje sklep, że go nie stać na plazmowy telewizor. Społeczeństwo skrajnych nierówności i niskiej mobilności po prostu hurtowo produkuje tych, którzy w instytucjach szkoły i normalnego rynku pracy nie mają czego szukać – więc zaczynają szukać gdzie indziej. Jeśli problem przedmieść sprowadzić wyłącznie do jego kryminalnego aspektu, a głosy o potrzebie szukania jego społecznych źródeł do „frontu obrony przestępców”, porządek zapewne zapanuje. Przynajmniej poza murami getta.

  

Tekst ukazał się na portalu Wirtualna Polska.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Maurycy  - Porządek zapanuje w Londynie   |10.08.2011 17:46:34
Panie Michale, Myli się Pan pisząc, że David Cameron, nic nie rozumie z tego co
się dzieje w Londynie i w innych angielskich miastach. Wygrywając wybory i
wprowadzając reformy, które zapowiadał liczył się z tym, że część
zdemoralizowanych państwem socjalnym nierobów zacznie się buntować, kiedy zaczną
im likwidować, tak chwalone przez Pana programy społeczne. Wydaje mi się, że
podobnie jak Pan sądzą, że pewna epoka w świecie zachodnim musi się skończyć -
tylko, że dla mnie końcem tej epoki będzie skończenie z życiem na kredyt, z
różnego rodzaju programami rządowymi, które demoralizują i zniechęcają do pracy.
Zamorano   |10.08.2011 19:38:29
Tak sobie to tłumacz Panie Maurycy. To nie "demoralizowane państwem
socjalnym nieroby" wywołały kryzys globalny, tylko uprzywilejowana City. To
nie "zniechęcenie do pracy" wyprowadza miejsca pracy za granicę, tylko
"jobs creators" (buhahaha). Zdemoralizowani to są różnymi przywilejami
różni bardzo bogaci kumple premiera Camerona, których głównym pomysłem na
społeczeństwo jest oszukiwanie tego społeczeństwa na podatkach.David Cameron
uczynił sir Philipa Greena doradcą rządu do spraw
ubik   |10.08.2011 19:46:46
@Maurycy: Redystrybucja nie polega na wspieraniu nierobów, ale wyrównywaniu
niesprawiedliwego podziału zysków, w którym bogaci zyskują nieproporcjonalnie
dużo do włożonej pracy. Od lat 70-tych stopniowo postępuje proces, w którym
bogaci są coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi, a wraz z nim demontaż
państwa opiekuńczego. Mądrzy ludzie ustanowili to państwo w WB po roku 1945, bo
wiedzieli, że kupują sobie w ten sposób spokój społeczny. Ten spokój jako tako
utrzymywał się do dzisiaj i dlatego Maurycy jest gotów go poświęcić, aby nie
dotować "nierobów". Gdyby w jego mieście zaczęły się palić samochody i
centra handlowe szybko zmieniłby zdanie.
austriak  - re: ubik   |10.08.2011 21:55:35
Udowodnij, że podział zysków jest niesprawiedliwy, a bogaci zyskują
nieproporcjonalnie dużo do włożonej pracy. Po drugie nie jest prawdą, że biedni
stają się coraz bardziej biedniejsi:
http://www.statistics.gov.uk/articles/social_trend s/income-2010.pdf - strona 6.
Po trzecie - jeżeli bandyta przykłada Ci pistolet do głowy, bo chce zabrać Twój
majątek, to co powinno zrobić państwo (które przecież ma pilnować porządku)?
Zabrać Tobie i dać jemu, czy też wsadzić złoczyńcę do więzienia?
blaise   |10.08.2011 22:09:02
Skąd wiecie, ze to wszystko robią bezrobotni i "wykluczeni" przecież
niektóży z nich przyjeżdżają drogimi samochodami na rabunek i uzywają drogiego
sprzętu. Na razie jeszcze niewiele wiadomo o tych osobach, ja wiem mniej więcej
tyle, ile maurycy wie o programach rządowych. Wszystko wyjdzie po czasie. Mam
znajomych w londynie któzy teraz martwią się o swoje domy bo nie moga do nich
wrócić póki trwają zamieszki. Mam nadzieje, że policja ich zatrzyma obojętnie
jak byle jak najszybciej
ubik   |11.08.2011 00:28:14
@austriak: oczywiście państwo powinno pilnować przestrzegania prawa i
reagować ostro. Nie bronię bandytów, tylko interesuje mnie skąd się biorą w
takiej ilości. Natomiast wcześniej państwo powinno nie doprowadzać do takiej
sytuacji, aby zamieszki stały się faktem, przez cięcia socjalne i ograniczanie
redystrybucji. Oczywiście ważna jest przede wszystkim kwestia konsumpcjonizmu o
której pisze Bauman.
W odpowiedzi na wątpliwość: biedni są coraz biedniejsi
relatywnie, to znaczy wzrasta przepaść między nimi, a bogatymi, w kategoriach
bezwzględnych oczywiście ich sytuacja się poprawia stale od końca XIX w.,
szczególnie jednak po 1945.
W innej kwestii, społeczeństwa, w których różnice
między bogatymi a biednymi są mniejsze, są szczęśliwsze, zdrowsze, także
psychicznie, z mniejszą przestępczością. Tak jest w krajach Skandynawskich. Nie
oznacza to oczywiście, że ma być całkowita równość, ale zahamowanie zbyt dużych
nierówności. Jaskrawe nierówności występują w krajach najbardziej zacofanych, z
masami głodujących i nieliczną zamożną elitą, w Ameryce Południowej, duże
nierówności występują również w USA. Co do kwestii redystrybucji, takie jest
moje poczucie sprawiedliwości, które jest w naszym kręgu cywilizacyjnym, tj,
Europie, raczej podzielane. Kultura chrześcijańska zakłada pomoc słabszym, tak
aby mogli żyć godnie. Ten pogląd podziela następnie Oświecenie. Stąd wywieść
można pogląd, który upowszechnił się po 1945 r., że koniecznym warunkiem spokoju
społecznego jest istnienie państwa opiekuńczego, dokonującego nieco
sprawiedliwszej redystrybucji majątku. Przypominam, że w okresie "dzikiego
kapitalizmu" w XIX w. powszechne było poczucie niesprawiedliwości zbyt
dużych nierówności, co doprowadziło nieomal do zwycięstwa komunizmu w Europie
(ale nie w Ameryce), przypominam, że państwo opiekuńcze wymyślili konserwatyści,
(Bismarck) w obawie przed socjalizmem.
Od czasów Raegana i Thatcher coraz
bardziej podważa się ten aksjomat, szczególnie w okresie rządów Camerona, a
efekty widać. Oczywiście przyczyny zamieszek są złożone.
austriak   |11.08.2011 11:03:21
No i nie udowodniłeś, że podział zysków jest niesprawiedliwy, powołałeś się
tylko na "poczucie sprawiedliwości w naszym kręgu cywilizacyjnym". Tylko
że ono występuje nie tylko w Europie, a ze sprawiedliwością nie ma nic wspólnego
- to zwykła zazdrość i zawiść. Jeżeli złodziejka kradnąc mówi, że odbiera swoje
podatki, to znaczy że wolałaby pieniądze oddawane państwu spożytkować w inny
sposób. Więc może to nie cięcia socjalu są winne, ale ich nadmiar? No i kraje o
wysokiej redystrybucji oczywiście zamieszek nie znają - jak np. Francja czy
Grecja, dawniej PRL, Węgry…
kot  - austriak   |11.08.2011 17:09:39
Nie ma kryterium sprawiedliwego podziału zysków. Co z tego wynika?
ubik   |11.08.2011 22:09:09
@austriak: myślę, że abyśmy nie przestali być ludźmi, ekonomię musimy
możliwie starać się dostosowywać do wartości, które czynią nas ludźmi. Jaskrawe
nierówności społeczne są właśnie objawem zdziczenia i zezwierzęcania i prowadzą
do nieszczęścia, trzeba więc się starać je ograniczać. Masz jednak rację, że
ważną przyczyną rabunków w Londynie była zawiść i zazdrość. Ona jednak nie jest
uniwersalną cechą ludzką, a produktem konsumeryzmu - o tym pisze Bauman. Te
dzieciaki nie rabowały z głodu,a dla "miecia" laptopów, ciuchów, etc.,
bo "miecio" jest kwintesencją ich życia. To z nich zrobiła kultura
współczesnego kapitalizmu i ją musimy zmienić.
austriak  - re: kot i ubik   |12.08.2011 03:12:02
Zgoda, nie ma kryterium sprawiedliwego podziału zysków, skąd więc opinia, że
obecny podział jest niesprawiedliwy? Skoro nierówności społeczne są objawem
zdziczenia i zezwierzęcenia to dlaczego nie mielibyśmy wyrównywać ich
dobrowolnie? Przecież czynienie czegoś z przymusu nie czyni nas lepszymi, bo i
tak trzeba.
manku   |12.08.2011 23:28:25
Zastanawiam się co budzi u londyńskich szabrowników pogląd, iż kradzione dobra
im się NALEŻĄ. Czyżby lektura Pana Sutowskiego?
kot  - austriak   |13.08.2011 16:17:06
Zła odpowiedź!
Targun   |29.08.2011 17:05:52
Nie żebym się wymądrzał, ale słowa utworu "London’s Burning" opowiadają
o wieczornej przejażdżce przez Londyn samochodem i metrem a Londyn płonie tam
nudą i światłami samochodów.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 10.08.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.81686 Seconds